PONIEDZIAŁKOWY SPARING. Zostawcie San Marino w spokoju!

2 lata temu

Przed tą rundą eliminacji w mediach polskich i zagranicznych podniesiono larum: po co grać z piekarzami, listonoszami i strażakami?

Ostatni raz gdy sprawdzaliśmy, piłka nożna była zajęciem dla piłkarzy. Wyeliminujmy zespoły turystyczne, których członkowie nie polują na bramki, ale na koszulki sławnych rywali.

Futbolowi bogowie usłyszeli o tym ambarasie. Pomyśleli, naradzili się, a potem przeszli od słów do czynów i San Marino, Wyspy Owcze, Liechtenstein oraz Malta na przestrzeni jednego weekendu osiągnęły historyczne wyniki. Innymi wysłano nam z góry przekaz: panowie, zostawcie wszystko tak jak jest. Jeśli nie macie o czym pisać, napiszcie sobie wiersz.

Wczoraj na jedynym sportowym kanale, który odbieram w swoim koreańskim telewizorze, miałem możliwość obejrzenia dwóch starć eliminacyjnych. Ostrzyłem sobie na seans zęby, bo jednak mecz w tv to dla mnie rarytas. Uczucie wyparowało jednak, gdy zobaczyłem czekającą mnie ofertę: o 18 Azerbejdżan - Norwegia, o 20:45 Turcja - Kazachstan. Nie, starcia, w którym biorą udział drużyny z czwartej ligi europejskiej, a w które nieuwikłani są biało-czerwoni, nie wzbudzą mojego zainteresowania i za sto chińskich lat.


A jednak cieszę się, że ci wszyscy amatorzy gdzieś tam, poza zasięgiem moich oczu, kopią i grają z najlepszymi. Bo prędzej czy później ich udziałem będą takie historie, jak te z ostatnich dni. Mecz San Marino - Estonia, zakończony bezbramkowym wynikiem, oglądany na żywo przez setkę osób, a w telewizji wyłącznie przez rodziny zawodników oraz paru uzależnionych od bukmacherki fanatyków, okazał się weekendowym hitem. Pisano o tym starciu na całym świecie. Pochylali się nad nim najznamienitsi dziennikarze sportowi. Zajawki z Serravale lądowały może nie na czołówkach, ale solidnych trójkach, czwórkach.


Bo uwielbiamy takie historie. Życie to nie film ze Steven Seagalem, tu jeśli jesteś skazywany na porażkę, to prawie na pewno przegrasz. Jeśli wszystko sprzeciwia się przeciwko tobie, to prawie na pewno będzie źle. To są realia, chleb, rutyna, nie oszukujmy się. Tymczasem tutaj proszę, chłopaki, którym nikt nie dawał cienia szans, osiągnęli sukces. Fajna, wesoła historia. Futbol jest specjalistą w dostarczaniu takich opowieści.


Dzieje się tak, bo to najbardziej nieprzewidywalny sport, gdzie decydują chwile, a nie dyspozycja przez cały mecz. Aby jednak podobne inspirujące scenariusze się przydarzały, potrzeba dać im grunt, czyli dopuścić słabych do gry z silnymi. Zderzając w kółko Hiszpanię z Niemcami, Włochy z Anglią, Polskę z Rosją, odebralibyśmy futbolowi coś ważnego.


Maluczcy może rzadziej dokładają swoją cegiełkę do marki piłki, do jej uroku, ale jeśli już to robią, wrzucają do puli coś istotnego. Pokazuję, że to najbadziej filmowy sport, na swój sposób: najbardziej romantyczny.


LESZEK MILEWSKI

Twitter: @leszekmilewski

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Poniedziałkowy sparing San Marino
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.