Historia pewnego paska i akwarium

2 tygodnie temu Historia pewnego paska i akwarium
fot. Materiały prasowe Pogoni Szczecin

Jedni noszą w portfelu czterolistną koniczynę, inni nad drzwiami wejściowymi wieszają podkowę, a niektórzy, jak babcia Mulan z animacji Walta Disneya, wierzą, że szczęście zapewniają świerszcze. Kosta Runjaić ma swój własny talizman.

Ciężkie i potężne klamry do pasków kojarzą mi się przede wszystkim ze starymi, kultowymi westernami. Wypolerowane błyszczały w południowym słońcu, gdy zbliżał się czas pojedynku na śmierć i życie. Nie urastały jednak do rangi symboli zapewniających powodzenie w starciu rewolwerowców, ani także nie zajęły jakiegoś szczególnego miejsca w popkulturze. Tak samo jest w przypadku trenera Runjaicia, który nie traktuje ich jako swego rodzaju mody. „Pomyślałem sobie, że to będzie zabawne i zadziałało. To nie był żaden chwyt marketingowy”, wyjaśnił szkoleniowiec w rozmowie z niemieckim magazynem „Anstoss”. Fragment rozmowy dotyczył jednej, konkretnej klamry – z lilią.

(źródło: echo-online.de, fot. Claus Volker; na zdjęciu Ralf Panzer)

Wszystko zaczęło się około siedem lat temu, gdy wówczas w gruncie rzeczy nieopierzony, nieszczególnie znany trener przejął SV Darmstadt i pewnego dnia pojawił się w siedzibie drużyny z odsłoniętą klamrą do paska, której wzór jasno wskazywał na klubową przynależność: lilia.

„Tak właściwie Kosta Runjaić wybrał się do sklepu tylko po parę nowych butów. Wszyscy dobrze wiemy, jak to wygląda: człowiek idzie na zakupy, a w jego koszyku lądują inne rzeczy, których wcale nie planował kupować. Takie, których rozum zupełnie nie potrzebuje, ale serce wręcz pożąda. Wzrok Runjaicia padł na jeden z pasków – wyróżniał się szlachetną, kunsztownie zaprojektowaną klamrą. Wtedy w jego głowie zakiełkował pomysł. Wszak między nim a klubem wykształciła się szczególna relacja, która wyrastała poza zwyczajne interesy. Nic więc dziwnego, że Runjaic zdecydował się nosić symbol klubu nie tylko w sercu, ale także jako widoczny element garderoby. W tym przypadku – pod brzuchem. Lilia stała się jego klamrą od spodni”. Cała historia szczególnego symbolu została skrupulatnie opisana na portalu fr.de przez Sebastiana Rietha w 2014 roku, czyli na dwa lata po zakończeniu darmstadzkiego epizodu. „Nadal ją noszę, w zależności od nastroju.”, wyjawił Runjaić w tej samej rozmowie i podkreślił, że nie zawsze jest to właściwe – teraz musi wspierać Kaiserslautern (trener pierwszej drużyny w latach 2013-2015 przyp. red.).  Kopia klamry została przekazana klubowemu muzeum, a w jednym z wywiadów szkoleniowiec przyznał, że przynosi mu szczęście.

Ta szczególna relacja odcisnęła dość spore piętno w historii klubu i… wyglądzie jego siedziby. Szkoleniowiec jest typem człowieka, który „jeśli widzi, że trzeba coś zrobić, to się tym zajmuje” (za: anzeigenzeitung.de). Został nawet określony „chłopcem na posyłki – jeśli coś się gdzieś popsuło, Kosta już to zrobił”. Żeby tego było mało, Runjaić sam pojechał do IKEI, kupił meble, poskręcał je i zaaranżował wnętrze, żeby było bardziej przytulne i komfortowe. Angażował się w każdy element życia drużyny. Być może to też odegrało sporą rolę w ocaleniu klubu przed spadkiem. Szkoleniowiec przejął Darmstadt w marcu 2010 roku, gdy wisiało nad nim widmo spadku i nie tylko zapewnił bezpieczną lokatę w tamtym sezonie, ale rok później awansował do trzeciej ligi.

Steffen Gerth na p-stadkultur.de opisał jeszcze ciekawszą zależność między Runjaiciem a… klubowymi rybkami. Trzy miesiące po tym, jak trener opuścił drużynę, na portalu pojawił się artykuł dotyczący nagłego zanieczyszczenia akwarium.

