Zamienilibyście obecnych kadrowiczów na nich? Pięć lat temu tak

3 lata temu
Z takim zespołem, kupowalibyśmy bilety do Brazylii?

W roku 2008 naszym selekcjonerem był Leo Bennhakker. Mieliśmy za sobą występ na Euro i zaczynaliśmy tragiczne eliminacje do Mistrzostw Świata 2010.

Coraz częściej zaczynały narastać głosy niezadowolenia z postawy reprezentacji i to zawsze aktualne: budujmy kadrę na następne eliminacje. No, a najlepiej to już do Brazylii. Nie przypomina Wam to nastrojów, jakie obecnie panują w Polsce? Teraz również żądamy selekcji, która pozwoli nam powalczyć w eliminacjach do Mundialu w Rosji.
 
Postanowiłem sprawdzić, jakimi zawodnikami gralibyśmy w ostatnich eliminacjach gdyby powołano tych najbardziej utalentowanych z 2008 roku. Naturalnie najwięcej powołań dostaliby gracze, którzy dwanaście miesięcy wcześniej uczestniczyli w Mistrzostwach Świata U-20 w Kanadzie. Potrafili wyjść z grupy zostawiając na trzecim i czwartym miejscu odpowiednio Brazylię i Koreę Południową. Jak wielu sądziło, gdyby nie późniejszy pech z trafieniem na Argentynę, to mogliśmy dojść nawet do finału. Niestety Agüero i spółka wybili nam marzenia z głowy.
 
W każdym razie analogia z utalentowanym młodym pokoleniem pozostaje. Ilu kibiców i ekspertów podniosło do tej pory głosy, że powołać należy całą reprezentację U-21 wspartą trójką z Borussii i bramkarzem Arsenalu? Przypuszczając, że utrzymałby się skład najbardziej perspektywicznych piłkarzy z 2008 roku, żaden piłkarz ze wspomnianej czwórki, nie grałby w reprezentacji. No, może poza Błaszczykowskim, który najpewniej walczyłby o skład z byłym juniorem Wigan i „polskim Messim”.
 
Spełnili oczekiwania:
 
Tutaj jedynie dwóch zawodników, którzy nie upadli na tyle nisko, by powiedzieć, że zaprzepaścili swój talent. Obaj regularnie występują w reprezentacji Polski i grają w europejskich średniakach, choć ich potencjał wskazywałby raczej na kluby z europejskiego topu.
 
Kamil Glik występował w Realu Madryt, co prawda C, ale w końcu miał jeszcze czas na debiut. Z tym, że w stolicy do Hiszpanii do najcierpliwszych nie należą i Polak się spakował. Półtora roku w trzecim zespole zwycięzcy Primera División wystarczyło, by Glik znalazł miejsce w Piaście Gliwice. Jak wiemy po raz kolejny opuścił Polskę i obecnie jest kapitanem Torino.
 
Drugi z tych, którzy zrobili najwięcej, to bohater zwycięskiego spotkania z Brazylią. Wychowanek Girondis Bordeaux pochodzący z Gryfic, jest największą gwiazdą Stade Reims. Jednak żeby jego kariera nabrała odpowiedniego tempa, powinien niedługo zmienić otoczenie. Podobno oko na Polaku zawiesiły już zespoły z Niemiec i Anglii. Kilka miesięcy temu mówiło się nawet o Liverpoolu.
 
Rozczarowali:
 
Krzysztof Król był podobno bardziej utalentowany niż Kamil Glik. W końcu, byle kto nie występuje w młodym wieku w rezerwach „Królewskich”. W przypadku Króla mogło chodzić o nazwisko, bo chyba nie o umiejętności. W każdym razie ostatnio zawodnik wrócił do Polski, po sezonie spędzonym w Sheriffie Tiraspol. Oprócz mistrza Mołdawii, może pochwalić się w swoim CV grą dla: Chicago Fire, Jagiellonii Białystok, czy Podbeskidzia Bielsko-Biała.
 
Do rozczarowań na pewno należy dopisać również Jarosława Fojuta. Kiedyś wydawało się, że to stoper na miarę Premier League, wtedy był jeszcze w rezerwach Boltonu. W Anglii sobie jednak nie poradził i powrócił do Polski. Stworzył w naszej ojczyźnie, razem z Piotrem Celebanem, jedną z najlepszych par stoperów w T-Mobile Ekstraklasie. Obecnie występuje w Tromsø, z jednej strony uczestniku Ligi Europejskiej, z drugiej spadkowiczu z norweskiej ekstraklasy. Pewnie znalazłby się w pierwszej grupie, ale kontuzja pokrzyżowała jego transfer do Celtiku Glasgow.
 
