Piłkarscy inteligenci, czyli kto łączy sport ze studiami?

rok temu Piłkarscy inteligenci, czyli kto łączy sport ze studiami?
fot. EPA/PAP/Red Zone

W dzisiejszych czasach za pośrednictwem Internetu można załatwić praktycznie wszystko. Nie wychodząc z domu dokonujemy przelewów bankowych, robimy zakupy, a niektórzy nawet studiują. Na przykład piłkarze.

Ktoś mógłby zapytać: po co futbolistom wyższe wykształcenie, skoro i bez niego mogą zarabiać grube miliony w dowolnej walucie? Teoretycznie wszystko się zgadza, ale pamiętać należy o tym, że nie każdemu zawodnikowi Stwórca dał tyle talentu, co Ronaldo, Messiemu czy Lewandowskiemu. Oni rzeczywiście godną emeryturę mają zapewnioną już dziś, ale są przecież gracze, kopiący piłkę w mniej znanych od Realu, Barcelony czy Bayernu klubach i nie mogą liczyć na cotygodniowe przelewy w wysokości kilkuset tysięcy euro. W polskiej ekstraklasie na pewno nie ma takiego futbolisty, który po zawieszeniu butów na kołku mógłby resztę życia przeleżeć na słonecznej Ibizie lub innej wyspie z drinkiem w ręku. Nawet nasi dawni idole, jak np. Roman Kosecki, Jacek Krzynówek, czy Michał Żewłakow, mogący pochwalić się występami w silnych zagranicznych ligach, po powrocie nad Wisłę muszą (chcą?) zajmować się czymś innym, niż odcinanie kuponów od dawnej sławy. 


Za czasów wyżej wspomnianych trzech byłych polskich gwiazd futbolu, studiowanie przez piłkarzy za pośrednictwem Internetu nie było możliwe. O tradycyjnej formie zaliczania przedmiotów na uczelni nawet nie ma co wspominać, ponieważ trudno byłoby im znaleźć na to czas. Dziś jednak wystarczy posiadać komputer, szybkie łącze, no i oczywiście chęć, by po kilku latach móc wejść do szatni i z dumą okazać dowód ukończenia studiów. Obecne pokolenie piłkarzy jest o wiele bardziej zapobiegawcze od swoich starszych kolegów po fachu. Młodzi kopacze biorą pod uwagę fakt, że ich kariery mogą nagle wyhamować lub zatrzymać się całkowicie z powodu przewlekłej kontuzji lub innego powodu i marzenia o wielkim splendorze oraz pieniądzach będą musieli włożyć między bajki. I co wtedy? Muszą oczywiście rozejrzeć się za „normalną” pracą. Od kilku lat renesans przeżywają szkoły zawodowe i technika, zaś studiowanie nie jest już tak prestiżowym zajęciem jak dawniej. Teraz to uczelnie zabiegają o studentów, a nie na odwrót, jak to było kiedyś.


Aby zachęcić młodych ludzi ze zdaną maturą do podjęcia nauki na uniwersytetach, ich władze stają się coraz bardziej przyjazne względem studentów. Nawet zabiegani od rana do wieczora piłkarze mogą poprosić o indywidualny tok nauczania i zaliczać egzaminy w dogodnych dla nich terminach. Na Zachodzie zawodnicy także chcą skutecznie skończyć raz na zawsze ze stereotypem piłkarza – półgłówka, któremu nie chciało się uczyć, więc musi zarabiać jako piłkarz. Juan Mata czy Glen Johnson studiują na różnych kierunkach, udowadniając, że potrafią błysnąć inteligencją nie tylko na boisku, ale też w życiu codziennym. Przyjrzyjmy się zatem bliżej graczom z polskiej i zagranicznych lig, legitymujących się statusem studenta, tytułem magistra lub nawet doktora, bo i takich przypadków nie brakuje. 


