Ekstraklasa na start - Pogoń powróciła z piekła do nieba

3 lata temu
Dariusz Pietrasiak i Adam Frączczak | fot. Pogoń Szczecin

Na wciąż budowanym stadionie w Bielsko-Białej zainaugurowano nowe rozgrywki T-Mobile Ekstraklasy.

Dzięki reformie mieliśmy zbliżyć się do Europy i ułatwić sobie awans do europejskich pucharów. Efekt przerósł nasze najśmielsze oczekiwania, bowiem przyśpieszenie ligi o jeszcze jeden tydzień zbliżyłoby nas, nie tylko do Europy, ale całego świat i dałoby komfort wyboru Niemcy – Argentyna czy Górnik Łęczna – Wisła Kraków albo Legia Warszawa – GKS Bełchatów czy Holandia – Brazylia.
 
Pogoń wróciła do T-Mobile Ekstraklasy przed trzema laty i za każdym razem otwierała nowy sezon. Za pierwszym i drugim razem mierzyli się z Zagłębiem Lubin, które spadło w poprzednim sezonie do 1. Ligi i ogrywali „Miedziowych” kolejno 4-0 i 2-0. Podbeskidzie nie miało tyle szczęścia, dwa lata temu przegrali z Jagiellonią 1-2, a rok później zremisowali z Lechią 2-2.
 
„Górale” przed sezonem zapowiadali walkę o pierwszą ósemkę i od razu zaczęli wdrażać swój plan w życie, najpierw sprowadzając do zespołu między innymi Wojciecha Trochima, Roberta Demjana i Sylwestra Patejuka, a dzisiaj szybko obejmując prowadzenie z „Portowcami”. Pierwszym strzelcem w tym sezonie został Bartłomiej Konieczny, który zaskoczył Radosława Janukiewicza strzałem głową.
 
W Pogoni wielkich wzmocnień nie było, a wręcz przeciwnie. Z zespołu odeszły dwa największe ogniwa dobrze funkcjonującego w pierwszej części sezonu ataku. Takafumi Akahoshi pojechał na testy do FK Ufa, z których już wrócił, ale w meczu nie zagrał z powodu lekkiego urazu. Marcin Robak miał zostać zawodnikiem Guinzhou Renhe, podpisał umowę z Chińczykami, ale zarządzający drużyną z Dalekiego Wschodu zrezygnowali z niego, kiedy do zespołu sprowadzono Mike Hanke i teraz król strzelców ekstraklasy czeka na pozwolenie, by znów podpisać umowę z „Dumą Pomorza”.
 
Po pół godziny gry, bodaj pierwszy kontakt z piłką miał Łukasza Zwolińskiego. Wychowanek szczecinian dostał świetne podanie od Rafała Murawskiego i w sytuacji sam na sam skierował piłkę do bramki. Ten gol powinien dać sporo pewności napastnikowi kreowanemu na następcę Marcina Robaka. Już minutę później miał miejsce historyczny moment w historii T-Mobile Ekstraklasy, kiedy użyto osławionego na Mistrzostwach Świata sprayu. Piłkę wykopali zawodnicy Podbeskidzia, więc teraz powinno być już z górki i białe linie staną się tradycją polskich boisk.
 
Pod koniec pierwszej połowy zawodnicy z północy zaprezentowali „łańcuch szczeciński”. Kiedy przy stałym fragmencie Podbeskidzia wszyscy broniący gracze Pogoni złapali się za ręce pozostawiając spore luki pomiędzy sobą, osłupieli komentatorzy, kibice i piłkarze „Górali”. Gola nie stracili, ale zagotowało się pod bramką Radosława Janukiwicza.
 
- Łańcuch ma za zadanie trzymać nas blisko siebie, ponieważ w zeszłym sezonie wiele punktów traciliśmy po bramkach, kiedy winiło nasze ustawienie. Często byliśmy za bardzo oddaleni od siebie – zdradził tajemnicę tej taktyki Adam Frączczak.
 
 
W przerwie trener Leszek Ojrzyński musiał grzecznie przypomnieć swoim graczom, że przecież mieli grać o pierwszą ósemkę, ponieważ kilka minut po wznowieniu gry Damian Chmiel z łatwością poradził sobie z Mateuszem Matrasem i dośrodkował do niepilnowanego Tomasza Sokołowskiego, który skierował piłkę do siatki.
 
Dzięki Mistrzostwom Świata mogliśmy się również przyzwyczaić do niezwykłych spotkań i emocji sięgających zenitu, jednak ligowcy postanowili nas szybko sprowadzić na ziemię i poza dwiema umiarkowanie-ciekawymi akcjami Podbeskidzia, na boisku nie działo się nic.
 
Robert Demjan pokusił się po podpisaniu umowy z „Góralami” o krótki komentarz, w którym zasugerował, że chce z Podbeskidziem wejść do europejskich pucharów. Dzisiejszy mecz pokazał, że póki co, nie chce do tego przykładać ręki i Marcin Robak może spać spokojnie. Król nie zostanie na razie obalony. Słowak był dotychczas nieco zagubiony, ale i tak prezentował się lepiej od wszystkich snajperów występujących w zespole z południa w poprzednim sezonie.
 
Miał nosa trener Dariusz Wdowczyk wprowadzając w drugiej połowie na boisko Macieja Dąbrowskiego, bo następny gol wpadł po jego strzale. Dośrodkowanie od Wojciecha Golli przelobowało Richarda Zajaca i spadło na głowę Dąbrowskiego, który umieścił futbolówkę w pustej bramce. Tak obśmiewany w zeszłym sezonie duet dał wyrównanie „Portowcom” na cztery minuty przed końcem spotkania.
 
W ostatniej minucie doliczonego czasu gry Pogoń miała rzut wolny, który wykonał Adam Frączczak. Piłka leciała w światło bramki, ale ze strzałem poradził sobie Richard Zajac, parując strzał w kierunku linii bocznej. Do piłki dopadł Jakub Bąk i oddał ją do Frączczak, ten dobiegł do rogu pola karnego i strzelił gola określanego mianem centro-strzału. 
 
Pojedynek jednych z najlepszych bramkarzy T-Mobile Ekstraklasy zeszłego sezonu zakończył się na plus dla Janukiewicza. Pogoń ponownie wygrała na inauguracje sezonu przy okazji przerywając serię Podbeskidzia trzynastu meczów bez porażki na własnym stadionie. Emocji na koniec było wiele, jednak nie mogą one przesłonić obrazu całego meczu.
ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Pogoń Szczecin Podbeskidzie Bielsko-Białą Polska T-Mobile Ekstraklasa
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.