"Team 54" debiutuje w Europie

2 lata temu
Gibraltar liczy na udane otwarcie eliminacji | fot. UEFA

Już w jutro nasi reprezentanci spotkają się w portugalskim Faro z reprezentacją Gibraltaru, czyli najmłodszym „dzieckiem” w rodzinie UEFA. Co wiemy o naszym rywalu?

Trzeba przyznać, że to malutkie państwo (a w zasadzie terytorium zależne od Wielkiej Brytanii) z wielką zaciekłością walczyło, aby dołączyć do europejskiej federacji. Od 1999 roku czynili staranie, które miały im umożliwić rozgrywanie oficjalnych meczów z innymi reprezentacjami, start w eliminacjach Mistrzostw Europy oraz uczestnictwo tamtejszych klubów w pucharach europejskich. W końcu 24 maja 2013 roku odbyło się szczęśliwe dla nich głosowanie i, pomimo sprzeciwu Hiszpanii oraz Białorusi, stali się pełnoprawnym członkiem UEFA.

Oficjalny debiut wypadł… rewelacyjnie, ponieważ Gibraltar na oczach 350 widzów zremisował w towarzyskie potyczce w Faro ze Słowacją 0-0. To prawdopodobnie ich najlepsze rozegrane oficjalnie spotkanie do tej pory, chociaż trzeba zaznaczyć, że mają już na koncie również zwycięstwo (1-0 z Maltą) oraz jeszcze jeden remis (1-1 z Estonią). Zdarzyła im się też wpadka z Wyspami Owczymi, kiedy aż czterokrotnie musieli wyciągać piłkę z siatki, przy tylko jednym swoim golu, ale ogólny bilans rozegranych meczów wygląda na razie bardzo przyzwoicie. Szczególnie jeśli zdamy sobie sprawę, że Gibraltar zamieszkuje zaledwie nieco ponad 29 tysięcy ludzi, czyli o dwa tysiące mniej niż nasze ulubione San Marino.

Pierwsze zwycięstwo Gibraltaru w oficjalnym meczu (4 czerwca 2014 Gibraltar-Malta 1-0).

Liczba zarejestrowanych piłkarzy również nie powala, bo jest to jedynie 600 czynnych zawodników (zdecydowanie najmniej w Europie). Pomimo tego na półwyspie są aż dwie ligi piłkarskie! W najwyższej klasie rozgrywkowej gra osiem zespołów, a w drugiej kolejne 12 ekip. Rozgrywki należą do najbardziej ofensywnych na Starym Kontynencie – w zeszłym sezonie w tamtejszej Premier Dvision padły 243 gole w 56 spotkaniach, co daje średnią sporo ponad czterech bramek na mecz. Liga zdominowana jest przez jeden zespół – Lincoln Red Imps FC- który zdobył w tym roku dwunaste mistrzostwo z rzędu, więc nie dziwi fakt, że blisko połowa obecnej kadry Gibraltaru gra właśnie tam. Drugą siłą jest… Manchester United, klub który wziął swoją nazwę od słynnych „Czerwonych Diabłów". Został założony przez sympatyków angielskiego potentata w 1962 roku. Inicjatorzy przedsięwzięcia otrzymali wtedy specjalną zgodę od legendarnego Matta Busby’ego na używanie miana „Manchester United”. UEFA w 2013 roku nie była jednak aż tak miła, nakazała klubowi zmienić nazwę, ponieważ w europejskich pucharach nie mogą uczestniczyć dwa kluby, które się identycznie nazywają (akurat w tym roku żaden z nich nie gra w rozgrywkach europejskich). Teraz gibraltarski zespół to: Manchester 62 FC.

Wszystkie drużyny bez wyjątku grają na jednym stadionie, Victoria Stadium, a powód tego jest bardzo prozaiczny, bo po prostu więcej obiektów piłkarskich na Gibraltarze nie uświadczymy ze względu na… brak miejsca na ich budowę. Obiekt może pomieścić pięć tysięcy ludzi (wszystkie miejsca stojące) i jest położony w niezwykłym miejscu, tuż obok pasa startowego dla samolotów po stronie północnej i olbrzymiej skały na południu.

