Paulinho piłkarzem Barcelony - jak interpretować ten transfer?

3 miesiące temu Paulinho piłkarzem Barcelony - jak interpretować ten transfer?
fot. Agencia Brasil [Tania Rego]

Po tym jak Neymar odszedł z Barcelony do PSG, Duma Katalonii potrzebuje dużego transferu, by zatrzeć wizerunkową wpadkę.

Paulinho to również nazwisko głośne, ale niestety w negatywny sposób. Nie oznacza to jednak, że Brazylijczyk okaże się bezużyteczny.

W wydanej niedawno autobiografii Johana Cruyffa szczególnie jedno spostrzeżenie zapada w pamięć. Brzmi ono mniej więcej tak: „Aby dobrze zarządzać klubem należy robić to z perspektywy boiska, a nie gabinetów”. Martwić mogą więc informacje, które podała gazeta „Mundo Deportivo”. Według niej sprowadzenie Paulinho było autorskim pomysłem Roberta Fernandeza, dyrektora sportowego Blaugrany, który „przepchnął” transfer, nie bacząc na to czy Ernesto Valverde piłkarza potrzebuje. To idealnie zaprzeczałoby powyższej idei Cruyffa.

Zakładając jednak pozytywny scenariusz - „El Txingurri” podpisał się pod zakupem wychowanka Audaxu, nie ma co tak bardzo panikować. Pomocnik ten ma bowiem sporo atutów, które ujawniają się dopiero przy odpowiednim wykorzystaniu go w taktyce. Oczekiwanie od niego jakiejkolwiek wirtuozerii to jak mieć pretensje do pracownika wykończeniówki, że nie umie namalować pięknego pejzażu.

Krótko mówiąc, Paulinho to typowy piłkarz-zadaniowiec, a takiego właśnie Barcelona aktualnie nie ma. Najbliżej jego profilu pozostaje Ivan Rakitić, ale ten od dłuższego czasu jest… nijaki? Wychowanek Audaxu będzie wykonywał głównie czarną robotę, taką niewidoczną dla oka, i choć mało kto to dostrzeże, nie raz może okazać się kluczowy. Tu odbierze piłkę, tam zaasekuruje partnera, jeszcze gdzie indziej pomoże w pressingu, by nie dopuścić do wyprowadzenia kontry… Niby nic, ale gdyby tego nie zrobił, to Blaugrana straciłaby gola lub chociaż naraziła się na groźny, szybki atak. Dodajmy do tego jego naprawdę niezłą motorykę i, już biorąc pod uwagę te proste rzeczy, Paulinho ma sporą przewagę chociażby nad Andre Gomesem czy Denisem Suarezem. Ci często bywali wręcz anemiczni, nie umieli właściwie się ustawiać, a w obronę angażowali się niechętnie, co okazywało się tragiczne w skutkach.

Ocena reprezentanta Canarinhos robi się nieco bardziej problematyczna w szerszej perspektywie. Z jednej strony jedynym klubem, w którym znacząco się wybijał był Corinthians. Poza tym kiepsko radził sobie w Tottenhamie, a od dwóch lat występował w słabej lidze chińskiej. Niezbyt imponująco.

Z kolei w Selecao – najlepszej reprezentacji Brazylii od wielu lat – to między innymi od niego Tite zaczyna budować skład na każdy poważniejszy mecz, a Paulinho z nawiązką odwdzięcza się za zaufanie selekcjonera. Wysoką jakość, którą daje, szczególnie potwierdzają ostatnie spotkania Canarinhos w eliminacjach do mundialu – z Argentyną, Peru, Urugwajem czy Paragwajem. To nie były przypadkowe wyskoki wysokiej formy naszego bohatera, lecz trend ukazujący jego regularną grę na wysokim poziomie.

Zakup Paulinho powinien martwić cules z zupełnie innych powodów niż kwestie stricte piłkarskie. Na przykład ekonomia – wiadomo, pieniędzy na Brazylijczyka nikt nam bezpośrednio z portfela nie wyciągnął, ale kto by nie chciał, aby jego ulubiony klub był wzorem również pod względem organizacyjnym? Trudno sobie jednak nie wyobrazić, aby w przypadku byłego ŁKSiaka nie powtórzył się scenariusz a'la David Villa czy Jeremy Mathieu. Łącznie kupiono ich za 60 milionów, a oddano za dwa. Kompromitacja. Z Paulinho wartym sprowadzonym za 40 milionów będzie podobnie, wszak ma on już 29 lat.

Ten transfer dokładnie obrazuje także nieudolność, z jaką obecni włodarze Blaugrany budują jej kadrę. Alena, Samper czy Marlon zaniżą średnią wieku w zespole, ale nie dajcie się zmylić – o sile tej drużyny stanowią głównie Panowie będący w okolicach trzydziestki: Pique, Busquets, Rakitić, Iniesta, Messi i Suarez. Na razie to jeszcze nie problem, bo wciąż mają przed sobą kilka lat gry na wysokim poziomie, ale gdy już zaniemogą, to niemal wszyscy naraz. Odpowiednich następców na horyzoncie La Masii nie widać, a cała reszta od niedawna nosi białe koszulki.

