ANALIZA TAKTYCZNA: Zwyczajny-niezwyczajny Arsenal i pragmatyczny Wenger

2 lata temu ANALIZA TAKTYCZNA: Zwyczajny-niezwyczajny Arsenal i pragmatyczny Wenger

Arsenal pokonał na Etihad Manchester City 2:0. Bramki dla \"Kanonierów\" zdobyli Santi Cazorla (z rzutu karnego) oraz Olivier Giroud.

SKŁADY I USTAWIENIA

Manuel Pellegrini przeciwko Arsenalowi zdecydował się na najczęściej stosowane przez siebie w tym sezonie ustawienie 1-4-2-3-1. W bramce Hart. Linia obrony to Clichy, Demichelis, wracający po kontuzji kapitan Kompany oraz Zabaleta. Przed nimi Fernando i Fernandinho, tworzący duet środkowych, defensywnych pomocników; ten drugi jednak w fazie ataku podchodził wyżej i starał się aktywnie brać udział w konstruowaniu akcji, podczas gdy pierwszy asekurował partnerów, utrzymując pozycję za ich plecami i przed środkowymi obrońcami. Na skrzydłach chilijski menadżer City postawił na Milnera oraz Navasa. W środku, na swej ulubionej pozycji – „10” – i za plecami najbardziej wysuniętego Aguero (również powracającego do wyjściowego składu po wyleczeniu urazu) operował Silva.

Arsene Wenger zestawił swych podopiecznych w systemie 1-4-1-4-1. W bramce Ospina. Formację defensywną stworzyli Monreal, Koscielny, Mertesacker i Bellerin. Na pozycji defensywnego pomocnika, ustawionego pomiędzy liniami obrony i pomocy, odpowiedzialnego za zabezpieczenie tej strefy – Coquelin. Przed nim, w środku pomocy operowali Cazorla z Ramsey'em, na flankach natomiast – Sanchez i Oxlade-Chamberlain. Jedynym tego popołudnia napastnikiem Arsenalu był Giroud.

Wyjściowe składy obu drużyn.

Powyższa grafika przedstawia średnią pozycję zawodników obu drużyn. Źródło: WhoScored.


OBRAZ I PRZEBIEG MECZU

Starcie na Etihad było dla Arsenalu kolejnym sprawdzianem, który miał dać odpowiedź na pytanie, czy londyńczycy są w stanie stawić czoła najlepszym zespołom Premier League na ich boiskach. Poprzedni sezon przyniósł bowiem serię wyjazdowych klęsk, bardziej lub mniej spektakularnych – począwszy od porażki na Old Trafford (1:0), przez demolkę w niebieskiej części Manchesteru (6:3),  katastrofy w Liverpoolu (5:1) i na Stamford Bridge (6:0), a skończywszy na gładkiej porażce z Evertonem (3:0). W obecnych rozgrywkach „Kanonierzy” ulegli już Chelsea (2:0), zaś w Lidze Mistrzów dali ograć się Borussii Dortmund (2:0); najbliżej korzystnego rezultatu byli na Anfield, gdzie dopiero gol Skrtela w 97' minucie dał gospodarzom remis.  W kontekście tych permanentnych niemal niepowodzeń Arsenalu w delegacjach, kwestionowane były przede wszystkim dwie rzeczy. 

Po pierwsze, taktyka obierana przez Wengera. Francuski menadżer był krytykowany za to, że zamiast przyjąć postawę nieco bardziej zachowawczą, defensywną i reaktywną, w większym stopniu dostosowaną do rywala, obstawał przy swoim – jedynym i słusznym – sposobie gry; Arsenal na stadionach potentatów grał ofensywnie, przesuwając wysoko na połowę rywala możliwie jak największą liczbę zawodników (w tym bocznych obrońców), starając się zdominować posiadanie piłki i tam rozgrywać atak pozycyjny. W rezultacie środkowi obrońcy ustawiali się bardzo daleko od własnej bramki, w okolicach linii środkowej; boczni obrońcy operowali natomiast głęboko na połowie przeciwnika. Jeśli dołożymy do tego brak odpowiedniej asekuracji ze strony defensywnego pomocnika (Who's Arteta?), Arsenal stawał się dosyć łatwym celem. I Liverpool, i Chelsea, a także Everton przyjęły podobną strategię – nieco się cofnęły, pozwalając Arsenalowi zdominować posiadanie piłki i wciągając na własną połowę, by tam stosować intensywny pressing na graczy z piłką; następnie, już po jej odbiorze, momentalnie uruchamiani byli atakujący, którzy mieli wykorzystać miejsce za plecami graczy Arsenalu uczestniczących w fazie ataku, a także wolną przestrzeń pomiędzy bramką a środkowymi obrońcami. Kontrataki okazywały dla Arsenalu zabójcze, a losy meczu bywały rozstrzygnięte po ledwie kilkunastu minutach (vide Liverpool i Chelsea).

