Finezja na bok, wynik idzie w świat: FK Sarajevo – Lech Poznań

2 lata temu Finezja na bok, wynik idzie w świat: FK Sarajevo – Lech Poznań
fot. Aleksandra Sieczka

Mówią, że podróż do Sarajewa jest jedną z tych, które pozostają najsilniej w pamięci. Wojna odcisnęła niewyobrażalne piętno na kartach historii tego miasta. Skutki wypalania żelazem znaku spustoszenia widoczne są do dnia dzisiejszego.

Hordy Zła zapraszają do kibicowskiego piekła

Jedna z najbardziej zorganizowanych grup kibicowskich nie oszczędza nikogo. Kibice poznańskiego Lecha doskonale wiedzieli na co się porywają, decydując się na niebezpieczną podróż do samej twierdzy bośniackich Ultrasów. W żadnym wypadku nie mogli oczekiwać ciepłego przyjęcia. No, chociaż temperatura w podsarajewskiej Wogoszczy mogła pozbawić rtęci niejeden termometr. Konfrontacja była oczywiście nieunikniona, ale i tak zakończyła się w lekki sposób. Ponad 40-osobowa grupa Bośniaków wyprawiła się pod hotel entuzjastów z Polski tylko w jednym celu. Cały tłum został w miarę szybko rozgoniony, ale okolica i tak wyglądała jak po wielkiej bitwie. Na dobrą sprawę ciężko uwierzyć w relacje bośniackich mediów, które twierdzą, iż kibice Cracovii mieli prowokować miejscowych głośnymi okrzykami to jest Serbia.

Na stadionie… tylko Lech

Pomimo wielkiej (nie)sławy bośniackich fanów, podczas meczu nie tylko obeszło się bez większych incydentów, ale i Hordy Zła odpadły w przedbiegach. Miejscowi nie mieli szans w słownej konfrontacji z poznaniakami, których rozmaite przyśpiewki z łatwością przebijały się ponad murawę. Kibice Lecha stworzyli niesamowitą atmosferę (może poza kilkunastoma bluzgami) głośno wspierając swoją drużynę na tym niekoniecznie przyjaznym terenie. Nie tylko oni nie zawiedli.

Mały jubileusz

850. mecz polskich drużyn w europejskich pucharach powinien zostać na długo zapamiętany i  to bynajmniej nie za sprawą boiskowych wydarzeń, o których każdy niedługo zapomni. Pewne, dwubramkowe zwycięstwo natychmiastowo wskoczyło na autostradę i już w tym momencie uskutecznia tournée po całej piłkarskiej Europie.

LECH POZNAŃ: Burić – Kędziora, Kadar, Kamiński, Douglas – Trałka, Linetty (8. Dudka) – Pawłowski (78. Jevtić), Hamalainen, Kownacki (38. Formella) – Thomalla.

FK SARAJEVO: Ostraković – Puzigaca, Barbarić, Stepanov, Hebibović – Cimirot, Radovac (78. Rustemović) – Velkoski (73. Bekić), Stojcev (66. Alispahić), Duljević – Benko.

Lechici weszli w mecz bardzo pewnie, bez zbędnego respektu, od razu starając się grać szybko i na 1 kontakt. W ich poczynaniach widoczna była ogromna motywacja w pewnych chwilach przeradzająca się w istną żądzę całkowitego zdominowania przeciwnika. Piłka z dużą prędkością przemieszczała się między formacjami prowokując sporo chaosu w szeregach rywala. FK Sarajevo w obliczu takiej gry Kolejorza, ustawiało się stosunkowo dobrze. W pierwszych momentach konfrontacji zdecydowanie dobrze prezentował się Barbarić, który nieźle czyścił wszelkie próby ofensywnych zagrań. Inna sprawa, że lechitom już w okolicach szesnastki brakowało dokładności. Komunikacja na linii Pawłowski – Kownacki nie przebiegała tak, jak życzyłby sobie tego trener Skorża. Zwłaszcza w 5. minucie, pierwszy z pary wypracował naprawdę niezłą sytuację swojemu młodszemu koledze, który nieco za wolno zebrał się z wyruszeniem w głębsze sektory pola karnego. Widząc tak prężne poczynania rywala, Bordo-Bijeli przekształcili początkową dezorganizację w żywy doskok. Takim bodźcem do pobudzenia mógł być agresywny pressing lechitów – aż 3 z nich za każdym razem osaczało będącego przy piłce zawodnika FK Sarajevo (dość dobrze widoczne było to w 6. minucie w bocznym sektorze boiska).

