Szlagier, jakich chcemy więcej. Genialny Stilić daje remis Wiśle! [WIDEO]

3 lata temu
Powrót wielkiego Stilicia? | fot. PAP / Grzegorz Kwiatkowski

Mecz Legii Warszawa z Wisłą był szlagierem, jakich w Polsce się oczekuje. Były emocje, kontrowersje, piękne bramki, był też niewątpliwy bohater tego spotkania, czyli Semir Stilić.

Franciszek Smuda mówił przed spotkaniem, że ciężko będzie o bramki, a niedzielny pojedynek będzie raczej przypominał festyn. Jak bardzo się mylił, pokazały już pierwszy minuty.

Legia bardzo szybko wyszła na prowadzenie za sprawą niezawodnego Miroslava Radovicia, a później konsekwentie realizowała swoje założenia, tworząc sobie kolejne, znakomite bramkowe sytuacje, dominując nad rywalem. 

Gdy w 27 minucie czerwoną kartkę ujrzał Arkadiusz Głowacki, co oznaczało dla Wisły grę w osłabieniu, a chwilę później na 2:0 podwyższył Ondrej Duda, wydawało się, że mistrz Polski z taką grą i łatwością dochodzenia do sytuacji odprawi gości z kilkubramkowym bagażem.

Chyba nawet najwięksi optymiści i zwolennicy teori spiskowych nie sądzili, że w drugiej połowie obraz gry zmieni się o 180 stopni. Tym bardziej, że każdy zachwycał się nad Legią, wieszcząc, że wreszcie gra na miarę oczekiwań i prezentuje wymagany przez kibiców i dziennikarzy styl.

Już po 15 minutach drugiej części spotkania można było dostrzec, że z legionistów jakby uleciało powietrze, jakby chcieli po prostu dograć ten mecz do końca. Długie wymiany podań, z których nie wynikało nic, poza upływającym czasem i coraz więcej błędów w obronie dało sygnał Wiśle, że tego dnia można coś jeszcze ugrać.

Przyjezdni nie ograniczali się bowiem do wybijania piłki, ale próbowali konstruować akcje, coraz śmielej zagrażając ospałej defensywie Legii. Duży wpływ na boiskowe wydarzenia miało też zejście Garguły, przez co konstruowanie akcji opierało się tylko i wyłącznie na barkach Semira Stilicia. 

Bośniak już w 66 minucie pokazał, że nie bez przyczyny był kiedyś gwiazdą polskiej Ekstraklasy i, że mimo ostatnich, nieudanych sezonów, wciąż jest piłkarzem, jak na nasze krajowe warunki, nieprzeciętnym. Pomocnik "Białej Gwiazdy" znakomicie wyszedł na wolne pole, a później kilkukrotnie ośmieszył Tomasza Jodłowca, obracając nim jak juniorem, a nie reprezentantem Polski, wyłożył piłkę do wprowadzonego po przerwie Geurriera i zrobiło się 2:1.

Ku zaskoczeniu obserwatorów spotkania nie obudziło to jednak gospodarzy, a wręcz przeciwnie, wprowadziło jeszcze więcej chaosu w ich poczynania. Wisła z kolei uwierzyła, że to spotkanie jeszcze można wygrać, a Stilić z minuty na minutę pokazywał, iż rozgrywa jedno z najlepszych spotkań w swojej karierze. 

Tego dnia tylko Bośniak, który praktycznie nie tracił piłek, a każde jego podanie stanowiło potencjalne zagrożenie dla bramki strzeżonej przez Kuciaka, mógł zapewnić punkty drużynie Franciszka Smudy. 

Okazja ku temu nadarzyła się w 82 minucie, gdy za faul na nim podyktowany został rzut wolny w okolicach pola karnego. Stilić podszedł do futbolówki i uderzył tak znakomicie, że golkiper Legii nie miał żadnych szans. Takich bramek w Polsce nie ogląda się często.

Wynik do końca spotkania nie uległ zmianie, a chwalona po 45 minutach Legia, zebrała po meczu ogromną falę krytyki. Trudno się dziwić, gdy prowadzi się 2:0, gra z przewagą jednego zawodnika i nie wygrywa się meczu. Taki remis należy traktować jako porażkę. I nawet zmarnowana sytuacja Dwaliszwilego, po której Gruzin powinien zrzec się swojej tygodniowej pensji, nie tłumaczy szkoleniowca mistrza Polski z tego wyniku.

Bramka Stilicia:

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Legia Warszawa Wisła Kraków Polska T-Mobile Ekstraklasa
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.