Po drugie, zwracano uwagę na aspekt psychologiczny. Sam Wenger przyznał niedawno, że w poprzednim sezonie jego zespół w tych najważniejszych meczach był mentally weak. Nie sama taktyka decydowała bowiem o spektakularnych wyjazdowych porażkach – po tym, jak gospodarze zdołali napocząć Arsenal, zawodnicy Wengera w praktyce poddawali mecz. Wywieszali białą flagę i tylko obserwowali, jak rywale zdobywają kolejne bramki. Byli niezdolni do tego, by podjąć walkę, stawić czoła rozpędzonym rywalom i odwrócić losy meczu.

W niedzielę zobaczyliśmy zupełnie inny Arsenal.

Goście przyjechali bowiem na Eithad nastawieni defensywnie. Plan Wengera na to spotkanie był zupełnie inny od tego stosowanego dotychczas. Tym razem Arsenal nie dążył do natychmiastowego przejęcia inicjatywy przez zdominowanie posiadania piłki i zamknięcia gości atakiem pozycyjnym, pozwalając na to City (posiadanie piłki, ogółem, 62,5% do 37,5% dla City, per WhoScored). Sam zaś cofnął się, broniąc nisko – linia obrony ustawiona była w fazie obrony średnio w okolicach 20-25 metra; linie obrony i pomocy cały czas pozostawały bardzo blisko siebie, zachowując optymalną odległość, a ponadto w strefie pomiędzy nimi zabezpieczał świetny tego popołudnia Coquelin.

Arsenal w fazie obrony płynnie przechodził z ustawienia 1-4-5-1, z Coquelinem operującym bliżej pomocników lub obrońców w zależności od sytuacji, do 1-4-4-2, z Sanchezem przechodzącym do pierwszej linii i Cazorlą zajmującym miejsce lewego pomocnika. Co istotne, obaj skrzydłowi brali czynny udział w fazie obrony, również głęboko na własnej połowie, kryjąc swoich vis-a-vis lub ofensywnie grających bocznych obrońców. Monreal i Bellerin mieli ich zawsze tuż przed sobą i mogli liczyć na pomoc z ich strony.  Aktywny w destrukcji był zwłaszcza Sanchez, wracający za ruchliwymi Navasem i Zabaletą. Ponadto, gdy City wprowadzało na skrzydło trzeciego gracza, momentalnie schodził tam jeden ze środkowych pomocników. Wspomnianym Sanchezowi i Monrealowi pomagał w takiej sytuacji wszędobylski Cazorla. Dzięki temu blok obronny Arsenalu był szczelny nie tylko w zagęszczonym środku, ale również na flankach.

Na powyższej infografice widzimy akcje Sancheza i Cazorli w fazie obrony. Pierwszy zanotował 2/5 odbiorów, w tym oba skuteczne na lewym skrzydle na wysokości linii pola karnego, 3 przechwyty i 1 wybicie. Drugi - 2/6 odbiorów, w tym oba skuteczne tuż przed polem karnym, 3 przechwyty, 2 wybicia, zablokował 3 dośrodkowania i 1 strzał.

Arsenal w fazie obrony, w ustawieniu 1-4-5-1. Odległość pomiędzy liniami obrony i pomocy jest niewielka, a ponadto zawodnicy wewnątrz formacji ustawieni są blisko siebie. Coquelin przesuwa się za akcją - im wyżej z piłką podchodzą gracze City, tym bliżej środkowych obrońców jest Francuz, cały czas asekurując przedpole defensywy.

