To nie koniec kłopotów Glasgow Rangers?

7 lat temu
| Fot. Glasgow Rangers

Upadek i bankructwo „The Gers” to nie koniec problemów dla klubu z Ibrox Stadium. Już niedługo może się okazać, że afera z udziałem szkockiego klubu wybuchnie na nowo za sprawą oszustw podatkowych.

Glasgow Rangers nie zostało dopuszczone do rozgrywek w najwyższej klasie rozgrywkowej w Szkocji za sprawą długów, które przekraczają 140 milionów funtów.  Choć suma jest zawrotna i już samo jej spłacenie będzie niezwykle trudne, problemy mogą się dopiero zacząć. Już niebawem rozpocznie się śledztwo w sprawie oszustw podatkowych, jakich dopuszczał się klub przez ostatnich dwanaście lat.

Sprawa dotyczy transferów piłkarzy, którzy byli najdrożsi  i ich zarobki były największe w ekipie 54-krotnych mistrzów Szkocji. Wśród nich padają nazwiska Ronalda de Boera, Dado Prso, Barry’ego  Fergusona, Jeana Allaina Baumsonga, Libora Sionko czy Mikela Artety. Najprawdopodobniej byli oni zatrudnieni na dwóch etatach w szkockim klubie. Jednym z pracodawców miał być klub, natomiast drugim fikcyjna spółka klubu zarejestrowana w jednym z podatkowych rajów. Łączne przychody piłkarzy były więc zgodne z ich oczekiwaniami, jednak podatki odprowadzane rpzez klub były dużo niższe niż powinny. Mówi się o tym, że włodarze klubu okradli w ten sposób szkockiego fiskusa na kilkadziesiąt milionów funtów. Wskutek tego mogą posypać się wyroki sądowe. Przesłuchiwani z pewnością będą również piłkarze, którzy mieli najwyższe kontrakty w poszczególnych sezonach. – Oni nie musieli o tym wiedzieć. Wątpię jednak, czy tak było, bo każdy agent pilnuje interesów swojego klienta i nie pozwoliłby bezinteresownie na jego udział w takim procederze. – uważa Bo Harrison, angielski prawnik, który na co dzień zajmuje się oszustwami podatkowymi w jednej z londyńskich kancelarii adwokackich.

Jak sprawa się potoczy, na chwilę obecną ciężko powiedzieć. Ale pewne jest to, że Rangers z tej zapaści mogą się już nie podnieść. Degradacja do czwartej klasy rozgrywkowej jest tak naprawdę najniższym wymiarem kary. „The Gers” nigdy nie byli drużyną przynoszącą wielkie pieniądze. Kiedy klub seryjnie, bo aż dziewięć razy z rzędu wygrywał ligę szkocką, nie było problemów. Kiedy jednak do głosu zaczęli dochodzić rywale zza miedz, czyli Celtic, klub zaczął się zbroić. David Murray, ówczesny prezes klubu wydawał na piłkarzy średnio dwa razy więcej pieniędzy niż „The Bhoys”. Zatrudniał też dużo bardziej znanych piłkarzy, których często do występów w lidze szkockiej przekonywały jedynie wysokie apanaże. Celtis natomiast inwestował w młodzież, kupował piłkarzy na dorobku lub takich, którzy zblizali się do końca kariery i jeszcze chcieli pograć na wysokim poziomie. Wielu piłkarzy tez wypożyczał. Stąd wydatki klubu były pod kontrola i nigdy nie przekraczały przychodów. Glasgow Rangers postępowało odwrotnie i teraz może się okazać, że ten wspaniały klub z wiernymi kibicami od dwunastu lat funkcjonuje na oszustwie. Oszustwie tym większym, że jego ofiarą padli kibice, związek, banki, fiskus, a nawet piłkarze.

- Nie ukrywajmy, że to jakaś paranoja. Te długi nie wzięły się znikąd. Kiedy klub sprowadził Tore Andre Flo za dwanaście milionów funtów, to na szkockie warunki to były astronomiczne pieniądze. Norweg długo nie pograł, ciągle łapał kontuzje, strzelił za to dużo goli. A później odszedł za jakieś śmieszne pieniądze. Klub prawie nic na nim nie zarobił, a nie wierzę, żeby jego zarobki były mniejsze niż w Chelsea. A to dwanaście milionów funtów to wtedy mogła być nawet połowa budżetu na transfery tego klubu, jeśli nie więcej. – uważa Janne Urpantilla, fiński korespondent dziennika „Aamulehti”.



ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Glasgow Rangers FC Szkocja Dado Prso Mikel Arteta Amatriain Tore Andre Flo
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT | POLITYKA PRYWATNOŚCI
© 2004-2018 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.