Witajcie w piekle

2 lata temu Witajcie w piekle
Estadio de Malabo - jeden ze stadionów w Gwinei Równikowej | fot. Wikipediafot. Wikipedia

Wirus Ebola w trzech afrykańskich państwach spowodował śmierć przeszło ośmiu tysięcy osób. Przyczynił się także do odebrania organizacji Pucharu Narodów Afryki Maroku, które chciało turniej przełożyć na następny rok.

Mistrzostwa kontynentu przeniesiono jednak do miejsca, gdzie zginęło ponad sto tysięcy ludzi, a jedna trzecia mieszkańców uciekła i gdzie dokonywano publicznych egzekucji na stadionie piłkarskim przy akompaniamencie muzyki.

Stany Zjednoczone futbolu

Gwinea Równikowa miała stać się Katarem Czarnego Lądu. To jedno z najmniejszych państewek w Afryce - jego populacja nieznacznie przekracza 700 tysięcy, a powierzchnia to niespełna 30 tysięcy kilometrów kwadratowych – miało stać się krainą mlekiem i miodem płynącą, kiedy w połowie lat dziewięćdziesiątych odkryto tam potężne złoża ropy naftowej. Gwinea Równikowa przypomina tymczasem kraj bogactwa nielicznych i nędzy większości. Rozwarstwienie finansowe jest tak duże, że w regionie, gdzie średnia dochodów na rok wynosi 36 tysięcy dolarów na głowę – najwyższa na kontynencie - 75 procent mieszkańców żyje w skrajnej biedzie, za mniej niż dolara dziennie.

Elity stać natomiast dosłownie na wszystko. Prezydent, Teodoro Obiang Nguema Mbasogo, zafundował sobie trzynaście rezydencji, które zmieściłyby nawet 50 tysięcy ludzi. W stolicy, Malabo, z okazji przewodniczenia Unii Afrykańskiej, wybudował kompleks biur i sal konferencyjnych za 600 milionów dolarów, a każdy z przyjezdnych do własnej dyspozycji otrzymał osobny apartament z basenem. Na amerykańskich kontach rodzina prezydencka zgromadziła 700 milionów dolarów. Jego syn Teodorin, wiceprezydent oraz minister rolnictwa i leśnictwa, w Kalifornii  - w okolicy, w której mieszka m. in. Mel Gibson - posiada luksusową willę wycenianą na 35 milionów dolarów. Oprócz tego dzieła sztuki warte 18 milionów, kilkadziesiąt samochodów takich marek jak Ferrari, Porsche, Maserati, Bugatti, Bentley, Aston Martin czy Rolls-Royce oraz jacht kosztujący pół miliarda.    

Wraz ze wznoszeniem pałaców oraz życia z coraz większą rozrzutnością i w obrzydliwym wręcz luksusie, ruszyło fundowanie futbolu oraz budowanie drużyny piłkarskiej, którą stawiano z równie przesadnym przepychem.

Do ligi wpompowano półtora miliona dolarów. Aby stworzyć konkurencyjną reprezentację naturalizowano na prawo i lewo zawodników. Za przyjęcie obywatelstwa oferowano 200 tysięcy dolarów, a za rozegrany mecz kolejne dziesięć tysięcy. Za zwycięstwo w sparingu z Hiszpanią proponowano 7 milionów premii. Za wygraną w otwierającym Puchar Narodów Afryki w 2012 roku mecz z Libią gracze mieli dostać milion euro do podziału, a dodatkowe 20 tysięcy dolarów za każdego strzelonego gola.

W pewnym momencie można było odnieść wrażenie, że Gwinea Równikowa graniczy z samą Brazylią. Ściągali stamtąd futbolistów w takich ilościach, w jakich pozostałe kraje importują kawę. Kiedy grali w kwalifikacjach do PNA 2013 z Demokratyczną Republiką Kongo, wystawili w podstawowej jedenastce dziewięciu Brazylijczyków z pochodzenia. Trener przeciwników, Claude Le Roy, stwierdził potem, że Gwinea zachowuje się tak, jakby była Stanami Zjednoczonymi futbolu.

