Przerwana seria, poznański zator: podsumowanie 7. kolejki Ekstraklasy

rok temu Przerwana seria, poznański zator: podsumowanie 7. kolejki Ekstraklasy
fot. Aleksandra Sieczka

Wisła Kraków zdołała przerwać "ciemną" serię remisów, lechici znowu zawiedli na całej linii, a Piast umocnił swoją pozycję na fotelu lidera. Jakie jeszcze niespodzianki skrywa miniona seria ekstraklasowych gier? Przekonajcie się sami!

Ostatni weekend wakacji. Chmury leniwie kołyszą się w rytm wiatru, układają w przeróżne wzory. Wystarczy położyć się na ciepłej, lekko zroszonej rosą trawie, zmrużyć oczy, a świat natychmiastowo nabiera cudownych barw. Być może to ostatni moment, by letnie promienie słońca dotknęły rozgrzanego ciała? Z tyłu głowy dręczy jednak pragnienie dostępu do Internetu. Telewizji. Jakiegokolwiek odbiornika. Może być nawet radio. Byleby tylko nie odcinać się od świata. Nie, gdy Ekstraklasa prezentuje się w swojej pełnej krasie. A przecież świeżym powietrzem można pooddychać także na stadionie… Niech nie żałują ci, którzy w tak aktywny sposób spędzili 7. kolejkę – było na co popatrzeć.

ZAGRALI NA PLUS

Nowy sezon Ekstraklasy obfituje w przeróżne niespodzianki. Mamy najsłabszego mistrza Polski od lat, czasem mecze wołają o pomstę do nieba i stanowią dobry środek nasenny, a niekiedy… no właśnie, niekiedy ekstraklasowicze wytwarzają euforyczną warstwę nastroju wokół swoich spotkań. I tak: orzeł z herbu Piasta szybuje coraz wyżej, beniaminkowi z Niecieczy coraz mocniej służy stadion w Mielcu, a Podbeskidzie i Lechia zaczynają grać piłką.

OGŁOSZENIA, GDAŃSK: Poszukuję bohatera. Nieaktualne! Oto Marić

Lechia wciąż nie może odpalić. Trener Brzęczek nieustannie męczy silnik, starając się wywołać zapłon, ale bezskutecznie. Iskry są niemrawe, momentalnie gasną. Szkoleniowiec próbował zaglądać pod maskę, dokładał nowe elementy, wyciągał stare, ale wciąż coś nie gra, wciąż piłka nie wędruje jak po sznurku (no chyba, że rywal gra w osłabieniu albo coś po prostu się uda). Wydawać by się mogło: wstęp rodem iście z kolejnego rozdziału podsumowania! Nic z tych rzeczy. W Gdańsku bowiem mają prawdziwego bohatera. I nie, na żadnym z licznych bloków nie widziałam znaku Batmana. Superman nie przebierał się w budce telefonicznej (to jeszcze takie mają?!). Spidermana też na próżno wypatrywać. Jest ktoś lepszy: Marko Marić w starciu z Podbeskidziem pokazał, że mimo młodego wieku ma głowę na karku. Ten zaledwie 19-letni bramkarz w każdym, kolejnym meczu pokazuje, że zasługuje na pierwszy skład. Gdyby nie on między słupkami, spotkanie wcale nie zakończyłoby się remisem 1-1.

3 piąstkowania, 1 chwyt i 4 parady. Wydaje się, że jest to wynik jak najbardziej przeciętny. W końcu statystyki Zubasa prezentują się nieco lepiej. Liczy się jednak to, co Marić pokazał na boisku. A było to naprawdę wiele. W 30. minucie dobrze wyszedł z bramki, piąstkując piłkę po dośrodkowaniu Szczepaniaka, co było dopiero zalążkiem jego możliwości. Piłka opuściła pole karne, jednak Podbeskidzie nie ustawało – Mójta dośrodkował wprost na nogę Adu, którego strzał znowu zablokował bramkarz Lechii. Tym razem zrobił to w sposób ofiarny: obrona twarzą niestraszna młodemu Mariciowi! Jednak to pewne 2 minuty, które całkowicie wstrząsnęły Lechią i jej kibicami, powinny zostać najmocniej podkreślone. Najpierw, w 76. minucie swoich sił próbował Szczepaniak, ale bramkarz biało-zielonych znalazł się na posterunku, a chwilę później goalkeepera usiłował zaskoczyć Kołodziej. Kolejny raz: bezskutecznie.