Wymuszona zmiana, czyli jak ważnym ogniwem jest Karol Linetty

Sektor kibiców Lecha zamarł w 8. minucie. Karol Linetty, jeden z najlepszych i najwyżej wycenianych zawodników poznaniaków, złapał się za mięsień i pokazał, że potrzebuje zmiany. Szkoleniowiec zareagował szybko i od razu nakazał Dudce, by zameldował się przy linii bocznej. Jak się później okazało, roszada nie wpłynęła zbyt dobrze na poczynania lechitów. Gra natychmiastowo zwolniła, środek pola o funkcjach ofensywnych został wyłączony z gry. Bądź co bądź, Dudka jest zawodnikiem bardziej defensywnym i potrzebował czasu, żeby wskoczyć w meczowy rytm. Przebudzenie pomocnika nastąpiło dopiero ok. 50. minuty starcia. Do tego czasu, koncentrował się jedynie na biernych działaniach destrukcyjnych niewiele wnoszących w sferę kreatywności. Dopiero po upływie kwadransa drugiej połowy, Dudce przypomniały się czasy, gdy grał na boku obrony i rozpoczął ofensywne rajdy bocznymi sektorami boiska. Kilkakrotnie udało mu się zmylić przeciwnika, wywalczyć rzut rożny i przyspieszyć tempo danej akcji. Choć nowy zawodnik Kolejorza właściwie nie popełniał błędów i poruszając się po całej szerokości swojego sektora naprawdę dobrze wygarniał piłki przeciwnikowi, to nie zapadł w pamięci. Jego gra w destrukcji powstrzymywała ataki rywala, ale odbiła się na płynności poczynań całego zespołu.

Defensywa niekoniecznie na miarę Ligi Mistrzów

Choć żaden błąd w obronie nie zakończył się stratą gola, to Lech musi jeszcze popracować nad sferą defensywną jeśli marzy mu się awans nieco wyżej niż eliminacje do europejskich pucharów. Trenera musi cieszyć postawa Buricia, który podwójnie zmotywowany do gry prezentował naprawdę fajną pewność siebie. Nie tę z typu zgubnych, a wytwarzających dodatkowy generator energii. Bośniacki bramkarz dobrze wychodził do piłek, nie wahał się, nie interweniował  na dwa razy, świetnie ustawiał się przy stałych fragmentach gry górując nad ofensywnymi zawodnikami rywala i przede wszystkim, był w stanie ocalić swój zespół. 

Tekst alternatywny

Po tym jak Kędziora poślizgnął się podczas interwencji, Velkoski obudził w sobie snajperski zmysł, szybko zabrał się z piłką i zabrakło mu jedynie zimnej krwi, by posłać ją na długi słupek. Zresztą, Burić dobrze skrócił pole i wyciągnął strzał, ratując swoją drużynę przed stratą bramki. Bośniak nie zastanawiał się zbyt długo, kontrolował balans ciała swojego przeciwnika i nie stracił głowy w sytuacji 1 na 1.

Będąc już przy zachowaniu Kędziory, trzeba otwarcie przyznać, że ten młody lechita po kontuzji nie jest w formie. Bocznemu obrońcy Lecha brakowało pewności, często przegrywał pojedynki na boku boiska z Velkoskim. Zwłaszcza ostatni kwadrans był szczególnie kłopotliwym dla Kędziory, gdyż wówczas na murawie zameldował się się Bekić. Nie miał najmniejszych problemów, by przedzierać się skrzydłem i z łatwością dośrodkowywać w pole karne Lecha. W tym samym czasie, lechita był całkowicie bezradny. Jego interwencje okazywały się być spóźnione, często nie był w stanie nawet wygarnąć rywalowi piłki, już nie wspominając o ofensywnych rajdach flanką. Żaden skuteczny się nie pojawił. Kędziora był cieniem gracza, który walnie przyczynił się do zdeklasowania warszawskiej Legii.