Blok obronny Arsenalu był od pierwszej minuty kompaktowy, z niewielkimi odległościami w pionie (pomiędzy formacjami) oraz w poziomie (pomiędzy zawodnikami wewnątrz formacji). Zarazem goście zdołali zachowywać te odległości podczas przesuwania się za piłką do obu skrzydeł, dzięki czemu nie tworzyły się luki, które piłkarze City mogliby wykorzystać.

Milner przeniósł się z lewego na prawe skrzydło. Jak tylko futbolówka zostaje zagrana w kierunku reprezentanta Anglii, piłkarze Arsenalu przesuwają się do tej flanki. Sanchez i Monreal kryją odpowiednio Milnera i Zabaletę. Cazorla zachowuje odpowiednią odległość względem Sancheza, a Koscielny – Monreala. Obaj asekurują swoich kolegów. W środku jest Coquelin, który zabezpiecza przedpole defensywy. Jedyne, do czego można się przyczepić, to ustawienie Ramsey'a i Oxlade'a-Chamberlaina, którzy mogliby (powinni) przesunąć nieco bardziej do skrzydła. Obaj za moment skorygują swoje ustawienie, po tym, jak Milner przegra pojedynek z Sanchezem i gospodarze zyskają rzut z autu.

W przeciągu całego spotkania, Arsenal imponował w fazie obrony. Wyjmując pierwsze 10-15 minut  po przerwie, goście byli dobrze zorganizowani, zdyscyplinowani taktycznie (odległości pomiędzy formacjami i pomiędzy zawodnikami w formacjach) i – co istotne – bardzo skuteczni i pragmatyczni w destrukcji. Podopieczni Wengera nie podejmowali zbędnego ryzyka i nie stronili od wykopów oswobadzających. Jak ten Mertesackera z 32' minuty, porównany przez komentatorów do   zagrania typowego dla gracza z Conference North, nie zaś mistrza świata. Celem nadrzędnym było jednak przerwanie akcji rywala i oddalenie zagrożenia od własnej bramki. Bez niepotrzebnych strat na własnej połowie już po odzyskaniu futoblówki. Innymi słowy, tzw. no nonsense defending

Po odbiorze Arsenal nie forsował wymiany wymiany podań zawiązującej atak pozycyjny. Wynikało to, po pierwsze, z przyjętej przez Wengera taktyki gry z kontrataku (o czym za moment) oraz wyżej wspomnianego, pragmatycznego, zakładającego minimalizację wszelkich ryzyk podejścia do gry w fazie obrony. Jeśli nie masz, co zrobić z piłką, po prostu ją wybij.

Choć statystyka udanych odbiorów nie jest nadzwyczajna (22/42), to już liczba przechwytów (39)...

wybić (50) oraz odzyskanych piłek (66) wręcz przeciwnie. Zwróćmy uwagę, że zdecydowana większość odbiorów, przechwytów oraz piłek odzyskanych miała miejsce na połowie Arsenalu, zaś aż 44/50 wybić - w polu karnym.

W fazie ataku, gra Arsenalu opierała się na połączeniu szybkich, wyprowadzanych zaraz po odbiorze kontrataków, oraz zawiązywanym na stosunkowo krótkie fragmenty meczu ataku pozycyjnym.

