Nie tylko jedna "setka" Sagana - probem wizerunkowy i... fizjologiczny

2 lata temu
Marek Saganowski | źródło Youtube

Pijany Marek Saganowski walący głową w tort przy głośnej aprobacie kolegów z druzyny - ten obrazek utkwi nam w głowach jeszcze przez długi czas, natomiast "Saganowi" i jego kolegom może odbić się głośną czkawką na wielu polach.

Kto miał szczęście, zobaczył to jeszcze wczoraj w nocy, praktycznie "na żywo". Kto mniej - oglądał rano na YouTube, bo w Internecie nic nie ginie (a jeśli jeszcze nie wiecie o czym mowa - zapraszamy do obejrzenia wideo pod tekstem). Legia się zabawiła, bo miała powód - setny gol Marka Saganowskiego w Ekstraklasie. Tylko czy czas i sposob, w jaki dokumentacja tej całej zabawy pojawiła się w Internecie był właściwy?
 
Problemem jest fakt, że w czwartek Legioniści grają mecz sezonu. Spotkanie z Aktobe, w którym niepowodzenie zakończy się tragicznie - brakiem wpływów do budżetu za fazę grupową Ligi Europy, podczas gdy jeszcze kilka dni temu jak lew walczono o przywrócenie do Ligi Mistrzów. Czy przed takim wyzwaniem wskazane jest świętowanie w taki sposób, w dodatku chwaląc się tym w Internecie?
 
- Po obejrzeniu filmu z Markiem Saganowskim, któremu gratuluję zdobycia setnej bramki, chciałoby się powiedzieć: piłkarz też człowiek i lubi się dobrze bawić. Polski piłkarz nie jest wyjątkiem w świecie futbolu. Wystarczy użyć wyszukiwarki internetowej żeby dowiedzieć się, że równie hucznie potrafią świętować na przykład zawodnicy FC Barcelona, z Lionelem Messim na czele - twierdzi Michał Sobiło, specjalista ds. wizerunku, dyrektor ds. rozwoju w Imago Public Relations. - Niedobrze jednak, kiedy takie filmy w sposób niekontrolowany przedostają się do sieci. Kluby na całym świecie radzą sobie z takimi sytuacjami edukując piłkarzy. Nie mówię tu o zdrowym trybie życia, ale również o tym co należy zrobić kiedy sukces prowokuje do świętowania. Zawodnicy wspomnianej Barcelony wiedzą, że podczas tego typu spotkań telefony komórkowe pozostają poza miejscem spotkania lub są wyłączone. Wiedzą to również ich goście, a jeśli nie – przypominają im o typ ochroniarze piłkarzy.
 
Wyobraźmy sobie, że Legia przegrywa z Aktobe. Odpada z Ligi Europy z zespołem z Kazachstanu. Przedstawiciel numer jeden pięknie opakowanej Ekstraklasy wylatuje z reprezentantem kraju, gdzie realizacja transmisji sportowych jest kilka poziomów niżej, niż amatorskie nagrania telefonem z meczów czy koncertów. W końcówce meczu jednemu z piłkarzy nie starczy sił, by pogonić za jednym z zawodników rywala, piłka wpada do siatki, a Legii zostaje walka na krajowym podwórku. O czym przypomną sobie wściekli kibice w pierwszej kolejności? Łatwo się domyślić. Szczególnie, że - jak mówi profesor Jan Chmura, fizjolog sportu - wypicie dużej ilości alkoholu nawet kilka dni przed meczem może mieć przełożenie na dyspozycję fizyczną zawodników.
 
- Wątroba metabolizuje czysty alkohol etylowy zostaje przez kilka godzin w organizmie, przez co nie jest on wydolnościowo w pełni sprawny. Na neutralizację alkoholu potrzebny jest czas. Oczywiście, jak doskonale wiemy, na przykład w lidze angielskiej alkohol jest bardzo częstym elementem w diecie zawodników, jednak tam poziom selekcji pod względem wydolności fizycznej jest tak wysoki, że jego spożycie nie powoduje głebszych zmian. Należy jednak spojrzeć na to, jaka jest wartość zawodników w Anglii, a jaka w Polsce. To już o czymś mówi w kontekście poziomu wytrenowania organizmu - mówi w rozmowie z naszym serwisem profesor Chmura. - Jeśli zawodnicy prezentują wysoki poziom wydolności fizycznej, to wypicie od czasu do czasu nawet dużej ilości piwa czy innego trunku nie tąpnie organizmem tak bardzo. Problem jest wtedy, gdy poziom wydolności jest przeciętny lub niski - niesterty w takim wypadku powoduje to głębokie zmiany w organizmie i znacznie wydłuża czas potrzebny do przerobienia alkoholu.
 
