Transfery.info na Legia Cup – dzień pierwszy: „łysy” z United i angielsko-niemiecka dominacja [FOTO+WIDEO]

2 lata temu
Młody Welbeck | fot. Robert Zych - Red Zone

Jubileuszowe, bo dziesiąte Legia Cup, zapowiadało się niezwykle emocjonująco, a po pierwszym dniu można śmiało pokusić się o tezę, że nikt nie powinien być rozczarowany.

W zasadzie nigdy nie byłem na takim turnieju jako widz, obserwator czy dziennikarz, chociaż niegdyś samemu rozgrywałem podobne zawody, ale umówmy się, że to dawno i nieprawda. W każdym razie, pewne wspomnienia w głowie zostały, ale z Manchesterem czy Liverpoolem mierzyć mi się nigdy nie przyszło, stąd też potrafię wyobrazić sobie przeżycie tych dzieciaków z U-10, podziwiając przy tym ich brak presji, która nie była obecna tak i na boisku, jak i poza nim. Nie wiem ile zasługi w tym trenerów, wspierających swoje pociechy rodziców,  a na ile wpływ rozstawionych konsol  z grą FIFA15, ale pokolenie bezstresowego wychowania na serio wydaje się niczym nie przejmować. Ale to dobrze, bo głowa nieraz strasznie ogranicza na boisku, zwłaszcza w młodym wieku.
 
Teoretycznie w planach miałem poświęcenie największej uwagi Legii, uzasadnienia nie trzeba. Z tym, że tę oblegało wielu, także uznałem, że zostanę hipsterem i popatrzę na grupę A, czyli tą z Manchesterem United, choć nijak za fana „Czerwonych Diabłów” się nie uważam. Tak się akurat złożyło jednak, że trzymałem się z kolegami z polskich serwisów o klubie z Old Trafford, cykających i filmujących czasem nawet więcej niż trzeba.  Po inauguracji z Herthą mogłem tylko klepać ich po plecach w geście pocieszenia, bo Niemcy robili właściwie co chcieli, tylko zapomnieli o strzelaniu, efektem czego był bezbramkowy remis.  Moi partnerzy specjalnie się nie przejęli, a za to ruszyli za całą drużyną, kombinując jak tu zrobić najlepszy materiał. No jak to jak? Pstrykając sobie zdjęcie z nią i sztabem szkoleniowym. Załapałem się i ja. A tak w ogóle, „łysy” z Anglii, a „łysy” z Polski to dwa różne światy. Trener United to tak sympatyczny facet, że nie tylko się uśmiechał, żartował, ale i herbową przypinką rzucił. Teraz muszę zostać kibicem Manchesteru, bo naprawdę ładnie prezentuje się na marynarce.
 

(fot. Robert Zych - Red Zone)
 
Zanim jeszcze przejdę do stricte boiskowych wydarzeń, muszę przyznać, że wystawienie Xboxów i piłkarzyków to świetny, choć na pewno nie innowatorski pomysł. Ciągle były oblegane, a nawet i my nie zdołaliśmy się oprzeć. 15 minut przerwy od pracy każdemu się należy. Tym bardziej że nie pamiętam swojego wyjścia na Legię bez przerwy meczowej  na jedzenie, której tutaj nie było. Krążą pogłoski, że byli nawet tacy, co do ostatniego gwizdka wyglądali gorących pierożków, ale przynajmniej dziś musieli obejść się smakiem.
 


(fot. Robert Zych - Red Zone)
 
Jak obiecałem, przechodzę już do piłki. Dla mnie faworytem od początku były zespoły niemieckie i Ajax, choć to bardziej zwykła intuicja, bo wiedzę na temat futbolu do lat 10 w Europie mam taką, jaką Polacy mieli do niedawna na temat podróży polskich posłów po Starym Kontynencie. I choć jak wspomniałem, pojedynek Herthy z United nie wyłonił zwycięzcy, to dobitnie pokazał różnice w szkoleniu. Niemcy wyglądali lepiej fizycznie na każdej płaszczyźnie, podobnie w kwestii organizacji gry, a jedyne w czym odstępowali to indywidualne popisy. Mnie bardziej przekonała filozofia berlińczyków, głównie dlatego, że z 20 minut gry 15 spędzili na połowie rywala. Niestety, to w tym starciu miała miejsce pierwsza i ostatnia kontuzja, okraszona płaczem i krzyczeniem o pomoc. Na szczęście sztab medyczny Legii był wyposażony w podstawowy lek na wszystko, tzw. zamrażacz. Kto kopał kiedyś w piłkę, załapie o chodzi. 
 