Zdecydowanie lepiej wyglądała druga flanka, na której szalał sympatyczny Szkot. Noga Douglasa aż rwała się do gry, by tylko spowodować więcej chaosu w szeregach rywala. Stałe fragmenty gry były jego niezaprzeczalną specjalnością. Choć w 30. minucie lechici nie byli w stanie wykorzystać jego naprawdę dobrej wrzutki, to mogą za to winić tylko siebie i zbytnie zbicie w bramce Ostrakovicia. Poza tym, Douglas asystował przy drugiej bramce, gdy po rzucie wolnym w 63. minucie piłka zawisła nad głową Thomalli i nie pozostało mu nic innego prócz wpakowanie jej do bramki.

Para stoperów Kadar – Kamiński nieźle ze sobą współpracowała i po nieco chaotycznym początku Węgra (w 8. minucie zwolnił przy akcji ofensywnej FK Sarajevo), doszło do zazębienia się gry obu tych zawodników. 


Choć węgierski obrońca zaliczył niepewny start, to szybko zdołał się ogarnąć i nawet stanął przed szansą na pokonanie Ostrakovicia – jego strzał został jednak zablokowany, ale samo ustawienie  Kadara było naprawdę dobre. 


Kamiński również próbował swoich sił w dobitce, ale akurat jego wejścia ofensywne w ostatnim czasie nie są nowością. Ba, Kamyk chyba przypomniał sobie juniorskie czasy.

Skuteczność na wysokim poziomie

W zeszłym sezonie Lech potrzebował naprawdę wielu sytuacji, by w końcu wpakować piłkę do siatki. W meczu z FK Sarajevo sprawy miały się nieco inaczej. Prawdę mówiąc, skuteczność Kolejorza była na naprawdę wysokim poziomie – potrzebował zaledwie trzech, dobrych sytuacji, by strzelić dwa gole.

30. minuta. Bramka Ostrakovicia przeżywa prawdziwe oblężenie. Po centrze Douglasa z rzutu wolnego, piłka trafia do Kamińskiego, który wygrywa pojedynek główkowy zgrywając tym samym futbolówkę do Kownackiego. Młody lechita nie trafia w piłkę, ale szczęśliwie spada ona pod nogi Hamalainena, który myli się nieznacznie uderzając wprost w poprzeczkę. Przed szansą stanął jeszcze Kadar, ale jego strzał został zablokowany. Poznaniacy nie dali złapać się na spalonym, zachowując naprawdę bardzo dobre ustawienie.

Na pierwszą bramkę entuzjaści polskiego futbolu musieli poczekać jeszcze 10 minut dłużej.  Kędziora dobrze przytrzymał piłkę, znajdując tym samym sporo czasu, żeby dośrodkowanie było dopieszczone. Po jego podaniu futbolówka znalazła się nieopodal Trałki, który nie tylko dobrze zgrał ją sobie klatką piersiową pod nogi, ale i zastawił się, wygrał pojedynek biegowy z Radovacem i spod linii końcowej dośrodkował wprost na głowę Hamalainena. Fin znajdował się wówczas w sporej odległości od Hebibovicia dzięki czemu zdołał puścić piłkę w kozioł i wpakować ją do siatki. Warto wspomnieć, że FK Sarajevo grało wówczas w 10, gdyż Stepanov miał poprawiany opatrunek.


Lechici po golu co prawda starali się silniej napierać na bramkę rywala, ale niewiele z tego wynikało. Na właściwe efekty trzeba było poczekać do 62. minuty. Zawiesina Douglasa znalazła ujście ponad głową Thomalli, który nie dał się złapać na spalonym, wygrał pojedynek z Puzigacą i bez większych problemów, głową pokonał Ostrakovicia. Nowy nabytek Lecha przez większą część spotkania był zdecydowanie za mało widoczny, ale przy stałym fragmencie gry aktywowany został bodziec w postaci zmysłu snajperskiego, który zaowocował naprawdę ładnym trafieniem.

