Dziesięciu do kompletu - co, dzięki eliminacjom, zobaczymy w Champions League

4 lata temu
Kazachowie z Szachtiora w tym roku jednak nie zaznają Ligi Mistrzów. Celtic okazał się lepszy | fot. Guardian

Koniec eliminacji Ligi Mistrzów to nie tylko czas smutnej refleksji (właściwie - jak co rok), ale też pora na zrobienie wstępnego rachunku plusów i minusów. A więc - co dzięki wynikom eliminacji zobaczymy w tegorocznej Lidze Mistrzów?

1) Zamiast polskiej Legii, "polską" Steauę
 
Trudno pozytywów doszukiwać się w odpadnięciu Legii z Ligi Mistrzów, jeśli jednak jakiekolwiek mielibyśmy spróbować znaleźć, to chyba przede wszystkim fakt, że w Champions League doświadczenie będzie zbierać co najmniej jeden reprezentant Polski. Pewny plac w zespole mistrza Rumunii ma bowiem Łukasz Szukała (po odejściu Vlada Chirichesa filar obrony), a za moment może do niego dołączyć Piotr Celeban. Trzeba zresztą przyznać, że jeśli chodzi o transfery "last minute", Steaua ma rozmach. Dziś w mediach gruchnęła lista nazwisk, których zatrudnienie dzięki Lidze Mistrzów ma być możliwe. Oto i ona:
* Piotr Celeban,
* Fernando Varela (ćwierćfinalista Pucharu Narodów Afryki w barwach rewelacyjnej Republiki Zielonego Przylądka, kluczowy stoper Vaslui, gdzie w ubiegłym sezonie w każdym meczu, w którym zagrał, zaliczył pełne 90 minut),
* Wesley (napastnik rok temu kupiony z rumuńskiego Vaslui do Al-Hilal za 3 miliony euro, wcześniej król strzelców rumuńskiej ekstraklasy),
* Ionut Neagu (w kraju uważany za jednego z lepszych defensywnych pomocników, reprezentant Rumunii, 110 meczów w lidze i już 4 w rozgrywkach Champions League).
 
2) Zespół, który może wygrać z każdym (tylko nie w finale)
 
Czyli, jak łatwo się domyślić - londyński Arsenal. Trofea od dłuższego czasu temu zespołowi nie są pisane, jednak choćby dwumecz, w którym londyńczycy byli o włos od wyeliminowania Bayernu (na pewno bliżej, niż zdobywająca ostatnio znacznie więcej tytułów Barcelona) pokazał, że nikt nie ma prawa lekceważyć podopiecznych Arsene'a Wengera. A i w odbiorze "Kanonierzy" są zespołem bardzo przyjemnym i czasami - gdy tylko złapią luz - potrafią sprawić, że z zachwytu szczęka opada. Jako że każda seria ma swój koniec, może w tym roku to szczęki, a nie ręce będą kibicom "The Gunners" opadać regularnie.
 
3) Dryblingi Mohameda Salaha
 
Kto oglądał dwumecz Tottenhamu z Basel z poprzedniej edycji Ligi Europy, ten musiał zapamiętać Egipcjanina, który raz po raz jeździł jak chciał z obrońcami Tottenhamu. Zwód do lewej, zwód do prawej, a to niesygnalizowany strzał, a to jakiś no-look pass. Ten chłopak to na pewno ktoś, kogo kariera zapowiada się świetnie, a lepszego okna wystawowego od Champions League chyba w Europie nie ma.
 
4) Jednego uczestnika Deyna Cup
 
Z przymrużeniem oka można powiedzieć, że brakło około ośmiu minut plus czas doliczony, by okazało się, że Deyna Cup był turniejem ze wszech miar pechowym. Najpierw z Ligi Mistrzów odpadł najsłabszy zespół turnieju, Partizan Belgrad, a wczoraj zwycięzca - warszawska Legia. Austrii Wiedeń udało się te rozgrywki uratować dzięki Romanowi Kienastowi, który minutę po wejściu na boisko zdobył gola na 2:3, promującego zespół austriacki. 
 
5) Jeszcze jednego Polaka?
 
Jeśli zostanie dopięty transfer Waldemara Soboty do Schalke, to wczorajsze 3:2 z PAOKiem w Salonikach sprawi, że będziemy się emocjonować występami kolejnego reprezentanta naszego kraju w najbardziej prestiżowych rozgrywkach Europy. Oczywiście pod warunkiem, że kontrakt zostanie podpisany, a Sobota tak przebojowo, jak rozrywał defensywę Club Brugge czy osatnio Widzewa, przedrze się do pierwszego składu. A rywali ma "nieco" mocniejszych, niż wtedy, gdy wchodził do Śląska. Przypomnijmy - wtedy byli to tacy zawodnicy jak Łukasz Madej i Piotr Ćwielong, teraz - Jefferson Farfan, Tranquillo Barnetta czy Christian Clemens.
 