Kontrataki Arsenalu były oczywiście pochodną zdominowania przez City posiadania piłki i utrzymywania się przy niej długimi fragmentami na ich połowie. Goście starali się wykorzystać, z jednej strony, wysokie ustawienie środkowych obrońców mistrzów Anglii, którzy – co naturalne – przesuwali się wyżej za pomocnikami; z drugiej zaś to, że obaj boczni obrońcy operowali głęboko na ich połowie, angażując się w niemal wszystkie akcje ofensywne swojego zespołu. Z powstałego na flankach miejsca użytek mieli robić Sanchez i Oxlade-Chamberlain. Goście angażowali w kontrataki nie więcej niż czterech graczy, wyjątkowo zaś – i maksymalnie – pięciu. Byli to Giroud, Sanchez, Oxlade-Chamberlain, Cazorla i/albo Ramsey, a Arsenal przechodził wówczas, na te krótkie fragmenty gry, do ustawienia 1-4-2-4 z płynną rotacją pozycji pomiędzy kwartetem atakujących. Dzięki temu, z jednej strony, kontrataki gości miały pozwolić na stworzenie realnego zagrożenia dla bramki Harta, z drugiej zaś w przypadku ewentualnej straty Arsenal pozostawał odpowiednio zabezpieczony na wypadek wyprowadzenie „zwrotnego” kontrataku, mając za piłką siedmiu graczy, w tym – co istotne – całą formację obronną. 

Pierwsza akcja ofensywna Arsenalu. Oxlade-Chamberlain stara się wykorzystać miejsce za plecami Clichy'ego i daleko wypuszcza sobie piłkę. Zwróćmy uwagę, że w kontrataku nie biorą udziału boczni obrońcy.

Arsenal jednak nie odciął się od swego DNA, czyli gry opartej na płynnej wymianie krótkich podań, i okresowo przechodził do ataku pozycyjnego (średnio, seria podań „Kanonierów” liczyła cztery zagrania, City ledwie jedno więcej, per WhoScored). 


W tym miejscu należy zwrócić uwagę na grę bocznych obrońców londyńczyków. W kontratakach nie brali oni udziału praktycznie w ogóle (jeśli już, na ich miejscu zostawał któryś ze środkowych pomocników), a w ataku pozycyjnym – jeżeli weń uczestniczyli – nie byli tak aktywni i nie zajmowali pozycji tak wysoko, jak ma to zwykle miejsce w przypadku zespołu Wengera. Tym niemniej, ofensywne wejście Monreala właśnie w ataku pozycyjnym przyniosło Arsenalowi rzut karny, który na bramkę zamienił Cazorla.

Arsenal wprowadził piłkę na połowę City i zawiązuje atak pozycyjny. Tak Monreal, jak i Bellerin, zachowują pozycje w tuż za linią środkową i nie podłączają się do akcji. Wobec zejścia Sancheza do środka, rolę skrzydłowego pełni ad hoc Cazorla.

Powyżej heat maps bocznych obrońców Arsenalu. Jak widzimy, operowali oni przede wszystkim na własnej połowie, w tym także we własnym polu karnym. Na połowę City zapuszczali się rzadko, koncentrując się przede wszystkim na utrzymaniu pozycji odpowiedniej dla fazy obrony, w której to mieli za zadanie "zamknąć skrzydła" i nie zostawić nań miejsca skrzydłowym i bocznym obrońcom gości. Dla porównania, poniżej heat maps bocznych obrońców City. Źródło: Match Zone Daily Mail.


Bardziej zachowawcze nastawienie  Monreala i Bellerina, ich większa ostrożność i skupienie w pierwszej kolejności na defensywie, podyktowane było potencjałem ofensywnym, jakim City dysponuje na skrzydłach. Wystarczy przypomnieć poprzednie starcie obu drużyn i to, jak prawym skrzydłem, regularnie odkrywanym przez Monreala właśnie, nękał "Kanonierów" Navas (vide choćby gol Aguero).


Tym razem Arsenal – tak w przypadku kontrataków, jak i ataku pozycyjnego – starał się maksymalnie zamknąć skrzydła i nie zostawiać nań miejsca na rozpędzenie się m.in. wspomnianemu Navasowi. 

Dorobek w defensywie (i) Monreala: 6/7 odbiorów, 8 przechwytów, 9 wybić, 4/6 wygranych pojedynków w powietrzu, 1 zablokowany strzał i 4 zablokowane dośrodkowania; oraz (ii) Bellerina: 2/3 odbiory, 6 przechwytów, 7 wybić, 2/2 wygrane pojedynki w powietrzu i 2 zablokowane dośrodkowania.

Przed przerwą Arsenal zdołał kompletnie zneutralizować City w ofensywie. Złożyły się na to zasadniczo trzy kwestie.

