Utalentowane -naście. Dziewiętnastu młodych gniewnych Ekstraklasy

3 lata temu
Karol Linetty

- Nasi młodzi, husaria - zachwycał się podczas meczu Pogoń Szczecin - Lech Poznań Remigiusz Jezierski, komentator NC+, odnosząc się do trójki: Rudol, Kownacki, Formella. A jak liczna jest ta husaria w całej lidze?

Naliczyliśmy osiemnastu. Dziewiętnastu ze sporymi szansami na grę już w tym sezonie, tej wiosny. Dziewiętnastu, z których niech choć dwóch czy trzech stanie się piłkarzami pełną gębą, którzy będą za kilka lat jeździć na zgrupowania na równych prawach ze wszystkimi tymi otrzaskanymi nazwiskami, z "Błaszczykowskimi", "Lewandowskimi", "Szczęsnymi" i tak dalej. I - co najważniejsze - dziewiętnastu, którzy podając wiek, wciąż używają końcówki -naście.
 
Wśród nich znaleźliśmy siedmiu obrońców, dziesięciu pomocników i - co trochę nas zaniepokoiło - tylko dwóch napastników. W dodatku takich... nie do końca. Uspokoiliśmy się nieco (ale tylko nieco), spoglądając na zawodników drugiej linii. Nasza obawa była następująca: młodych przecinaków mamy wielu, ale zawodników mogących grać z polotem - już nie. Na szczęście tych kilku kreatywnych także się znalazło. Co z nich wyrośnie?
 
Podzieliliśmy tych piłkarzy na trzy grupy: Aktywni, Aspirujący i Pukający. Wśród Aktywnych umieściliśmy tych, którzy już teraz są podstawowymi graczami swoich drużyn, bądź w każdym meczu wchodzą z ławki jako pierwsi. Aspirujący to ci, których w NBA nazywałoby się "role players". Zadaniowcami. Podstawowy zawodnik łapie kontuzję - wskakuje do składu. Problem z zestawieniem formacji - gra. Druga, trzecia zmiana w meczu - właśnie on podnosi się z ławki. Pukający (w domyśle - do bram ekstraklasowej piłki) to ci od ogonów, którzy jednak pokazuja, że warto na nich stawiać, bo sezon-dwa ogłady i mogą z nich być podstawowi zawodnicy.
 
 
Największy szum jest wokół Pawła Dawidowicza, którego chciała przecież Borussia Dortmund, a także Karola Linettego, który miał być wnikliwie obserwowany przez skautów Manchesteru United. Obaj to środkowi pomocnicy, którzy za parę lat mogą stanowić nierozłączną parę w środku pola reprezentacji. Dawidowicz jako ten nieco bardziej cofnięty, świetny w odbiorze, wysoki, kluczowy w walce o górne piłki w środku pola, Linetty natomiast - znacznie bardziej kreatywny, odpowiadający za rozprowadzanie piłek z głębi pola. W tej chwili wydaje się to być jeszcze mało realne, ale jeśli ci dwaj rozwijać się będą harmonijnie - kto wie, kto wie.
 
Przed nimi, na jednej z trzech pozycji: ofensywnego pomocnika bądź skrzydłowego mógłby grać Przemysław Frankowski, jednak przed 18-latkiem znacznie dłuższa droga do tego, byśmy mogli o nim mówić jako o tym, który rozwiąże problem kadry z zależnością w ofensywie od poczynań Lewandowskiego i Błaszczykowskiego. Pierwszą rzeczą, jaką musi poprawić są statystyki - zawodnik o jego charakterystyce nie może mieć tylko jednego gola i jednej asysty w 20 meczach polskiej ligi, spędzając na boisku ponad 1350 minut. 
 
Lepsze liczby przemawiają za Aleksandrem Jagiełłą, który jesienią długimi momentami był jedynym piłkarzem, ciągnącym grę Podbeskidzia Bielsko-Biała na skrzydłach. Dynamiczne rajdy, niestety często bez głowy, to znak rozpoznawczy Jagiełły. Jeśli dojdzie do tego głowa, może być z niego dobry ligowy skrzydłowy. A ma sporo do udowodnienia, przede wszystkim warszawskiej Legii, gdzie bardzo szybko skreślono go tej zimy. Wiosna będzie dla niego kluczowa, ponieważ wraz z wygaśnięciem wypożyczenia do Lechii, wygasa też jego kontrakt z Legią.
 