To dzięki Brazylijkom damska drużyna narodowa dwukrotnie zdobyła mistrzostwo kontynentu. Męska ekipa o porównywalnych sukcesach na razie może pomarzyć. Przed trzema laty występowała jedynie jako gospodarz w Pucharze Narodów. W jej pierwszej jedenastce nie wybiegł żaden rodowity Gwinejczyk, w kadrze łącznie znalazło się 12 naturalizowanych zawodników, a dowodził nią również obcokrajowiec - Francuz Henri Michel.

Pan życia i śmierci

Dzisiaj reprezentacją kieruje Argentyńczyk Esteban Becker, człowiek, który żeński zespół doprowadził do triumfu w kobiecym Pucharze Narodów Afryki w 2012 roku. Szkoleniowcem drużyny narodowej został na trzy tygodnie przed turniejem, zastąpił zwolnionego Hiszpana Andoniego Goikoetxeę. W krainie, gdzie jedyna władza pochodzi od głowy państwa, to on sam decyduje nawet o tak prozaicznych rzeczach, jak wybór selekcjonera.

Teodoro Obiang Mbasogo jest jednym z najdłużej panujących prezydentów na globie. Zawsze zajmuje zaszczytne miejsca w rankingach klasyfikujących największych tyranów na kuli ziemskiej. Choć wciąż mu daleko pod względem okrucieństwa i bezwzględności do wuja, Francisko Maciasa Nguema, od którego przejął władzę. Despoty, który zarządzał państwem w latach siedemdziesiątych. Jego tyrania stała się tak krwawa, że jedna trzecia mieszkańców uciekła z kraju. Mówi się o setkach tysięcy zgładzonych. Ludzi kazał rozstrzeliwać publicznie na plażach lub stadionie piłkarskim, czasami przy akompaniamencie muzyki. Gdy postępująca paranoja przyczyniła się do tego, że zaczął eliminować członków rodziny, został pozbawiony urzędu i zabity.

Miał go zastąpić nowy, lepszy prezydent, ale również i to okazało się pobożnym życzeniem. Teodoro Obiang Mbasogo rządzi żelazną ręką, niewzruszony na opozycję polityczną – opozycjonistów zgniata niczym nic niewarte paprochy, torturuje, porywa, morduje – terror i korupcja to jego drugie imiona, a malwersacje, wymuszenia oraz sprzeniewierzenia są na porządku dziennym.

A jego panowanie zdaje się nieograniczone. Lokalne radio w 2003 roku oznajmiło, że prezydent znajduje się w stałym kontakcie z Wszechmocnym, że jest niczym Bóg w niebie, że dzierży władzę nad wszystkimi ludźmi, bogactwami oraz rzeczami w kraju. „Państwo to ja” - mówił. Może decydować o życiu i śmierci każdego i nie pójdzie za swoje uczynki do piekła, ponieważ to sam Stwórca przez niego przemawia i daje mu siłę. W wyborach prezydenckich w 2009 roku otrzymał 96% poparcia. Niektórzy głosowali z niemal przystawionymi do głowy karabinami, jeszcze inni oddawali głosy za całe wioski.

Władza ma monopol na telewizję i informacje. W regionie nie ma wolnych stacji telewizyjnych, a oprócz tej we władaniu państwa, istnieje jedna prywatna, którą posiada najstarszy syn prezydenta. Niezależna prasa jeśli funkcjonuje, to znajduje się w opłakanym stanie finansowym i wydaje się ją sporadycznie. Pozostałe należą do sojuszników rządu i stosują cenzurę. Decydenci starają się także kontrolować stacje i lokalne witryny internetowe. Na czas wyborów zablokowano Facebooka i portale antyrządowe. Do dzisiaj dostęp do nich jest ograniczony. Minister nauki i edukacji ostrzegał w wywiadzie dla miejscowej rozgłośni, że jakikolwiek przejaw krytyki będzie traktowany jak akt terroryzmu. Przyjezdni reporterzy są stale obserwowani. Turyści nie mogą korzystać z map albo robić zdjęć bez zezwolenia, kamery są rekwirowane zaraz po przylocie.

