56. rocznica katastrofy w Monachium

3 lata temu
Zegar Monachijski | Fot. Manchester United

Dokładnie dziś mija pięćdziesiąt sześć lat od katastrofy lotniczej w Monachium, katastrofy, która wstrząsnęła całym piłkarskim światem. To był najsmutniejszy, a zarazem najbardziej tragiczny dzień w historii Manchesteru United.

Tego dnia, 6 lutego 1958 "Czerwone Diabły" wracały z Belgradu do Manchesteru jako półfinalista Pucharu Europy. Na pokładzie samolotu panowała miła atmosfera. Zawodnicy grali w karty, rozmawiali o piłce nożnej, czytali różnorodne książki i czasopisma. Nikt nie odczuwał lęku i niepokoju przed tym, że może coś się wydarzyć. Niektóre osoby nawet spały, by odpocząć po wyczerpującym meczu w stolicy Serbii. Samolot zatrzymał się w Monachium, by uzupełnić paliwa.

Po zatankowaniu, piloci James Thain i Kenneth Rayment otrzymali zgodę na wyruszenie w podróż do Manchesteru. Przy starcie zauważyli oni jednak niesprawną pracę silników, przerwali lot i powrócili na miejsce startowe.

- Ken otworzył przepustnice, która znajdowała się między nami i kiedy była ona w pełni otworzona, klepnąłem go w ramię. Ken odsunął rękę, wtedy krzyknąłem 'Cała naprzód!'. Silniki zaczęły głośniej pracować, samolot przyspieszał, aż nagle poczułem ból w dłoni, kiedy Ken zamknął przepustnice i krzyknął 'Przerwać start!'.

- Przez większą część lotu z Belgradu do Monachium graliśmy w karty i pamiętam, że gdy wyszliśmy z samolotu myśleliśmy o tym, jak było zimno. Mieliśmy jedną próbę startu, ale nie oderwaliśmy się od ziemi. Przypuszczam, że kilka osób na pokładzie obawiało się o swoje życie - wspomina Bill Foulkes.

Niektórzy zawodnicy przeczuwali, że nie dolecą tego popołudnia do domu. Duncan Edwards wysłał telegram do rodzinnego domu pisząc o problemach z wyruszeniem do Manchesteru.

- Wróciliśmy na swoje miejsca, lecz tym razem nie zajmowaliśmy się kartami. Włożyłem ręce do kieszeni swojej marynarki i czekałem na start. Siedziałem w środkowej części samolotu, przy oknie. Ken Morgans znajdował się po mojej prawej stronie. David Pegg i Albert Scanlon siedzieli na miejscach przed nami. Za nami natomiast byli Matt Busby i Bert Whalley. Pamiętam doskonale, że Mark Jones, Tommy Taylor, Duncan Edwards i Eddie Colman udali się na sam koniec pomieszczenia .

David Pegg wstał i poszedł na tył samolotu mówiąc: 'Nie podoba mi się tu, jest niebezpiecznie'. Zrobił to również Frank Swift twierdząc, że tam jest najbardziej bezpiecznie. Po drugiej stronie znajdowali się Ray Wood i Jackie Blanchflower. A także Roger Byrne, Billy Whelan i Dennis Viollet, pomiędzy nimi było kilka wolnych siedzeń.

Po otrzymaniu zgody po raz drugi, pojawił się kolejny problem. Tym razem było to zbyt duże ciśnienie paliwa w silniku numer 1. W końcu i ta próba startu została przerwana. Po długiej dyskusji, piloci zadecydowali, że trzeci raz spróbują wzbić się w powietrze. Tym razem otwierali przepustnice wolniej, tak, by wyeliminować problem nagłego wzrostu ciśnienia w silnikach. Podczas tych prób, intensywnie padał śnieg, który nie ułatwiał zadania pilotom samolotu British European Airways 609.

Kilka minut po 16.00 samolot podszedł do trzeciej próby startu. Powoli zwiększała się szybkość, jednocześnie wzrastało ciśnienie w silnikach. Po chwili pilotom udało się unieść dziób turbośmigłowca. Przy większej prędkości maszyna odmówiła posłuszeństwa. Samolot zwalniał, wzbicie się w powietrze nie wchodziło w grę, zatrzymanie maszyny również.

Spojrzałem na wskaźnik lotu i zobaczyłem na nim prędkość 105 węzłów. Następnie liczba ta wzrosła do 117. Prędkość jednak zaczęła maleć, najpierw było 112, potem 105... Ken krzyknął: 'Jezu Chryste, to nam się nie uda!'. Oderwałem wzrok od sterów i wyjrzałem zza szyb. Zobaczyłem sporą ilość śniegu, dom i drzewo stojące obok niego - relacjonuje kapitan James Thain.

Wiele osób przebywających w środku samolotu przeczuwało, że zdarzy się coś strasznego. Jednym z nich był Bill Foulkes: - Zza okien było widać dużo śniegu oraz błota. Przy próbie startu towarzyszył nam ogromny hałas. Coś podobnego do tego, gdy samochód jedzie po równej drodze, a następnie z niej wypada i porusza się po różnych dołach.

Samolot wypadł z pasa, przerwał barierkę okalającą lotnisko, przeciął pobliską drogę i uderzył w domostwo oraz pobliskie drzewo. Część wraku zatrzymała się dopiero po dziewięćdziesięciu metrach uderzając w garaż i jednocześnie wzniecając płomienie.

