Polska remisuje ze Szwajcarią - zmiennicy nie wykorzystali szansy

2 lata temu

Jeszcze niedawno kibice do meczu towarzyskiego podchodziliby zupełnie obojętnie, niezależnie od rywala. Seria udanych spotkań o punkty sprawiła jednak, że teraz nawet pojedynek o pietruszkę z Szwajcarami był świętem narodowym.

Właściwie do października tego roku szydzono z tej kadry, a mecze o nic nie obchodziły nikogo, nawet te kończone zwycięstwem często podsumowywane były krytyką. Dziś ego polskiego fana było zupełnie inne, zaspokojone do granic możliwości, choć przecież apetyt rośnie w miarę jedzenia.

Ten Lewandowski i spółka zaostrzyli już w pierwszej minucie, kiedy po serii pięknych podań, których nie powstydziłaby się dogorywająca obecnie w Hiszpanii tiki-taka, powinna paść bramka na 1:0, zasługująca do chwalenia się nią przed światem. Ze swojej roli nie wywiązał się jednak Kucharczyk, który w sobie tylko znany sposób nie skierował piłki do pustej bramki, dosłownie z metra.

Pech chciał, a raczej pomogła mu w tym defensywa Polaków, z Thiago Cionkiem w roli pierwszoplanowej, że biało-czerwoni padli ofiarą starego piłkarskiego porzekadła, traktującego o tym, że niewykorzystane okazje się mszczą. W roli kata wystąpił Josip Drmić, nie dając szans Borucowi.

Nie wpłynęło to szczególnie ani na naszych kopaczy, ani na fanów, bowiem i jedni i drudzy starali się konsekwentnie wywiązywać ze swoich zadań. Ataki tych pierwszych kończyły się jednak na ostatnim podaniu, a raczej jego braku, co skutkowało groźnymi kontrami Helwetów, z którymi nie radzili sobie obrońcy. Można było powoli odnosić wrażenie, że wymieniając kilka elementów z talii, kadra Nawałki  znów jest odbezpieczonym granatem, który może wybuchnąć albo w obozie przeciwnika albo we własnych okopach.

Zresztą z zamiłowania do materiałów wybuchowych pokazał się Olkowski, który w jednej z akcji postanowił sprawdzić, czy Shaqiri faktycznie jest za słaby na Bayern, wypuszczając go bezmyślnym zagraniem głową sam na sam z Borucem. Golkiper Bournemouth, mimo chwilowego zawahania, poradził sobie jednak z wyzwaniem, ratując prawego obrońcę przed kolejną lawiną krytyki.

Polakom przez dłuższy okres udało się odpowiedzieć jedynie strzałem zza pola karnego najjaśniejszego punktu zespołu, czyli Lewandowskiego. Mimo problemów, Burki wyszedł z opresji cało.

Później znów wróciła wymiana ciosów, z lekką przewagą Szwajcarów, którzy nastawili się na dośrodkowania, na szczęście zupełnie nieefektywne, nawet jeżeli z pozoru groźnie wyglądająco. Kulminacja emocji nadeszła dopiero na kilka minut przed przerwą, gdy najpierw Rybus nie sięgnął zagranej wzdłuż bramki piłki, a potem chwilę później, gdy Polacy zrobili we Wrocławiu obronę Częstochowy. W ciągu dosłownie kilkunastu sekund Helweci oddali pięć strzałów, które zatrzymywał raz były bramkarz Celtiku, a raz któryś z obrońców, wybijając piłkę z linii bramkowej.

Gdy wydawało się, że na tym zakończy się pierwsza połowa, stadion we Wrocławiu oszalał za sprawą Artura Jędrzejczyka, który wykorzystał dośrodkowanie z rzutu rożnego, wyrównując stan rywalizacji. Podsumowując personalnie tę część gry, najgorzej wypadli wspomniany Olkowski, Cionek, a także Piotr Zieliński. Wracającemu do kadry pomocnikowi nie można było odmówić determinacji, chęci i prób kombinacyjnej gry, ale tego wieczoru praktycznie nic mu nie wychodziło i zupełnie nie rozumiał się z Lewandowskim.

