Polska - Niemcy: statystyki kłamią? Oby!

2 lata temu
Polska - Niemcy już w sobotę

Wiarę w korzystny wynik z reprezentacją Niemiec burzy nie tylko zdrowy rozsądek polskich kibiców, ale też statystyki. Kadra Löwa ma kilka problemów, ale czy na tyle dużych, aby potknąć się z 70. drużyną rankingu FIFA?

W sobotę fani reprezentacji Polski muszą zapomnieć o meczach z Mołdawią, Ukrainą, Czarnogórą czy straconej bramce z San Marino. Trzeba znów uwierzyć, chociaż teraz o tę wiarę będzie wyjątkowo trudno, bo do Warszawy przyjeżdzają Niemcy. I tym razem najważniejszą rzeczą przed tym pojedynkiem nie będzie fakt, ze jeszcze nigdy ich nie ograliśmy. To po prostu mistrzowie świata, których występami cztery miesiące temu zachwycał się cały świat.
 
Oczywiście drużyna, która w czwartek pojawi się w Warszawie będzie sporo różniła się od tej, która w Brazylii sięgnęła po złoty medal. Joachim Löw w meczach z Polską i Irlandią musi radzić sobie bez kontuzjowanych: kapitana Bastiana Schweinsteigera, Benedikta Höwedesa, Samiego Khediry, Mesuta Özila, Marco Reusa, i Mario Gomeza. Po mistrzostwach z występów w kadrze zrezygnowała też trójka doświadczonych graczy: były kapitan Philipp Lahm, Miroslav Klose i Per Mertesacker. W meczu na Stadionie Narodowym zabraknie zatem aż ośmiu piłkarzy, którzy w lipcu zdobyli Puchar Świata (powołania nie otrzymał Kevin Grosskreutz). 
 
Tak wiele ubytków nie oznacza jednak, że w sobotę zobaczymy rezerwową reprezentację Niemiec. Będzie ona po prostu osłabiona. Według zapowiedzi magazynu "kicker" w pierwszym składzie drużyny naszych zachodnich sąsiadów zagra aż ośmiu piłkarzy, którzy wystąpili w meczu finałowym mistrzostw świata z Argentyną.


 
Poniżej przedstawiamy wyjściowy skład Niemiec z meczu o złoto w Brazylii. Nie ma w nim André Schürrlego i Mario Götzego. Skrzydłowy Chelsea FC na boisku pojawił się w 31. minucie, kiedy to zmienił kontuzjowanego Christopha Kramera. Z kolei Götze na murawę wszedł w 88. minucie za Miroslava Klosego. Przypominamy, że to właśnie ta dwójka przeprowadziła w dogrywce decydującą akcję w finale na Maracanie.

 
Po przewidywanej jedenastce na mecz z Polską jasno widać, że głównym problemem Niemców przed meczami z Polską i Irlandią są dwaj boczni obrońcy. Dla Löwa nie jest to nowy kłopot, bo ciągnię się on za nim już od wielu miesięcy. Teraz tylko się pogłębił, bo z kadry zrezygnował przecież prawdopodobnie najlepszy boczny obrońca świata, czyli Philipp Lahm. Przed Löwem zatem jeszcze trudniejsze zadanie niż przed mistrzostwami świata w Brazylii, gdzie musiał eksperymentować i w bocznych strefach defensywy stawiać na nominalnych środkowych obrońców: Benedikta Höwedesa, Jerome'a Boatenga czy Skhodrana Mustafiego. Podobnie będzie w Warszawie, gdzie do dyspozycji Löwa będzie tylko jeden prawdziwy boczny obrońca, do tego znajdujący się w bardzo słabej formie, czyli Erik Durm. Inni kandydaci to środkowy obrońca VfB Stuttgart Antonio Rüdiger, wspomniany wcześniej Mustafi i defensywny pomocnik Hoffenheim (ale ostatnio występujący w klubie również na pozycji prawego obrońcy) Sebastian Rudy.
 