Po pierwsze, zagęszczony środek pola. W tej strefie Wenger miał trzech graczy, których ustawił na kształt litery „V” (1-2) – między liniami obrony i pomocy operował Coquelin, przed poruszali się Cazorla i Ramsey. Pellegrini zestawił środek odwrotnie – przed duetem defensywnych pomocników ustawiony był Silva. W praktyce oznaczało to przewagę liczebną nad zespołem gospodarzy w tym sektorze boiska – Coquelin odpowiadał za Silvę, natomiast Ramsey i Cazorla kryli Fernando lub Fernandinho, przy czym jeden z nich zawsze utrzymywał pozycję nieco niżej, nie stanowiąc niemalże żadnego zagrożenia w fazie ataku (zostawał przy nim Giroud). W przypadku zejścia do środka jednego ze skrzydłowych, Arsenal nadal pozostawał w korzystnej sytuacji, tj. 3na3. 

Silva miał spore problemy za znalezieniem sobie miejsca, gdzie mógłby dostać piłkę i przyspieszyć atak City. „Zamknięty” środek, przez który trudno było celnie podać i w którym to praktycznie nie było wolnej przestrzeni, spowodował, że Silva zmuszony był szukać gry na flankach. Tam jednak (i) nadal miał na plecach rywala, a ponadto (ii) był zbyt oddalony od bramki i jednocześnie od osi boiska, by wywierać realny wpływ na poczynania ofensywne City  i – przede wszystkim – kreować sytuacje bramkowe. Dodajmy do tego, że i Fernando, i Fernandinho są graczami o profilu defensywnym, lepiej czującymi się w destrukcji niż wówczas, gdy są zmuszeni do aktywnego uczestniczenia w fazie ataku. Odczuwalny był brak Toure, który zajmując nominalnie pozycję obok defensywnego pomocnika, w fazie ataku przechodzi zdecydowanie wyżej, dając zespołowi wachlarz dodatkowych opcji. Iworyjczyk swoich ruchem tworzy miejsce kolegom – w tym Silvie – ale do tego potrafi uruchomić ich prostopadłym podaniem lub wymianą piłki na jeden kontakt, a także oddać groźny strzał z dystansu. 

Na powyższej infografice widzimy podania otrzymane przez Silvę (po lewej) oraz zagrania Hiszpana w ofensywie (po prawej) – w pierwszej połowie. Rozgrywający City opuszczał zagęszczony środek i szukał miejsca na flankach, skąd jego realny wpływ na ofensywę – a zwłaszcza tworzenie sytuacji bramkowych – był niewielki. Stąd niewielka efektywność Hiszpana w fazie i w strefie ataku przed przerwą.

Po drugie, nieefektywne skrzydła. Goście nie dopuszczali do powstania tam przewagi liczebnej po stronie gospodarzy (współpraca bocznych obrońców ze skrzydłowymi oraz „bocznym” środkowym pomocnikiem), a ponadto starali się w każdej sytuacji znajdować za linią piłki i w odpowiedniej odległości od rywala oraz względem siebie. Chodziło o to, by i na skrzydłach ograniczyć do minimum wolną przestrzeń, którą Clichy z Milnerem (na lewej flance) oraz Zabaleta z Navasem (na prawej flance) mogli wykorzystać, by rozpędzić się albo ściąć do środka, albo wypracować dogodną pozycję do dośrodkowania, w szczególności przedostając się za plecy rywali.

Po trzecie, o czym częściowo była już mowa, zorganizowany i zdyscyplinowany, broniący nisko i w kompaktowym bloku Arsenal uniemożliwiał City korzystanie z podań przez linię obrony (ang. through balls); gospodarze nie mieli jak wprowadzić piłkę za linię obrony.

Obraz gry uległ zmianie po przerwie dzięki roszadom personalno-taktycznym dokonanym przez Pellegriniego. 

Chilijczyk zdjął z boiska z Milnera i wprowadził nań Joveticia, który zajął miejsce za plecami Aguero, operując nominalnie jako cofnięty napastnik. Czarnogórzec chętnie schodził po piłkę do lewej strony, a zwłaszcza na lewe półskrzydło.

