Krótka historia pewnego przekrętu

rok temu Krótka historia pewnego przekrętu
fot. Tottenham

Jeszcze przed dwoma tygodniami Manchester City wydawał się niemalże nie do zatrzymania. W futbolu dwa tygodnie to jednak bardzo długi okres.

W ostatnich czterech meczach podopieczni Manuela Pellegriniego zanotowali trzy porażki - w Lidze Mistrzów z Juventusem Turyn (1:2), w Premier League zaś z West Ham United (1:2) oraz Tottenhamem (1:4). Ta ostatnia przegrana wydaje się szczególnie dotkliwa, bowiem raz już kolejny formacja obronna City została wypunktowana. W podstawowym składzie defensywa spisywała się w obecnym sezonie dosyć dobrze, co stanowiło pozytywne zaskoczenie po meczach przedsezonowych, a zwłaszcza laniu od VfB Stuttgart - kiedy na boisku przebywali razem Joe Hart, Aleksandar Kolarov, Vincent Kompany, Eliaquim Mangala oraz Bacary Sagna, a od początku sezonu miało to miejsce nieprzerwanie przez 525 minut (kontuzja Kompany'ego w meczu z Juventusem), City straciło ledwie jedno bramkę (po strzale Claudio Marchisio). Odkąd kwintet ten został rozbity, przez kolejne 285 minut "The Citizens" stracili aż 8 bramek (średnio co ok. 35,5 minuty).

W sobotę City szukało przełamania na White Hart Lane – tyle tylko, że przeciwko Tottenhamowi wystąpił zarówno rezerwowy duet środkowych obrońców, jak i rezerwowy bramkarz. Nawet pomimo przeciętnej dyspozycji strzeleckiej gospodarzy w tym sezonie – 5 goli w 6 meczach – tak zestawiona formacja obronna City nie dawała większych szans na wywiezienie czystego konta. I tak też się stało, jednak nie bez pomocy sędziującego to spotkanie Marka Cluttenburga i jego asystentów.

Wszystko zaczęło się jednak dobrze dla City.

De Bruyne na minimalnym spalonym, choć – zgodnie z zasadą „ducha gry” i promowaniem futbolu ofensywnego – decyzji arbitra o nieprzerwaniu gry można bronić.

Później jednak fortuna się odwróciła, a my dalej byliśmy świadkami kolejnego sędziowskiego „popisu” na boiskach Premier League. Tak jakby po ubiegłotygodniowym występie Mike’a Deane’a komuś było mało.

Akcja bramkowa Tottenhamu, po której do remisu doprowadził Dier. Wcześniej jednak na ewidentnym spalonym był Walker. Błąd asystenta to o tyle istotny, że jest on ustawiony po tej stronie, po której gospodarze rozgrywali akcję, a nadto nie znajduje się w linii z ostatnim obrońcą City (linię spalonego wyznaczał ustawiony najdalej Sagna).

Tym razem asystent Cluttenburga ma znacznie łatwiejsze zadanie niż przy bramce De Bruyne – po pierwsze, Kane znajduje się wyraźnie (choć nieznacznie) za ostatnim graczem City, po drugie – akcja (rzut wolny) jest znacznie mniej dynamiczna niż ta, po której City wyszło na prowadzenie (kontratak).

Przy czwartym trafieniu Spurs asystent nie skompletował niechlubnego hat-tricka, tym razem się nie myląc.



O ile więc sobotnia porażka z Tottenhamem oczywiście potwierdziła, jak ważne dla City w kontekście walki o trofea jest zdrowie duetu Mangala-Kompany oraz Harta – widać to zwłaszcza przy pierwszych dwóch trafieniach – to nie można nie odnotować, że również asystenci CluttenbUrga nie mieli najlepszego dnia i ich decyzje w sposób bezpośredni wpłynęły na wynik spotkania. Na korzyść gospodarzy. 

MATEUSZ JAWORSKI


ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Manchester City FC Tottenham Hotspur FC Anglia
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.