„II bramka do Francji” wciąż poza zasięgiem: próbowaliśmy, ale się nie udało!

rok temu „II bramka do Francji” wciąż poza zasięgiem: próbowaliśmy, ale się nie udało!
fot. Aleksandra Sieczka

Godzina 20:45. Pierwszy gwizdek. Historyczny bój o EURO 2016 czas zacząć! Na próżno było wypatrywać niespodzianki: Niemcy wygrali 3-1 i przypieczętowali swoje pole position.

Polacy zaczęli z wysokiego „C”. Wysoki pressing, doskok do rywala i ambicje zdolne zmienić wszystko – tak w telegraficznym skrócie można określić pierwsze 10 minut w wykonaniu podopiecznych Nawałki. Zaczęliśmy naprawdę dobrze, bo od udanej interwencji Piszczka, który skutecznie zatrzymał Bellarabiego, ale w przyszłości na próżno było wypatrywać dobrych interwencji piłkarza Borussii Dortmund. Polacy nie poprzestali jednak na akcjach stricte defensywnych. Już w 2. minucie Lewandowski ruszył do ataku, ale jego dośrodkowanie zdołał wybić Hummels. Mimo wszystko można było to potraktować jako niezły symptom, prognostyk dobrego meczu w wykonaniu reprezentacji Polski. Swoich sił w 6. minucie próbował także Milik, ale nie zdołał wykorzystać złego wznowienia gry przez Neuera. Napastnik Ajaksu Amsterdam wykazał się zbyt małym głodem bramkowym i w efekcie nie zdołał oddać strzału.

Polacy w początkowych momentach meczu prezentowali naprawdę niezły poziom organizacji boiskowej. Wykazywali się szybkim odbiorem, akcjami na jeden kontakt, starając się przy tym wywołać chaos w szeregach przeciwnika. Co ciekawe, nie bezskutecznie. Całkiem sprawnie przenosiliśmy się pod pole karne przeciwnika i unikaliśmy zbędnego holowania futbolówki, ale za każdym razem brakowało kluczowego elementu: wykończenia. Dośrodkowania Grosickiego w większości okazywały się być niecelne i padały łatwym łupem defensorów przeciwnika.

Dobra gra naszych „orzełków” nie trwała jednak zbyt długo. Już w 13. minucie  Niemcy pokazali, kto jest gospodarzem tego spotkania i całkowicie rozmotnowali naszą defensywę. Wszystko zaczęło się od dwójkowej akcji Hector-Bellarabi, która umożliwiła  Muellerowi wpakowanie piłki do pustej bramki. Fabiański mógł tylko z oddali spoglądać na to, jak gwiazda reprezentacji Niemiec otwiera wynik gry. Bramkarz upokorzony przez pomocnika Koeln, nie był w stanie pokusić się o skuteczną interwencję i tym samym po raz pierwszy odczuliśmy gorycz porażki.

Na tym nie zakończyły się ofensywne zapędy podopiecznych Loewa. Choć Polacy starali się kontrować, pozostawiając trójkę w obronie, to i tak wysiłki okazywały się płonne. Piszczek wychodząc wyżej zostawiał ogromną lukę w defensywie, która później (w czasie kontry) nie była przez nikogo wypełniana. Pomysł z 3 pomocnikami w środku pola nie zdał egzaminu – brakowało płynności w przesuwaniu się formacji, odległości między poszczególnymi zawodnikami były zbyt duże, a to znowuż pozostawiało Niemcom wiele miejsca na rozegranie zakończone celnym strzałem.

Zimny prysznic spłynął na polskie głowy znacznie szybciej niż można się było tego spodziewać po pierwszym gwizdku włoskiego sędziego. Już w 20. minucie spotkania Niemcy zdołali podwyższyć prowadzenie. Choć zaledwie kilka sekund wcześniej swoich sił próbował Lewandowski, to Goetze wzniósł się na wyżyny swoich umiejętności, przedarł się przez naszą obronę i bez większych problemów umieścił piłkę w siatce. Co ciekawe, żaden z naszych obrońców nie pokusił się o skuteczną interwencję, czy doskok, które mógłyby wybić 23-latka z rytmu.

