Chłopiec do bicia w 1/8 finału!

3 lata temu
Ojciec sukcesu Kostaryki - Jorge Luis Pinto | Fot. Twitter

24 lata. Tyle czekali Kostarykanie na drugi awans z fazy grupowej. Wcześniej dokonali tego podczas mundialu we... Włoszech. Tym razem to dzięki pokonaniu "Squadra Azzurra", "Los Ticos" zapewnili sobie awans do 1/8 finału.

Oba zespoły przystąpiły do starcia z trzema punktami na koncie po pierwszej serii spotkań. Włochom udało się pokonać Anglików, zaś Kostarykanie pokusili się o nie lada niespodziankę, tryumfując nad wyżej notowanym Urugwajem. Należało więc oczekiwać sporych emocji i, choć wyraźnym i jednoznacznym faworytem meczu byli piłkarze z Półwyspu Apenińskiego, należało zagrać ostrożnie, a o lekceważeniu rywala nie mogło być mowy.

Spotkanie zaczęło się bardzo niemrawo, a żadna z drużyn nie kwapiła się do ofensywy. Pierwsze minuty dały nam raczej popis niezliczonych podań w środkowych strefach boiska aniżeli jakiejś większe zagrożenie którejś z bramek. Zarówno Europejczycy, jak i piłkarze z Ameryki Środkowej bawili się piłką, czasem oddając leniwe uderzenie.

W 16. minucie Kostarykanom udało się oddać strzał, który mógł wyprowadzić ich na nieoczekiwane prowadzenie. Po rzucie rożnym piłka trafiła jednak w ręce Buffona. Wreszcie można było powiedzieć o jakiejkolwiek akcji w polu karnym. Dobrze o zespole świadczył też fakt, że potrafiła utrzymać się przy piłce, choć spodziewaliśmy się sporej ofensywy ze strony drużyny włoskiej.

Swoje szanse mieli też podopieczni Prandellego i dali namiastkę tego, co wychodziło w spotkaniu z Anglią - szybkich akcji skrzydłami. W 27. minucie z dystansu szczęścia próbował Balotelli, jednak uderzył obok bramki. Kilka minut później zawodnik świetnie doszedł do prostopadłego podania i podjął nieudaną próbę przelobowania bramkarza rywali.

W kolejnej akcji as Milanu znowu przypomniał o sobie, tym razem oddając strzał z woleja, piłka trafiła jednak w ręce Navasa. Widowisko momentalnie zaczynało wyraźnie zyskiwać - tym bardziej, że chwilę później po strzale Bolanosa interweniować musiał Gianluigi Buffon.

Intensyfikowała się wymiana coraz groźniejszych ciosów, która swoje apogeum osiągnęła chwilę przed końcem pierwszej odsłony. Najpierw sędzia niesłusznie nie podyktował Kostarykanom karnego po faulu na Campbellu, a chwilę później po dośrodkowaniu Juniora Diaza - jakby nie patrzeć, byłego piłkarza Wisły Kraków - akcję uderzeniem głową zamknął Ruiz. Piłka odbiła się od poprzeczki i znalazła się w bramce. Nie było nawet potrzeby skorzystania z nowej technologii goal-line.

 

 

Rezultat spotkania nie zmienił się do przerwy. Konieczna była chyba reprymenda w szatni Włochów. W przeciwnym razie piłkarze z Półwyspu Apenińskiego mogli zapomnieć o wywiezieniu czegokolwiek z tego starcia. Nieuniknione były też zmiany personalne, których brak mógł sprawić, że niedoceniani piłkarze z Kostaryki mogli odnieść kolejne zwycięstwo z wyżej notowanym rywalem. "Squadra Azzurra" nie wyciągnęła wniosków z ostatniej lekcji Urugwaju i mogła tego bardzo gorzko pożałować. Druga połowa zapowiadała się na widowisko lepsze niż w pierwszej odsłonie.

