ANALIZA TAKTYCZNA: Maszynka Nawałki wciąż niezawodna

2 lata temu ANALIZA TAKTYCZNA: Maszynka Nawałki wciąż niezawodna
fot. Piotr Kucza - FotoPYK

Polska umocniła się na czele grupy D eliminacji Mistrzostw Europy EURO 2016. Podopieczni Adama Nawałki pokonali 4:0 reprezentację Gruzji. Bramki dla biało-czerwonych strzelali Arkadiusz Milik oraz Robert Lewandowski (trzy).

 

SKŁADY I USTAWIENIA


Adam Nawałka ponownie zdecydował się na ustawienie z dwoma nominalnymi napastnikami. Na papierze system, w którym reprezentacja Polski podejmowała reprezentację Gruzji, można było określić jako standardowe 1-4-4-2. Jest to jednak spore uproszczenie, ponieważ w rzeczywistości system był – co oczywiste – uzależniony od fazy gry, a co więcej – w samej fazie ataku Polacy korzystali z co najmniej trzech wariantów ustawienia, płynnie przechodząc pomiędzy jednym a drugim (więcej o tym w dalszej części analizy). Pod nieobecność Glika miejsce w środku defensywy zajął Pazdan, natomiast pewnym zaskoczeniem mogło być wystawienie przez Nawałkę na pozycji lewego obrońcy Rybusa. Przy zorientowanych defensywnie Gruzinach – a więc, z jednej strony, atakujących z rzadka i w dodatku ograniczoną liczbą graczy, z drugiej zaś, przesuwających wszystkich graczy za linię piłki w fazie obrony, przez co w ataku pozycyjnych wzrastała rola bocznych obrońców – posunięcie to było jednak uzasadnione. W środku pola obok Krychowiaka Nawałka postawił na Mączyńskiego, zorientowanego nieco bardziej ofensywnie niż gracz Sevilli.


Szkoleniowiec gości Kakhaber Tskhadadze zestawił swoją drużynę defensywnie, decydując się na system 1-5-4-1. Wymaga podkreślenia, że do przerwy nie było to w żadnym wypadku ustawienie z trójką obrońców (które jest w istocie ustawieniem ofensywnym) – trzech środkowych obrońców utrzymywało pozycje w fazie ataku, operujący zaś na flankach Navalovsky i Lobzhanidze pełnili role klasycznych bocznych obrońców – bardziej skoncentrowanych na fazie obrony – nie zaś wahadłowych, dosyć ostrożnie włączając się w poczynania zespołu w fazie ataku. Za skrzydła zasadniczo odpowiadali wszakże Kazaishvili oraz Okriashvili, wspomagający najbardziej wysuniętego Vatsadze. Piątka obrońców, w tym trzech środkowych, było odpowiedzią selekcjonera reprezentacji Gruzji na wystawienie przez Nawałkę duetu Milik-Lewandowski, bez względu na to, jak względem siebie operowali w konkretnych fragmentach meczu. Dzięki temu Gruzini non-stop dysponowali przewagą liczebną nad napastnikami reprezentacji Polski (3na2), pozwalającą na asekurację graczy kryjących przez nieco głębiej ustawionego partnera.




OBRAZ I PRZEBIEG MECZU


Polacy od początku grali wysokim, ofensywnym pressingiem, próbując odciąć od podań pomocników rywali. W rezultacie Gruzini zmuszeni byli do gry z pominięciem drugiej linii, posyłając dłuższe podania na najbardziej wysuniętego Vatsadze. Próby wyjścia spod pressingu krótkimi podaniami – choć udawało się wymienić 4-5, to jednak w poprzek lub do tyłu – z reguły kończyły się właśnie takim, niedokładnym zagraniem. 

Gruzini wznawiają grę od rzutu wolnego na własnej połowie. Wycofanie do Amisulashviliego, do którego doskakuje Lewandowski. Jednocześnie Mączyński zamyka mającego zbyt dużo miejsca Kobakhidze. Tym razem goście w miarę poradzili sobie z pressingiem Polaków – Kobakhidze balansem ciała gubi Mączyńskiego i podaniem na wolne pole za plecy Piszczka stara się uruchomić Vatsadze.

