Awans przypieczętowany, lokomotywa jedzie dalej

rok temu Awans przypieczętowany, lokomotywa jedzie dalej
fot. Aleksandra Sieczka

Rzut wolny Douglasa dał Lechowi zwycięstwo – FK Sarajevo nie zawiesiło wysoko poprzeczki.

Środek lata. Żar niemiłosiernie leje się z nieba. Leniwe cirrusy unoszą się ponad bijącym sercem poznańskiego futbolu. Ani trochę nie pasują do wrzawy, która za kilka chwil rozgorzeje na murawie. Gęsta atmosfera uniemożliwia zaczerpnięcie życiodajnego tlenu. Jest niemiłosiernie duszno i nie przesadzę mówiąc, że po prostu nie ma czym oddychać. I choć słońce powoli chowa się za horyzontem, to temperatura ani trochę nie chce odpuścić. Wręcz przeciwnie, utrzymuje się na wysokim poziomie. A wszystko dopełnia lekkie podenerwowanie w związku z rewanżowym spotkaniem pomiędzy Lechem Poznań a FK Sarajevo. Choć "Kolejorz" tydzień temu zapewnił sobie naprawdę niezłą zaliczkę, wygrywając 2-0, to lepiej było powstrzymać się z euforią do ostatnich godzin środowego wieczoru. Futbol potrafi być okrutny.

Wakacje od kibicowania? Bzdura!

Choć stadion przy Bułgarskiej nie został wypełniony po brzegi, to lechici mogą być dumni ze swoich wiernych kibiców. Niestraszny im skwar, przeszkodą nie są urlopy: mecz w Poznaniu to prawdziwe święto, które jest zwykle należycie uczczone. I tym razem obeszło się bez sensacji – ponad 22 tys. fanów zgromadziło się na trybunach, by głośno dopingować swoją ukochaną drużynę. Chwilę przed rozpoczęciem spotkania pojawiła się informacja, iż entuzjaści wchodzący w skład Hordy Zła zameldują się na arenie w trakcie pierwszej połowy, mając spore opóźnienie. Ich sektor nie został szczelnie wypełniony, ale grupka kibiców podążyła za klubem, dla którego biją ich serca.

Natychmiastowy szturm

Poznaniacy od pierwszych minut spotkania byli bardzo wysoko ustawieni, skłaniali się ku agresywnemu doskokowi. Gospodarze nie pozostawiali swojemu rywalowi zbyt wiele miejsca, żeby spokojnie zawiązał atak pozycyjny, czy ruszył do przodu. W poczynaniach podopiecznych Skorży było widoczne ostre nastawienie na sukces, co już na samym początku meczu pozwoliło bardzo uspokoić grę. W 5. minucie konfrontacji Trałka zachował się jak profesor, przewidując, iż Thomalli nie uda się opanować piłki w polu karnym przeciwnika przez co wypadnie ona nieco na obrzeża. Natychmiastowo ustawił się na jej zebraniu, dał się sfaulować i dzięki temu wywalczyć rzut wolny niemalże na samej linii. Do futbolówki standardowo podszedł Douglas, który… doprowadził do prawdziwej wrzawy na trybunach. Piłka po jego uderzeniu wpadła idealnie do siatki - tak, że Ostraković nawet nie drgnął tylko odprowadził ją wzrokiem. Jeszcze długo po trafieniu kibice głośno skandowali nazwisko sympatycznego Szkota, który dał prowadzenie właściwie na samym wstępie starcia. Dzięki takiemu układowi, lechici mogli swobodnie kontrolować spotkanie i prowadzić je pod własne dyktando.

Uskrzydleni golem

Lech Poznań widząc, że jego przeciwnik mocno się pogubił po stracie bramki, zdecydował się nacisnąć jeszcze mocniej. Choć FK Sarajevo usiłowało go wypychać i zachowywało pozory, że trafienie nie podcięło im skrzydeł, to tak naprawdę było zgoła inaczej. Lechici zareagowali agresywnie i natychmiastowo, w momencie wprowadzania piłki, do rywala doskakiwało aż 3 lechitów. Nie tylko starali się prowokować chaos w szeregach "Bordo-Bijeli", ale i wdawali się w pojedynki bark w bark, z których w większości przypadków wychodzili zwycięsko.

