Wątpliwa wątpliwość wątpliwości

3 lata temu
Messi i Sabella

Na wszelkie otarcia potrzebny jest dobry smar. Już Chińczycy wiedzieli dokładnie o tym, w swej znanej po wsze czasy sentencji.

Dla Argentyny wygrana z Bośnią warta była trzech punktów. I niestety tylko tego, bo przytłaczające są problemy, których trener nie dostrzega, a które widzi cały świat.
 
Gdybym był nauczycielem Wychowania Fizycznego, to w pierwszej kolejności zaopatrzyłbym się w bat z ostrym końcem i lał po tyłku tak długo, aż ręka odmówi mi posłuszeństwa. Sabella niby mądrze z tym 5-3-2 wychodzi, ale tylko na rolce od papieru toaletowgo. Niestety, w meczu z Bośnią przejście w 3-5-2 było niemożliwe z powodu kompletnego chaosu i złego doboru ludzi. Co nawalało? Oto główne problemy:
 
1. Zabaleta jak i Rojo w ofensywnie więcej mieli strat niż celnych podań. Co gorsza, zabezpieczający ich pozycje Garay i Campagnaro, bardziej byli zainteresowani środkiem obrony. A tam gubił się z rozegraniem piłki do przodu Fede Fernández. Jako, że wyżej wymienieni „pierwsi skrzydłowi kadry” do odbioru podchodzą jak do tematu o aborcji, powstają w ten oto sposób dwie dziury wielkości leja atomowego. Na szczęście z tego prezentu, nie w pełni skorzystały bośniackie czołgi.
 
 
2. Czystym debilizmem okazało się pozostawienie tylko jednego przecinaka w pomocy. Mascherano robił co mógł, bo ilość sytuacji, gdzie ratował kolegów z opresji, były zatrważające. Dochodziło nawet do takich momentów, gdzie musiał wyręczać Garaya, który w żaden sposób nie pomagał, ciągle objeżdżanemu Rojo na skrzydle. Przez to pozostawiał wolne pole na środku boiska, którego nie zabezpieczą zadaniowcy od ofensywy, Di María i beznadziejny tego dnia Maxi Rodríguez. Kiedy oni przechodzli do ataku, słynny "El Jefe" pozostał sam na środku pola. Gołym okiem widać brak klasycznego enganche, który potrafił wprowadzić spokój, rozegrać piłkę z chirurgiczną precyzją. Tu takimi zadaniami Sabella obdzielił całą pomoc, z efektem częściowego chaosu. Natomiast jednoosobowy DM, był pomysłem jeszcze za czasów Maradony, który przyniósł tęgie baty od Niemców, cztery lata temu w RPA. A teraz okazuje się, że Sabella w dzieciństwie miał usuwane nie tylko migdałki, ale także i mózg. Bo on po czterech latach wystawia dokładnie takich samych zawodników w pomocy, a efekt pozostaje bez zmian. W medycynie objawy trenera Sabelli podchodzą pod ICD-10 R44. 
 
 
 
3. Messi do momentu strzelenia bramki, błąkął się jak neutron w jądrze boiska, co gorsza nie tam gdzie powinien. Zamiast pozostać na samym przodzie, on decydował się na powroty aż na własną połowę. Niepokojący był fakt, że nie za bardzo wiedział jak rozegrać piłkę, bo i kiepski dzień mieli też jego koledzy: Sergio Agüero i Di María. "Atomowa Pchła" lepiej poczuła się dopiero po bramce. Statystyka pokazała, że po jej zdobyciu przebiegł nawet więcej kilometrów, niż w ciągu 65 minut gry. Więcej wsparcia uzyskał także, kiedy na boisku pojawili się Gago i Higuaín, co uspokoiło nieco osamotnionego Mascherano w środku pola. Wtedy Leo skupił się już tylko na atakowaniu. Na razie dieta, oparta o Laysy-Pepsi, nie przynosi spodziewanego rezultatu.
 
 
 
 
4. Sabella ogólnie sprawia wrażenia człowieka, którego jaja trzyma jego żona w torebce. I coś jest w tym na rzeczy. Wycofany, zatroskany, momentami nie przypomina siebie ze swoich piłkarskich czasów, kiedy był prawdziwym macho-zabijaką, który popijał drink z kwasu siarkowego i jadu kobry królewskiej. Rzadko się o tym mówi, ale na stare lata Alejandro uspokoił się, a jego spojrzenie mówi bardzo wiele. Jest zlękniony, a z piłkarzami grupy baletowej Messiego rozmawia PODOBNO przez asystentów. Póki trwa bal, w tym chocholim tańcu nie widać wewnętrznych tarć. Ale wystarczy iskra w przypadku jednej porażki, a od razu dojdzie do podziału na dwie grupy „gwiazd” kontra „ligowe ofermy”. I tu Sabella potrafi się zgubić. Jego dawnego sukcesu z Estudiantesem nie sposób mu odmówić. Lecz wtedy miał do pomocy Veróna, z którego skorzystał w roli tłumacza. Teraz takiego twardego gringo próżno w tej kadrze szukać. Także i w hymnie, którego linia melodyczna w początkowej fazie, nie ma tyle ognia i werwy co chociażby hymn Chile. Piłkarze nie śpiewają, nawet nie nucą,nie wyglądają na tych, którzy utożsamiają się z barwami narodowymi. Zamiast podniośłości i dumy, jest tylko roztargnienie i wątpliwość. Gdyby mogli odśpiewać „Oid Mortales”, wtedy ujrzelibyśmy ich prawdziwy patriotyzm. Prawdziwy lub udawany.
 
 
Coś zaś tyczy się meczu z Iranem. Rywal już pokazał, że pomimo tych powyższych problemów, Argentyna nie powinna mieć większych trudności z ich ograniem. Tu podobnie jak w meczu z Bośnią, kluczowe może się okazać jedno indywidualne zagranie a la Messi. Choć istnieje ryzyko, że przeciwnik zastawi autobus z ładunkiem nuklearnym, to nie powinno zakończyć się to farsą. Bo to Argentyna. Kraj, który po popełnieniu błędów... popełnia kolejne.
 
Autor: Michał Borowy
ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Argentyna MŚ 2014 Mistrzostwa Świata
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.