Legia łapie rytm. Prosty schemat, widoczny progres

4 tygodnie temu Legia łapie rytm. Prosty schemat, widoczny progres
fot. FotoPyk

Podopieczni Jozaka nie prezentują porywającego futbolu. Potrafią jednak do takiego stopnia zmęczyć rywala, że w końcu szala zwycięstwa przechyla się na ich korzyść. A teraz jeszcze faktycznie są znacznie lepiej zorganizowani na boisku.

Legioniści nie przegrali w Ekstraklasie od 5 meczów, ale dopiero zwycięstwo z Górnikiem można uznać za nieprzypadkowe – takie, w którym gospodarze mieli po swojej stronie kontrolę i rzeczywiście wiedzieli, w jaki sposób należy zabrać się za przeciwnika. Wykonano świetną robotę nie tylko w kontekście własnej strategii, która została tak dostosowana, żeby jak najmocniej zminimalizować ryzyko popełnienia błędu, ale przede wszystkim bardzo sumiennie rozpracowano rywala. Jego taktyka stała się bronią obosieczną. Wszystko miało być zamknięte w prostym schemacie, bez zbędnego kombinowania.

Funkcjonalny futbol

Jeszcze na samym początku meczu można było odnieść wrażenie, że Górnik nie odda łatwo skóry. Centralnym zawodnikiem w rozegraniu był Matuszek, który pozostawał w bezpośredniej łączności z Kądziorem i Wolniewiczem operującymi w bocznym sektorze boiska (także w defensywie – ograniczanie przestrzeni). Wsparcie zapewniał Żurkowski – zabrzanie wychodzili do odbioru ze środkowej strefy już w momencie, gdy legioniści organizowali atak od tyłu, następnie piłka była przekazywana do strefy ofensywy, bez rozgrywania. Podopieczni Brosza próbowali grać szybko, na jeden kontakt i maksymalnie jak najczęściej do przodu (kiedy tylko się dało, bez wycofywania), ale ich pole gry było konsekwentnie ograniczane.

Wszystko z jednej, prostej przyczyny: podopieczni Jozaka dostali podobne wytyczne, gra miała być prosta, a cel zrealizowany. Trzeba jednak przyznać, że w pierwszej fazie meczu prostota może i rzeczywiście wybijała się na pierwszy plan, ale zdecydowanie brakowało konkretów. Do rozegrania cofał się Kucharczyk, którego jedynym zadaniem było przekazanie długiej piłki na Hamalainena lub Niezgodę wbiegających w wolne przestrzenie między obrońcami zabrzan. Początkowo podejmował złe wybory (kilkakrotnie lepiej byłoby zagrać do ustawionego przed polem karnym Guilherme), jego podania były niedokładne, a przestoje destabilizowały mecz. Brakowało reakcji w tempo przy wyjściu na pozycję. Wiele razy mogło się to skończyć tragicznie dla gospodarzy, bo Górnik bazował na kontratakach i po takim przechwycie wychodził +/- 3 zawodnikami do ataku. Legia była jednak na to gotowa, włożyła mnóstwo wysiłku w sprawne przesuwanie się piłkarzy w defensywie. Cała koncentracja linii obrony była skupiona wokół trzymania linii spalonego – i choć wydawało się, że to ryzykowna zabawa, to błędy były rzadkością. Zwłaszcza że zabrzanie nieczęsto porywali się na dynamiczne akcje oskrzydlające, dominowały proste środki. Szybko okazało się, że gra z pominięciem linii środkowej, kierując piłki bezpośrednio na Angulo/Wolsztyńskiego nie ma najmniejszego sensu – za każdym razem akcje kończyła uniesiona chorągiewka.

Górnik został pozbawiony większości możliwości organizowania ataków i zaczął powoli oddawać inicjatywę. Kontrola Legii stawała się coraz bardziej wyraźna. Wraz z upływem czasu pojawiała się coraz większa łatwość w przekazywaniu piłek na operujących w okolicach „szesnastki” Hamalainena i Niezgodę. Zabezpieczanie tyłów było coraz mniej istotne, bo gospodarze uzyskiwali coraz większą przewagę.