Jeśli więc zarząd Barcelony już teraz reaguje panicznie na rynku, to aż strach pomyśleć co zrobi w powyżej wspomnianej sytuacji. Bo że nie potrafi słów przekuwać w czyny, to idealnie udowadnia tego lata. Parafrazując powiedzenie – jak chcesz rozśmieszyć inne kluby, to opowiedz im o swoich planach transferowych. Tak było z Nasserem Al-Khelaifim z PSG w sprawie Verrattiego, a Liverpool w kwestii Coutinho i Borussia w związku z Dembele też nie dają za wygraną. Strona katalońska natomiast regularnie się ośmiesza. – Nie będziemy starać się o Griezmanna, ponieważ szanujemy i nie chcemy osłabiać Atletico – powiedział niedawno Josep Maria Bartomeu, prezydent Dumy Katalonii. Kurtyna.

W końcu na zakup Paulinho przez Barcelonę można też spojrzeć przez pryzmat tego co dzieje się na całym rynku transferowym, czyli szalejącej inflacji. Nie ma co przywiązywać się do cen, za jakie poszczególni zawodnicy przemieszczali się pomiędzy klubami 4-5 lat temu. Dopiero po wzięciu pod uwagę odpowiednich proporcji w zmianach cen uzyskamy ich właściwy obraz. Paulinho przechodził z Tottenhamu do Guangzhou za 15 milionów? Dziś Spurs zapewne sprzedaliby go dwa razy drożej, a może i nawet za tyle samo, co teraz Chińczycy Barcelonie. Czy więc pod tym względem należy się przejmować, że reprezentant Brazylii będzie czwartym najdroższym zawodnikiem sprowadzonym do Dumy Katalonii? Nie do końca. Gdyby Blaugrana zainteresowała się jakimkolwiek innym piłkarzem prezentującym podobny poziom, ten też prawdopodobnie byłby wysoko w hierarchii najwyższych klubowych zakupów.

Pójdźmy nawet dalej – w dobie transferu Neymara i kolejnych możliwych za około 130-150 milionów euro (Mbappe, Coutinho, Dembele) – czy dziś w ogóle należy zwracać uwagę na te liczby? Przynajmniej jeśli chodzi o kluby ze ścisłego europejskiego topu, tudzież dodatkowo kilka słabszych angielskich. Ostatecznie liczy się tylko to, żeby dostać zawodnika o jak najlepiej pasującym do drużyny profilu i o jak największych indywidualnych umiejętnościach. Reszta mogłaby być milczeniem.

* * *

Wracając do transferu Paulinho, Blaugrana nie popisuje się w tym wypadku również wizerunkowo. – Barcelonie tak wypada robić zakupy w Chinach jak Wojciechowi Amaro jadać zupę pomidorową w barach mlecznych – celnie zauważył Tomasz Ćwiąkała, komentator Eleven Sports, choć jeszcze trafniejsza byłaby metafora z typowym przydrożnym barem orientalnym, gdzie serwują kurczaka w cieście.

Guangzhou natomiast sprzedawać wcale nie musiało. Klub z Kantonu to azjatycki moloch, a jego właściciel jest na tyle bogaty, że z dolarów mógłby zrobić fototapetę w toalecie swojej i wszystkich innych mieszkańców miasta. Do tego Paulinho był kluczowym zawodnikiem Tygrysów Południa – w 2017 roku rozegrał 29 meczów na 33 możliwe i w każdym z nich występował po 90 minut. Dodatkowo Guangzhou co roku mierzy w potrójną koronę (liga, puchar oraz azjatycka liga mistrzów), więc tym bardziej nie należy się dziwić, iż Li Yimeng oraz Luiz Felipe Scolari nie chcieli puścić go do Barcelony za pół darmo.

* * *

Trudno wyciągnąć jednoznacznie wnioski z całego tego zamieszania, ale przynajmniej na razie sam piłkarz nie zasłużył na jakąkolwiek krytykę. Dajmy mu czas. Valverde lubi takich pracusiów i potrafi zrobić z nich użytek. Nie bez powodu w jego Athleticu na pozycji „mediapunta” występował Raul Garcia, a nie na przykład Iker Muniain. Jednocześnie Baskowie potrafili grać intensywnie, ale także przyjemnie dla oka.

W opisywanej sytuacji najgorzej wypada zarząd Barcelony i to w jego stronę powinno się kierować największą krytykę. Dzięki transferowi Paulinho adwersarze Josepa Marii Bartomeu i jego świty – ponoć chcący niebawem wypowiedzieć mu wotum nieufności – dostali mocny argument przeciwko swoim wrogom. Z ich strony grzechem byłoby nie pójść za ciosem.

MARIUSZ BIELSKI
ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Paulinho FC Barcelona Guangzhou Evergrande FC Hiszpania Chiny Brazylia
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2017 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.