 

Wydarzenia boiskowe bardzo zirytowały piłkarzy jednej i drugiej reprezentacji. Włochom nie podobał się wynik, a Kostarykanom brak rzutu karnego. Doszło do spięcia w tunelu, ale obeszło się bez większych konfliktów. Szykowała się jednak spora niespodzianka, o czym świadczy powyższy obrazek. Prandelli nie zamierzał długo czekać i szybko dokonał dwóch zmian - najpierw na drugą połowę nie wybiegł Thiago Motta, a później w 57. minucie z boiska zszedł Candreva. Sytuację odwrócić mieli Cassano i Insigne.

"Squadra Azzurra" rzuciła się do ataków. Uderzali Darmian i z rzutu wolnego Andrea Pirlo, ale bramkarz Kostaryki Keylor Navas był dzisiaj w niesamowitej formie i raz po razie ratował swój zespół od utraty gola.

Gra Włochów wyglądała jednak jak sinusoida. Momenty ciekawe, ofensywne, przeplatali z niepotrzebną agresywnością, nieporadnością i niecelnymi podaniami. Dla niektórych zaczynały przypominać się czarne chwile z 2010 roku i nie były to obawy bezpodstawne.

Kostaryka natomiast grała jak natchniona. Utrzymywała się przy piłce, mądrze rozgrywała swoje akcje, wstrzymując je w odpowiednim momencie, a nieraz wycofując piłkę do bramkarza, by w spokoju tworzyć kolejne ataki. Cały stadion intonował "ole, ole" przy każdym kolejnym udanym zagraniu "Los Ticos". Szykowała się jedna z największych sensacji tego mundialu.

Tym większa, że Włosi nie mieli pomysłu na grę. Andrea Pirlo, który miał pełnić rolę metronoma i dosyłać zabójcze piłki, kompletnie się zaciął. Balotelli łapany był na spalonych i nic więcej nie wnosił do gry. Co więcej, piłkarze Prandellego już po 70 minutach spalili dziesięć sytuacji. W żadnym innym spotkaniu nie było tylu spalonych. Pomysłów na grę po prostu brakowało.

 

Kolejne minuty niczego nie zmieniały, Włosi cały czas nieporadnie próbowali konstruować swoje akcje, a jedynie wartości jakie świadczyły o tym, że próbowali, to powiększająca się liczba spalonych.

 

Doliczony czas gry to były męczarnie dla Włochów, którzy mogli stracić kolejną bramkę, a Kostarykanie mądrze dociągnęli rezultat z pierwszej połowy do końca spotkania. Dokonali czegoś niesamowitego. Mimo, że byli skazywani na pożarcie, awansowali do 1/8 finału, wyrzucając tym samym z dalszej gry Anglików, a w pokonanym polu pozostawią również Włochy bądź Urugwaj, ale tego dowiemy się dopiero we wtorek.

Patrząc na poczynania Kostaryki, można dojść do jednego wniosku. Nieważne jak mocny jest twój przeciwnik. Nieważne, że nikt nie daje ci szans na jakikolwiek wynik. Nieważne, że według ekspertów występ na mundialu powinien zakończyć się po trzech meczach, w których byłoby się chłopcem do bicia. Do każdego spotkania trzeba podejść, jak do starcia o życie. Trzeba walczyć, biegać, atakować i nie odpuszczać do końca. Bez różnicy jest to, czy twoim przeciwnikiem jest Andrea Pirlo czy Julian Draxler bądź Max Meyer, bo każdego można pokonać. Wystarczy uwierzyć w swoje umiejętności, uwierzyć w to, że pokonanie przeciwnika jest możliwe, a nie na samym początku odpuszczać, bo rywal jest o kilkadziesiąt miejsc wyżej w rankingu FIFA. To różni reprezentantów Polski od piłkarzy grających w barwach Kostaryki. To dlatego nie możemy oglądać ich występów w Brazylii. Ale może tak jest lepiej, przecież taka Kostaryka by nas zagryzła na boisku.

 

AUTORZY: Marek Ratkiewicz i Dawid Michalski

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Mistrzostwa Świata MŚ 2014 Włochy Kostaryka
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.