Piękny obrazek: gra pod dyktando polskiej drużyny

Wiadomo, że FK Sarajevo nie jest rywalem z najwyższej półki, ale jakiż miłym widokiem jest, gdy polska drużyna może urządzić sobie "grę w dziadka" tocząc zmagania w Lidze Mistrzów! Tak właśnie było w Poznaniu. Skonsternowani przeciwnicy dali się zamknąć w kwadracie, który strefowo przesuwał się pod bramkę Ostrakovicia. Taka zabawa pozwoliła lechitom kontrolować grę, zmęczyć rywala, a przede wszystkim nieco dłużej pograć piłką, co podziałało w sposób zbawienny i pokazała niesamowitą dominację poznańskiego Lecha. Równie dobrze wyglądało rozmontowanie duetu Barbarić-Stepanov przez Pawłowskiego i Hamalainena. Ofensywna para nie miała najmniejszych problemów, żeby wparować w pole karne "Bordo-Bijeli" i podnieść ciśnienie ich kibicom. Będąc już przy graczu rodem z Finlandii, trzeba przyznać, że Fin był bardzo aktywny, ale jego gra niejednokrotnie była zbyt czytelna. Nieco mniej widoczny zdawał się być Formella, który choć w 34. minucie pokazał się od genialnej strony wchodząc w samo centrum pola karnego i odgrywając piłkę będąc w otoczeniu 4 przeciwników, to raczej nie miał zbyt wiele okazji do spokojnego pogrania futbolówką.

Również Dudka starał się wspomagać lechitów ofensywnymi podaniami. Podczas gdy Trałka pomagał w rozegraniu i często zdarzało mu się wchodzić między parę stoperów (warto wspomnieć, że niejednokrotnie w obronie zostawała tylko dwójka, bo boki schodziły do ataku), nowy lechita posyłał bomby w kierunku Thomalli i jego towarzyszy. Lech szanował piłkę, dobrze się przy niej utrzymywał i dał sobie możliwość odpoczynku. Przy okazji nie było bierności, a ciągle istniał stosowny, acz nie forsujący ruch z przodu. Defensywne poczynania "Kolejorza" nie odstawały poziomem od ataków. Poznaniacy ustawiali się w trójkącie i zawężali pole gry rywala, biorąc go w kleszcze, co przynosiło naprawdę fajne efekty. Trenera Skorżę musiała ucieszyć postawa Kadara, który naprawdę nieźle się ustawiał i wygrywał pojedynki z niejednokrotnie lepiej dysponowanymi przeciwnikami.

Zaburzenia koncentracji

Taka kontrola nie trwała jednak zbyt długo. Pierwsze problemy poznaniaków (choć nie ukrywam, nie były one jakieś znamienne) pojawiły się już w 24. minucie. Wówczas, po raz pierwszy dał się ograć Douglas. Jak spod ziemi wyrósł przed nim Bekić i tylko dobre ustawienie Buricia nieco obniżyło poziom zdenerwowania, jaki wkradł się w szeregi Skorży. 10 minut później szkocki obrońca znowu napotkał problemy z przeciwnikiem. Tym razem Bekić zabawił się w asystenta, odegrał piłkę z flanki nieco bardziej do środka, uruchamiając tam Benko. Doświadczony gracz uderzył lekko, ale futbolówka mogła zaskoczyć Buricia.

FK Sarajevo znacznie łatwiej zaczęło dochodzić do sytuacji, Lech się rozluźnił, a w jego poczynaniach pojawiło się więcej niefrasobliwości. Świadczy o tym chociażby więcej miejsca w okolic "szesnastki", którą sprawnie wykorzystywali piłkarze "Bordo-Bijeli" i możliwość strzałów z dystansu, którymi zaskakiwać próbował m.in. Barbarić ciągnący piłkę od samej linii środkowej pod pole karne. Zdecydowanie przysnął tutaj Dudka.

Późna godzina dała się we znaki

Senność wszędzie, senność czuję. Druga część spotkania mocno rozczarowała wszystkich zgromadzonych na stadionie, czy przed przeróżnymi odbiornikami.