Polacy podjęli w tym elemencie pewne ryzyko, bowiem doskakujący do rywali Rybus i Piszczek opuszczali swoje sektory na bokach defensywy. Ryzyko było uzasadnione o tyle, że skuteczny pressing miał uniemożliwić Gruzinom wykorzystanie tego poprzez posłanie dokładnego podania właśnie w te strefy – na wolne pole – do Vatsadze. Naciskani rywale podawali jednak niedokładnie, a za przejmowanie piłek odpowiadali Krychowiak do spółki z Mączyńskim. Trzeba jednak odnotować, że niekiedy odległość pomiędzy pomocnikami a obrońcami podczas pressingu była zbyt duża, przez co w środku pola tworzyła się spora luka.


Gruzini próbują zbudować atak od linii obrony za pomocą krótkich podań. Piłka trafia do Lorii, przy którym za moment będzie Lewandowski. Grosicki doskakuje do Dvaliego, Milik jest przy Amisulashvilim. Do Navalovsky’ego, którego opuścił Grosicki, doskakuje znajdujący się poza kadrem Piszczek. Na pomoc obrońcom schodzi z drugiej linii Kobakhidze, ale w momencie podania znajduje się między Milikiem i Lewandowskim i musi błyskawicznie oddać piłkę Dvaliemu, który z kolei wycofuje ją znów do Lorii. Bramkarz gości ma problemy z opanowaniem piłki, a doskakujący Lewandowski wymusza rozpaczliwe wybicie na oślep. Piłkę przejmuje Mączyński i Polacy zawiązują atak pozycyjny.  

Polacy prowadzili grę przez całą pierwszą połowę, większość czasu gry spędzając w ataku pozycyjnym. W fazie ataku podopieczni Nawałki przechodzili na system 1-4-2-4 (1-4-2-3-1), a za sprawą wysoko operujących bocznych obrońców – nawet na 1-2-4-4. W każdym razie: Rybus i Piszczek nie stronili od gry na jeden kontakt ze skrzydłowymi; jeden ze środkowych pomocników operował bliżej linii obrony (Krychowiak), drugi zaś nieco wyżej (Mączyński); napastnicy płynnie przechodzili z ustawienia poziomego do gry w pionie (Milik za plecami Lewandowskiego).

Polacy w ustawieniu 1-2-4-4 – boczni obrońcy w linii ze środkowymi pomocnikami, gotowi momentalnie ruszyć na obieg swojego skrzydłowego.

Tak ofensywne ustawienie Polaków nie mogło dziwić – Gruzini przesuwali wszystkich graczy za linię piłki, broniąc w 10-osobowym bloku obronnym, w wyjściowym ustawieniu 1-5-4-1. Dzięki tak ofensywnie grającym bocznym obrońcom, polscy skrzydłowi mogli schodzić do środka, wspomagając Milika i Lewandowskiego (3na3 lub nawet 4na3), zarazem zostawiając miejsce na podłączenie się bocznym obrońcom. Peszko i Grosicki nie byli może klasycznymi odwróconymi skrzydłowymi, tym niemniej bardzo często schodzili ze skrzydeł do środka. Jednocześnie sytuacja w tyłach była pod kontrolą, bowiem Pazdan i Szukała mieli przeciwko sobie jedynie Vatsadze, a gdyby chciał dołączyć do niego któryś z kolegów – do asekuracji pozostawał jeszcze Krychowiak (lub Mączyński).  

Pierwsza sytuacja bramkowa Polaków. Peszko schodzi do prawego skrzydła, jednak utrzymuje pozycje dosyć wąsko, zostawiając korytarz Piszczkowi. Zwróćmy uwagę, iż dzięki temu mamy sytuację 3na3 ze środkowymi obrońcami Gruzji, a zatem zniwelowana została przewaga liczebna, której miało służyć ustawienie z pięcioma obrońcami. Przez to lewy półśrodkowy obrońca reprezentacji Gruzji (Dvali) nie może pomóc przy kryciu Milika i Lewandowskiego. Polscy napastnicy i schodzący ze skrzydła Grosicki są zatem w sytuacji 3na3 i dzięki zmianie krzyżowej skrzydłowy Rennes dochodzi do strzału.