- Przyjmijmy, że wczorajsza impreza skończyła się o 5 nad ranem, a jeden z zawodników wypił 5 piw. Oznacza to, że w jego organizmie o godzinie 5:00 znajduje się 100 gram czystego alkoholu etylowego. Przy założeniu, że wątroba metabolizuje 10 gram na godzinę, piłkarz mający trening o 10:00 przyjdzie na niego mając we krwi jeszcze 50 gram alkoholu etylowego, czyli ilość nie pozwalającą na prowadzenie samochodu. Co więcej - jego organizm wciąż jest zatruty metabolicznie, a więc skuteczność treningu jest bliska zera. Wysiłek powoduje natomiast dodatkowe zakwaszenie mięśni, a więc jeszcze utrudnia neutralizację alkoholu.
 
Zawodników można usprawiedliwiać tym, że w większości we wczorajszym meczu nie grali, dlatego ich organizmy nie muszą dodatkowo regenerować się po spotkaniu ligowym. Ale - tak jak wspomina profesor Chmura - alkohol ma duży wpływ na efektywność kolejnego treningu.
 
Alkohol oddziaływuje jednak także - jeśli nie przede wszystkim - na ludzkie zachowania. W filmiku można zobaczyć zawodników Legii kpiących nieco z ALS Ice Bucket Challenge, akcji zorganizowanej nie tylko po to, by oblewać się wodą (co samo w sobie jest idiotyczne), ale po to, by pomóc osobom chorym na stwardnienie zanikowe boczne. Prześmianie całej sprawy, w momencie gdy zaczyna ona nabierać rozpędu także wśród osób związanych ze sportem w naszym kraju, nie wygląda dobrze, patrząc pod kątem społecznej odpowiedzialności firmy, jaką jest klub piłkarski Legia Warszawa. No chyba, że można to zgrabnie przekuć w jej większy sukces.
 
- Gdyby nasza agencja zarządzała komunikacją Legii Warszawa najpewniej wykorzystalibyśmy aktorskie umiejętności Marka Saganowskiego i fakt, że w swoim, swoją drogą zabawnym, wystąpieniu nawiązywał do akcji ALS Ice Bucket Challenge - twierdzi Michał Sobiło. -  Film z udziałem Marka Saganowskiego w akcji ALS Ice Bucket Challange, który pojawiłby się w oficjalnym kanale Legii Warszawa jeszcze dziś, mógłby być właściwą reakcją na zaistniałą sytuację. Po pierwsze piłkarz po raz kolejny miałby okazję wykazać się poczuciem humoru. Po drugie władze klubu zamieszczając film w swoim oficjalnym kanale dałyby do zrozumienia, że piłkarz i klub to rodzina, która w dobrych i trudniejszych sytuacjach pozytywnie się wspiera. Po trzecie Marek Saganowski pokazałby, że kiedy można potrafi dobrze się bawić, a na co dzień jest odpowiedzialnym człowiekiem. Poza wszystkim kubeł bardzo zimnej wody na pewno pomógłby mu dziś w polepszeniu samopoczucia.
 
Niewątpliwie jednak całej tej dyskusji można było uniknąć, stosując się do prostej i starej jak świat zasady: "piłeś, nie pisz". Nie tak dawno Kuba Rzeźniczak usuwał konta z portali społecznościowych, odcinając się od krytyki kibiców. A teraz - no cóż, wraca w wielkim stylu, bo pewniaków do nagrody "film roku" i "aktor roku" już znamy. Pal licho, jeśli Legia zabawi się z Aktobe tak bezlitośnie, jak w dwumeczu z Celtikiem. Jeśli nie - zamiast Oscarów jak nic posypią się Złote Maliny.
 
***
 


***

Tekst powstał we współpracy z:

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Marek Saganowski Jakub Rzeźniczak Legia Warszawa Polska Liga Europejska FK Aktobe
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.