Bij mistrza? Ochotników nie brakuje!

Powyższe hasło straciło na znaczenie. Lech Poznań jest jednym z najsłabszych mistrzów od lat i… chyba naprawdę ma gdzieś ligę. Można było się o tym przekonać w Mielcu, gdzie podopieczni Skorży przegrali, tym razem mierząc się z rozpędzonym beniaminkiem. Podopieczni Mandrysza wykorzystali błędy poznaniaków i byli naprawdę zabójczo skuteczni. Strzelanina rozpoczęła się w 16. minucie, ale już na samym starcie były symptomy, że Termalica do spotkania podeszła bez respektu. Burić źle wyszedł do piłki, nie zdołał jej wybić, a obrońcy popisali się podobną niefrasobliwością: żaden nie zebrał się do asekuracji. Dodatkowy chaos w polu karnym próbował wykorzystać Biskup, ale ostatecznie żaden z podopiecznych Mandrysza nie zdołał umieścić futbolówki w siatce. Nie w tym momencie. Chwilę później obeszło się bez sentymentów. Foszmańczyk dobrze utrzymał piłkę przy nodze mknąc lewą stroną boiska, wrzucił w narożnik pola karne, gdzie znajdował się Plizga (urwał się Kadarowi), a były zawodnik Jagi huknął w kierunku bramki. Burić zareagował, ale zagrożenia nie oddalił i z pozycji leżącej mógł tylko patrzeć, jak spod ziemi wyłania się Kędziora, radzi sobie z Arajuurim i bez większych problemów, z bliskiej odległości wyprowadza swój zespół na prowadzenie. Potem miało być jeszcze groźniej.

Termalica potrzebowała 10 minut, żeby ustawić sobie to spotkanie. Tym razem Plizdze udało się obsłużyć Plevę, który z ostrego kąta nie pozostawił Buriciowi najmniejszych szans na obronę. Kropkę nad „i” postawił Babiarz, który popisał się strzałem naprawdę niemałej urody. Co najważniejsze, urwał się defensorom Lecha, nie przestraszył się bramkarza i po prostu zrobił swoje.

Nie ma co ukrywać, że podopieczni na Mandrysza zapracowali na to zwycięstwo. Byli zespołem lepiej zorganizowanym, dobrze przenosili ciężar gry, doskakiwali do swojego przeciwnika i walczyli o każdy, nawet najmniejszy skrawek murawy. Tak postępuje drużyna nastawiona na sukces. Tak wygląda wiara we własne możliwości.

Polskie Atletico Madyt

Jeżeli myślimy o drużynie Atletico Madryt to co przychodzi Wam najszybciej do głowy? Charyzmatyczny trener Diego Simeone, fantastyczny sezon 2013/2014 który skończył się mistrzostwem Hiszpanii i finałem Ligi Mistrzów. Po tym wszystkim dochodzimy do stałych fragmentów gry, które podopieczni argentyńskiego szkoleniowca wykonują z wielką perfekcją.

W sobotnim spotkaniu piłkarze Piasta Gliwice pewnie pokonali gości z Łęcznej, a dwie bramki Piastunki strzeliły ze stałego fragmentu gry. Po drugiej bramce Kornela Osyry komentatorzy porównali drużynę Radoslava Latala właśnie do Atletico Madryt. Dodatkowo w wywiadzie w przerwie spotkania strzelec drugiej bramki przyznał, że mają wypracowane pięć wariantów stałych fragmentów gry i chętnie je wykorzystują w trakcie meczów.

Chociaż piłkarze Piasta dwie bramki strzelili po stałych fragmentach gry, to w całym spotkaniu byli o kilka klas lepszych od przeciwnika. Mądre neutralizowanie atutów Górnika, realizacja taktyki trenera i luz, który w decydujących momentach nie wiązał nóg piłkarzy. Piast ma już sześć punktów przewagi nad drugą Cracovią i na poważnie włącza się do walki o europejskie puchary.