„Lata obserwacji wykazały, że rybki w akwarium są prawdziwe. Pływają samodzielnie, nie są zasilane przez żadne baterie. Samo akwarium, fragment życia, musi mieć jednak jakieś moce energetyczne, ponieważ zawsze pojawia się w kluczowych momentach. Wszyscy pamiętamy sytuację, gdy jako trener Gerhard Kleppinger musiał skomentować makabryczną grę „Lilii” i przystanął obok akwarium, żeby zapalić. Mógł to zrobić absolutnie wszędzie, ale wybrał miejsce obok kolorowych rybek. Pragnął energii”.

Autor relacjonował, że horror zaczął się po przejęciu Duisburga przez Runjaicia. Czysta woda w akwarium nagle stała się mętna. Praktycznie nieprzezroczysta. „Koniec zawsze uderza najpierw w zwierzęta. Maleńkie rybki zaciekle przedzierały się przez mieszaninę glonów i innych śmieci, groziła im katastrofa naturalna”. Ponoć historia miała swoje szczęśliwe zakończenie – następca Runjaicia, Jürgen Seeberger z racji swojego pochodzenia z Konstancji (Jezioro Bodeńskie), ocalił akwarium i na chwilę przywrócił mu dawny ład.  Na chwilę, bo rok później Steffen Gerth powrócił z artykułem wyrażającym potężne oburzenie. Akwarium, które „stało tam od dziesiątek lat i stanowiło żywy protest przeciwko nudnemu, betonowemu wyglądowi stadionu” zostało zamienione na terrarium z gumowymi gadami.

***

Pasek z lilią nie był jednak jednorazowym wyskokiem Runjaicia. Dociekliwy redaktor z p-stadkultur.de doszukiwał się związków nowej klamry z przydomkiem Duisburga – „Zebry”.

(źródło: derwesten.de)

W czasie jednego ze spotkań zauważył bowiem, że szkoleniowiec sprawił sobie klamrę z konikiem morskim. „Jeśli potraktuje się to zagadnienie szerzej, zebra w pewnym sensie ma związek z konikiem morskim – może konik morski jest morską zebrą. Prawdopodobnie Kosta, kartkując książkę do biologii, dostrzegł Hippocampusa Zebra” (naprawdę istnieje, nie trzeba googlować).

***

Na łamach „Allgemeine Zeitung” Runjaić został nazwany „człowiekiem od misji pozornie niemożliwych” i rzeczywiście, coś w tym jest. Sprawia wrażenie autentycznego na tyle, na ile autentyczny może być trener w dzisiejszych czasach. „Jest ambitny i kocha szczegóły, ale przy tym wszystkim pozostaje komunikatywny. Niezależnie od tego, czym się zajmował w ostatnich latach, udawało mu się. Bez wyjątku. Bessermacher nie czerpie z długiej, profesjonalnej kariery, jak wielu jego kolegów (zerwanie włókien mięśniowych, gra tylko na poziomie Oberligi w Hesji). Zanim został zatrudniony w Darmstadcie, nikt o nim nie słyszał.”, podsumowano jego działalność w magazynie „Anstoss”. Potrafi być jednocześnie zabawny, jak i szorstki. Na portalu anzeigenzeitung.de pojawiła się obszerna relacja z jego pierwszego dnia w siedzibie TSV 1860 Monachium. Trener na samym początku serdecznie pozdrowił sprzątaczkę, która życzyła mu powodzenia, a za chwilę w towarzystwie prezesa i dyrektora sportowego (odpowiednio Cassalette i Kreuzer), rzucił w kierunku dozorcy męczącego się z młotem pneumatycznym, że jest jedyną osobą pracującą w klubie. Trener Runjaić mógł odczuwać wsparcie ze strony prezesa, który był całkowicie przekonany, że chce niemieckojęzycznego szkoleniowca, który ma doświadczenie w 2.Bundeslidze. Według sueddeutsche.de miał nawet powiedzieć do Ismaika, jednego z inwestorów: „Nawet jeśli chodziłoby o Mourinho,  powiedziałbym: Hasan, raczej nie”.

Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby symbolem tej kolejnej „pozornie niemożliwej misji” stała się nowa klamra. Tym razem, na przykład z motywem gryfa.

ŹRÓDŁA: p-stadkultur.de, fr.de, anstoss-magazin.de, bundesliga.com, echo-online.de, allgemeine-zeitung.de, meine-anzeigenzeitung.de, tz.de, sueddeutsche.de,

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Ekstraklasa Trenerzy 1. FC Kaiserslautern MSV Duisburg SV Darmstadt 98 TSV 1860 Monachium Pogoń Szczecin Niemcy Polska Kosta Runjaić
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2017 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.