Krajobraz po Grudziądzu

5 lat temu

Ktoś rzucił: oświadczenie Klimczaka! Szybko kojarzę, o jakiego Klimczaka chodzi – bo prezes Lecha nie jest postacią jakoś bardzo medialną. A już na pewno nie tak, jak jego poprzednik Andrzej Kadziński.

Internetowe wydanie Gazety Wyborczej donosi tymczasem o „zdumiewającym oświadczeniu”. No to czas się przekonać, o co idzie w tym ambarasie.

Parę kliknięć i jestem. Nad oświadczeniem zdjęcie Karola Klimczaka – z wyrazem twarzy lekarza, który przekazuje rodzinie umierającego, że z ich bliskim nie da się już nic zrobić. Nie ma ratunku. To zadziwiające, ale fotka pasuje wręcz idealnie do zaistniałej sytuacji. Czapki z głów, Panie i Panowie, przed tym, kto je wybrał. Ale już, do lektury!
 
Czytam raz, drugi, trzeci. I jeszcze czwarty. Przez głowę przelatują mi rozmaite myśli, wracam do wydarzeń sprzed kilku miesięcy, kiedy w Poznaniu szykowała się nie tyle hurtowa wyprzedaż, co wietrzenie magazynów – bo przecież trzon zespołu oddano za darmo. I te zapowiedzi z czerwca, że już na początku lipca zespół będzie solidnie wzmocniony i gotowy na bój o Europę. Postaram się jednak w miarę to wszystko uporządkować:
 
1) Oczywiście, że porażka z Olimpią Grudziądz to kompromitacja. Piłkarze Lecha byli żenujący, wręcz tragiczni, zasługując jedynie na drwiny i salwy szyderczego śmiechu. Tak to bywa, gdy „gwiazdy” polskiego futbolu klubowego jadą na prowincję i wspaniałomyślnie dostosowują się poziomem do rywali. Nawet jeżeli wygrywają, kopią się po czołach i sprawiają, że znów można strzelać truizmami o potędze ambicji i woli walki przysłowiowego kopciuszka. 
 
Rumak mówił po meczu, że zaskoczyła go jakość dośrodkowań rywali (!). Czy ja śnię? To nie Olimpia centrowała dobrze, to lechici walili farfocle. Zagrali kompletny piach. Ale co może Rumak, kiedy „gwiazdy” nie potrafią wymienić dwóch podań z pierwszej piłki, a przyjęcie należy brać za sukces? OK, Ślusarski od zawsze poprawia kozłem, ale reszta? Zapomnieli, jak się gra w piłkę? Nie chciało się? „Tak wyszło”? Ci piłkarze powinni urządzić sobie w Grudziądzu trening strzelecki, strzelić kilka bramek i na luzie poklepać. Standard, wydawałoby się.
 
2) Klimczak pisze o dotarciu do sedna problemu. Jak wałkowałem wyżej, w pierwszej kolejności za niedzielny popis Fergusonowa suszarka dla piłkarzy. Kiedy jednak przydarza się taka kompromitacja, warto o klubie pomówić szerzej i wyłapać faktyczne sedno problemu. Teraz zawinili piłkarze, choć nie powinni. Inna sprawa, że sporej części z nich nie powinno w ogóle być w Lechu.
 
O sednie problemu alarmowano od dawna. Oddanie trzonu zespołu, jakkolwiek wypalonego, musi nieść za sobą stworzenie nowego. Transfery obiecano, wzmocnienia, a nie uzupełnienia składu, wyszło… prawie jak zawsze. Ale Lech osłabiany jest od lat, od ostatniego sezonu pod wodzą Franciszka Smudy co rusz odchodził ktoś ważny i kibice zadawali sobie pytanie: jak sobie damy bez niego radę? Wychodziło to jako tako, teraz nie wyszło.
 
I wiadomo, że Rumakowi nic do tego. W drużynę przestano inwestować, we Wronkach skupiono się na chomikowaniu pieniędzy i sprzedawaniu kitu ciemnemu ludowi. Pamiętam, jak najpierw Bakero, a potem Rumak mieli odmładzać skład. Do faktu, którym były braki kadrowe, dorobiono teorię. Nie przeczę, że w Lechu zaczęto sięgać po zdolnych wychowanków, ale przedstawianie tego w mediach jako projektu na skalę barcelońskiego mogło wywołać ledwie uśmieszki politowania.
 
Tak, systematyczne osłabianie przez przyjęcie koncepcji ekstensywnej doprowadziło Lecha do miejsca, w którym znajduje się dzisiaj: 13 sierpnia, a poznaniaków nie ma już w Lidze Europy i Pucharze Polski. Z brakami w składzie, jak choćby z wielką pustką w ataku, bez realnych wzmocnień. Beenhakkerowskie step by step, ale na wstecznym.
 
3) Bakero… To też kawał historii. Facet dziarsko prowadził Lecha w czarną dupę, do końca ciesząc się poparciem góry. I to tak długo, że poznańską drużynę mało kto chciał w ogóle oglądać, a osoba Jose „Jestem Zadowolony” tylko pogarszała i tak fatalną atmosferę. Kibice byli wkurwieni (dla wrażliwych - wkurzeni), piłkarze chyba również, a góra niewzruszona. Bakero zostaje, Bakero ma pełne poparcie zarządu, Bakero buduje długofalowy projekt, kontakty Bakero to ogromy atut i tak w kółko. Jakiekolwiek oświadczenia pojawiły się dopiero, kiedy w oczy zajrzał strach przed drugim z rzędu sezonem bez europejskich pucharów. A tymczasem Rumak dostaje skład po Bakero, ma jakąś koncepcję i nic mu po niej, bo za moment znika połowa składu.
 
Dla jasności – nie bronię Rumaka jako osoby odpowiedzialnej za to, w jaki sposób prezentuje się Lech. Bo można go nie lubić, momentami trzeba krytykować za błędy i mentorskie maniery. Tyle że z Bakero obchodzono się jak z jajkiem, zaś Rumak dostaje po głowie za to, co Hiszpanowi uchodziło na sucho. Ambicje zostały, oczekiwania zbliżone do ostatniej wielkiej przygody w Lidze Europy, ale… kim ten Rumak ma grać? Ślusarskim w ataku? Ubiparipem? Możdżeniem na prawej obronie? Drewniakiem w środku? W ten sposób walczyć o „majstra” i lać Manchester City? Weźmy Azerów z Chazara. Byli, owszem, bardzo buńczuczni, ale kiedy przyłożyli sobie obecny skład do tego, który zlał ich w rewanżu 4:1, to zaświeciła im się lampka: niby dlaczego nie?
 
Spójrzmy, tak z dystansu, jak bardzo spieprzono ostatnie 2-3 lata. Na Lecha była moda, w mediach był najpopularniejszym klubem, z mnóstwem rozpoznawalnych i klasowych graczy. Jeśli ktoś ma nam przynieść radość w europejskich pucharach, to tylko Lech! – takie opinie przeważały. Byli sponsorzy, marketing jako tako funkcjonował, były świetne perspektywy. Na fali „cudownego” mistrzostwa Polski można było popłynąć po wieloletnią hegemonię w kraju i zyskać markę w Europie. Dzisiaj? Brakuje sponsora na koszulkach, sponsorzy w ogóle nie walą tłumami na Bułgarską. Sportowo sprowadzono Lecha do roli średniaka, marketingowo – słabiaka. Moda minęła. Po tamtym Lechu, ze wszystkimi swoimi ułomnościami, nie zostało prawie nic.
ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Lech Poznań
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2017 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.