W defensywie mamy trójkę: Straus, Stępiński, Nowak. Jeśli chodzi o umiejętności czysto piłkarskie, o Stępińskim i Nowaku bardzo źle świadczy fakt, że grają w Widzewie. Ten bowiem stracił zdecydowanie najwięcej bramek w naszej lidze. Ale taka szkoła życia może im wyjść tylko i wyłącznie na dobre. Lepiej powinien się czuć Straus, którego Jagiellonia cały czas oscyluje gdzieś w okolicach środka tabeli. Ale na pewno lepiej się nie czuje, bo nie gra. Ale wśród Aktywnych nie umieściliśmy go przypadkiem - gdy tylko był zdrowy, był kluczową postacią w obronie Jagiellonii i przed eksplozją talentu Daniela Dziwniela z Ruchu, to Straus aspirował do miana największego odkrycia ligi na lewej obronie. Gdy tylko dojdzie do pełnej sprawności, powinien wrócić do regularnego grania, bo mało który polski boczny obrońca ma tyle odwagi w grze do przodu, dysponuje tak dokładnym dośrodkowaniem, a do tego nie odstaje szczególnie, gdy trzeba bronić. Choć oczywiście wszystko jest jeszcze do poprawy, by móc rozpatrywać poważnie jego kandydaturę do powołania do reprezentacji.
 
 
Spośród Aspirujących, największe oczekiwania ciążą na barkach Pawła Stolarskiego, którego chcieli zimą - mówiąc oględnie - wszyscy. Legia, Wisła, a nawet... Juventus Turyn. Skończyło się w Lechii, gdzie ostatnio odważnie stawia się na młodych zawodników (średnia wieku wyjściowej jedenastki w ostatnim meczu - 23,5 roku). Jeśli zainteresowanie było adekwatne do potencjału, Stolarski powinien już za chwilę, już za momencik po prostu wystrzelić. Najpierw jednak musi się przebić do pierwszej jedenastki, która akurat na pozycjach, na których może grać Stolarski, wydaje się być mocno scementowana.
 
Inny prawy obrońca, z którym wiązane są spore nadzieje to Tomasz Kędziora. W Lechu gra obecnie regularnie dlatego, że Kebba Ceesay jest niezdolny do gry. I można powiedzieć, że wykorzystuje swoją szansę połowicznie. Bo z jednej strony trudno mu coś zarzucić, ale z drugiej - nie wymienilibyśmy go chyba wśród wiodących graczy "Kolejorza" w żadnym z rozegranych przez niego spotkań.
 
Na pewno więcej spodziewaliśmy się po poprzednim sezonie po Adamie Dźwigale, który kilka razy był wśród najlepszych na boisku jeszcze za Tomasza Hajty. Piotr Stokowiec jednak nie dostrzegł w nim tak dużych umiejętności i najpierw jesienią wolał Normabuenę lub Bandrowskiego, by zimą sprowadzić z Finlandii Joela Perovuo. Karta zdaje się jednak odwracać, jako że Perovuo w debiucie z Ruchem Chorzów nie pokazał niczego szczególnego i z Podbeskidziem startował już młody Dźwigała. 
 
Ostatnim z Aspirujących defensorów jest Michał Helik. W tym sezonie debiutował w 0:6 w Białymstoku, jednak mimo to nie skreślono go przedwcześnie i udało mu się zagrać już osiem razy, za każdym razem od początku meczu. Pod koniec 2013 roku był podstawowym stoperem u Jana Kociana, jednak zimą na stopera przemianowany został Marcin Malinowski i o kolejne występy wysokiemu (191 cm), imponującemu przede wszystkim grą w powietrzu 18-latkowi będzie ciężko.
 