Co więcej, schodzący do środka skrzydłowi, zajmując pozycje nieco głębiej, wyciągali ze swych stref półśrodkowych obrońców rywali. Dzięki temu tworzyły się luki, w które następnie można było posłać prostopadłe podanie do atakującego z głębi skrzydłowego lub ścinającego bocznego obrońcy.

Peszko, znów bliżej do środka, schodzi do Krychowiaka i Mączyńskiego, wyciągając zarazem Dvaliego z linii obrony. Gruzini nie korygują ustawienia w defensywie (Navalovsky powinien zająć pozycje zdecydowanie węziej, a Amisulashvili przesunąć się nieco do lewej flanki, formując ad hoc czteroosobową formację defensywną), dzięki czemu powstaje luka między środkowym a lewym obrońcą. Po klepce z Milikiem Peszko wchodzi właśnie w tę lukę, by za chwilę otrzymać prostopadłe podanie „fałszem” od napastnika Ajaksu. 


Tym zagraniem z akcji wyeliminowani zostali i Navalovsky, i Dvali, dzięki czemu Polacy są 3na3. Warto zwrócić uwagę, iż trio atakujących reprezentacji Polski tworzą w tej akcji dopełniają w tej akcji ścinający do środka skrzydłowi – Grosicki i Peszko. Ten drugi świetnie dogrywa na krótki słupek, ale strzał Lewandowskiego (wślizgiem) doskonale broni Loria. 
 
Wraz z upływem minut Polacy zaczęli ograniczać grę wysokim pressingiem, przeplatając ją już nieco głębszym ustawieniem linii defensywnej i przejściem na pressing dopiero w okolicach linii środkowej czy wręcz już na własnej połowie. W ten sposób Polacy – mimo że pozostawali stroną proaktywną, nadal mieli inicjatywę i prowadzili grę – oddali nieco pola Gruzinom, pozwalając zaangażować większą liczbę graczy w fazę ataku i przesunąć się wyżej na połowę Polaków, by tam starali się zawiązać atak pozycyjny. Podopieczni Nawałki szukali w ten sposób okazji do wyprowadzenia szybkiego kontrataku po odbiorze futbolówki. Korzystając z faktu, iż goście przed przerwą niezbyt radzili sobie w ataku pozycyjnym, Polacy zdołali stworzyć parę sytuacji właśnie po kontratakach. Najlepsze sytuacje mieli Grosicki i Lewandowski (napastnik Bayernu zdołał minąć Lorię, ale jego uderzenie z pustej bramki wybił Amisulashvili).

Trzeba również odnotować, iż gra Polaków w ataku pozycyjnym wyglądała zdecydowanie lepiej, gdy wyżej podchodził Mączyński. Były pomocnik Górnika zanotował w sobotę aż 94% celnych podań (46/49, per uefa.com), co było najlepszym wynikiem wśród pomocników (nie licząc 2/2 Jodłowca). Mączyński dobrze radził sobie w małej grze, próbował również prostopadłych podań przez linię obrony rywali – to po jego zagraniu do Grosickiego Lewandowski zmarnował trzecią tego dnia „setkę”. Z drugiej jednak strony, Mączyński miał takich momentów w przekroju całego spotkania za mało. Jeżeli w ataku pozycyjnym gra zespół z dwoma defensywnymi pomocnikami w składzie, a zarazem brak jest rozgrywającej „10”, pozycja „8” staje się kluczowa. Jeżeli zawodnik ten gra zbyt głęboko (bliżej obrońców), drużyna może mieć problem z kreowaniem sytuacji w strefie ataku, zwłaszcza gdy nie stwarza zagrożenia strzałami z dystansu. I choć Polacy kreowali sytuacje z bocznych sektorów boiska – w czym swój udział na prawej flance miał właśnie Mączyński – to brakowało jego aktywności, brania gry na siebie, bardziej centralnie, bliżej Milika i Lewandowskiego – czy to przez zagranie na jeden kontakt, prostopadłe podanie czy uderzenia z dystansu (vide bramka ze Szkotami). Dlatego też za rozgrywanie brali się Lewandowski czy Peszko, co jednak przynosiło niewielki pożytek. Bywały również momenty, gdy w ataku pozycyjnym i Krychowiak, i Mączyński grali zdecydowanie zbyt blisko Pazdana i Szukały, popełniając błąd tzw. overdefending wobec niewielkiego zagrożenia ze strony gości (wszyscy za linią piłki, ewentualnie tylko Vatsadze w okolicach koła środkowego, problemy z wyprowadzaniem kontrataków). Z drugiej jednak strony, można postawić pytanie, czy Mączyński to gracz, który jest w stanie w większym stopniu kreować grę w ataku pozycyjnym - i to regularnie, także w spotkaniach z przeciwnikami z nieco wyższej półki niż Gruzja.

