Hiszpania przed mundialem: Grają jak zawsze, przegrywają jak nigdy?

3 lata temu
Fot. Fifa.com

Hiszpanie niczym wszechpotężny Achilles rozprawili się ze swoimi rywalami na trzech ostatnich turniejach rangi mistrzowskiej. Czy jednak wielkość i sukcesy piłkarzy „La Furia Roja” nie okażą się ich słabym punktem?

LOSOWANIE
 
Konia z rzędem temu, kto przewidział, że aktualny mistrz i wicemistrz świata dostaną szansę na rewanż już w pierwszej fazie mistrzostw świata. A jednak. Hiszpania znalazła się w bardzo wymagającej grupie B, w której oprócz zawsze groźnych i pałających rządzą rewanżu Holendrów zmierzy się z nieobliczalną reprezentacją Chile oraz teoretycznie najsłabszą Australią. Jedno potknięcie w starciach z „Oranje” lub Chilijczykami może kosztować Hiszpanów awans do następnej rundy. A w obliczu ostatnich sukcesów tej drużyny chyba nikt nie wyobraża sobie takiego scenariusza. Drugie miejsce w grupie może natomiast oznaczać mecz z Brazylią w następnej rundzie. Podopieczni Vicente Del Bosque mieli okazję skrzyżować miecze z Chile w czasie ostatnich finałów mistrzostw świata. Wtedy po bramkach Iniesty i Villi zwyciężyli 2-1. Ten sam Iniesta skarcił wówczas w 116 minucie meczu finałowego mądrze grających Holendrów i to Hiszpanie wrócili do ojczyzny z Pucharem Julesa Rimeta. Jak będzie w tym roku? Gra nie toczy się więc tylko o puchar i medale, ale o chwałę i naczelne miejsce w historii futbolu.
 
FORMA
 
 
GWIAZDA
 
Hiszpańską piłką interesuję się praktycznie od zawsze, jednakże wybór gwiazdy reprezentacji naszpikowanej samymi najlepszymi piłkarzami naszego globu nie jest łatwy. Postawiłem jednak na Andresa Iniestę i jego niesamowity dar przechylania szali zwycięstwa na korzyść swojej drużyny. Do Barcelony trafił w 1996 roku, wypatrzony przez scoutów „Dumy Katalonii” na jednym z młodzieżowych turniejów, na którym występował w barwach Albacete. Czarodziej z wizją gry urodzony, by grać wielkie mecze. Bramki może zdobywa rzadko, ale na wagę złota. Swoją postawą potrafi porwać kolegów z drużyny. Sam Xavi po finale Ligi Mistrzów w 2006 roku przeciwko Arsenalowi powiedział Inieście, że gdyby nie jego wejście na plac gry z ławki to „Barca” z pewnością nie zdobyłaby  tego tytułu. A że gra zawsze na maksimum umiejętności i do końcowego gwizdka przekonał chociażby w spotkaniu półfinałowym Ligi Mistrzów z Chelsea FC w sezonie 2008/09, kiedy to swoim niebywałym trafieniem z doliczonego czasu gry dał awans ukochanemu klubowi do finału rozgrywek. A jak gra w reprezentacji dwukrotny mistrz Europy i mistrz świata? Pamięcią nie trzeba sięgać daleko, to jego gol dał przecież podopiecznym Del Bosque historyczny triumf na boiskach Republiki Południowej Afryki. Iniesta przyznaje, że gdy tylko zobaczył podanie w tamtej chwili, wiedział, że po jego strzale padnie gol. Może warto go również zapytać o to, kto zostanie mistrzem świata na turnieju w Brazylii? 
 