Na powyższej infografice widzimy, że Jovetić otrzymywał podania przede wszystkich na lewej flance. Z kolei jego zagrania ofensywne  miały miejsce w pasie środkowym oraz na lewym półskrzydle.

Jednocześnie Pellegrini przesunął Silvę na lewą flankę, z tym że Hiszpan pełnił rolę typowego odwróconego skrzydłowego, przez cały czas schodząc do środka i tam dyrygując poczynaniami City w fazie ataku. Co więcej,  Fernandinho – zmieniony w 63' minucie przez Lamparda – został przesunięty zdecydowanie wyżej i ustawiony  w pionie względem Fernando.

Gospodarze przeszli zatem na system 1-4-1-4-1 i stali się znacznie bardziej efektywni w fazie ataku. Za plecami Aguero nie było już tylko osamotnionego Silvy – Argentyńczyk mógł bowiem liczyć na wsparcie ze strony i Joveticia, i Fernandinho/Lamparda, i Silvy właśnie. Co istotne, dzięki notabene przesunięciu na skrzydło, ścinający stamtąd Silva wreszcie miał więcej miejsca w pasie środkowym. Dlatego też po przerwie jego wpływ na grę City w fazie ataku był znacznie większy. Silva i Jovetić często przeprowadzali swoistą zmianę krzyżową, podczas której Silva zajmował miejsce z powrotem na „10”, zaś Czarnogórzec schodził do lewego półskrzydła.

W drugiej połowie, dzięki roszadom Pellegriniego, Silva był znacznie częściej pod grą tam, gdzie stanowi największe zagrożenie dla rywali, czyli w strefie przed ich polem karnym. Po przerwie otrzymał więcej podań (30 z 52 ogółem) i sam też częściej podawał (24/31 z 43/57 ogółem, w tym w strefie ataku 18/24 z 22/34 ogółem w tej strefie).

Niejako niezależnie od korekt Pellegriniego, Arsenal wyszedł na drugą połową już nie tak znakomicie zorganizowany – odległości pomiędzy formacjami i pomiędzy zawodnikami wewnątrz formacji stały się większe, blok obronny nie był już tak kompaktowy i przesuwał się mniej sprawnie niż przed przerwą. Wydaje się, że podopieczni Wengera otworzyli się nieco za bardzo, umożliwiając City to, do czego nie mieli ani jednej okazji w pierwszej połowie, czyli wyprowadzanie kontrataków. To wszystko sprawiło, że pomiędzy 45' a 60' minutą na boisku zrobiło się znacznie więcej miejsca i obie drużyny próbowały odpowiadać atakiem na atak. Wet za wet. Gospodarze znajdowali więcej miejsca w środku, na skrzydłach z kolei łatwiej przedostawali się za plecy bocznych obrońców.

6 z 7 sytuacji bramkowych stworzonych przez City oraz 11 z 12 strzałów, w tym wszystkie celne, miały miejsce po przerwie.

City nie potrafiło wykorzystać słabszego w wykonaniu Arsenalu – w fazie obrony – pierwszego kwadransa po przerwie. Choć wprawdzie udawało się wprowadzać piłkę w strefy, z których łatwiej było zagrozić bramce Ospiny, tym niemniej nadal nie miało to przełożenia na realne zagrożenie. Brakowało bowiem czystych sytuacji bramkowych – prostopadłe podania padały łupem obrońców gości, strzały i dośrodkowania były przezeń skutecznie blokowane. 


Czy więc powrócił dawny Arsenal? No właśnie nie – wspomagana przez Coquelina linia defensywna grała bezbłędnie, odpierając kolejne ataki City. Ostatecznie natomiast, po tej „chwili” zapomnienia, Arsenal w okolicach mniej więcej 60' minuty zdołał powrócić do wysokiego poziomu organizacji gry defensywnej z pierwszej połowy. Było to widoczne zwłaszcza po zdobyciu przez Giroud bramki na 2:0.