Kłopotliwe FK Sarajevo

Bordo-Bijeli zawiesili poprzeczkę zdecydowanie wyżej niż Legia w Superpucharze Polski. Silnie problematyczny okazywał się być Duljević, który zaraz po starcie drugiej części spotkania sam ograł kilku obrońców Kolejorza i urządził sobie ponad 20-metrowy rajd z piłką, który zakończył uderzeniem grubo sprzed pola karnego. Jego postawa pokazała, że wystarczy ktoś nieco lepiej dysponowany technicznie, by przedrzeć się przez poznańskie zasieki.

W 55. minucie znów mógł zaskoczyć Buricia po tym, jak wywalczył sobie pozycję obok bezradnego Pawłowskiego i skierował piłkę w stronę twierdzy poznaniaków.

Także dwójkowa klepana akcja Cimirot-Stojcev prezentowała europejski poziom. Po zawiązaniu ataku w środku pola na małej powierzchni, FK Sarajevo przeniosło ciężar gry do niepilnowanego przez Douglasa Hebibovicia, mającego naprawdę dużo miejsca. Bośniak doholował piłkę do linii końcowej, a następnie wycofał ją w pole karne do nadbiegającego Benko. Nie był on przez nikogo pilnowany, Kamiński totalnie odpuścił krycie idąc za akcją, a napastnikowi rywala i tak zabrakło zimnej krwi – strzelił prosto w ręce Buricia.

Swoich sił z rzutu wolnego próbował także Puzigaca w 68. minucie, ale jego strzał przeszedł obok bramki wyciągniętego jak powietrzna struna bramkarza Lecha.

Pomimo, że Velkoski starał się podchodzić bardzo wysoko i niejednokrotnie sprawiał ogromne problemy Kędziorze, to i tak jeszcze większe ożywienie na jego flance zapanowało po wejściu na murawę Bekicia.

Punkt pośredni: osiągnięty

Wyjazdowy mecz Lecha z FK Sarajevo nikomu na długo nie zapadnie w pamięci przez wzgląd na wydarzenia boiskowe. Lechici mają jeszcze przed sobą naprawdę długą drogę, by wznieść się na wyżyny swoich umiejętności. Wciąż brakuje stabilności w defensywie (tym razem nie do końca dobrze funkcjonowały boki boiska, które odpuszczały krycie), środek pola pozbawiony Linettego traci naprawdę dużo jakości. Także para stoperów potrzebuje stabilizacji, którą dawał kontuzjowany obecnie Arajuuri. Kadar nadal próbuje wdrożyć się w strategię zespołu, ale jego gra do tej pory była zbyt sinusoidalna, by mógł zasługiwać na wielkie pochwały. W jednej chwili potrafi zaprezentować europejski poziom, by następnie dać ograć się jak dziecko. Trenera Skorżę mogą również martwić kontuzje. Wspomniany wyżej Linetty był ostatnimi czasy jednym z najjaśniejszych punktów zespołu, a strata Kownackiego, u którego podejrzewane jest wstrząśnienie mózgu, również może powodować ból głowy. Choć młodemu lechicie niejednokrotnie brakowało skuteczności, to potrafił ciężko pracować na boisku. Zresztą, każdy uraz powoduje destabilizację formacji. Pomimo braku jakichś wielkich wrażeń piłkarskich, Lech zrealizował cel. Był skuteczny, nie potrzebował zbyt dużego nakładu energii, by zdobyć twierdzę Ostrakovicia i zapewnił sobie niezłą zaliczkę na mecz rewanżowy, który odbędzie się już na przyjaznym terenie. Na pewno pokrzepiająca jest postawa Thomalli, dopiero poznającego się z drużyną, a już zaliczającego dla niej trafienia.  Pomimo, że tę parę niedociągnięć wpływa na obraz gry Kolejorza, to należy cieszyć się z sukcesu polskiej drużyny w europejskich pucharach. Na tym poziomie nie liczy się styl, chodzi o przetarcie szlaków, o zaznajomienie się ze światowymi boiskami, o wyjście z domowych obiektów. Na finezyjną i cieszącą oko grę przyjdzie jeszcze czas. Zresztą, na co komu posiadanie na 70-procentowym poziomie i wysoka celność podań, jeśli wynik pozostaje bez zmian?

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Lech Poznań Polska FK Sarajevo Liga Mistrzów Bośnia i Hercegowina
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.