Co do Gruzinów, to przed przerwą w fazie ataku de facto nie istnieli. Nie potrafili stworzyć sobie sytuacji ani po kontrataku, ani z ataku pozycyjnego.

Ogólnie rzecz biorąc, pierwsza połowa w wykonaniu Polaków była dosyć dobra, a gwizdy kibiców – o ile rzeczywiście wyrażały dezaprobatę wobec gry biało-czerwonych – co najmniej niezrozumiałe. Gra w ataku pozycyjnym wyglądała nieźle – przez gruzińskie zasieki udawało się przedostać przede wszystkim dzięki schodzącym do środka skrzydłowym i bardzo ofensywnie usposobionemu duetowi bocznych obrońców – a gospodarze tworzyli sytuacje również po kontratakach. Poza wspomnianym brakiem wsparcia ze strony środkowego pomocnika w strefie ataku, zabrakło jedynie skuteczności (Lewandowski hat-tricka mógł ustrzelić już przed przerwą).

W drugiej połowie obraz spotkania uległ istotnej zmianie.

Na ile zmiana nastawienia Polaków była skutkiem decyzji Nawałki, by oddać inicjatywę Gruzinom i sytuacji szukać już raczej jedynie po kontratakach, na ile zaś dało o sobie znać zmęczenie stanowiące sumę wysokiego tempa narzuconego przed przerwą (wysoki pressing, boczni obrońcy operujący non-stop na całej długości boiska), warunków atmosferycznych oraz trudów dopiero co zakończonego sezonu – niełatwo o jednoznaczne rozstrzygnięcie. Niezależnie od tego, reprezentanci Gruzji – którzy po pierwszej połowie znajdowali się w bardzo korzystnej sytuacji, gdyż pomimo przewagi Polaków utrzymywał się wynik bezbramkowy – na drugą część meczu wyszli zorientowanie w znacznie większym stopniu na ofensywę. 

W fazie obrony nadal korzystali z ustawienia 1-5-4-1, przy czym warto odnotować dwie rzeczy. Po pierwsze, goście zaczęli bronić znacznie wyżej, podchodząc na połowę Polaków i próbując utrudniać im rozegranie piłki, podejmując także próby wysokiego pressingu. Po drugie, Daushvili, który zastąpił w przerwie Okriashviliego, zajął pozycję przed obrońcami, znacznie lepiej zabezpieczając strefę między formacjami, w której w pierwszej połowie podopieczni Nawałki mieli zbyt dużo miejsca, do tego świetnie rozdzielając futbolówkę (45/48 podań, 94% per uefa.com).

W fazie ataku zaszła natomiast największa odmiana w grze reprezentacji Gruzji. Goście atakowali z większym zdecydowaniem i większą liczbą piłkarzy. Konstruując akcje, starali się mieć w pierwszej linii dwóch graczy, wspomaganych przez operującego na ich plecami jednego ze środkowych pomocników. Mało produktywnego Vestadze w 63. minucie zmienił Chanturia, a obok nich najczęściej pojawiał się aktywny po przerwie Ananidze. Spośród środkowych pomocników najwyżej operował Kazaishvili, niekiedy zmieniając Ananidze w pierwszej linii. Pazdan i Szukała nie mili już tak łatwego zadania, jak w pierwszej połowie, gdy niemal przez cały czas byli 2na1 z osamotnionym Vestadze. Poza przejściem na grę dwójką z przodu – na bardziej „sztywne” 1-2 Gruzja przeszła po wejściu na boisko Tskhadadze (zmienił Kobakhidze) – boczni obrońcy zaczęli operować jako de facto wahadłowi: w fazie ataku bardzo wysoko i ofensywnie, pełniąc role skrzydłowych, w fazie obrony zaś na flankach pięcioosobowej formacji defensywnej. Ustawienie Gruzji zaczęło w efekcie przypominać bardziej 1-3-5-2, w wariancie jednak nieco bardziej defensywnym, bowiem przechodzącym w 1-5-4-1 w fazie obrony.