Doktor dosłownie i w przenośni


A skoro o doktorach mowa, grzechem byłoby pominąć w tym momencie legendarnego brazylijskiego pomocnika z lat 70. i 80. ubiegłego stulecia, który nie tylko mógł pochwalić się tym stopniem naukowym, ale też wykonywaniem zawodu lekarza po zakończeniu swojej kariery. Mowa oczywiście o Socratesie, dwukrotnym uczestniku finałów mistrzostw świata (1982, 1986), którego spośród innych piłkarzy wyróżniało nie tylko oryginale imię (ojciec 60-krotnego reprezentanta „Canarinhos” lubował się w literaturze dzieł starożytnych myślicieli) oraz niesamowite umiejętności piłkarskie, ale też wrodzona mądrość. Chcąc opisać to, co wyczyniał Socrates ze swoimi boiskowymi rywalami, musielibyśmy stworzyć osobny artykuł, gdyż jego gry nie da się opisać w kilku słowach. Długowłosy pomocnik uważany jest do dzisiaj za jednego z najwybitniejszych futbolistów, jacy kiedykolwiek kroczyli po naszej planecie. Mając aż 193 cm wzrostu Brazylijczyk potrafił dryblować z niewyobrażalną łatwością, wzbudzając aplauz tysięcy ludzi, mających zaszczyt obserwować go z trybun. 


Po zakończeniu kariery na boisku Socrates postanowił pomagać innym, wykonując zawód lekarza. Geniusz z Kraju Kawy jeszcze za czasów gry w Botafogo ukończył medycynę, zaś niedługo po zawieszeniu butów na kołku, otworzył prywatną klinikę w rodzinnym Ribeirao Preto. Wielka szkoda, że ten, który leczył innych, nie potrafił pomóc samemu sobie. Socrates przewidywał, że kiedyś umrze na raka płuc, gdyż już wieku 13 lat zaczął namiętnie palić papierosy (inni zaś wróżyli mu śmierć z powodu uzależnienia od alkoholu), ale pomylił się. Pierwszy i ostatni raz, gdyż na boisku zawsze miał rację. Odszedł 4 grudnia 2011 r. w wieku 57 lat wskutek wstrząsu septycznego.


Wykształceni trenerzy


W czasach Socratesa (tego nowożytnego oczywiście) ukończenie przez niego studiów budziło powszechny respekt, a rywale z zielonej murawy nazywali go „Doktorem”. Choć w tamtych czasach mało który piłkarz mógł pozwolić sobie na łączenie zawodu piłkarza z nauką, zdarzały się wyjątki. Jednym z nich jest obecny trener Arsenalu, Arsene Wenger. Francuski szkoleniowiec, który zawodnikiem był raczej mało znanym, jeszcze za czasów występów w FC Mulhouse pomyślał o swojej pozaboiskowej przyszłości. W 1974 r. ukończył studia na kierunku ekonomia i zarządzanie. Możem.in. dlatego jego zespół nie tonie dziś w długach, jak wiele innych i uchodzi za jeden z najbardziej stabilnych finansowo w Europie. Warto wspomnieć, że „Boss” bardzo sprawnie posługuje się aż siedmioma językami obcymi, m.in. niemieckim oraz japońskim. Stąd też wziął się jego drugi pseudonim – „Le Proffeseur”.


Innym menedżerem z wyższym wykształceniem zarabiającym obecnie na chleb w angielskiej ekstraklasie jest Chorwat Slaven Bilić. Trener West Hamu United był zdecydowanie lepszym graczem (może pochwalić się brązowym medalem mistrzostw świata z 1998 r.) od opisywanego w powyższym akapicie Wengera, a i szkoleniowcem także jest bardzo obiecującym. „Młoty” pod wodzą Bilicia są jedną z największych rewelacji trwającej edycji Premiership, a ich specjalnością stały się niespodziewane zwycięstwa z wyżej notowanymi klubami, takimi jak Arsenal, Liverpool czy Manchester City. Wielka w tym zasługa byłego chorwackiego obrońcy, który pracę na Upton Park rozpoczął całkiem niedawno, bo 9 czerwca. Oprócz sukcesów sportowych Bilić może pochwalić się także dyplomem ukończenia studiów prawniczych.


Na francuskim mundialu w 1998 r. trener West Hamu wraz ze swoimi kolegami z reprezentacji Chorwacji skutecznie zamknął drogę do półfinału drużynie Niemiec, której filarem był wówczas jej obecny menedżer, Oliver Bierhoff. Mistrzowie Europy z 1996 r. niespodziewanie gładko ulegli ekipie z Bałkanów 0:3, porzucając marzenia o wygraniu drugiej wielkiej imprezy reprezentacyjnej z rzędu. Sam Bierhoff nie musiał wstydzić się swojego występu we Francji, gdzie rozegrał po 90 minut w każdym z pięciu spotkań swojego teamu, zdobywając trzy bramki. Po zakończeniu kariery, Oliver postanowił nadrobić zaległości w edukacji i, podobnie jak Arsene Wenger, może pochwalić się tytułem magistra ekonomii.