TRENER
 
Pierwsze słowo, jakie przychodzi mi na myśl, gdy słyszę nazwisko selekcjonera reprezentacji Hiszpanii to „niepozorny”. Vicente Del Bosque jest fachowcem, jakich w dzisiejszym futbolu brakuje. Nie szuka poklasku, wykonuje swoje zadania w stu procentach niczym komputer zaprogramowany wcześniej niespotykanym dotąd algorytmem przygotowanym przez samego szatana. Nie bez powodu również otrzymał przydomek „Sfinks”. Twarz niemalże bez emocji, gdyby boisko podczas meczu jego drużyny zalała powódź, on prawdopodobnie pozostałby niewzruszony i w dalszym ciągu obmyślałby najtrafniejszą strategię. Oczywiście nie ucieczki ze stadionu, ale znokautowania rywala na boisku. W mediach praktycznie nieobecny, wypowiada się tylko, gdy musi. Niech was nie zwiedzie obrazek wąsatego, wiecznie smutnego staruszka. W środku przeżywa każde spotkanie, tak jakby miał to być jego ostatni mecz na ławce trenerskiej w karierze. Do tego potrafi stworzyć rodzinną atmosferę na zgrupowaniu. Na pohybel jego przeciwnikom – wszyscy zarzucający mu brak pewności i kreatywności powinni zastanowić się następnym razem co najmniej dwa razy, zanim powiedzą to ponownie. Selekcjoner nie tylko decyduje o wyborze składu. Jest łącznikiem między drużyną, a narodem. A ta rola stalowowłosemu mędrcowi wychodzi, jak nikomu innemu. Dowód? Zdobyte mistrzostwo świata i mistrzostwo Europy. Mankament? Nie do końca jestem pewny, czy stać go na podjęcie ryzyka, gdy Hiszpanom nie będzie wiodło się na turnieju. Tym niemniej na Euro organizowanym w Polsce i na Ukrainie pokazał, że jego zmiany potrafią znacznie wpłynąć na obraz gry drużyny.
 
NADZIEJA
 
Selekcjoner „La Furia Roja” musi dmuchać i chuchać, żeby wszyscy kluczowi zawodnicy reprezentacji byli w pełni gotowi na rywalizację na boiskach w Brazylii. Tajemnicą przecież nie jest, że 80-90 procent składu pierwszej jedenastki to zawodnicy Barcelony i Realu Madryt. Brak jednego lub dwóch trybików w układance mógłby zachwiać równowagą całej maszyny. W obecnym sezonie do głosu doszły młode wilki z Atletico Madryt i innych hiszpańskich zespołów, jednakże mundial to przede wszystkim turniej, a turnieje rządzą się swoimi prawami. Młodość i finezja mogą dodać wielu radosnych chwil, nie jestem jednak przekonany, że mogą być czynnikiem, który przeważy o zdobyciu przez Hiszpanów ewentualnego tytułu. A to przecież nadzieja całego narodu. Hiszpanie jadą do Brazylii po chwałę i miejsce na piedestale. Jaki rezultat osiągną? To się okaże. 
 
NAJWIĘKSZA OBAWA
 
Hiszpanie niczym wszechpotężny Achilles rozprawili się ze swoimi rywalami na trzech ostatnich turniejach rangi mistrzowskiej. Czy jednak wielkość i sukcesy piłkarzy „La Furia Roja” nie okażą się ich słabym punktem? Kiedyś do Hiszpanów przyklejono łatkę drużyny, która „gra jak nigdy, ale przegrywa jak zawsze”. „La Roja” przy okazji każdej większej imprezy była wymieniana wśród faworytów. Bo ma tradycje piłkarskie, bo kultura tego sportu jest na Półwyspie Iberyjskim niezwykle wysoka, bo całą Europę elektryzuje starcie Realu Madryt i Barcelony… Niestety, prócz zdobytego Mistrzostwa Europy w 1964 roku Hiszpanie nie osiągali praktycznie nic. Nagle pojawiła się cudowna generacja piłkarzy, z Xavim, Iniestą, Casillasem i innymi na czele. Pojawiły się również i triumfy. Nie oszukujmy się jednak - era reprezentacji zbudowanej na tych graczach kiedyś się skończy. Trochę czasu upłynie zanim młode wilki z Koke i Isco jako przywódcami będą prowadzić drużynę narodową do sukcesów. Oczywiście to w dalszym ciągu klasa światowa i tylko totalny piłkarski laik może nie docenić siły ognia tej drużyny. Zastanawiam się jednak, czy możliwym jest, by w tak popularnej dyscyplinie sportu jaką jest piłka nożna dominacja na poziomie reprezentacyjnym mogła zostać utrzymana przez tyle lat… Czy do Hiszpanów zostanie przyklejona nowa łatka? Koniec sukcesów kadry narodowej może okazać się najzimniejszym kubłem wody wylanym na karki piłkarzy w historii. Ale nic nie trwa wiecznie. 
 