- Wyszedłem z płonącego wraku tak szybko, jak tylko mogłem. Po prostu biegłem i biegłem, przed siebie. Odwróciłem się i doszedłem do wniosku, że samolot nie eksploduje i wróciłem na miejsce zdarzenia. W oddali widziałem część ogona samolotu, który płonął. Na początku ujrzałem Rogera Byrne przypiętego do swojego miejsca. Bobby Charlton leżał na innym miejscu. Następnie wspólnie z Harrym Greggem oceniliśmy sytuację i staraliśmy się pomóc.

Dwaj koledzy z drużyny pomagali innych ludziom. Ciężko ranny Matt Busby został wyniesiony na noszach. Bobby Charlton podszedł do Gregga i Foulkesa wspólnie udając się do mini-busa. Anglik usiadł na przednich siedzeniach tuż obok Dennisa Violleta. Zabrano ich do szpitala w Monachium.

- Weszliśmy do szpitala, ujrzeliśmy Matta Busby'ego w namiocie tlenowym. Duncan Edwards wydawał się być poważnie ranny. Bobby Charlton miał zabandażowaną głowę, Jackie Blanchflower był opatrywany, dokładnie jego ramię, które poprzedniego dnia zostało opatrzone przez Gregga śniegiem. Albert Scanlon leżał z zamkniętymi oczami, doznał złamania czaszki. Dennis Viollet miał obrażenia głowy i twarzy. Ray Wood doznał wstrząśnienia mózgu. Ken Morgans i Johnny Berry leżeli w swoich łózkach - relacjonuje Foulkes oraz Gregg.

- W innym pomieszczeniu natknęliśmy się na Franka Taylora, był dziennikarzem i zapytał nas, czy nie chcielibyśmy wybrać się na piwo. Podobnie jak my, nie zdawał sobie z konsekwencji tej katastrofy. Mieliśmy zamiar opuścić szpital. Zapytałem pielęgniarkę, gdzie znajdują się pozostali ranni. Zdawała się być zaskoczona, więc zapytałem drugi raz. Otrzymałem odpowiedź: 'Inni? Nie ma innych. Wszyscy są tutaj'. Dopiero wtedy poczuliśmy grozę tego, co wydarzyło się w Monachium.

Roger Byrne, Geoff Bent, Mark Jones, David Pegg, Liam Whelan, Eddie Colman i Tommy Taylor zginęli na miejscu. Sekretarz klubu Walter Crickmer również umarł, podobnie jak trenerzy - Tom Curry i Bert Whalley.

Duncan Edwards i Johnny Berry byli w krytycznym stanie i walczyli o swoje życie w szpitalu. Matt Busby doznał rozległych obrażeń, jednak z każdym dniem jego zdrowie ulegało znacznej poprawie.

Odeszło ośmiu dziennikarzy sportowych - Alf Clarke, Don Davies, George Follows, Tom Jackson, Archie Ledbrooke, Henry Rose, Eric Thompson i Frank Swift. Śmierć poniósł również steward Tom Cable, a także agent biura podróży Bela Miklos. Nie przeżył Willie Satinoff - kibic, właściciel toru wyścigowego, bliski przyjaciel Matta Busby'ego.

Duncan Edwards, Matt Busby, Johnny Berry i kapitan Kenneth Rayment - z tej czwórki, która dzielnie walczyła o życie, przeżyli tylko dwaj. Edwards i Rayment przegrali walkę z życiem w szpitalu, Duncan po piętnastu dniach, kapitan Kenneth po trzech tygodniach.

Polegli w katastronie:

Roger Byrne, Mark Jones, Duncan Edwards (przegrał walkę o życie w szpitalu, piętnaście dni po katastrofie), Tommy Taylor, Eddie Colman, Liam Whelan, David Pegg, Geoff Bent.

Pozostali zmarli:

* Walter Crickmer - sekretarz i były menedżer klubu

* Bert Whalley - główny trener

* Tom Curry - trener

* Alf Clarke - dziennikarz, Manchester Evening Chronicle

* Don Davies - dziennikarz, Manchester Guardian

* George Follows - dziennikarz, Daily Herald

* Tom Jackson - dziennikarz, Manchester Evening News

* Archie Ledbrooke - dziennikarz, Daily Mirror

* Henry Rose - dziennikarz, Daily Express

* Frank Swift - dziennikarz, News of the World (były bramkarz reprezentacji Anglii i Manchesteru City; zmarł w drodze do szpitala)

* Eric Thompson - dziennikarz, Daily Mail

* Kapitan Kenneth "Ken" Rayment - II pilot rejsu, zmarł 3 tygodnie później.

* Tom Cable - steward

* Bela Miklos - agent biura podróży

* Willie Satinoff - kibic, właściciel toru wyścigowego, bliski przyjaciel Matta Busby'ego

 

Przeżyli katastrofę:

Matt Busby, Bill Foulkes, Harry Gregg, Johnny Berry, Jacie Blanchflower, Bobby Charlton, Ken Morgans, Albert Scanlon, Dennis Viollet, Ray Wood.

Pozostali, którzy przeżyli:

* Frank Taylor - dziennikarz

* Peter Howard - fotograf

* Ted Ellyard - fotograf

* Pani Vera Lukic i jej córeczka (uratowani przez Harry'ego Gregga)

* Pani Miklos - żona agenta biura podróży, Beli Miklosa

* Pan Tomasevic - pasażer

* James Thain - kapitan

* Rosemary Cheverton - stewardessa

* Margaret Bellis - stewardessa

* George (Bill) Rodgers

 

    

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Monachium Katastrofa Manchester United Flowers of Manchester Anglia Duncan Edwards Sir Bobby Charlton
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.