 
Potem zaprezentowali się mali koledzy Milika i tajemniczy Team Europa, czyli mieszanka czesko-niemiecka. O tych drugich usłyszałem przed turniejem, że zbierają baty od wszystkich, także porażkę 0-1 powinienem traktować w kategorii sukcesu. Ajax natomiast nie przekonywał,  choć był w ataku u nich jeden taki, przypominający nieco młodego Davidsa z fryzury, z którego może być kawał piłkarza. 
 
Stawkę dopełniał Tottenham, ponoć mający najsłabszy team z angielskich przedstawicieli w Warszawie, a przynajmniej tak twierdzili koledzy od United, choć jak dostali od „Kogutów”, to już takich ciekawostek nie słyszałem. Zresztą londyńczycy mnie kupili najbardziej, grali ofensywnie, wszechstronnie, a w oczach mieli spojrzenie zabójców. Co prawda w ostatnich minutach przegrali pierwsze miejsce w grupie z Herthą, ale jutro to jedni z moich faworytów. Choćby dlatego, że kilku od nich potrafi naprawdę solidnie grzmotnąć w stronę bramki, co wbrew pozorom, było w sobotę niezwykłą rzadkością.
 
Nie będę Wam streszczał reszty spotkań, bo nie ma to sensu tak bardzo, jak mi się nie chce. Godzina dziewiąta na Łazienkowskiej 3 to zdecydowanie pora nie dla mnie, tym bardziej gdy potem trzeba przechodzić parę dobrych godzin, żeby coś z tego wydarzenia wynieść. Zresztą wyniki podawałem na bieżąco na Twitterze, rozstrzygnięcia też, a myślę że wnioski i spostrzeżenia mają większą wartość. W każdym razie łapcie rezultaty raz jeszcze. Tak w gwoli ścisłości – dwie najlepsze drużyny z obu grup oraz Manchester United, który wygrał baraż (napisałbym coś o tych fuksiarzach, ale koledzy dziennikarze z „Red Zone’a”  obiecali materiały foto i wideo, więc muszę milczeć) stworzą grupę mistrzowską, grającą o miejsca 1-5. Co będą robić pozostałe ekipy, nie trudno się domyślić.
 
 
O drugiej grupie pisać nie będę, w sumie widziałem tylko spotkania Legii, o której przeczytacie wszędzie, a najlepiej na stronie Akademii, a także kilka bramek Liverpoolu. Co prawda, ci grali prawie zawsze równolegle z United, ale zdobywali tych goli tyle, że jak odwróciłem wzrok, by zerknąć która drużyna świętuje trafienie, to zaraz strzelali kolejnego. A, i jednak jest ktoś słabszy od Team Europa. AS Roma wyglądała momentami, jakby pomyliła turnieje. Kryzys włoskiej piłki to chyba nie tylko słabnąca Serie A, budowana na nowo kadra narodowa, ale także i szkolenie.
 
 
Teraz pora na najgłupszy (?) wniosek w całej mojej relacji, a na pewno najmniej sportowy. Słowianie to naród, gdzie dzieci w większości wyglądają tak samo. I w Sparcie i w Legii każdy małolat jest albo obcięty na tzw. „krótko” lub na tzw. „wczesnego Biebera”.  Dlaczego o tym piszę? Bo w innych ekipach wśród chłopaków panuje prawdziwa rewia mody. Afro, szczotka od mopa, irokez, wzorki ala Balotelli, czego dusza zapragnie. Nic tylko cykać focie i składać katalog. Wygląda na to, że szkolenie w bardziej rozwiniętych piłkarsko krajach to nie tylko treningi, ale także dbanie o image. Niestety nie dowiedziałem się, czy mają klubowego stylistę. 
 
Więcej wniosków, podsumowań i analiz jutro, już pewnie trochę na poważniej, bo przygotowując się lepiej z prowiantem, nie będę tak marudny. Anglicy pokazali, że da się nawet wnieść piwo,  ale że prawdziwy polski dżentelmen do 12 na pije, to zapewne skończy się na ciepłej herbatce.
 
Przypominam, że jutro dzień finałowy zaczyna się o 9.00, a wydarzenia i zdjęcia będziecie mogli na bieżąco śledzić na moim profilu na Twitterze - 
 
A na koniec wrzucam fragment spotkania Manchesteru z Tottenhamem, nagrywany kalkulatorem. Miało być więcej zdjęć i filmów, ale koledzy z Red Zone'a chyba świętują awans United, a mnie gonią terminy. Jak wyrobię się do jutra, to zobaczycie wszystkie w niedzielnym podsumowaniu.
 
ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Legia Cup Polska Manchester United FC Liverpool FC AS Roma Ajax Amsterdam
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.