Do końca pierwszej części spotkania walka we Frankfurcie toczyła się box-to-box. Gdy tylko swoich sił próbował Oezil i Bellarabi znalazł się na pozycji spalonej, to zaraz z kontrą ruszał Grosicki. Gdyby tylko zawodnik reprezentacji Polski wiedział kiedy podać piłkę… pomocnik nie zdołał wyregulować własnego celownika, zabrakło tempa i jego strzał został zablokowany. 

Iskrę nadziei wykrzesał kapitan reprezentacji Polski. W 36. minucie Robert Lewandowski zdołał zdobyć bramkę kontaktową po tym, jak szczupakiem wykorzystał dośrodkowanie Grosickiego. Snajper Bayernu  znalazł się w samym centrum pola karnego i zdołał zmieścić w siatce piłkę idealnie wyłożoną przez skrzydłowego Stade Rennais.

W pierwszej części spotkania Polacy potrafili przycisnąć Niemców, podejść wysoko, ale w newralgicznych  momentach zabrakło im wykończenia, które mogłoby odmienić losy spotkania. Doświadczenie reprezentacji Niemiec okazało się być kluczowe i choć nie można było mówić o zasłużonym prowadzeniu, to jednak obie strony równie mocno parły do przodu.

Druga część meczu stała na nieco niższym poziomie. Dopiero w 52. minucie doczekaliśmy się bardziej klarownych sytuacji bramkowych i to nie ze strony, z której byśmy tego oczekiwali. Niecelny strzał Muellera poruszył trybuny i Fabiański ani drgnął niezdolny do skutecznej interwencji. Szczęśliwie dla podopiecznych Nawałki, piłka nie mknęła w światło bramki. Tej sytuacji nie można jednak zakwalifikować do największych momentów grozy. Zaledwie 7 minut później wszyscy kibice z najpiękniejszego kraju nad Wisłą położyli ręce na głowie, gdy Goetze w sytuacji sam na sam trafił w słupek. Polscy defensorzy zachowali się w sposób bardzo niefrasobliwy, pozwalając pomocnikowi na tak soczyste uderzenie. Jeszcze mniej (da się?) zabrakło na kwadrans przed końcem spotkania, gdy strzał na linii zatrzymał Fabiański.

Mimo wszystko, potrafiliśmy się odgryźć i całkowicie nie oddaliśmy inicjatywy. Po upływie kwadransa, Lewandowski  uderzył prosto w Neuera, który tak odbił piłkę, że spadła ona wprost pod nogi Grosickiego. Pomocnik reprezentujący barwy francuskiego klubu nie zdołał odnaleźć się w sytuacji i w efekcie uderzył kilka centymetrów od słupka.

Prawdziwym katem Polaków, który odebrał wszelkie marzenia na wywalczenie korzystnego rezultatu, okazał się być Goetze. Nasza obrona po raz kolejny nie potrafiła odnaleźć się w groźnej sytuacji i pozwoliła na łatwe, celne uderzenie, które znalazło ujście w siatce Fabiańskiego.

Trzeba przyznać, że to to był naprawdę dobry mecz - obie drużyny miały swoje sytuacje, oddaliśmy o jeden celny strzał więcej od mistrzów świata, ale zabrakło nam skuteczności. Mimo wszystko pozostaje niedosyt, ponieważ po pochwyceniu kontaktu przez Lewandowskiego mieliśmy realną szansę na wywalczenie remisu w tym trudnym spotkaniu. Pomimo porażki, szanse na awans wciąż utrzymują się na wysokim poziomie: wystarczy „jedynie” wygrać z Gibraltarem i zremisować z Irlandią. Jeśli podopieczni Nawałki nadal będą prezentować tak wysoki poziom ambicji, to autostrada do Francji stoi otworem.

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Polska Niemcy Adam Nawałka Robert Lewandowski Arkadiusz Milik Kamil Grosicki Mistrzostwa Europy Euro 2016 Trenerzy
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.