Transfery.info na Legia Cup - dzień drugi i ostatni: emocje do samego końca [FOTO+WIDEO]

2 lata temu
fot. Robert Zych - Red Zone

Legia Cup 2014 zakończone. Działo się na boiskach, jak i poza nimi, o czym przeczytacie poniżej. Nie zapominajmy jednak, że najciekawiej zawsze za kulisami.

Przed niedzielną rywalizacją grupy „złotej” i „srebrnej” miałem dziwne przeczucie, że ekipy, które rywalizowały wczoraj na boisku o numerze 1 (a więc grupa nielegijna), będą zdecydowanymi faworytami i między sobą ustalą miejsca na podium.  Poza małym wyjątkiem, czyli Manchesterem United, który po barażu dostał się do rywalizacji o tytuł, a kto śledził moje twitterowe przemyślenia, ten wie, że nie było w tym żadnego przypadku. Z przyczyn, które przedstawiałem już wczoraj, „Czerwonym Diabłom” przyglądałem się jednak jak nikomu innemu, choć z prawie taką samą uwagą śledziłem poczynania Herthy i Tottenhamu. Powód moich sympatii był wręcz trywialny – po prostu zespoły te prezentowały się nie tylko efektywnie, ale i efektownie, i nawet jeśli nie w każdym meczu potwierdzały to wyniki, to ich dominacja była niepodważalna. 
 


 
Teoretycznie namieszać mógł Liverpool, którym początkowo się zachwycałem, bo lali każdego aż miło, ale słabsi konkurenci nie byli miarodajnym wyznacznikiem możliwości „The Reds”. Porażka 7-1 z Herthą mówi sama za siebie. Chociaż po wczoraj nie zdawałem sobie sprawy, że sobotni rywale młodzieży z Anfield, no może poza Schalke, to naprawdę dwie półki niżej od pozostałych ekip.  W końcu stracić punkty z Teamem Europa to sztuka, nawet United na ich tle wyglądało jak ktoś aspirujący do wygranej w turnieju. 
 
 
Weryfikacja tych wniosków, o których napomniałem pokrótce wczoraj, przyszła natychmiast i przeszła moje oczekiwania. Choć zaczęło się od skromnego zwycięstwa Herthy nad Schalke,  to Tottenham, podobnie jak wczoraj, pozbawił złudzeń „Czerwone Diabły”.  „Koguciki” były lepsze w każdym aspekcie gry, a przy okazji zdobyły bramkę tego turnieju, którą udało mi się nagrać moim prowizorycznym sprzętem.  W tym miejscu warto przyznać, że akurat z pięknymi trafieniami na Legia Cup było średnio, przynajmniej na boisku 1. 
 
 
To w zasadzie tyle, jeśli chodzi o konkretne wyniki, bo te wszyscy znają, a przecież są rzeczy ważniejsze od cyferek. Na wszelki wypadek napiszę tylko, że wygrał Tottenham, druga była Hertha, a trzecie Schalke. Mi podobało się to, że terminarz został ułożony tak (przypadkiem?), że o losach tytułu decydował ostatni mecz, który drużyna z Londynu musiała wygrać, bo inaczej zamiast pierwszej pozycji miałaby trzecią. Dzięki temu były emocje do końca i cała ta uczta zaserwowana przez organizatorów nabrała dodatkowego smaku.
 
 
Przyszedł więc czas na podsumowania, a zacznę je od dobrych aspektów, których było zdecydowanie więcej. Organizacyjnie nie mamy się czegoś wstydzić. Dzieciakom niczego nie brakowało, wszystko było jasne, przejrzyste i przez całe dwa dni nie było żadnych protestów, ani spięć. Xboxy także sprawdziły się w 100%, bo dopchanie się do konsoli graniczyło niekiedy z cudem. Z dziennikarskiego punktu widzenia – warunki do pracy także były wzorcowe, choć miłośnicy darmowego cateringu mogą uważać inaczej. Przyczepię się jedynie do braku medali, już nawet dla tej najlepszej trójki. Rozumiem, że okazałe puchary kosztowały swoje, egzemplarze FIFA 15, z których młodzi adepci futbolu cieszyli się niesamowicie, to też pewien wydatek po podliczeniu wszystkich sztuk, ale  warto spojrzeć na to z innej perspektywy. Puchar pójdzie do klubu, gra będzie sprawiać radość przez kilka miesięcy, a po czasie zostanie odłożona w kąt, gdy przyjdzie nowa wersja, a medal… on zawsze jest pamiątką, na lata, którą pokazujesz z dumą rodzinie. 
 
 
Atmosferze także ciężko coś zarzucić, zwłaszcza fani Herthy prezentowali się wzorowo, a ich pieśni wpadały w ucho, o czym przekonacie się oglądając jeden z filmików na końcu tekstu. Przy okazji warto powiedzieć o czymś, co zazwyczaj w piłce w tym wieku wkurza, i sędziów i samych chłopców.  Rodzice to zazwyczaj eksperci dotyczący gry swoich pociech, dlatego na meczach krzyczą, podpowiadają, a kto doświadczył tego raz, z perspektywy boiska, ten dobrze wie, że nie ma nic bardziej irytującego. Słyszałem, że jest to normą tylko w Polsce, bo to część naszej mentalności. Także obalam mit, Niemcy i tutaj są mistrzami świata. 


