Nie takie piekło gorące, czyli rażąca nieskuteczność Jagiellonii

2 lata temu Nie takie piekło gorące, czyli rażąca nieskuteczność Jagiellonii
fot. FotoPyk

Białostockie piekło nie pomogło Jagiellonii, która – choć dominowała przez większość meczu – jedynie bezbramkowo zremisowała z Omonią Nikozja.

Gospodarze do spotkania przystępowali po imponującym zwycięstwie 8-0 z litewską Kruoią Pokroje. Apetyty w stolicy Podlasia, mając w pamięci pucharowe wpadki z poprzednich latach, były bardzo duże. Niezwykle korzystny rezultat uzyskany w poprzedniej rundzie sprawił, że kibice domagali się od swoich ulubieńców jeszcze więcej. Dzisiejszy rywal z Cypru na papierze był jednak dużo bardziej wymagający, dlatego do osiągnięcia korzystnego rezultatu niezbędna była ponadprzeciętna postawa. Michał Probierz postawił przed swoimi podopiecznymi ważny cel – nie stracić bramki na własnym gruncie, rywalom przekazując zaś symboliczne słowa „Witamy w piekle!”.

Gospodarze na spotkanie wyszli w składzie, który walnie przyczynił się do zdobycia trzeciego miejsca w ostatnim sezonie Ekstraklasy. Jedyną nową twarzą w „Jadze” był Piotr Tomasik, sprowadzony z Podbeskidzia Bielsko-Biała.

Białostoczanie starcie rozpoczęli bez kompleksów, kreując aż trzy okazje bramkowe w przeciągu pierwszej minuty. Z czasem coraz więcej akcji przeprowadzano prawym skrzydłem, gdzie rządził i dzielił Przemysław Frankowski, czyniąc swój zespół stroną zdecydowanie aktywniejszą przez ponad 20 minut spotkania. Niestety, im bliżej bramki, tym gorzej wyglądała dokładność Jagiellonii i – choć Omonia kąsała dużo rzadziej – o wyjściu na prowadzenie podopieczni Probierza mogli co najwyżej pomarzyć.

Sporym ciosem dla polskiego zespołu była kontuzja Tarasa Romanczuka, w skutek której w 22.  minucie na boisku zastąpić musiał go Konstantin Vassiljev. Wymuszona roszada wyznacza niejako granicę, gdy zmieniło się oblicze całego starcia. Na dobre 15 minut inicjatywę przejęła bowiem Omonia, coraz śmielej poczynająca sobie między defensorami Jagiellonii, których wyraźnym liderem był Sebastian Madera. Po przeciwnej stronie akcje zaczynał i rozprowadzał Hérold Goulon, a pod bramką Drągowskiego uaktywnił się Sheridan, którego dyspozycja zapewniła Cypryjczykom kilka rzutów rożnych pod koniec pierwszej odsłony meczu.

Przed przerwą swoje okazje miała też Jagiellonia, jednak z rzutu wolnego w mur trafił Konstantin Vassiljev. Później z lewego skrzydła dośrodkowywał Nika Dzalamidze, ale brak dokładności sprawił, że ostatecznie akcja gospodarzy spełzła na niczym. Gruzin swój błąd naprawił chwilę później, z rzutu wolnego podając na głowę Igora Tarasovsa, którego strzał ostatecznie obronił jednak bramkarz Omonii.

Pierwsza odsłona spotkania przebiegła pod znakiem delikatnych ciosów wytaczanych przez obie strony. Będący w przewadze gospodarze, z czasem oddali inicjatywę przyjezdnym, odzyskując ją jeszcze na moment w samej końcówce. Dyspozycję Jagiellonii na tym etapie można było uznać za dobrą, to ona była stroną wyraźnie lepszą. W obronie doświadczeniem zarażał Sebastian Madera, a grę w ofensywie ciągnęli Przemysław Frankowski i Patryk Tuszyński. Największym mankamentem trzeciej drużyny Ekstraklasy była dokładność i to ten aspekt powinien omówić Michał Probierz w przerwie spotkania.

Od początku drugiej połowy Jagiellonia imponowała posiadaniem piłki, sporadycznie pozwalając Omonii na przedzieranie się we własne pole karne. Podopieczni Probierza rozpędzali się niczym startująca ze stacji lokomotywa. Złym doradcą wciąż pozostawał pośpiech połączony z przerostem ambicji, w konsekwencji czego  kolejne akcje z obiecujących przeradzały się w rozczarowanie, a o dużym zagrożeniu bramki Panagiego nie było mowy. Coraz częściej widzieliśmy dośrodkowania Vassiljeva – a to z rożnego, a to z wolnego, jednak bramek w dalszym ciągu nie oglądaliśmy.

Mniej aktywny był Przemysław Frankowski, jedna z jaśniejszych postaci pierwszych 45 minut. Młody skrzydłowy z czasem stał się zresztą symbolem wyraźnego osłabnięcia białostoczan, którzy na jakiś czas oddali inicjatywę 4. drużynie ligi cypryjskiej. Z niekorzystnego stanu rzeczy wnioski wyciągnął Michał Probierz, w 77. minucie decydując się na zastąpienie wspomnianego Frankowskiego Karolem Świderskim, który przebojem wdarł się do zespołu efektownymi bramkami z Kruoją.  Tym razem 18-latek swoją dyspozycją szczególnie się jednak nie wyróżnił. Ba, on i jego drużynowi koledzy sprawiali wrażenie, jakby spotkanie skończyło się dla nich już po godzinie.

Piłkarze Jagiellonii pod koniec meczu myślami wrócili na chwilę na boisko, dominując ostatnie minuty festiwalem stałych fragmentów gry. Realna szansa na bramkę istniała po dośrodkowaniu Tomasika, ale otrzymanie piłki za bardzo zaskoczyło Macieja Gajosa. Białostoccy kibice liczyli na przebudzenie w tzw. „Probierz time”. Takie mogło nadejść, kiedy dogrywaną przez Tomasika futbolówkę przepchnął Igor Tarasovs, jednak Patryk Tuszyński nawet nie zdołał oddać strzału, dodatkowo całą akcję przypłacając kontuzją.

Nie ulega wątpliwości, że „Jaga” była lepszą stroną dzisiejszego meczu. Szczególnie obiecująco Podlasianie spisali się w pierwszej połowie, właściwie sporadycznie dając Omonii okazję do wykazania się w ataku. Rozpędzona po rozbiciu Kruoii lokomotywa wyraźnie przygasła w drugiej połowie, coraz bardziej oddając pole gry przyjezdnym z Cypru. Wynik spotkania można uznać za korzystny, nie straciliśmy zbędnej bramki, co może okazać się kluczowe w czekającym zespół rewanżu. Dobrym prognostykiem była też aktywność graczy Probierza w ofensywie, choć – ku niezadowoleniu licznie zgromadzonej w Białymstoku publiczności – żadnej ze stworzonych sytuacji nie udało im się zamienić na gola. 

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Jagiellonia Białystok Polska Liga Europy Omonia Nikozja
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.