Image and video hosting by TinyPic

Victoria Stadium / fot. UEFA

Nie spełnia on jednak wymogów UEFA, więc reprezentacja kraju musi rozgrywać swoje oficjalne mecze na Estádio Algarve w portugalskim Faro. Sytuacja zmieni się dopiero jesienią 2016 roku, kiedy ma być zakończone budowa Europa Point Stadium, który jakimś cudem ma się zmieścić na niecałych siedmiu kilometrach kwadratowych, jakie zajmuje Gibraltar. Tym razem kibice na półwyspie będą mogli wygodnie oglądać spotkania piłkarskie, ponieważ zostanie na nowym obiekcie zamontowane 8066 krzesełek.

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Europa Point Stadium ma być gotowy w 2016 roku / fot. europapointstadium.com

Największa gwiazda reprezentacji? Prawdopodobnie jest to selekcjoner, rdzenny Gibraltarczyk Allen Bula, który dla prowadzenia kadry narodowej zrezygnował z kierowania akademią MFK Košice, gdzie podobno  swego czasu odkrył  talent  Nemanji Maticia. A oprócz  49-letniego trenera, za najbardziej znaną postać w reprezentacji uchodził wychowanek Manchesteru United, a prywatnie siostrzeniec  Buli,  Danny Higginbotham, który zaliczył grubo ponad 200 spotkań na poziomie angielskiej Premier League. Ale niestety doświadczony defensor postanowił w marcu tego roku zakończyć swoją karierę. Obecnie tak znanych nazwisk w kadrze już ni ma i za najlepszych zawodników uchodzą ci występujący poza Gibraltarem, czyli:

- Liam Walker – pomocnik  Bnei Yehuda (druga liga izraelska), który wcześniej spędził jeden sezon w Portsmouth;

- Scott Wiesman – obrońca Preston (angielska League One -  trzeci poziom rogrywkowy), jest wychowankiem Hull City;

- Jake Gosling – skrzydłowy Bristol Rovers (angielska Conference Premier – piąty poziom rozgrywkowy).

No i to by było na tyle, bo reszta zawodników to typowi amatorzy lub półamatorzy, którzy gry w piłkę zazwyczaj nie traktują jako główne źródło utrzymania, bo na co dzień są m.in. bankowcami, strażakami czy policjantami. Ciekawostką jest fakt, że w kadrze na mecz z Polakami znaleźli się… trzej bracia, Ryan, Kyle i Lee Casciaro, co jest ewenementem na skalę światową.

Pomimo że Gibraltar dopiero w zeszłym roku dołączył do UEFA (starania o przyjęcie do FIFA nadal trwają), to odnieśli oni całkiem sporo sukcesów amatorskich, włącznie ze zdobywaniem trofeów. Udało im się wygrać w 2007 roku Island Games, czyli mistrzostwa organizowane przez małe wyspy oraz terytoria zależne. W finale pewnie pokonali Rodos 4-0 i pozostaje to ich największym sukcesem w tego typu rozgrywkach.  

Jak jutro zaprezentują się na tle Polaków? Trudno powiedzieć, bo jak do tej pory potrafili zaskakiwać wynikami ponad stan, ale jednak rozsądek podpowiada, że Gibraltar czeka zimny prysznic w postaci czterech lub pięciu straconych goli. Allena Buli jednak nie opuszcza dobry humor i przed startem eliminacji twierdzi, że jego kadra walczy o miejsce w barażach, a w niedzielnym meczu zadowoliłby go remis. Oczywiście, taki scenariusz wydaje się nierealny, lecz kto zabroni dalej marzyć „Teamowi  54”*?

* Przydomek wziął się od tego, że Gibraltar został 54. Członkiem UEFA.

Maks Dyluś

ŹRÓDŁO
transfery.info
TAGI: Gibraltar UEFA
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.