"Allez Les Bleus!" Fantastyczni Francuzi wypunktowali "Helwetów"

3 lata temu

Konfrontację Francuzów ze Szwajcarami można był śmiało typować jako najciekawsze starcie w grupie E. Obie ekipy z kompletem punktów, obie z wielkimi chęciami na kolejny krok ku fazie pucharowej.

Przed spotkaniem trudno było wskazać zdecydowanego faworyta. Dużo mówiło się w tym kontekście o Francuzach, jednak komfortowa pozycja po pierwszych meczach fazy grupowej oraz fakt, że trzy ostatnie starcia obu zespołów kończyły się remisami kazały bardziej skłaniać się ku podziałowi punktów w piątkowy wieczór.
 
Na początek lekkie zaskoczenie – Paul Pogba na ławce rezerwowych, a w pierwszym składzie Olivier Giroud. Na początku wyróżnił się znokautowaniem szwajcarskiego obrońcy, Steve’a von Bergena, ale już chwilę później nikt nie śmiał kwestionować decyzji Didiera Deschampsa.
 
Napastnik Arsenalu pokazał swój największy atut, czyli świetną grę w powietrzu. Po dośrodkowaniu Mathieu Valbueny z rzutu rożnego fantastycznie skierował piłkę pod poprzeczkę, chociaż można gdybać, czy padłby gol, gdyby Diego Benaglio miał więcej zaufania do Ricardo Rodrigueza i nie zdejmował mu piłki z głowy.
 
 
Do świadomości Szwajcarów chyba jeszcze nie doszło, że stracili bramkę, bo chwilę potem było już 0:2. Valon Behrami rozprowadził piłkę trochę inaczej, niż w doliczonym czasie gry meczu z Ekwadorem, tym razem podając pod nogi… Karima Benzemy. Napastnik Realu podał piłkę do Blaise’a Matuidiego, który zaskoczył Benaglio strzałem w krótki róg i wydaje się, że bramkarz Wolfsburga znów mógł zachować się lepiej.
 
 
W dwie minuty mieliśmy prawdziwy blitzkrieg, albo ładniej, z francuska „guerrerapide”. Kto przełączył na chwilę na emocjonującą końcówkę trzeciego seta meczu siatkarskiej Ligi Światowej Polska-Brazylia, mógł się bardzo zdziwić wracając do transmisji z Salvadoru.
 
I lepiej, gdyby został już przy tym do samego końca pierwszej połowy. Mieliśmy w tym meczu bowiem dwie nietypowe sytuacje – Benzema mógł pogrzebać jakiekolwiek szanse Szwajcarów, ale stał się pierwszym piłkarzem, który zmarnował rzut karny w czasie brazylijskich mistrzostw. A później rekord świata pobił Yohan Cabaye, prawie łamiąc poprzeczkę przy dobitce na pustą bramkę z kilku metrów.
 
Trzecia bramka jednak nadeszła chwilę później. Fantastyczna kontra – Varane wypuszcza Girouda, ten znów błyszczy świetną asystą i z pustą bramką o wiele lepiej od Cabaye’a radzi sobie Valbuena. Warto w tej akcji szczególnie docenić pierwsze, otwierające podanie obrońcy Realu Madryt.
 

Ottmar Hitzfeld z niedowierzaniem kręcił głową, bo Szwajcarzy prezentowali się na tle rozpędzonych Francuzów wyjątkowo ociężale. Metafora z dziurawym szwajcarskim serem w kontekście zagubionych obrońców w czerwonych koszulkach była w tym momencie jak najbardziej trafna.

Po tym, jak sędzia meczu Björn Kuipers zagwizdał po raz ostatni w pierwszej połowie wiedzieliśmy, że raczej nie powtórzy się wynik z trzech ostatnich starć Helwetów z „Tricolores”.

Druga połowa przyniosła lekkie przebudzenie Szwajcarów, swoją sytuację "oko w oko" z Llorisem miał Mehmedi, ale tego dnia Szwajcarom szło jak po grudzie. Niewiele trzeba było czekać, aby "Les Bleus" z powrotem doszli do słowa i kontynuowali swój pewny marsz po drugi komplet punktów podczas tego mundialu.
 
Podopieczni Didiera Deschampsa z zadziwiającą łatwością dochodzili do strzeleckich sytuacji, a nieporadność linii defensywnej Szwajcarów mroziła krew w żyłach. Strzelaninę w drugiej części spotkania rozpoczął Benzema, niejako rehabilitując się po przestrzeleniu rzutu karnego w pierwszych 45 minutach.
 
 
Swoją bramkę dorzucił także Moussa Sissoko.
 
 
Trzeba przyznać, że pięć strzelonych bramek to nie tylko wina słabiutkiej postawy formacji obronnej Szwajcarów. Francuzi imponowali pomysłem na grę, płynnością w ataku oraz dużą kreatywnością. Praktycznie każde prostopadłe podanie dochodziło do adresata i otwierało drogę do groźnej sytuacji. "Trójkolorowi" przypominali rozpędzone TGV. Efektowność ich gry doprowadzała francuskich fanów do ekstazy. Widok zgoła odmienny od tego z RPA. Chóralnie odśpiewana "Marsylianka" dumnie wypełniała stadion w Salvadorze.
 
Końcówka spotkania to całkowicie niepotrzebne rozluźnienie się Francuzów, które przyniosło w rezultacie dwie bramki dla Szwajcarów. Najpierw celnie z rzutu wolnego przymierzył Dzemaili,
 
 
a chwilę później jeszcze ładniejszą bramkę dla Szwajcarów zdobył Xhaka.
 
 
Ostatnim akcentem tego spotkania było jednak ładne uderzenie Benzemy. Szkoda tylko, że oddane już po końcowym gwizdku Björna Kuipersa, kończącym ten nierówny pojedynek.
 
 
 
Tegoroczne mistrzostwa nauczyły nas sporej ostrożności w typowaniu faworytów. Francuzi pokazali jednak w dzisiejszym starciu swoje największe atuty i z całą pewnością należy traktować ich jako mocnego kandydata do walki o najwyższe laury podczas brazylijskiego czempionatu. Patrząc na wyniki i styl przez nich prezentowany, ciężko uwierzyć, że jeszcze kilka miesięcy temu tą kadrą targały liczne spory i niesnaski. Didier Deschamps, sklejając w jedną całość rozbity po ostatnich niepowodzeniach zespół, wykonał kawał znakomitej roboty. Czyżby mielibyśmy być świadkami powrotu króla?
 
A Szwajcarzy? Cóż, powinni jak najszybciej zapomnieć o dzisiejszym meczu i skupić się na przyszłej konfrontacji z Hondurasem. Przed Hitzfeldem raczej dość niespokojna noc. Refleksje na temat poprawy gry obronnej niezbędne.
 
AUTORZY: Tadeusz Olewicz i Jakub Kulczycki
ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Mistrzostwa Świata MŚ 2014 Francja Szwajcaria
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.