Druga białostocka pirania

Jagiellonia Białystok zremisowała z Legią Warszawa, ale za te spotkanie trzeba wyróżnić jednego zawodnika gospodarzy. Bezbłędny w pojedynkach z przeciwnikami, perfekcyjny w odbiorze piłki i nieustępliwy przez całe dziewięćdziesiąt minut spotkania. Kto taki? Mowa o nowym pomocniku Jagiellonii Jacku Góralskim, który według wielu ekspertów jeszcze w tym sezonie powinien otrzymać powołanie do reprezentacji Polski. Pomocnik Jagi każdym meczem spłaca kredyt zaufania jakim obdarzono go w Białymstoku i po kilku ostatnich występach każdy kibic Żółto – Czerwonych nie wyobraża sobie składu swojej drużyny bez niego.

ZAGRALI NA MINUS

Gdy palący żar leje się z nieba, najlepszy wydaje się być… kubeł zimnej wody. W Ekstraklasie często przyjmuje on postać porażki/słabej gry naszej ukochanej drużyny. *Uwaga, mogą wystąpić skutki uboczne w postaci upojenia alkoholowego. Polskie boiska obfitują w rozczarowania każdego typu – łatwo więc można zostać sprowadzonym na ziemie. Nawet, gdy wydaje się, że wszystko zmierza ku dobremu…

Stały bywalec rubryki: kupię formę, tanio!

Trener Skorża musi pomyśleć, czy tak naprawdę podąża w dobrym kierunku tak prowadząc drużynę poznańskiego Lecha. Nie ma sensu bawić się w eufemizmy, ukrywać prawdę: Kolejorz jest najsłabszym mistrzem od lat i ciężko szukać jakichkolwiek symptomów, które mogłyby dać cień nadziei na jakąkolwiek zmianę (no chyba, że lechitom nie uda się wyjść z grupy, odpadną z Pucharu Polski i liga będzie ich jedynym frontem – wtedy zabraknie wymówek).

Lech spotkanie w Mielcu znowu przechodził – poza ok. 30 minutami drugiej połowy, gdy rozpaczliwe szarże nie były już sposobem na zabicie czasu, a naprawdę znajdował się w nich jakiś pomysł na grę. Standardowo: podopieczni Skorży grali wolno, czytelnie, mozolnie konstruując atak pozycyjny, starając się pochwycić choć cień szczęścia, który miałby ich doprowadzić do zagubionej formy. Lub, być pierwszym etapem długiej drogi zmierzającej do magicznego miejsca odbudowa. No ale nikt nie słyszał, nikt nie widział. Kiedy Lechowi udało się już wymyślić jakąś ciekawą akcję w I połowie i długą piłkę dostał Kędziora, to… w momencie uderzenia i tak był na spalonym.

Zresztą myślę, że ustawienie defensywy Lecha powie znacznie więcej niż suche słowa.

Ileż można powtarzać to samo? Naprawdę, nie jestem w stanie znaleźć nic nowatorskiego, co tłumaczyłoby taki stan rzeczy. Lech ma problem z dochodzeniem do sytuacji bramkowych. Ba, poznaniacy nie potrafią zawiązać ataku w środku pola. A jeśli już to się uda, to potem i tak brakuje dokładności przy chociażby przenoszeniu ciężaru gry. Inna sprawa, że chociaż Kolejorz dokonał kilku transferów stricte-napastników, to i tak na szpicy pojawia się Hamalainen. Jego strzały w starciu z Termaliką były w przeważającej większości za lekkie – aż żal wspominać o stuprocentowej sytuacji, gdy Pawłowski wyłożył mu piłkę na dwunasty metr i właściwie Fin miał przed sobą pustą bramkę. Gdzie zdecydował się uderzyć? Ano w to miejsce, gdzie akurat stał Sołdecki. Lechici po prostu chodzą (w tym miejscu należy postawić Dudkę zwracającego uwagę na większą motywację w pucharach niż w lidze), nawet nie truchtają. Dziwi również postawa szkoleniowca, który ostatnią zmianę wykorzystał nie na wprowadzenie kogoś świeżego do sfery ofensywnej, a do zmiany w obrębie obrony – Kamiński zmienił Kadara, co oczywiście może być tłumaczone chęcią zwiększenia średniej wzrostu przy stałych fragmentach gry, czy wiarą w wypady Kamyka w pole karne Nowaka. Ale na litość, to naprawdę ta właściwa droga, która ma dać impuls, gdy zespół przegrywa 2-0? Mam wątpliwości.