Coquelin był absolutnie kluczowy dla zwycięstwa Arsenalu na Etihad. Francuski pomocnik miał za zadanie zabezpieczyć i czyścić przedpole defensywy, a z roli tej wywiązał się znakomicie, wydatnie pomagając tego popołudnia środkowym obrońcom. Statystyki Coquelina w destrukcji są imponujące: 3/3 odbiory, 6 przechwytów, 11 wybić, 7/8 wygranych pojedynków w powietrzu, 1 zablokowany strzał i ani jednego faulu.  Do tego celność podań na poziomie 87% (33/38). Do tego 23-latek podawał z celnością na poziomie 87%, co było istotne zwłaszcza tuż po odbiorze piłki.


Dwa słowa należą się też harującemu w środku pola Cazorli. Hiszpan był dosyć aktywny w fazie obrony – w środku oraz na lewej flance, gdzie pomagał Monrealowi i Sanchezowi – notując 2/6 odbiorów, 3 przechwyty, 2 wybicia, do tego blokując 3 dośrodkowania i 1 strzał. Z kolei w fazie ataku to przez niego przechodziły wszystkie akcje Arsenalu, czy to w kontrataku, czy w ataku pozycyjnym. Był łącznikiem pomiędzy obrońcami i Coquelinem  a trercetem Sanchez-Giroud-Oxlade-Chamberlain. Miał najwięcej kontaktów z piłką w ekipie gości (96), zaś wśród gospodarzy lepszy był w tym elemencie tylko Clichy (97). Cazorla podawał z celnością na poziomie 92% (54/59), w tym 82% w strefie ataku (18/22). Miał 2 kluczowe podania, tworzące sytuacje bramkowe, w tym asystę przy bramce Giroud, a do tego aż 10/14 udanych dryblingów (!).

PODSUMOWANIE

Arsenal nieoczekiwanie pokonał mistrza Anglii na jego obiekcie, jednak zwycięstwo to nie było dziełem przypadku. Wenger miał na to spotkanie określoną strategię, którą jego zawodnicy realizowali z konsekwencją, skrupulatnością oraz z wyjątkową skutecznością. Strategię do cna pragmatyczną, dostosowaną do rywala w taki sposób, by możliwie zneutralizować jego silne strony w ofensywie. Arsenal wcale nie dążył do zdominowania meczu przez zyskanie przewagi w posiadaniu piłki; goście cofnęli się, ustawili szczelny blok obronny i poza pierwszym kwadransem drugiej połowy, zachowywali wysoki poziom organizacji oraz dyscypliny taktycznej. Linia obrony była świetnie wspomagana przez operującego na jej przedpolu Coquelina oraz pozostałych pomocników, angażujących się w fazę obrony (co jednak ograniczyło ich wpływ na fazę ataku, zwłaszcza Sancheza i Ramsey'a, gdyż byli uwikłani w destrukcję i znajdowali się blisko własnej bramki). Arsenal bronił całą drużyną i jako drużyna. W fazie ataku goście opierali się natomiast na szybkich atakach – te jednak nie były tak groźne i skuteczne, jak mógł tego oczekiwać Wenger, na co sam zwrócił uwagę w rozmowie kilka chwil po zakończeniu meczu – oraz zawiązywanym na niedługie fragmenty ataku pozycyjnym. 

Jeśli strategia ta ma służyć Arsenalowi w dłuższej perspektywie, elementem wymagającym dopracowania są bez wątpienia kontrataki. W niedzielę bowiem goście zdołali zwieńczyć je oddaniem ledwie jednego, niecelnego uderzenia (per WhoScored).

W pierwszej połowie Arsenal zdołał zatrzymać City na ledwie jednej sytuacji i jednym strzale, w dodatku niecelnym. Ofensywny potencjał gospodarzy został zneutralizowany i dopiero roszady dokonane przez Pellegriniego w przerwie sprawiły, że jego gracze zaczęli sobie radzić lepiej w strefie ataku. Nadal jednak nie przekładało się na jakość tworzonych sytuacji, w istotnym stopniu dzięki skutecznej i bardzo dobrej pod względem organizacji i dyscypliny taktycznej grze defensywnej.


MATEUSZ JAWORSKI


ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Arsenal FC Manchester City FC
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.