Kwestią, która rzutowała na obraz drugiej połowy, było zdominowanie przez gości środka pola. Gruzini przechodząc na system 1-3-5-2 – środkowi pomocnicy operowali w konfiguracji 1-2 (odwrócony trójkąt), z ustawionym głębiej Daushvilim - zyskali przewagę w tej absolutnie kluczowej strefie boiska. Nagle Krychowiak i Mączyński znaleźli się w sytuacji 2na3. Nie było to jednak efektem jedynie ustabilizowania przez Gruzję powyższego systemu (którego elementów można było doszukać się przed przerwą), ale również tego, iż goście po prostu zaangażowali w fazę ataku większą liczbę piłkarzy i byli bardziej śmiali w poczynaniach ofensywnych. W pierwszej połowie sytuacja taka nie miała miejsca, bo przyjezdni z rzadka przechodzili na atak pozycyjny, a kiedy już to robili, byli bardzo - a wręcz nazbyt - ostrożni. Bardziej śmiała postawa w połączeniu z wycofaniem się Polaków zmieniła optykę tego spotkania.

Gruzja w fazie ataku, tuż po straconym golu na 1:0. Ustawienie 1-3-5-2. Wyraźnie wyżej operują wahadłowi, którzy wraz z rozwojem akcji zajmą miejsce skrzydłowych, natomiast w fazie obrony będą wracać na flanki formacji defensywnej. W środku pola trzech Gruzinów przeciwko dwóm Polakom. Goście w tej strefie 1-2, z głębiej ustawionym – i stąd rozdzielającym piłki – Daushvilim. Akurat na tym ujęciu trio środkowych pomocników dopełnia Ananidze, choć zasadniczo był to Kazaishvili, a Ananidze operował jako drugi napastnik u boku Vastadze (a potem Chanturii).

Goście w drugiej połowie stopniowo przejmowali inicjatywę, coraz dłużej utrzymując się przy piłce i konstruując akcje w ataku pozycyjnym lub błyskawicznie po odbiorze na połowie Polaków. Ostatecznie to Gruzja częściej miała piłkę przy nodze (52%:48% posiadania piłki, per uefa.com), wymieniając więcej podań (424/493 vs 345/388), jednak na nieco mniej celnie (86% vs 89%, per uefa.com), co wynikało z odwrócenia przebiegu drugiej połowy. Tyle tylko, że Gruzini mieli spore problemy z tworzeniem sytuacji bramkowych – dośrodkowania były niecelne, a strzały z dystansu mijały bramkę Fabiańskiego w bezpiecznej odległości. Polacy, mimo oddania inicjatywy, wydawali się panować nad sytuacją. W fazie obrony było to ustawienie 1-4-4-1-1 lub 1-4-4-2, natomiast blok obronny był dosyć zwarty i szczelny. Zauważalna była jednak momentami zbyt duża odległość pomiędzy Lewandowskim (i ewentualnie Milikiem) a drugą linią, przez co Gruzini z łatwością mijali pierwszą linię Polaków i wprowadzali futbolówkę na połowę przeciwnika. Problemem pozostawała przewaga liczebna gości w strefie środkowej, z której jednak nie potrafili zrobić użytku – mówiąc wprost, Gruzinom zabrakło tam jakości, by tę taktyczną przewagę spożytkować poprzez co najmniej tworzenie sytuacji bramkowych.  

