Porażka kończy przygodę Lecha Poznań

rok temu Porażka kończy przygodę Lecha Poznań
fot. Wikipedia

Przed rewanżem w Szwajcarii wiedzieliśmy, że odrobienie strat z pierwszego spotkania będziemy mogli zaliczyć do kategorii cudu, ale nie spodziewaliśmy się, że Lech zagra bez chęci na zdobycie bramki.

Tydzień temu po skończonym spotkaniu w Poznaniu mieliśmy świadomość, że sytuacja Lecha jest beznadziejna. Wygrać z przewagą trzech bramek na stadionie przeciwnika, który nie ma zwyczaju być aż tak gościnny dla przyjezdnych? Mission impossible? Yes.

Maciej Skorża na konferencji prasowej w Bazylei podkreślał, że chociaż sytuacja jego drużyny jest bardzo trudna, to w futbolu nie ma miejsca na słowo „niemożliwe”. Dlatego przed rozpoczęciem spotkania oczekiwaliśmy wystawienia składu, który przynajmniej pozwoliłby na strzelenie bramki i walkę od pierwszej do ostatniej minuty meczu. Tym bardziej zdziwiliśmy się, widząc w ataku "Kolejorza" Kaspera Hamalainena, któremu piłki dogrywać miał Darko Jevtic. Skoro musimy w dziewięćdziesiąt minut odrobić stratę bramkową to naturalnym wyborem jest wystawienie najmocniejszego ofensywnego składu. Trener Skorża widział to inaczej.

Opiekun Kolejorza wolał postawić na system sprawdzony w poprzednim sezonie, który na poziomie Ekstraklasy zdał egzamin, ale w Lidze Mistrzów okazał się klapą. Lechici przez większą część meczu dominowali, wielką chęć do gry pokazywali Szymon Pawłowski z Darko Jevticiem, ale w każdej akcji mistrzów Polski brakowało albo dokładnego ostatniego podania, albo napastnika kończącego zagranie partnera.

Brak snajpera, wymiana niezliczonej ilości podań.. Chociaż trener przed meczem wspominał o nieprzewidywalności sportu, to oglądając spotkanie można było dojść do wniosku, że Skorża przyjechał do Szwajcarii z zamiarem odniesienia bezbramkowego remisu. Zwłaszcza, że pierwszego snajpera wprowadził dopiero w 73. minucie, kiedy wszystkie nadzieje na strzelenie chociażby jednej bramki odeszły w zapomnienie.

Końcowy wynik spotkania oraz postawa mistrzów Polski rozczarowała tym bardziej, że piłkarze FC Basel po raz kolejny nie zagrali wielkiego spotkania. Szwajcarzy tylko chwilami przejmowali inicjatywę, momentami rozgrywając piłkę jak na treningu. Jednak w przeciwieństwie do Kolejorza po każdym z nich pod bramką Buricia robiło się gorąco. Tak było w drugim kwadransie gry, w podobny sposób Lechici stracili bramkę w doliczonym czasie spotkania. Piłkę z prawego skrzydła dośrodkował Calla, ta dotarła do niepilnowanego Bjarnasona, a ten strzałem głową nie dał szans Buriciowi.

Mistrzowie Szwajcarii w wygranym dwumeczu dali piłkarzom Lecha Poznań ogromną lekcję futbolu. Pozbawieni kluczowych zawodników, będąc na początku etapu budowy zespołu i prezentując się, poprawnie potrafili pewnie pokonać mistrza Polski. Chociaż lechici w obu spotkaniach stworzyli sobie kilka sytuacji do strzelenia bramki to w całym dwumeczu zachowali się niczym biedak, który ma tylko dychę w portfelu i nie stać go na najlepsze rarytasy tego świata. Przychodzi do baru, chce napić się whisky, ale stać go tylko na najtańszego browara.

I tak nas klepią co roku..

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Liga Mistrzów FC Basel Lech Poznań Liga Europy Szwajcaria Polska
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.