Nie możemy jednak zapominać, że niemiecką defensywę tworzy też duet Jerome Boateng - Mats Hummels, który gwarantuje najwyższy światowy poziom, co obaj potwierdzili podczas mistrzostw świata w Brazylii. Dla Löwa kluczowym zadaniem na najbliższe kilkanaście miesięcy jest znalezienie odpowiednich partnerów dla wspomnianej dwójki. Zadanie trudne, ale nie niewykonalne. Gdy do pełni zdrowia i formy wrócą Marcel Schmelzer i Benedikt Höwedes to prawdopodobnie oni będą tworzyli podstawową parę bocznych obrońców. Warto wspomnieć też o Dennisie Aogo z Schalke 04 Gelsenkirchen, który niespodziewanie dla wielu nie otrzymał powołania na mecze z Polską i Irlandią. W obwodzie są też jeszcze szukający swojej najwyższej formy Sebastian Jung z Wolfsburga i konsekwentie pomijany przez Löwa Gonzalo Castro z Bayeru Leverkusen, który w przeszłości występował na pozycji prawego obrońcy.
 
To są jednak problemy Joachima Löwa na których rozwiązanie trener mistrzów świata ma jeszcze dużo czasu, bo celem jest tylko i wyłącznie finał EURO 2016. Mecze z Polską, Irlandią czy Szkocją reprezentacja Niemiec traktuje pewnie troszkę jak mecze sparingowe, gdzie jest miejsce na testowanie różnych wariantów czy nowych piłkarzy. Trudno spodziewać się, aby Niemcy miały jakikolwiek problem z wygraniem naszej grupy, bo przez najbliższe niecałe dwa lata drużynę naszych zachodnich sąsiadów czekają trudniejsze mecze towarzyskie (Hiszpania, Holandia, planowany jest też mecz z Brazylią), niż te które przyjdzie im grać o punkty.
 
Niemcy podobnie traktowali też eliminacje w poprzednich latach, a mimo to ich wyniki budzą ogromny szacunek. Najczęściej lali i gromili swoich przeciwników, ale też zdarzały się im wpadki, jak choćby ta z października 2012 roku, kiedy to zremisowali w Berlinie 4:4 ze Szwecją, mimo że prowadzili 4:0. Być może czas na kolejną, którą sprawią nasi piłkarze? Podobno nadzieja umiera ostatnia..



A skoro jesteśmy przy nadziei to takowej nie wzmania nie tylko dyspozycja naszej reprezentacji w ostatnich latach, ale też statystyki, które delikatnie mówiąc nie są naszym sprzymierzeńcem. Podobnie jak innych grupowych rywali Niemiec.
 
Ta pierwsza jest oczywiście wszystkim znana: z Niemcami nigdy nie wygraliśmy. Patrząc z ich perspektywy w oparciu o statystyki nasza drużyna jest dla nich najprzyjemniejszym rywalem z możliwych. 
 
 
Wiarę w sukces naszych piłkarzy przed sobotnim spotkaniem może zburzyć też świadomość, że Niemcy w XXI wieku jeszcze w eliminacjach na wyjeździe nie przegrali. Nieprawdopodobne, ale prawdziwe. Ostatnia porażka naszych zachodnich sąsiadów na obcym terenie w eliminacjach do wielkiego turnieju miała miejsce szesnaście lat temu, a dokładnie w październiku 1998 roku przeciwko Turcji. 
 
Pozytywów możemy szukać w tym, że mierzymy się z Niemcami w ramach eliminacji do EURO, a nie Mundialu. Dlaczego? Dlatego, że Niemcy (wcześniej RFN) nigdy nie przegrały wyjazdowego meczu, gdy walczyły o udział w mistrzostwach świata. Łączny bilans: 83 zwycięstwa i tylko dwie porażki (z Portugalią w 1985 roku i Anglią w 2001).
 
Ciekawostką jest również fakt, że statystycznie największe szanse na pokonanie Niemców mielibyśmy, gdyby mecz był rozgrywany w Monachium (niestety w 2015 roku z Niemcami zagramy we Frankfurcie). To jedyne miasto w Europie w którym Niemcy przegrali swoje mecze eliminacyjne w XXI wieku. Mowa o dwóch porażkach: pierwsza z 2001 roku jeszcze na Stadionie Olimpijskim z Anglią 1:5, druga sześć lat później z Czechami już na Allianz Arena aż 0:3. Łączny ich bilans gier eliminacyjnych w XXI wieku to: 44 zwycięstwa, 12 remisów i 2 porażki. 
 
Statystyki godne mistrzów świata. Oby nasi piłkarze nie zobaczyli ich przed meczem. Wiara czyni cuda.
ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Niemcy Polska EURO 2016
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.