Gdzie jest skuteczność?

Piłkarze Jagiellonii Białystok w ostatnich spotkaniach z Legią w Białymstoku nie mieli powodów do radości. W poprzednim sezonie bezdyskusyjnie przegrali 3:0, ale teraz wszyscy w stolicy Podlasia czekali na rewanż. Szczególnie, że po majowym spotkaniu w Warszawie atmosfera między klubami była bardzo napięta.

W niedzielnym spotkaniu piłkarze Michała Probierza mieli ogromną szansę na odniesienie zwycięstwa. Przez większą część spotkania to białostoczanie przeważali i powinni wykorzystać dwie trzy stuprocentowe sytuacje. Niestety Piotr Grzelczak z Przemysławem Frankowskim przegrali pojedynki z Dusanem Kuciakiem i zremisowali wygrany mecz.

NAJWIĘKSZY WYGRANY KOLEJKI

Bezsprzecznie: Wisła Kraków. Podopieczni Moskala przełamali czarną serię remisów i w końcu sięgnęli po pełną pulę. Choć mecz zaczęli naprawdę mizernie, to pokazali, że niestraszne im wstawanie z kolan i dobijanie przeciwnika. Już w 18. minucie Cierzniak musiał wyciągać piłkę z siatki po tym, jak… sam ją tam wpakował. Po tym, jak Hateley uderzył z rzutu wolnego, bramkarz Wisły rzucił się do interwencji, ale futbolówka odbiła się od jego pleców i wpadła do siatki. Gol został zaliczony na jego konto.

Co ciekawe, wiślacy się podnieśli i to za sprawą Brożka. Napastnik Białej Gwiazdy dawno nie rozegrał takich dobrych zawodów. W 30. minucie doprowadził do remisu po tym, jak wykorzystał świetne dogranie Burligi. Całą akcję rozprowadził jednak Guerrier – to właśnie jego dośrodkowanie wpadło w pole karne rywala i umożliwiło strzelenie bramki. Piłka wędrowała jak po sznurku i całkowicie zmyliła pogrążoną w chaosie defensywę Śląska.

To, co jednak zrobił Boguski, przeszło najśmielsze oczekiwania kibiców krakowskiej Wisły. Nie dość, że wyczekał Pawełka ze strzałem, to jeszcze wygrał pojedynek z Kokoszką i przed samym końcem pierwszej części spotkania wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Tak strzelona bramka niosła ze sobą również aspekt psychologiczny – piłkarze Śląska schodzili do szatni ze zwieszonymi głowami.

Mało rozklepywania defensywy rywala? Guerrier melduje się na posterunku: gotowy do działania! Start drugiej części spotkania również należał do wiślaków. Jović nic nie zrobił sobie z towarzystwa Pawelca i na pełnym spokoju, płasko wrzucił piłkę w pole karne wprost pod nogi szarżującego Haitańczyka, który piekielnie mocnym strzałem nie pozostawił Pawełkowi żadnych szans na interwencje. Wrocławianie do tej pory mogą być zakołowani z powodu tempa akcji! Oczywiście, nie obeszło się bez chwil grozy, gdy Guzmics fatalnie skiksował przy wprowadzaniu piłki, przez co trafiła ona wprost do Kiełba. Były zawodnik Korony nie miał najmniejszych problemów, by strzałem sprzed pola karnego wprowadzić Cierzniaka w konsternacje. Widmo remisu znowu pojawiło się na horyzoncie. Tym razem jednak, wiślacy dowieźli zwycięstwo do końca, a przy tym jeszcze podwyższyli prowadzenie. Kropkę nad i postawił niezawodny Brożek, do którego należał ten wieczór.