 
Nie mogę wyjść z podziwu dla United. Było kilka ciekawych ekip, ale tak otwartej dla kibiców i dziennikarzy drużyny jak Manchester to ze świecą szukać. Pogadacie? Jasne. Wspólna fotka? Jasne.  Wywiadzik jeden, drugi, piąteczka, żółwik, full serwis. Myślę, że nawet w fifę by poharatali, gdyby nie te kolejki do xboxów. Inne ekipy trochę się izolowały, także wielki szacun. Na koniec przeszli samych siebie – dając nam po oficjalnej koszulce treningowej oraz po  proporczyku za dobrą pracę. No szczęka do ziemi. A ten cały „łysy z United”, to Eamon Mulvey, pozdrawiam serdecznie. Za takie gesty człowiek naprawdę można poczuć większą sympatię do klubu z Old Trafford. 
 

 
Czas na ocenę poziomu sportowego. Skautem nie jestem, trenerem tym bardziej, chociaż znalazłyby się na to jakieś papiery, nieważne. W każdym razie kiedyś też kopałem i wieku 10 lat jeździłem na podobne turnieje. Jak te dzieciaki prowadzą piłkę, to głowa mała – króciutko przy nodze, obrót, balans – z pół naszej ligi tego nie potrafi. Ale nie krytykuję, bo kiedyś podstawy i priorytety były inne.  Z pozoru wydaje się natomiast, że ich grze brakowało płynności, sporo szarpania, chaos. Tylko jakby się głębiej przyjrzeć, to łatwo dostrzec, że nie wynika to z braku umiejętności wymienienia trzech podań z pierwszej piłki, a po prostu dobrej organizacji przeciwnika. Dlatego może na pierwszy plan wychodziła walka. Jedyne do czego mogę się przyczepić, to skuteczność. Nie wiem jak trenują za granicą, ale sposób w jakim marnowano sytuacje był dla mnie chwilami niezrozumiały. Może to właśnie na tym polega różnica w odniesieniu do Polski? Nas uczy się strzału pasem, a ich wślizgów, taktyki i całej reszty. Sęk w tym, że potem oni tworzą tych sytuacji mnóstwo i mogą pozwolić sobie na nieskuteczność, bo przeciwnik jest w stanie przedostać się na ich pole karne raptem kilka razy. To się nazywa piłkarska praca u podstaw.

 
Zastanawiające jest też, że tak naprawdę nikt się nie wyróżniał w poszczególnych drużynach. Na turniejach w Polsce, tych nie międzynarodowych, zazwyczaj jest wyraźny podział na słabe i mocne ogniwa, które ciągną te pierwsze. Tu odwrotnie – nawet wchodzący z ławki nie obniża poziomu i zna swoje zadania na boisku. A gwiazdę widziałem właściwie jedną, w drużynie Herthy, która nie zdobyła trzeciego tytułu z rzędu. Zresztą z ekipą z Berlina było śmiesznie i ktoś słusznie nazwał to Herthą Stambuł. Jak spojrzycie w protokół, który udało mi się dorwać, to zrozumiecie. Ale akurat ta perełka, moim zdaniem absolutne MVP Legia Cup, to Anton Kade, którego prezentuję poniżej. 10 goli w 8 meczach, ale wpływ na drużynę nie do ocenienia. No i akcja bramkowa w finale – miodzo, prawdziwy crack, lider. Będą z niego ludzie. I choć po nazwisku ciężko ocenić skąd podchodzi, to wygląda dosyć niemiecko. Zresztą Hertha zdominowała „drużynę turnieju”, gdzie wedle mojej opinii zabrakło przedstawicieli zwycięzców. Np. wybór bramkarza Liverpoolu na najlepszego golkipera turnieju to dość irracjonalne posunięcie, patrząc na liczbę wpuszczonych bramek i baboli. 

 
Nie ukrywam, że był to mój pierwszy turniej tego typu. Mimo iż wczesna pora to dla mnie prawdziwa katorga, warto było być przez te dwa dni na Łazienkowskiej i zobaczyć, jak zmieniło się szkolenie. Niewykluczone, że któryś z tych chłopaków będzie w przyszłości gwiazdą światowego formatu. Obserwowanie młodych adeptów pozwala dostrzec, dlaczego coraz więcej nastolatków tak przebojowo wkracza do seniorskiej piłki, rewolucjonizując ją przy tym zupełnie. To także znakomita okazja, by poznać ciekawych ludzi i zebrać garstkę naprawdę solidnego materiału. Polecam wyprawę na takie imprezy z czystym sumieniem. Szkoda tylko, że przez napięty terminarz zabrakło czasu, by przeprowadzić kilka wywiadów, między innymi z trenerem Legii. Jest natomiast szansa, że ujrzycie wkrótce rozmowę ze wspomnianym Mulveyem.

Specjalne podziękowania dla ekipy z magazynu "Red Zone", redaktora naczelnego Roberta Zycha oraz współpracownika Pawła Klamy, za pomoc w przygotowaniu materiału i przede wszystkim mnóstwo narobionych zdjęć.
 

Fragment meczu United-Hertha, bramka, kibice z Berlina, doping i radość:


Fragment meczu United-Tottenham i jedna z bramek:


Bramka turnieju w meczu United-Tottenham:
 
Niekonwencjonalna rozgrzewka Herthy:
ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Legia Warszawa Legia Cup Manchester United FC Tottenham Hotspur FC Liverpool FC
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.