Jakie naprawdę były derby Manchesteru? [RELACJA]

2 lata temu Jakie naprawdę były derby Manchesteru? [RELACJA]
fot. Transfery.info

Sobotnie popołudnie. Przechadzamy się ze znajomymi uliczkami Chinatown w Manchesterze w koszulkach United.

Wysoki, czarnoskóry mężczyzna spaceruje z młodą Chinką. Widząc nasze barwy, uśmiecha się. Nagle obaj stajemy wryci, patrzymy na siebie. Zaraz, zaraz, znajoma twarz. Po dłuższym zastanowieniu zapala się nam nad głowami żarówka – PATRICK VIEIRA!

Krótkie spotkanie z byłym piłkarzem, a obecnie jednym z dyrektorów „The Citizens”, to i tak nic w porównaniu z tym, co działo się dzień później na Old Trafford w 169. derbach Manchesteru. Fakt, że w Anglii futbol  to religia, jest rzeczą oczywistą. Jednak zobaczenie tego na własne oczy robi piorunujące wrażenie.

W piątek odwiedziliśmy znajomego mieszkającego w Southport, oddalonego od Manchesteru około 70 mil miasteczka położonego nad Morzem Irlandzkim. Grzegorz to zapalony kibic United, chodzący na mecze od dziesięciu lat, zarówno te u siebie, jak i na wyjeździe. Pytamy się go, jak to jest z tymi fanami w Manchesterze. Odpowiada, że większość, około dwie trzecie miasta, zostało „przejęte” przez „Czerwone Diabłu”.

Będąc w ostatni weekend w tym mieście, dało się to zauważyć. Tam derbami żyje każdy. Od czterolatków po 90-letnich emerytów.

Już w piątek na tablicach informacyjnych dla kierowców można było przeczytać, że w niedzielę około godziny 16:00 na ulicach z powodu meczu mogą być utrudnienia.


Na kilka godzin przed pierwszym gwizdkiem ciężko spotkać „normalnego” przechodnia. Ludzie ubrani w barwy swojej drużyny udają się pod stadion czy to pojedynczo, czy rodzinami, czy grupkami znajomych. Nie przeszkadza im zaledwie siedem stopni , mocno wiejący wiatr i padający deszcz.

Myślę, że w Polsce spora część kibiców przy takiej pogodzie wolałaby zostać w domu i w cieple obejrzeć spotkanie w telewizji, a nie ryzykować późniejsze wizyty u lekarza. Na Wyspach choćby miało przejść tsunami, kibice udadzą się na stadion, by wspomóc swoich piłkarzy.

Na dwie godziny przed pierwszym gwizdkiem udajemy się do Sam Platts, pobliskiego baru w którym gromadzą się fani „Czerwonych Diabłów”, i przy hektolitrach piwa śpiewają na cześć swojego klubu. Nawet stojąc w kolejce do toalety (bite czterdzieści minut!) nie przestawali. Wiara w pierwszą od prawie dwóch i pół roku wygraną w ligowych derbach była ogromna.



W niedzielę na Old Trafford udali się nie tylko kibice mieszkający w Manchesterze, ale tak naprawdę z całego świata. Dało się to odczuć chociażby dzień po derbach na lotnisku, gdzie spore grupy fanów szykowały się do swoich odpraw. Jak się okazało, nie mieli czego żałować. Oprócz bardzo dobrego wyniku i postawy na boisku, piłkarze Manchesteru United pokazali wielkie serce do gry. A 76 tysięcy kibiców odwdzięczyło się im znakomitym dopingiem. Sam Louis van Gaal przyznał na pomeczowej konferencji, że odkąd pracuje w tym klubie, takiej atmosfery jeszcze nie przeżył.

Pierwsze minuty to oczywiście przewaga City, bramka Agüero i to fani „The Citizens” na kilka minut przejęli doping na Old Trafford. Później jednak po golach Younga i Fellainiego nie mieli szans nie tylko na boisku, ale i na trybunach. Dzięki wygranej „Czerwone Diabły” nie tylko powiększyły przewagę nad lokalnym rywalem do czterech punktów, ale także już raczej mogą być pewni powrotu do upragnionej Ligi Mistrzów.

Po zakończeniu spotkania robimy sobie fotkę, wychodzimy ze stadionu, udajemy się pod pomnik United Trinity i na gorąco, rozemocjonowani, dzielimy się wrażeniami. Kupujemy pamiątkowy szalik i udajemy się pod trybunę West Stand, by poczekać na wychodzących piłkarzy. Przed wyjściem tłumy kibiców.


Jesteśmy pewni, że nie będzie szans by przedrzeć się na sam przód, by dostać autograf czy zrobić sobie zdjęcie. Jednak po dwóch godzinach wyczekiwania, zmarzniętym udaje nam się dorwać Juana Matę i Andera Herrerę, którzy jako ostatni opuścili Old Trafford i starali się, by każdy z pozostałych do końca kibiców otrzymał ich podpis czy pamiątkowe „selfie”. Oczywiście nie wszyscy piłkarze podchodzili do kibiców, bo na przykład Rooney, Di Maria czy Falcao od razu prosto udali się do swoich samochodów. Ale z kolei Carrick, Blind, De Gea, Valencia czy nawet asystent menedżera Ryan Giggs poświęcili kilka minut dla kibiców.



Szczególny szacunek należy się Ashleyowi Youngowi, który mógł zachować się równie tak samo jak wspomniana wyżej trójka, a jednak przez dobrą godzinę rozdawał autografy i pozował do zdjęć mimo fatalnej pogody.



Również wielkie wrażenie zrobiło na nas wyjście Sir Alexa Fergusona. Boss uśmiechnięty od ucha do ucha pomachał w naszą stronę, bił brawo w swoim stylu, po czym wsiadł do samochodu i odjechał. W fantastycznym humorze był też zajmujący się transferami w klubie Ed Woodward, który uniósł w górę pięść i roześmiał się, gdy jeden z fanów krzyknął do niego: „Get Ronaldo!”

Można się zastanawiać, dlaczego angielskim klubom nie idzie w Europie, dlaczego ich reprezentacja od wielu lat nie może odnieść żadnego sukcesu. Jednego jednak nikt nie jest w stanie im odebrać – pasji i miłości kibiców do swoich drużyn. W tym Anglicy mogą czuć się mistrzami świata.

Mówi się, że w Premier League rządzi tylko pieniądz. A czymże byłoby to wszystko bez tych ludzi żyjących najbliższym meczem 24 godziny na dobę?

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Manchester United FC Manchester City FC Anglia Relacja
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.