Wydawało się, że skoro FK Sarajevo zdecydowało się wejść dość ofensywnie w drugą połowę, to nieco zmobilizuje Lecha do działania. Tak się jednak nie stało. Choć w 47. minucie mogło być groźnie, gdy z piłką zabrał się Benko, a poznaniaków ocalił Dudka pokazując, że jednak potrafi iść do końca, to później na próżno było wypatrywać wybuchów emocji. Goście starali się atakować, ale ich akcje paliły na panewce wobec naprawdę bardzo dobrze ustawionego "Kolejorza". Poznaniacy świetnie zawężali pole gry, zagęszczali środek i nie pozostawiali ani kawałka murawy na swobodne rozegranie "Bordo-Bijeli". Pomimo, że Benko dawał sygnał do pressingu, to jego towarzysze stracili jakąkolwiek wiarę w odwrócenie losów tego spotkania. A Lech… dostosował się do warunków, nie narzucał tempa, nikogo nie forsował. Ani mu przez myśl nie przyszło, żeby zwyciężyć efektownie i pokazać przeciwnikowi miejsce w szeregu. Spokojnie utrzymywał się przy piłce, rozgrywał w partiach defensywnych i od czasu do czasu przenosił ciężar gry. Brak było agresywnego doskoku, do którego przyzwyczaili lechici w początkowej fazie konfrontacji.

Kilka punktów chaosu

W polu karnym Ostrakovicia zakotłowało się kilkakrotnie pomimo wolnego tempa spotkania. Pierwszą okazję na strzelenie gola, lechici mieli w 63. minucie, gdy urządzili sobie prawdziwe rozgrywki pinballa po rzucie rożnym wykonanym przez Douglasa. Ostatecznie, piłka nawet nie zbliżyła się do siatki.

Thomalla ruchem ciała niejednokrotnie wskazywał gotowość do przejęcia piłki, czy uruchomienia, ale koledzy zdawali się go właściwie nie widzieć. Pojawiały się zrywy, ale dość dobrze gasiła je obrona FK Sarajevo. Naprawdę niezłe zawody rozegrali Puzigaca oraz Barbarić, którzy potrafili czysto i ładnie wygarnąć piłki a to Pawłowskiemu, a to Douglasowi.

Jeśli jesteśmy już przy postawie pomocnika Lecha, który schodząc z boiska dostał naprawdę ładne brawa i owacje, to jego gra wyglądała dobrze do pewnego momentu. Lechita dobrze zabierał się z futbolówką, utrzymywał niezły balans ciała, potrafił pokusić się o niefrasobliwe zagranie, ale za każdym razem brakowało mu wykończenia. To przesądziło o nieskuteczności jego poczynań.

Tetteh nie wniósł wiele dobrego w grę "Kolejorza". Skoncentrował się na podaniach wszerz boiska lub ewentualnie wracał do obrony, pomagając w rozegraniu. Nie czyścił, bo za bardzo nie miał czego.

Kwadrans do końca? Czas wstawać!

"Kolejorz" zachował siły na 80. minutę (sędzia doliczył jeszcze 4), gdy znowu zabrał się do akcji ofensywnych. Wówczas znowu rozpoczął działania dywersyjne w postaci doskoku do przeciwnika i wypychania jego szeregów. Szczególny podziw mogło wzbudzać zagęszczanie pól międzystrefowych. Ożywienie Lecha przypadło także na pojawienie się na murawie Lovrencsicsa. Węgier wrócił do składu po dłuższej przerwie i od razu pokazał się naprawdę z dobrej strony. To właśnie on odpowiadał za uruchamianie Thomalli, który w końcu doczekał się wymarzonych podań i się za nie odpłacił. Nowy nabytek poznaniaków posłał naprawdę fajną piłkę w kierunku Lovrencsicsa, który przyjął ją sobie na klatkę – zabrakło mu zaledwie kroku, by dobrze zawiązać tę akcję pomimo mocnego wypychania przez Puzigacę.

Ostatecznie lechici zrealizowali postawiony cel: łatwo awansowali do kolejnej rundy i mogą już zająć się przygotowywaniami do ciężkiego meczu z FC Basel. Choć styl drugiej połowy pozostawił wiele do życzenia, to może i lepiej, że poznaniacy nie narzucili ogromnego tempa? Podopieczni Skorży muszą dobrze dysponować siłami, jeśli chcą dotrzymać kroku innym drużynom w Ekstraklasie, a przy okazji zostać jak najdłużej w pucharach!

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Lech Poznań FK Sarajevo Polska Bośnia i Hercegowina Maciej Skorża Trenerzy Liga Mistrzów
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.