Lekcja cwaniactwa, czyli mądry Polak po szkodzie

3 lata temu
fot. Mateusz Kostrzewa / legia.com

Sprawę walkoweru dla Celtiku z Legią wałkowano już wszędzie setki razy. Mając to na uwadze, chciałbym podzielić się tylko jedną swoją refleksją.

Od razu zaznaczam, że ja również jestem zdania, że Legia wyeliminowała się z gry o prestiż, a przede wszystkim o grube pieniądze sama i w sumie nie mamy prawa, by narzekać, ani na rywala (że niby nadgorliwy, bez honoru), ani na UEFA (że niby ta bez litości i stronnicza). Przepisy jakie są takie są, a ludzie w profesjonalnym klubie, aspirującym do gry na najważniejszym poziomie powinni je mieć w małym palcu. Regulamin UEFA też nie istnieje od wczoraj. Można się z nim na spokojnie zapoznać, a nawet poprosić federację o szczegółowe objaśnienia.
 
Jak już wielokrotnie mówiono, włodarze podjęli jedyną słuszną decyzję. Prawo to prawo, nagięcie go raz powoduje konieczność robienia to po raz drugi, trzeci, czwarty… Czy naprawdę jesteśmy na tyle wyjątkowi, by tylko dla nas nadinterpretować te przepisy? Odpowiedź jest chyba jasna.
 
Co mnie w tej całej sprawie zaciekawiło? Można właściwie powiedzieć, że rzeczona nadgorliwość Celtiku. Jak łatwo sobie wyobrazić, aby dojść do takiej nieprawidłowości w obozie rywala nie wystarczy przeanalizować jeden czy dwa dokumenty i to pierwsze z brzegu. Nie chce mi się wierzyć, że ktoś z Glasgow, jakiś pan w siedzący za biurkiem w garniturku, wpadł na pomysł z serii „a może warto sprawdzić, czy piłkarz X odczekał Y meczów kary za czerwień z zespołem Z?”. No, po prostu, nie wydaje mi się. Nie tak dawno jeszcze nikt w Szkocji nie pamiętał (jeśli nawet wiedział), że Legia grała w fazie grupowej Ligi Europy z Cypryjczykami, że czerwoną kartką został ukarany „Bereś”, który być może nawet do momentu rozgryzania przeciwnika przed meczami III rundy w ogóle dla Szkotów nie istniał.
 
Być może się mylę, ale mam dziwne wrażenie, że mistrz Szkocji rzeczywiście po meczu na siłę szukał u Legii jakiegoś detalu, który mógłby odwrócić losy dwumeczu przy „zielonym stoliku”, tym bardziej, mając świadomość, ze walkower załatwi sprawę awansu. Możliwe, że rywal przejrzał od początku do końca dokumentację warszawiaków, sprawdził każdego zawodnika, przebadał każdy szczegół. I „Celtowie” mieli do tego święte prawo, z którym my mamy obowiązek się zgodzić. Mimo że wielu kibiców uzna takie postępowanie za niehonorowe, to muszą sobie odpowiedzieć na pytanie – jak zareagowałbyś w przypadku odwrócenia ról? Dodatkowe 60, a może i więcej, milionów złotych dla polskiej drużyny to jak skok cywilizacyjny, za którym tak utęsknionym wzrokiem się rozglądamy. Dla Celtiku to z kolei pieniądze, które mogą wyrwać klub z oblicza sportowej degradacji do europejskiej drugiej ligi.
 
Ostatnio mignął mi przed oczami komentarz jednego z internautów, który stwierdził, że obecna sytuacja bardzo przypomina mu czasy kopania piłki w  czasach juniorskich. Wtedy trenerzy po przegranych też analizowali cały skład przeciwnika, przeglądali dokładnie ich karty zdrowia, byle tylko dopatrzyć się jakiejś nieprawidłowości i ugrać coś na przepisach. A może to i dobrze? Jak widać po dniu wczorajszym, wydaje się to być całkiem ważnym kołem ratunkowym. Z tym, że tak okrutnie zabijającym romantyczną ideę „lepszego na boisku”...
 
Polakom jednak, przed lekcją cwaniactwa, najpierw przydałaby się ta solidna - profesjonalnej organizacji. I taką właśnie bolesną naukę odebrał mistrz kraju, zaliczając według zagranicznych mediów „najgłupsze odpadnięcie z Ligi Mistrzów w historii tych rozgrywek”. Oby przynajmniej tym razem był „Polak mądry po szkodzie”.
 
 
Autor na Twitterze:
ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Legia Warszawa Celtic FC Polska Szkocja Liga Mistrzów
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.