Z czasem Gruzini w fazie ataku zaczęli przesuwać wyżej jednego ze środkowych obrońców, co w połączeniu ofensywnie grającymi bocznymi obrońcami (wahadłowymi) – którzy zostawali na flankach mnóstwo miejsca za plecami, którego trzyosobowa formacja defensywna nie była w stanie odpowiednio zabezpieczyć – stwarzało Polakom coraz bardziej sprzyjające warunki do wyprowadzania kontrataków. Doskonałą sytuację po dośrodkowaniu Błaszczykowskiego (zmienił Peszkę) zmarnował Grosicki. 

Kiedy reprezentacji Gruzji zaczęła powoli, ale systematycznie przenosiła grę coraz bliżej bramki Polaków (czyli ok. 80. minuty), Nawałka wreszcie zareagował. Na boisku pojawił się Jodłowiec, zmieniając Grosickiego. Polacy przeszli w fazie obrony na ustawienie 1-4-1-4-1, niwelując w ten sposób przewagę liczebną Gruzinów w środku pola kosztem gracza operującego przed linią pomocy (Milik przeszedł na lewe skrzydło). I choć tak ustawiona reprezentacja Polski znacznie lepiej radziła sobie z 1-3-5-2 Gruzinów – którzy od wejścia Tskhadadze w 73. minucie mieli przez cały czas dwóch graczy w pierwszej linii i trzeciego tuż za ich plecami - to właśnie chwilę po roszadzie Nawałki goście stworzyli sobie najlepszą sytuację w meczu. Odbiór na połowie Polaków zanotował świetnie dysponowany tego dnia Daushvili, a w poprzeczkę huknął harujący po lewej stronie Navalovsky. Od tego momentu Polacy na dobre oddali inicjatywę Gruzinom – cofnęli się znacznie głębiej, broniąc w zwartym bloku obronnym i czekając na okazję do uruchomienia w kontrataku Milika, Lewandowskiego lub Błaszczykowskiego.

Do 89. minuty Polakom jednak nie udało się wyprowadzić skutecznego kontrataku. Gruzini z kolei bezskutecznie próbowali przedrzeć się przez dobrze przesuwający się, zwarty blok obronny gospodarzy. Losy meczu rozstrzygnęły się, gdy podopieczni Nawałki przeszli wreszcie do ataku pozycyjnego. Coraz bardziej zmęczeni Gruzini mieli w końcówce problemy z utrzymaniem dyscypliny taktycznej w defensywie, z czego Polacy skrzętnie skorzystali.

Formacje obrony i pomocy było od siebie zbyt oddalone, a ponadto operujący do tej pory prze środkowymi obrońcami Daushvili opuścił swoją strefę. Polacy mieli zatem aż dwóch niepilnowanych zawodników za linią pomocy reprezentacji Gruzji. Błąd popełnił Dvali, który próbował doskoczyć do Jodłowca. Polacy sprytnie minęli jednak rywala i ta decyzja gruzińskiego defensora pociągnęła za sobą kolejne błędy, które  kosztowały gości bramkę rozstrzygającą losy meczu. Pozostali dwaj środkowi obrońcy – zamiast starać się utrzymać pozycje w niewielkiej odległości od siebie, utrudniając i opóźniając prostopadłe podanie, a zmuszając do uderzania z dystansu lub dogrania na skrzydło – ruszyli bowiem do Milika, zupełnie zostawiając Lewandowskiego. Prosty zwód „na zamach” i dogranie do niepilnowanego napastnika Bayernu. Tu kolejny błąd, bowiem Lobzhanidze złamał linię spalonego. 2:0, po meczu.

Rozbici Gruzini zaczęli popełniać błędy hurtowo. Nniepotrzebne wyjście Lorii przy bardzo biernej postawie środkowych obrońców, którzy pozwolili nadlatującemu Lewandowskiemu wpakować piłkę do siatki – 3:0. Za moment kolejne długie podanie za plecy gruzińskich defensorów – i 4:0. Przy tej bramce goście zostawili już dwóch, a nie trzech środkowych obrońców, którzy byli ustawieni odrobinę zbyt daleko od siebie, a do tego powinni próbować łapać Lewandowskiego na spalonym. 


MATEUSZ JAWORSKI



ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Analiza taktyczna Polska
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.