Więcej minut powinni dostawać jego klubowy kolega - Kamil Włodyka. Już jesienią uzbierał 15 meczów (choć te dłuższe pobyty na boisku raczej za byłego już trenera "Niebieskich", Jacka Zielińskiego), a odejście Łukasza Janoszki powoduje, że na prawym skrzydle możemy się spodziewać rotacji, póki któryś z zawodników nie przekona do siebie w stu procentach. Rywalami Włodyki będą Jakub Kowalski i Jakub Smektała, więc bynajmniej nie wielby wirtuozi czy zawodnicy, od których rozpoczyna się ustalanie składu.
 
Sporo powinien pograć też Radek Murawski z Piasta, który walczy wiosną nie tylko o plac w pierwszym zespole, ale też o... solidną podwyżkę. Stawka - 20 tysięcy złotych miesięcznie. Zadanie - zdać maturę. Jeśli tak pilnie, jak podchodzi do nauki, Murawski podejdzie też do boiskowych obowiązków, Piast powinien mieć z niego sporo pożytku. Już w pierwszym wiosennym meczu z Wisłą Murawski pokazał, że nie boi się kropnąć z dystansu, czy spróbować zagrać niekonwencjonalną piłkę.
 
 
Dwójka z Lecha i dwójka z Zagłębia. Jeśli chodzi o zawodników "Kolejorza", to mogą być największymi beneficjentami wyrzucenia z klubu Rafała Murawskiego i Bartosza Ślusarskiego. Brak "Ślusarza" to konieczność szukania innych opcji w ataku, a te dają Kownacki (próbowany też jako ofensywny pomocnik) oraz Formella (przemianowany ze skrzydłowego). Tak jak w meczu z Pogonią Szczecin (5:1 dla "Portowców"), wobec absencji Teodorczyka i słabej postawie Hamalainena w ataku, obaj dostali swoje minuty i szans na pewno nie zmarnowali. Kownacki trafił nawet do siatki, a wraz z Formellą parę razy pokazali, że gra kombinacyjna nie jest im obca. 
 
Azikiewicz i Bonecki nie mieli tyle szczęścia zimą, bo Zagłębie sprowadziło na ich pozycje zawodników, którzy spowodują, że prędzej poznają dogłębnie każdy zakamarek ławki rezerwowych, niż zostaną zaprezentowani w wyjściowym składzie. Koszmar Azikiewicza nazywa się Łukasz Janoszka, natomiast Boneckiego - Manuel Curto.
 
Jest też Sebastian Rudol, który w ostatnim meczu Pogoni, z Lechem Poznań, zastąpił Adama Frączczaka. Zaprezentował się lepiej niż poprawnie, bo zaliczył asystę i obyło się bez wpadek w obronie, jednak by mógł regularnie grać, musi liczyć właśnie na wykluczenia czy Frączczaka, czy dwójki środkowych obrońców, czy kogoś ze środkowych pomocników. Nie ułatwi tego z pewnością podpisanie kontraktu z Rafałem Murawskim. No ale po Rudolu spodziewamy się sporego progresu w najbliższych latach, dlatego też niewykluczone, że wobec słabszej formy kogoś z podstawowej jedenastki, 18-latek wskoczy na stałe do składu.
 
Jaroszyński natomiast nieco z doskoku - zagrał w barwach "Pasów" cztery razy, z czego trzykrotnie w przegranych spotkaniach, co nie wystawia mu jako obrońcy najlepszej cenzurki. No ale może posucha, jaka zawsze jest na pozycji lewego defensora, sprawi, że za moment będzie z niego solidny ligowiec w jakiejś średniej drużynie. W Cracovii - póki jest tam Adam Marciniak - raczej nie ma na to większych szans.
 
Oczywiście - pukających jest znacznie więcej, jednak na razie traktujemy ich raczej jako sezonowe ciekawostki. Bartlewski, Bujok, Kort, Żegleń, Angielski, Ciechanowski, Drażba - to wciąż jeszcze krok od kategorii, do której już teraz zakwalifikowaliśmy kwartet lubińsko-poznański i solistę z Cracovii.
ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Karol Linetty Paweł Dawidowicz Aleksander Jagiełło Krystian Nowak Jonatan Straus Paweł Stolarski Tomasz Kędziora Radosław Murawski Dariusz Formella Przemysław Frankowski
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.