Chorwaci poskromili Kameruńczyków i wracają do gry o awans

3 lata temu
Chorwaci nie zawiedli | Fot. Twitter

Chorwaci zgodnie z planem pokonali "Nieposkromione Lwy" i powalczą z Meksykiem o awans do dalszej fazy turnieju.

Chorwaci w meczu otwarcia Mistrzostw Świata zostali skrzywdzeniu przez sędziego Nishimurę. Japończyk podyktował kontrowersyjną jedenastkę dla reprezentacji Brazylii, która w konsekwencji pozwoliła zgarnąć „Canarinhos” komplet punktów. Z tego powodu konfrontacja z Kamerunem dla podopiecznych Niko Kovaca była spotkaniem o wszystko, które zwyczajnie musieli wygrać. W osiągnięciu tego celu miał im pomóc powracający do wyjściowego składu Mario Mandžukić.

Z kolei „Nieposkromione Lwy” zaprezentowały się słabo w starciu z Meksykiem, a w dodatku rywalizację z Chorwatami na ławce rezerwowych rozpoczął Samuel Eto’o, autor trzech ostatnich bramek dla Kamerunu na poprzednich mundialach.

Pierwszy mecz w historii obu reprezentacji dość niespodziewanie lepiej rozpoczęła ekipa z Afryki, która raz za razem próbowała przedzierać się prawym skrzydłem boiska. Z tego faktu nie był zadowolony Mandžukić, który już starał się sprowokować Stéphane’a M'Bię. Zawodnik „Nieposkromionych Lwów” połknął haczyk Chorwata, ale całego zajścia między nimi nie widział sędzia i skończyło się tylko na słownej reprymendzie.

Kameruńczycy w pierwszych minutach, co prawda pokazali pazurki, ale szybko zostali za to skarceni. Już pierwsza w miarę składna akcja zespołu Niko Kovaca zakończyła się umieszczeniem futbolówki w siatce. Po dośrodkowaniu Srny swoją nieporadnością popisał się N’Koulou, który podał piłkę do Perišicia, a ten wyłożył ją na tacy swojemu klubowemu koledze - Oliciowi, który dopełnił formalności.

Można było przypuszczać, że ten gol otworzy nam to spotkanie, ale Chorwaci skutecznie przejęli panowanie nad piłką w środku pola i spokojnie szukali swoich szans na zdobycie kolejnej bramki. Z tego powodu mecz robił się coraz bardziej senny, co z kolei wpływało na poziom wiedzy Macieja Iwańskiego, któremu przyszło po nocy relacjonować tą rywalizację.

Wydawało się, że w pierwszych 45. minutach już nic się nie wydarzy, a tymczasem znów dał o sobie znać sprytny i zarazem wredny charakter Mandžukicia. Piłkarz Bayernu Monachium zabiegł drogę Songowi, a ten zamiast obiec rywala to uderzył go bez pardonu łokciem w plecy. Na to liczył Chorwat, który padł z krzykiem na murawę. Całą sytuację widział sędzia, który za bezmyślny atak piłkarza Barcelony zdecydował się wyrzucić go z boiska. W ten sposób „Nieposkromione Lwy” musiały sobie w drugiej połowie radzić bez dwóch liderów. Czy wpłynęło to na nich pozytywnie?

Skądże... Podopieczni Volkera Finke osiągnęli już swój cel przed startem mundialu, kiedy to wynegocjowali od rodzimego związku piłkarskiego odpowiednie sumy pieniężne za rozegranie przynajmniej trzech meczów na Mistrzostwach Świata. Do tego początek drugiej części gry rozpoczęli od kolejnego fatalnego błędu. Znowu źle wybita futbolówka trafiła pod nogi Perišicia, a ten pognał z nią dobre 40 metrów i pewnym strzałem pokonał Itandje.

Od tego momentu Chorwaci wyraźnie się rozluźnili. Byli już pewni swego i zwyczajnie cieszyli się grą. W przeciwieństwie do „Nieposkromionych Lwów”, które musiały jeszcze trochę się pomęczyć, a myślami już byli raczej na jednej z brazylijskich plaż, na której będą się wylegiwać przed ostatnim swoim spotkaniem na tegorocznym mundialu.

Potwierdzeniem tego stwierdzenia jest trzecia bramka dla Chorwatów. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Pranjicia na listę strzelców po uderzeniu głową wpisał się Mandžukić, któremu żaden z Kameruńczyków w tej sytuacji zbytnio nie przeszkadzał.

Podobnie rzecz miała miejsce przy kolejnym trafieniu podopiecznych Niko Kovaca, kiedy to swojego gola w tym meczu mógł zdobyć Eduardo, który przed chwilą pojawił się na boisku. Niestety, jego strzał zdołał sparować Itandje, ale ponownie samemu sobie w polu karnym Kamerunu pozostał Mandžukić, który w ten sposób zdobył jedną z najłatwiejszych bramek w swojej karierze.

Nie da się ukryć, że Chorwacja tym występem rzuciła wyzwanie Meksykowi, z którym już za kilka dni stoczy decydujący bój o wyjście z grupy A do dalszej fazy Mistrzostw Świata. Pierwsze miejsce mają raczej zapewnione Brazylijczycy, którzy nawet składem rezerwowym powinni sobie bez większych problemów poradzić ze słabym, nieporadnym i niezgranym Kamerunem.

W końcowym fragmencie spotkania “Nieposkromione Lwy” stworzyły sobie parę okazji do zdobycia gola honorowego, ale i Chorawci byli bliscy podwyższenia prowadzenia po akcji Rakiticia. Jednak i tak najciekawszą sytuacją okazała się sprzeczka pomiędzy dwoma zawodnikami z Afryki, co dogłębnie podsumowuje, że Kamerun nie dojrzał do występu na takiej imprezie jak Mistrzostwa Świata.

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: MŚ 2014 Mistrzostwa Świata Kamerun Chorwacja
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.