Mówi się, że wiara czyni cuda… to czymże jest chęć walki? Właśnie tego nie zabrakło podopiecznym Moskala. Piłkarze krakowskiej Wisły w samej końcówce spotkania wyprowadzili fenomenalną kontrę, dzięki czemu w sytuacji 2 na 2 znaleźli się Guerrier, Brożek – Kokoszka, Pawelec. Najpierw Haitańczyk wyczekał moment, wyłożył piłkę towarzyszowi dopiero w momencie, gdy ten wyskoczył przed Pawelca, a następnie napastnik Białej Gwiazdy nie stracił ducha i wykończył akcję. Co tu dużo mówić: Brożek po prostu upokorzył defensywę Śląska, przeskoczył obok Pawełka i praktycznie wjechał z piłką do bramki. Efekty wszyscy znamy!

NAJWIĘKSZY PRZEGRANY KOLEJKI

Chyba każdy zgodzi się, że Lech Poznań. Kiedy odbić się od dna jeśli nie w meczu z beniaminkiem Ekstraklasy? Spotkanie w Mielcu miało być tym momentem, który poprawiłby atmosferę w zespole Kolejorza jeszcze przed przerwą na reprezentacje. Jednak po meczu z Termaliką to popularne w regionie Słonie wykonały kolejny krok do utrzymania w Ekstraklasie, a losy Lecha i Macieja Skorży zrobiły się bardzo niepewne. Aby poprawić obecną sytuację nie wystarczy nauczyć piłkarzy dyplomacji w wywiadach meczowych (pamiętna wypowiedź Dariusza Dudki), ale trzeba wymusić na nich grę na najwyższym poziomie również w Ekstraklasie. Oby najbliższa przerwa była kluczowa w odmianie Kolejorza.

BABOL KOLEJKI

Długo zastanawiałam się, czy wypada tutaj umieścić Putnockiego. Bramkarz Ruchu przez większą część spotkania spisywał się naprawdę dobrze. Chwilę po pierwszym gwizdku sędziego wyłapał dobre dośrodkowanie Janoszki, w 22. minucie jego niesamowita parada ocaliła zespół przed stratą gola po tym, jak piekielnie mocno uderzał Cotra, a przy dwóch pierwszych bramkach nie miał zbyt wiele do powiedzenia. Słowaka trzeba jednak rozliczyć za 82. minutę, gdy popisał się fatalnym zagraniem.

Papadopulos nacisnął Putnockiego, który nie zdołał wytrzymać presji. Bramkarz Ruchu nieczysto uderzył w piłkę chwilę przed tym, jak miał ją wprowadzić do gry, co zostało brutalnie i piekielnie skutecznie wykorzystane przez nieustępliwego Czecha. 30-latek bez najmniejszych skrupułów przejął futbolówkę i rozpaczliwym uderzeniem wepchnął ją do siatki pieczętując zwycięstwo Miedziowych.

KONTROWERSJA KOLEJKI

Ciekawe, jak potoczyłoby się spotkanie w Bielsku, gdyby sędzia Gil zdecydował się jednak wyrzucić Kato z boiska. Jeśli nie zrobił tego w 14. minucie, gdy Japończyk ostro zaatakował nogi Nazario (tylko żółta kartka), to równie dobrze mógł to zrobić później. Pomocnik wcale nie bał się agresywnych wejść. Co ciekawe, trener Kubicki zdecydował się go wypuścić na drugą część spotkania. Kato po przerwie spuścił jednak z tonu, na chłodno podszedł do gry.

Jedenastka kolejki według Transfery.info:

Marić (Lechia)- Osyra (Piast), Sołdecki (Termalica), Madera (Jagiellonia)- Guerrier (Wisła), Plizga (Termalica), Góralski (Jagiellonia), Murawski (Piast), Guilherme (Legia)- Brożek (Wisła), Kędziora (Termalica)

Aleksandra Sieczka, Marcin Łopienski

ŹRÓDŁO
transfery.info
TAGI: Lech Legia Ekstraklasa podsumowanie Piast Jagiellonia Korona EkstraStats
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.