Pięć hitów transferowych Ekstraklasy - zima 2015

2 lata temu Pięć hitów transferowych Ekstraklasy - zima 2015
fot. FotoPyk

Dwumiesięcznej przerwie w rozgrywkach T-Mobile Ekstraklasy mówimy w końcu „STOP”! Z tej okazji postanowiliśmy przyjrzeć się najciekawszym transakcjom przeprowadzonym na naszym krajowym podwórku.

Choć za oknami gdzieniegdzie leży jeszcze śnieg, a porankom towarzyszą siarczyste mrozy i ujemne temperatury, atmosferę z dnia na dzień podgrzewają kolejne wypowiedzi trenerów, zawodników i działaczy polskich klubów, szumnie zapowiadające nadejście upragnionego dnia startu rozgrywek naszej T-Mobile Ekstraklasy. Ścisk w ligowej tabeli może zwiastować ciekawą walkę o mistrzostwo kraju, miejsca premiowane awansem do eliminacji europejskich pucharów, a także o same pozycje kwalifikujące do występów w grupie mistrzowskiej i grupie spadkowej.

Kto na mistrza?

Jeszcze kilka lat temu walka o tytuł mistrza Polski wyglądała trochę jak zabawa z rozgrzanym kamieniem węgielnym. Złapanie go było bardziej karą, aniżeli nobilitacją. Wszystkie zainteresowane drużyny zachowywały się, jakby ten laur był brzemieniem. Sytuacja jednak się zmienia i kandydatów na mistrza jest kilku, z tym największym, czyli Legią Warszawą włącznie. Szyki „Wojskowym” chciałby pokrzyżować Lech Poznań, który od dłuższego czasu musi uznawać wyższość klubu z Łazienkowskiej nie tylko w aspekcie czysto sportowym, ale również marketingowym i transferowym. Legia z powodzeniem podkupuje talenty wychowywane w Poznaniu (Bereszyński i Bielik najprostszymi przykładami), ostatnio nawet podebrali „Kolejorzowi” skauta mającego udział w przybyciu do Wielkopolski Kriwca, Toneva, Rudnevsa i innych czołowych zawodników tego zespołu w ostatnich latach. To dowód na to, że drużyna zarządzana jest z głową, a najważniejszym zadaniem dla jej piłkarzy jest pozycja hegemona na rodzimych boiskach. Pytanie tylko, czy temu mają służyć transfery Dominika Furmana, Michała Masłowskiego i Arkadiusza Malarza? To raczej uzupełnienia kadry, które mają dać możliwość rotacji w składzie Legii na trzech frontach. Śląsk oddał do Lechii Gdańsk reżysera gry Sebastiana Milę i mam wrażenie, że to może zdecydować o porażce wrocławskiego zespołu w walce o najwyższe laury w Polsce. Bo o ile Marco Paixão razem ze swoim bratem Flavio wyrażają gotowość i chęć do strzelania goli, to sami sobie piłki nie podadzą, wątpię, by też zdołali dośrodkowywać „na punkt” ze stałych fragmentów gry tak jak to czynił wychowanek koszalińskiego Bałtyku. Sprowadzeni na jego miejsce Peter Grajciar oraz Andrei Ciolacu będą mieli niemały orzech do zgryzienia. Dlatego też ruchy kadrowe Lecha Poznań (z Tamásem Kádárem i Arnaud Sutchuinem-Djoumą na czele, na uwagę zasługuje również David Holman i Darko Jevtić) mogą dać tej drużynie szansę na walkę z ekipą prowadzoną przez Henninga Berga. Widać w nich przede wszystkim jakość, choć i tak rzeczywistość zostanie zweryfikowana przez boisko.