 

 

Sygnał do walki po przerwie miał dać wprowadzony Milik, głośno przywitany przez publikę. Chwilę później po jego akcji z Lewandowskim, napastnik Bayernu mógł wpisać się na listę strzelców, ale uderzył zbyt lekko i zbyt blisko środka bramki.

Szwajcarzy  zaatakowali dopiero  z kontry i byli bliscy strzelenia bramki, zwłaszcza że niefortunne wyjście z bramki zaliczył Fabiański. Sytuację uratowali do spółki wracający Glik z Cionkiem. Tym razem przysłowie zadziałało w drugą stronę. Długa piłka od Krychowiaka do Lewandowskiego i faul bramkarza rywali na linii pola karnego dały Polakom rzut wolny. Tutaj nastąpiła także mała kontrowersja, bo Burki za swoje zagranie mógł otrzymać coś więcej niż żółtą kartkę. Koniec końców kara okazała się większa, bo do ustawionej piłki podszedł Milik i w stylu Pirlo przymierzył technicznie w samo okienko. Wkrótce zabraknie komplementów do opisywania występów naszego "Golden Boya". Z kolei eksperci mogą powoli rozpoczynać debatę, czy stałe fragmenty  gry stają się naszą silną bronią, nad którą pracował Nawałka, czy bramki zdobyte po nich w meczu z Gruzją i tym z Helwetami, to tylko dzieło przypadku.

Chwilę później murawę opuścił żegnany brawami Lewandowski, przez co podopieczni Nawałki wyraźnie się cofnęli, nie forsując tempa i skupiając się na zacieśnieniu szyków obronnych. Mimo kilku groźnych piłek posłanych w nasze pole karne, Fabiański nie został zmuszony do interwencji.

Konsekwencja i rozwaga w poczynaniach Polaków prawie zostały nagrodzone. Dobre rozegranie akcji w pole karne stworzyło szansę dla Rybusa, który wygrywając z rywalem pojedynek fizyczno-biegowy wbiegł w pole karne i trafił w słupek, próbując dokręcać futbolówkę lewą nogą.

Po tym trafieniu tempo spotkania lekko osłabło, choć duża w tym rola zmian, jakie na bieżąco przeprowadzali obaj szkoleniowcy, dokonując też roszad taktycznych. By kibice nie zdążyli odczuć znużenia, widowisko w swoje ręce wziął arbiter, podejmujący coraz to bardziej niezrozumiałe decyzje, rozdając kartkę za kartką. Zapędził się do tego stopnia, że druga żółtą pokazał Żyrze, który musiał opuścić plac gry. Uczciwie trzeba w tym miejscu przyznać, że pomocnik Legii od momentu wejścia na boisko prezentował się fatalnie.

Przez pierwsze fragmenty gry w osłabieniu polskiej kadry, można było odnieść wrażenie, że to Helweci biegają w "10", choć to złudzenie bardzo szybko zostało zapomniane, gdy przed polem karnym na chwilę zostawiono miejsce Fabianowi Freiowi. Ten ze szwajcarską precyzją uderzył przy słupku, ustalając wynik meczu na 2:2.

Choć wynik remisowy z mocną reprezentacją nie jest hańbą, zwycięstwo jak najbardziej było w zasięgu Polaków. Na szczęście to tylko mecz towarzyski, i choć kibice opuszczali stadion z niedosytem, to wcześniej gorąco podziękowali swoim ulubieńcom, dając tym samym dobrą ocenę ich gry.

 

 

Co do wniosków, sparing ten pokazał, że Nawałka nie znalazł jeszcze wartościowych zmienników, bowiem widoczna była wyraźna przepaść między tym co prezentowali zawodnicy stanowiący trzon tej kadry, a co pokazali ci, którzy otrzymali szansę wkupienia się w łaski selekcjonera. Małe roszady, zwłaszcza w defensywie, zupełnie dezorganizują grę obronną, wprowadzając momenty absolutnego chaosu. Krytyka indywidualna jest zbyteczna, choć Adam Nawałka dostał kolejne dowody, że niektórzy powołowani dotychczas w miarę regularnie piłkarze powinni w najbliższym czasie odpocząć od zgrupowań kadry i to wcale nie z powodu zimowej przerwy. I najważniejsze - uzależnienie od obecności Lewandowskiego wciąż jest wyraźne.

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Polska Szwajcaria
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.