6) Wyrzut sumienia wszystkich polskich klubów
 
Budowana za mniejsze pieniądze, a jednak grająca w Champions League już drugi raz w ciągu trzech sezonów Viktoria Pilzno. Waleczni Czesi (tylko pięciu zawodników w 24-osobowej kadrze pierwszego zespołu to nie rodzimi zawodnicy) rok temu pokazali choćby Napoli z Markiem Hamsikiem i Edinsonem Cavanim, jak gra się w piłkę, teraz będą chcieli dać lekcję pokory kilku jeszcze znamienitszym rywalom. I właśnie w tym zespole będziemy upatrywać czarnego konia fazy grupowej. Naukę zebrali już dwa lata temu, kiedy trafili między innymi na Barcelonę i Milan. Z tymi drugimi udało się nawet Viktorii zremisować.
 
7) Wielki włoski klub, któremu obecnie do tej wielkości jest bardzo daleko
 
W ostatniej kolejce Serie A Milan co prawda zdobył kwalifikację do eliminacji Ligi Mistrzów, jednak czy to jest powód do dumy dla zespołu, który w XXI wieku zdobył główne trofeum dwa razy? Niekoniecznie. Dwumecz z PSV rozstrzygnął się dopiero w drugim spotkaniu, kiedy to Milan - mimo wyglądającego dumnie wyniku - wcale nie był taki pewny awansu. Końcówka pierwszej i początek drugiej połowy to pełne ręce roboty dla Abbiattiego i kilka nowych siwych włosów na głowach i tak ostatnio średnio rozpieszczanych kibiców "Rossoneri". Ale - nawet jeśli teraz forma nie jest najwyższa - AC Milan to wciąż drużyna, która w pucharach co roku walczy o najwyższe cele.
 
8) Rozrzutnych Rosjan, jak zwykle mierzących bardzo wysoko
 
Choć rosyjskie kluby jakoś nie potrafią wiosną w Lidze Mistrzów zachwycać (albo po prostu wpadają na rywali będących poza zasięgiem), to jednak co roku apetyty są wielkie. Proporcjonalnie do pieniędzy, wydawanych na wzmocnienia. I choć w tym akurat roku Zenit nie ściągał nikogo za kilkadziesiąt milionów euro, to i tak powinien pokazać kawałek dobrego futbolu. W domu są przecież znów Arszawin i Tymoszczuk - filary zespołu, który zdobył Puchar UEFA w sezonie 2007/2008.
 
9) Wracających po dziesięciu latach Basków
 
Athletic Bilbao mógł sobie ogrywać na Old Trafford Manchester United i promować talenty jak Javi Martinez czy Fernando Llorente, ale od kiedy w sezonie 2003/2004 Real Sociedad San Sebastian grał w elitarnej Champions League, żaden baskijski team nie potrafił sforsować bram piłkarskiego raju. Co ciekawe - pamiętacie, kto wtedy w 1/8 finału wyrzucił Sociedad z Ligi Mistrzów, wygrywając obydwa mecze? Olympique Lyon. Ten sam, który teraz, po niemal dekadzie najpierw otrzymał dwa ciosy na Gerland, by dziś ostatecznie paść na deski na Anoeta po kolejnych dwóch.
 
10) Stałych bywalców po ciężkich przejściach w Kazachstanie
 
Wydawało się, że jakichkolwiek cudów Celtic nie powyczynia ze swoim składem, to dwie rzeczy ma z urzędu. Tytuł w Szkocji i Ligę Mistrzów, przynajmniej aż do końca roku. Tym lepsze nastroje panowały w Glasgow, gdy wylosowano ogórki z Karagandy. Celticowi czerwona lampka nie zapaliła się nawet, patrząc na rywali, których w pokonanym polu zostawił Szachtior. Może niekoniecznie jeszcze bardziej ogórkowe Skenderbeu Korca, ale BATE Borysów - jak najbardziej. Kazachowie u siebie wygrali 2:0, ale w rewanżu czegoś zabrakło. Trochę umiejętności, trochę szczęścia, trochę pewnie też sił, by - skoro już Celtic odrobił dwa gole - nie dać sobie strzelić trzeciego i doprowadzić do dogrywki, a może i karnych. Mielibyśmy sensację w Lidze Mistrzów, a tak - przynajmniej jeszcze w tym roku - nie jesteśmy w liczbie drużyn w Champions League gorsi od Kazachstanu.
ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Liga Mistrzów
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.