Mundialu, trwaj!

3 lata temu
Mario Balotelli zdecydował o zwycięstwie Włochów po znakomitej asyście Candrevy | Fot. ESPN

Na ten mecz ostrzono sobie zęby od samego losowania grup mistrzostw świata. Dwie europejskie potęgi, dżungla w Manaus i 90 minut gry na najwyższym poziomie.

Ten, kto liczył na widowisko, nie przeliczył się. Po pierwszej połowie można było wreszcie powiedzieć “uff”. Wcześniej absolutnie nie było na to czasu. Atak za atak, akcja za akcję, czasami też momenty oblężenia jednej czy drugiej bramki. Strzały z dystansu przestaliśmy liczyć po dziesięciu minutach. Jeśli wierzyć statystykom, w pierwszych 45 minutach zostało ich oddanych aż 14. Strzał na bramkę średnio raz na trzy minuty. 
 
Nie może więc dziwić, że bardzo szybko padł pierwszy gol. 
 
 
 
Jeszcze szybciej okazało się jednak, że... nie padł.
 
 
Anglicy nie ustawali w bombardowaniu bramki rywala, no i skoro spróbował Sterling, to gorsi nie mogli być klubowi koledzy. Najpierw Henderson sprawił masę kłopotów Sirigu, następnie Sterling nie trafił czysto w piłkę i skierował ją obok bramki. Jak to się stało, że na przestrzeni dziesięciu minut mieli czyste pozycje do uderzeń z dystansu? Cesare Prandelli pewnie już wie i nie omieszka przekazać tego w żołnierskich słowach swoim zawodnikom odpowiadającym za defensywę.
 
Ale że Anglicy wiedzą, na czym polega fair play, sami także pozwolili na oddanie bardzo groźnego strzału Candrevie. Jeśli nie wiecie, co znaczy wypluć piłkę po strzale, Joe Hart pokazał to bardzo obrazowo. Ale tego uderzenia po prostu nie dało się łapać.
 
Te sytuacje to jednak nic, w porównaniu z tą, jaką mieli Anglicy w 24. minucie. Welbeck zagrał wzdłuż bramki i gdyby nie znakomity wślizg Barzagliego i fura szczęścia, że nie padł samobój, to pierwsza bramka meczu stałaby się faktem.
 
 
Po tej sytuacji Anglicy jakby stanęli, a Włosi najpierw wysłali ostrzeżenie, gdy Balotelli na piątym metrze nie trafił głową w piłkę, by później już bez jakiegokolwiek kolejnego Marchisio zdobył piękną bramkę uderzeniem po ziemi zza pola karnego. Żebyście nie myśleli, że obyło się bez geniuszu Andrei Pirlo - jego przepuszczenie podania do strzelca bramki - znakomite. I ze stuprocentową pewnością powiemy, że nie przypadkowe. 
 
 
Anglicy jednak wrócili do gry jeszcze szybciej, niż sami się pewnie spodziewali. Rooney ze Sturridgem wyszli w dwójkę na defensywę Włochów, ale ten drugi pokazał w tym sezonie, że kilku obrońców to dla niego nie przeszkoda. Radość z tego gola Sturridge'a imponująca, ale jeszcze mocniej poświętował masażysta Anglików, który ciesząc się z bramki... skręcił kostkę.
 
 
 
Kto winny tego szybkiego wyrównania? Kibice na Twitterze wiedzą to doskonale. Pełna zgoda.
 
 
 
Jak zareagowali Włosi? Ano tak, że w doliczonym czasie gry skoczyli Anglikom do gardeł i tylko cud uratował Joe Harta przed utratą bramki. A tak po prawdzie, to cud i Phil Jagielka, który wybił z linii bramkowej techniczny strzał Mario Balotelliego.
 
 
Chwilę później próbował jeszcze Candreva, ale tym razem Włochom przeszkodził słupek.
 
 
Pierwsza połowa w dobrym tempie? Strzał co 3 minuty? To co powiedzieć o starcie drugiej części gry? 4 minuty i 2 groźne strzały, w tym kolejny gol.
 
 
 
Mecz jeszcze nabrał tempa. Licznik strzałów stanął dopiero na 29, chociaż znamienne było to, że Anglicy oddali 17 uderzeń z dystansu i tylko jedno z bliska. Jak łatwo się domyślić, była to także jedyna bramka "Synów Albionu". 
 
 
Na pewno nieswój był dziś Rooney. Mecz zupełnie mu nie wyszedł, strzały nie chciały znaleźć drogi do bramki, podania nie były zbyt celne (oczywiście poza asystą), a rzut rożny, do którego podszedł w drugiej połowie... cóż:
 
 
Po takim spotkaniu lidera Anglików może czekać tylko jedna przyszłość. Przewidzieli ją już kilka lat temu ludzie z marketingu Nike.
 
 
Anglików jednak bynajmniej nie skreślamy, bo zagrali tak, że mizerny Urugwaj powinni zmieść z powierzchni ziemi. A w ostatnim meczu z Kostaryką - jakkolwiek nie podobaliby się nam dzisiaj outsiderzy bijący podopiecznych Oscara Tabareza - to raczej nie jesteśmy w stanie uwierzyć, by byli w stanie zatrzymać "Synów Albionu" tak, jak zrobili to Włosi.
 
Włosi, którzy potwierdzają, że na turnieje są zawsze w stu procentach gotowi. O ile przed mistrzostwami mogliśmy mieć wątpliwości, czy kadra w tym kształcie może walczyć o najwyższe cele, tak teraz te wątpliwości są już coraz mniejsze.

AUTORZY: DAWID MICHALSKI I SZYMON PODSTUFKA
ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: MŚ 2014 Mistrzostwa świata Anglia Włochy
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.