Martwi bierna postawa krakowskiej Wisły, która zdołała pozyskać zaledwie nowego-starego golkipera Michała Miśkiewicza. Nawet już nasza liga stała się przykładem na to, że pieniądze niestety mają ogromny wpływ na pozycję sportową jednostki czy całej drużyny. A z funduszy jak nikt w Polsce w czasie zimowego okna transferowego skorzystała drużyna Lechii Gdańsk, która znacząco powiększyła kadrę swojego zespołu. Ekipę z Gdańska z miejsca okrzyknięto królem zimowego polowania. Trener Jerzy Brzęczek będzie miał niemały ból głowy z zestawieniem meczowej osiemnastki swojego zespołu na każde ligowe spotkanie. Wojtkowiak, Wawrzyniak i Mila mają dać „Biało-Zielonym” bezcenne doświadczenie, które ma zaprocentować awansem do grupy mistrzowskiej i walką z najlepszymi jak równy z równym.  

Dół tabeli nie śpi

Ryszard Rynkowski śpiewał kiedyś „wypijmy przy stole za błędy na dole, by ich było mniej”. W kontekście sportowym miałby sporo racji – ciężko jest przystępować do drugiej części sezonu ze słabym dorobkiem punktowym i perspektywą walki o utrzymanie. Najczęściej lekarstwem na taki stan ma być wymiana połowy składu w czasie zimowej przerwy w myśl powiedzenia „niech się dzieje wola nieba!”. Ręce, nogi i mózg na ścianie – nie pochwalam takiego podejścia, czasami jednak to ostatnia deska ratunku. Do takich działań zmuszony był Zawisza Bydgoszcz, który oddał pół drużyny, następnie pozyskał drugie tyle zawodników na miejsce tych, którzy odeszli. Największym ciosem będzie pewnie strata Michała Masłowskiego, jednakże na 800 tysięcy euro z transferu nikt pewnie nie narzeka. Na uwagę zasługuje angaż Jakuba Świerczoka oraz Bartłomieja Pawłowskiego, do niedawana nadziei polskiej piłki. Ciekawą decyzją działaczy Cracovii jest sprowadzenie z Rosji Piotra Polczaka oraz reprezentanta Słowacji Erika Jendriska. Nie próżnowała również ekipa z Bełchatowa – bardzo dobrym posunięciem jest ściągnięcie ze stolicy Arkadiusza Piecha, który być może w nowym zespole przypomni sobie, jak kiedyś strzelało się bramki. 

Transakcje na miarę hitów

Ubiegłe lato na polskim rynku transferowym było wydarzeniem bez precedensu – kluby kupowały na potęgę, często wartościowych graczy, by z powodzeniem rywalizować w kolejnym jakże niepewnym z uwagi na podział na grupy sezonie. Rekordowo wydana kwota 4,5 miliona euro przez wszystkie zespoły nie została jeszcze pobita, tym niemniej z powodzeniem możemy wyróżnić co najmniej pięć transakcji, które już teraz w skali naszej ligi zasługują na miano hitów transferowych.

1. Sebastian Mila (Śląsk Wrocław – Lechia Gdańsk)

Bezsprzecznie najbardziej interesujący transfer w czasie zimowego okna transferowego w T-Mobile Ekstraklasie. Jeszcze rok temu wszyscy kibice i sympatycy piłki nożnej kpili sobie z niego i z jego kilkukilogramowej nadwagi predestynującej go do gry raczej przed komputerem z padem w ręku, aniżeli na prawdziwym, trawiastym boisku. Mila dostał jednak drugą szansę i w pełni ją wykorzystał. W Śląsku brylował w pierwszej części sezonu (5 goli, 6 asyst w 19 meczach ligowych) tak, że otrzymał powołanie do reprezentacji narodowej na mecze eliminacji do Mistrzostw Europy. A tam co? Kolejne bramki z Niemcami i Gruzją oraz dryblingi rodem ze wspomnianych wcześniej gier komputerowych. Nic więc dziwnego, że 32-latek z miejsca otrzymał opaskę kapitańską w Gdańsku i mimo tylu lat na karku podpisał 3,5-letni kontrakt. Pytanie tylko, czy nie bliżej mu było do reprezentacji z Wrocławia? 