Kolejnym zawodnikiem, który tylko ze względu na kontuzje trafia do drugiej grupy, jest Sebastian Tyrała. Pamiętacie, jakie podniecenie zapanowało wśród kibiców, kiedy wychowanek Borussii Dortmund potwierdził chęć gry dla naszej reprezentacji? W kadrze zadebiutował w spotkaniu z RPA, później jednak zaczęły dopadać go różne kontuzje. Dzisiaj jest graczem klubu 2. Bundesligi -  SpVgg Greuther Fürth. Teraz ma ostatnią szansę na to, by zaistnieć poważniej w piłce.
 
Tomasz Kupisz mógł zostać gwiazdą Premier League, przynajmniej tak sądziliśmy. Został gwiazdą Ekstraklasy. Do Wigan Athletic trafił rok po transferze Cywki. Zmył się po trzech latach, kiedy nie dostawał szans od kolejnych trenerów „The Latics”. Tak naprawdę, choć w Polsce bardzo dobrze grał tylko po powrocie do ojczyzny, to fakt ten nie przeszkodził działaczom Chievo Verona w tym, by sprowadzić 23-latka do siebie. Jego umiejętności zostały jednak szybko zweryfikowane, bo jak do tej pory na boisko nie wszedł ani razu, mimo ostatniej pozycji „Mussi Volanti” w Serie A.
 
Bardziej rozczarowani jesteśmy jednak postawą Michała Janoty. Podczas swojego pobytu w Feynoordzie Rotterdam został ochrzczony „polskim Messim”. Jeszcze grając w Zielonej Górze testowany był przez Glasgow Rangers, później zdecydował się jednak na kierunek holenderski. Po nieudanej przygodzie z klubami z Rotterdamu, był też wypożyczony do Excelsioru, został gwiazdą drugoligowego Go Ahead Eagles. Obecnie występuje w Koronie Kielce i nic nie wskazuje, by w najbliższym czasie miało się to zmienić na lepsze. 
 
Upadek totalny:
 
Może zaczniemy od bramkarza, bo facet nie dość, że był kapitanem reprezentacji z Kanady, to na ławce posadził Przemysława Tytonia i Wojciecha Szczęsnego. Gdzie grają ci dwaj? To doskonale wiemy. Pytanie, gdzie gra Bartosz Białkowski? Po sześciu latach pobytu w Southampton postanowił przenieść się do trzecioligowego Notts County. Od ponad roku 26-letni golkiper spełnia się w tym klubie. 
 
O Bena Starostę wygraliśmy batalię z Anglikami, u których grał w kadrze U-15. W 2007 roku właścicielem karty zawodniczej tego piłkarza było Sheffield United, które wciąż wypożyczało swojego wychowanka do niższych lig. Jak myślicie, Brytyjczycy płaczą za 26-latkiem, który występuje w lidze filipińskiej? Nazwa obecnego klubu Starosty, Global FC, zapewne nie robi na nikim wrażenia.
 
Pele przepowiadał mu wielką piłkarską przyszłość, a Henrik Larsson określił go mianem „polskiego Zidane’a”. Zeyn S-Latef przeżył w swoim życiu wiele. Do siedemnastego roku życia występował kolejno w klubach: szwedzkich, polskim, holenderskim, szwedzkim i angielskim. Jeżeli spełniłyby się przepowiednie Pelego i Larssona, to dziś mielibyśmy zawodnika występującego w jednym z gigantów europejskich. Na razie musimy się zadowolić, że występuje, choć i to za dużo powiedziane, w szwedzkim drugoligowcu - Ängelholms FF.
 
Na koniec chyba największy kąsek tej całej piramidy upadłych gwiazd. W Polsce w pewnym momencie zachwycano się, że Dawid Janczyk to talent szczególny, przynajmniej na poziomie Alexandre’a Pato, a może nawet Sergio Agüero. „Murzyn”, jak zwykło się go określać, na Mundialu zyskał najwięcej. Dzięki trzem golom w turnieju wyjechał do CSKA Moskwa. W Rosji nie dostał jednak taryfy ulgowej i kiedy tylko się okazało, że swój talent rozmienia na drobne, zaczęto go wypożyczać. Wydawało się, że w Lokeren w końcu się odbudował, bo potrafił strzelić dziewięć goli w jednej rundzie. Niestety, jeden z większych talentów jakie w ostatnich latach wydała Legia, ponownie przepadł. Obecnie nie kopie już w żadnym klubie. Podobno pojawił się alkohol i nadwaga. Jedno jest pewne, Brazylia ma swojego Adriano, a my Janczyka.
 
Jak widać budowanie zespołów z myślą o turnieju za sześć, czy osiem lat, jest pozbawione sensu. Tylko dwóch zawodników ze składu, jaki sklecilibyśmy dla reprezentacji przed pięcioma laty, reprezentuje jakikolwiek poziom, o reszcie nie warto pamiętać. Plusem jest tylko fakt, że część z nich, a mam tu na myśli Fojuta, Kupisza i może Tyrałę, ma szansę jeszcze odkupić winy. Przykład Klicha pokazuje, że nigdy nie można się poddawać.
 
ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Dawid Janczyk Polska Kamil Glik Grzegorz Krychowiak
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.