TAKTYKA
 
Wszyscy od zawsze wiedzieli, że Hiszpanie grają systemem 4-3-3 lub 4-2-3-1, a i tak nie znalazł się strateg i drużyna, która byłaby w stanie pokonać „La Roję” w meczu rozstrzygającym o tytule mistrzowskim (nie licząc Brazylii w Pucharze Konfederacji). W kolejnych finałach nie udało się to Niemcom, Holendrom oraz Włochom. Taktyka podopiecznych Vicente Del Bosque opiera się na posiadaniu i kontroli piłki oraz maksymalnym zagęszczeniu środka pola. Proste rozwiązanie – my mamy piłkę, przeciwnik nie może jej mieć w tym samym czasie, więc nie ma możliwości na zdobycie gola. Całej filozofii tiki-taki chyba przedstawiać nie trzeba – ty podaj do mnie, ja do ciebie i tak dalej aż do momentu, kiedy gracze rozmontują defensywę przeciwnika i będą mieli szansę na zdobycie bramki. Kluczowy dla gry Hiszpanów jest środek pola w ustawieniu prawdopodobnie z Busquetsem, Xavim i Xabim Alonso, którzy będą rozciągać grę na skrzydła. W ostatnim czasie pojawiło się kilku klasowych napastników w kadrze reprezentacji, wątpliwe zatem jest, by Del Bosque próbował manewrów z ostatnich Mistrzostw Europy, kiedy to nakazał grać swoim zawodnikom systemem 4-6-0. Poza tym ciężko jest mi sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz Hiszpanie wyszli na mecze chociażby dwa razy z rzędu w taki samym ustawieniu personalnym.
 
PRZEWIDYWANY SKŁAD
 
 
CZY WIESZ, ŻE…
 
- Hiszpanie są  jedyną drużyną narodową, która wygrała trzy turnieje rangi mistrzowskiej z rzędu;

 - Zawodnicy Del Bosque już po wyjściu z grupy mogą zrewanżować się Brazylijczykom za zeszłoroczną porażkę w Pucharze Konfederacji. Jeśli tak się nie stanie możliwość rewanżu pojawi się dopiero w meczu finałowym;

- Na początku XX wieku Hiszpanie założyli w Brazylii dwa kluby piłkarskie – w 1914 roku powstała Hespanha Foot Ball Club, dziś znany jako Jabaquara Atletico Clube. Zawodnicy tego klubu występują na wybudowanym w 1963 roku Estadio Espanha. Jakie barwy ma ten klub? Oczywiście żółto-czerwone. Drugim zespołem jest założony w 1933 roku przez hiszpańskim imigrantów z Galicji Galicia Esporte Clube of Bahia. 
 
TERMINARZ
 
13 czerwca 2014, 21:00 – Hiszpania – Holandia

18 czerwca 2014, 21:00 – Hiszpania – Chile

23 czerwca 2014, 18:00 – Australia – Hiszpania
 
GŁOS Z HISZPANII
 
Obrona tytułu może być trudnym zadaniem, ponieważ w grupie zmierzymy się z bardzo dobrymi zespołami, zrobimy co w naszej mocy, by podołać zadaniu. Nie możemy powiedzieć, że to jest łatwe losowanie. Trudno będzie wyjść z tej grupy. Nie powiedziałbym, że to grupa śmierci, ponieważ są też inne, bardzo trudne. Pierwszy mecz zagramy przeciwko Holandii, której styl zmienił się od czasu ostatnich mistrzostw świata. Ciągle mają graczy prezentujących wysoką jakość, jak Van Persie, Robben czy Sneijder i będą wymagać, abyśmy wznieśli się na wyżyny swoich umiejętności. Chile zawsze jest niewygodnym przeciwnikiem, mają kilku wspaniałych zawodników. Myślę, że Australia też ma zawodników, którzy nie oddadzą tanio skóry. To będą fantastyczne mistrzostwa świata.
 
Vicente del Bosque po rozlosowaniu grup Mistrzostw świata w Brazylii
 
 
AUTOR KRZYSZTOF GOŃKA
ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: MŚ 2014 Mistrzostwa świata Hiszpania
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.