2.  Michał Masłowski (Zawisza Bydgoszcz – Legia Warszawa)

Na miejsce w tym rankingu bez wątpienia duży wpływ miała kwota transferowa, za jaką trafił na Łazienkowską. 800 tysięcy euro to pieniądze, które są w stanie zagwarantować usługi bramkostrzelnego napastnika albo dziesiątki z ciekawą przeszłością klubową. Tym bardziej, że ostatnio Masłowski był bardzo podatny na urazy i udało mu się zagrać zaledwie w ośmiu meczach ligowych fatalnie spisującego się Zawiszy (dwa gole). Wydaje mi się jednak, że prezes Bogusław Leśnodorski uparł się na jego transfer i musiał za wszelką cenę go zrealizować. W Warszawie ma zastąpić kontuzjowanego Ondreja Dudę. Wczoraj w Pucharze Polski ze Śląskiem Wrocław pokazał, że posiada niemałe umiejętności. Najlepszy zimowy transfer Legii? Powrót do gry Miroslava Radovicia.

3. Tamás Kádár (Diósgyör – Lech Poznań)

19-krotny reprezentant Węgier przychodzi do Poznania, by wzmocnić linię defensywną „Kolejorza”. Nie uzupełnić, tylko wzmocnić. Lista klubów, w których grał w czasie swojej kariery może robić wrażenie. Newcastle United i Roda Kerkrade to nie są anonimowe zespoły, z drugiej strony pewnie nie bez powodu w nich nie zaistniał. Dlatego też z pierwszymi poważnymi diagnozami na temat jego przydatności do drużyny wicemistrza Polski należy wstrzymać się przez kilka kolejek ligowych. Był pewnym punktem swojego zespołu w poprzednim (24 mecze, 1 gol), jak i aktualnym sezonie (16 spotkań). W Poznaniu idąc za przykładem Gergő Lovrencsicsa  liczą, iż piłkarze ściągani z Węgier mogą stanowić o przyszłości klubu.

4. Arnaud Sutchuin – Djoum (Akhisarspor – Lech Poznań)

Drugi nabytek Lecha Poznań w tym zestawieniu sugeruje, że klub z Wielkopolski solidnie przepracował okres zimowy. Belg kameruńskiego pochodzenia również może pochwalić się solidnym doświadczeniem. Piłkarskie szlify zbierał w Belgii, więc technicznie nic nie powinno mu brakować. Później przez pięć lat był zawodnikiem Rody Kerkrade. I grał – w Eredivisie zaliczył 119 meczów (od sezonu 2008/09), zdobył w nich 9 goli. Ostatnią rundę spędził w tureckim Akhisarsporze (13 spotkań w Super Lidze). Sprowadzony do Poznania, by zwiększyć konkurencję w środku pola. Według mnie jednak jego celem ma być (musi być!) gra w podstawowym składzie. Łukasz Trałka ma więc powody do obaw. Djoum był też młodzieżowym reprezentantem Belgii. 

5. Jakub Wawrzyniak (Amkar Perm – Lechia Gdańsk)

W takim zestawieniu nie może zabraknąć 43-krotnego reprezentanta Polski. Mogłoby się wydawać, że wyjazd z kraju będzie dla niego szansą na zaistnienie oraz zarobienie sporych pieniędzy. Wawrzyniak ma jednak pecha do zagranicznych wojaży. Amkar może sportowo nie powalał, ale finansowo Rosja zawsze jest kuszącym kierunkiem. Paradoksalnie z powodu zaległości w wypłacaniu pensji musiał odejść z tego zespołu i zdecydował się, że powróci do T-Mobile Ekstraklasy. Czy z dobrym skutkiem? To się okaże. Z pewnością będzie wzmocnieniem defensywy „Biało-Zielonych” i razem z Grzegorzem Wojtkowiakiem być może ponownie zapukają do bram reprezentacji. 

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: TOP 5 Sebastian Mila Michał Masłowski Tamás Kádár Arnaud Sutchuin-Djoum Jakub Wawrzyniak Lechia Gdańsk Legia Warszawa Lech Poznań Śląsk Wrocław
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.