Pod uciskiem takiej dyktatury ciężko zwracać uwagę na absurdy rządzące tamtejszym futbolem. A tam piłkarska niedorzeczność goni piłkarską niedorzeczność. W kadrze narodowej niewielu zawodników łączą jakiekolwiek więzi z Gwineą Równikową. Urodzeni w zupełnie innych zakątkach planety, jak chociażby Brazylia czy Hiszpania, bez szans na grę w reprezentacjach, przybywają do tego środkowoafrykańskiego kraju i występują potem dla niego w meczach międzypaństwowych. Do tej pory naturalizowano tam 38 Brazylijczyków, 23 Kameruńczyków, 10 Kolumbijczyków, 5 Nigeryjczyków, 4 Senegalczyków i Burkińczyków, 3 Ghańczyków oraz Iworyjczyków, 2 Hiszpanów i po jednym graczu z Mali, Liberii oraz Kongo.

Żeby utrudnić proces rozpoznania, ilu zawodnikom wręczono paszporty, wraz z obywatelstwem otrzymują oni nazwiska pasujące do miejscowych. W sierpniu ubiegłego roku Gwinea Równikowa została jednak wyrzucona z eliminacji do mistrzostw Czarnego Lądu za umieszczenie w składzie gracz, który nie miał prawa zagrać. Rok wcześniej w podobny sposób oddała walkowerem dwa mecze. Najwyraźniej panuje tam taki miszmasz, bo obywatelstwa wręcza się hurtowo, że sami w tym wszystkim się pogubili. I teraz ta sama rozdająca na prawo i lewo paszporty Gwinea, ukarana i wykluczona z udziału w kwalifikacjach, dostała turniej do organizacji.  

Tajemnica poliszynela

Skład Gwinei Równikowej zazwyczaj przypomina zupę, w której wymieszano składniki pochodzące ze wszystkich stron świata. Moglibyśmy w niej odnaleźć Kolumbijczyków, Hiszpanów, Kameruńczyków, Senegalczyków, Ghańczyków, Iworyjczyków, Nigeryjczyków czy Liberyjczyków. W obecnej 23-osobowej kadrze znalazło się 14 piłkarzy, którzy urodzili się w Hiszpanii, w tym czterech reprezentujących tamtejsze młodzieżówki bądź drużyny rezerw.

To będzie turniej absurdów nie tylko ze względu na zespół Beckera. Raptem dwa stadiony w Gwinei spełniają wymogi, by zorganizować rozgrywki takiej rangi. Na pozostałych, które będą gościć uczestników, brakowało miejsc siedzących, reflektorów i odpowiednich boisk. To na nie niedawno przywieziono z Europy nową murawę.

W dwóch z czterech wyznaczonych na organizatorów miast jest problem z zakwaterowaniem, ponieważ posiadają one po jednym hotelu. Nic to dziwnego w państwie - jednym z najbardziej skorumpowanych na świecie – gdzie co piąte dziecko umiera nie doczekawszy piątych urodzin, średnia długość życia wynosi 51 lat, prądu i bieżącej wody nie posiada ponad połowa populacji i mają zaledwie 700 kilometrów dróg.

W kraju, gdzie – co trzeba podkreślić – roczny dochód opiewa na trzy miliardy. Oczywiście należy to do jednych z tajemnic państwowych. Tajemnicą jest również to, dlaczego na gospodarza Pucharu Narodów Afryki wybrano krainę, która przyjezdnych mogłaby witać szyldem – „Witajcie w piekle”.

KAMIL KAŹMIERCZAK
ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Gwinea Równikowa Afryka PNA 2015 Puchar Narodów Afryki
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.