Miejsce dla Guilherme

W drugiej połowie Legia przeszła do kolejnego etapu budowania swojej dominacji tak, żeby w końcu przyniosła jakieś wymierne korzyści. Zbiegło się to ze zmianą w drużynie gości: Wolsztyńskiego zastąpił Ambrosiewicz, doszło do przesunięcia w środkowej strefie, która w tym momencie docelowo miała być bardziej zabudowana. Tylko „docelowo”, bo w praktyce zmieniło się naprawdę niewiele. Wszystko z powodu jednego zawodnika, który wziął na swoje barki całą odpowiedzialność za rozegranie.

Guilherme w pierwszej części meczu, a Guilherme w drugiej to dwaj zupełnie inni zawodnicy. Bynajmniej nie chodzi o to, że jego gra była do takiego stopnia sinusoidalna. Szkoleniowiec przydzielił mu nieco inne zadania, środek ciężkości został przesunięty. Pomocnik był bardzo aktywny w środkowej strefie i to właściwie on rozpoczynał większość akcji ofensywnych swojej ekipy. Cofał się do linii obrony, pomagał w dokonywaniu wyborów, ale nie stronił także od gry bliżej linii ataku, żeby wspomóc ją bezpośrednimi podaniami uruchamiającymi. Był wszechobecny jeśli chodzi o rozegranie. Świetnie pograł z Niezgodą ok. 50. minuty – najpierw uruchomił go na skraju pola karnego, a następnie już w jego obrębie doczekał się podania zwrotnego. Dzięki niemu legioniści mieli znacznie więcej miejsca w okolicach 16. metra, a ich ofensywa stała się zdecydowanie bardziej konkretna. Od niego zależało, jak będzie wyglądał atak – czy z pominięciem środka, czy przy wykorzystaniu skrzydeł, czy może sam wparuje w pole karne. Szczególnie ten drugi element przesądził o zwycięstwie Legii. Jeszcze przed angażowaniem bocznych sektorów, siła rażenia była znacznie mniejsza. Guilherme nie miał także problemów z wejściem między obrońców, a wówczas przewaga Legii była budowana od tyłu. Oczywiście nie miałoby to racji bytu, gdyby nie ścisła współpraca z atakiem, który bardzo dobrze reagował na wszelkie przesunięcia w obrębie formacji.

Wraz z nadaniem „nowej” funkcji, legioniści zaczęli wykorzystywać akcje oskrzydlające do osaczania przeciwnika. Okazało się to strzałem w „dziesiątkę”, bo obrońcy Górnika nie za bardzo wiedzieli, jak wówczas mają poradzić sobie z kryciem (gdyby nie Loska, wymiar kary mógłby być znacznie wyższy). Zwłaszcza gdy trzeba było szybko reagować na jednocześnie Hlouska będącego przy piłce i Hamalainena wychodzącego na obieg (podobnie, kiedy Guilherme zbiegał na skrzydło). Schemat się nie zmienił, prostota nadal miała dominować.

Podopieczni Jozaka w kwestiach taktycznych idą po linii najmniejszego oporu, ale z każdym kolejnym meczem widać, że ma to naprawdę sporo sensu. Popełniają błędy, nawet te nieskomplikowane systemy gry są bardzo dalekie od perfekcji, ale już w tym momencie można powiedzieć, że są na dobrej drodze do zbudowania czegoś konkretnego. Poszczególni zawodnicy coraz lepiej „czują” swoje zadania, a to znowuż przekłada się na obraz całej gry. Nowością jest także odpowiednia reakcja na wydarzenia meczowe. Legia nadal przynudza, wierci dziurę w brzuchu przeciwnika, ale jednocześnie wyciąga wnioski, potrafi szybko się zorganizować i uderzyć w nieco inny sposób. Wciąż nieperfekcyjny, ale wyraźnie lepszy.

 

ŹRÓDŁO
transfery.info
TAGI: Legia Warszawa Górnik Zabrze Romeo Jozak Ekstraklasa Polska
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2017 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.