Polska na równi z Anglią


Przytaczając postać Bierhoffa opuściliśmy Wyspy Brytyjskie, ale warto powrócić tam na chwilę, ponieważ Premier League może pochwalić się dość dużym gronem piłkarzy – intelektualistów. Zaliczają się do niego m.in. były obrońca Chelsea i Liverpoolu Glen Johnson (matematyka), mało znany wychowanek Manchesteru United Steve Coppell (ekonomia), były bramkarz „Czerwonych Diabłów” Edwin van der Sar (zarządzanie sportowe), obecnie występujący na Old Trafford Hiszpan Juan Mata (marketing), 36-krotny reprezentant Synów Albionu Graeme Le Saux (ochrona środowiska), emerytowany już bramkarz Iain Dowie (inżynieria), 28-letni środkowy defensor Queens Park Rangers, zespołu, który w poprzednim sezonie występował w Premiership, Nedum Onuoha (matematyka, informatyka).


A ilu polskich piłkarzy może pochwalić się ukończeniem lub choćby rozpoczęciem studiów? W porównaniu z graczami Premier League nasi rodzimi idole nie wyglądają wcale tak słabo, jakby mogło się nam wydawać. Już w 1964 r. magistrem inżynierii górniczej został znany bramkarz Górnika Zabrze, Hubert Kostka. Legendarny golkiper jednego z najbardziej utytułowanych polskich zespołów studiował na Politechnice Śląskiej. Nieco ponad dekadę później ukończył także katowicką Akademię Wychowania Fizycznego. Z kolei Jacek Bednarz, również znana postać drugiego z najsławniejszych klubów Śląska – Ruchu Chorzów, a obecnie ekspert piłkarski związany z telewizją NC+, z wykształcenia jest prawnikiem. Pracę magisterską obronił na Uniwersytecie Śląskim w Chorzowie. 


Jeśli chodzi o młodsze pokolenie piłkarzy, którzy postanowili zabezpieczyć swoją przyszłość podejmując studia, także wielu z nich występowało lub wciąż występuje na południu Polski. Jeszcze kilka miesięcy temu z Piastem Gliwice związany był wychowanek Valencii CF, Carles Martinez. Hiszpański pomocnik wielkiej kariery w Polsce nie zrobił i pod koniec lipca powrócił do ojczyzny, ale wśród zawodników „Piastunek” wyróżniał się bardzo solidnym wykształceniem. Otóż 55-krotny reprezentant gliwickiego zespołu jakiś czas temu uzyskał stopień magistra na jednej z madryckich uczelni. Carles postanowił pójść z duchem czasu i studiować za pośrednictwem Internetu. Zdobywanie wiedzy na kierunku odżywianie sportowe tak bardzo pochłonęło Martineza, że jego kolejnym celem stało się zdobycie tytułu doktora. Czy Hiszpan zdoła zrobić większą karierę naukową niż sportową? Miejmy nadzieję. 


Z położonych w południowej części naszego kraju klubach o imprezach studenckich swoim wnukom będą mogli opowiadać kiedyś piłkarze Ruchu Chorzów: Kamil Lech, Michał Helik, Maciej Urbańczyk, Patryk Lipski (wszyscy studiują na Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach), a także Paweł Oleksy, kształcący się w Państwowej Wyższej Szkole Coachingu we Wrocławiu i Michał Szewczyk, pobierający naukę w Oświęcimiu. Natomiast Maciej Mańka, związany z Górnikiem Zabrze od 2010 r. kilka lat temu z powodzeniem zakończył edukację na kierunku zarządzanie i inżynieria produkcji na Politechnice Śląskiej. 


Bardziej znani Polacy kopiący piłkę nie przykładają już tak wielkiej wagi względem swojego wykształcenia. Sądzą zapewne, że pieniądze, które podniosą z murawy wystarczą im do końca życia, albo odkładają nadrobienie braków intelektualnych na później. Wyjątek stanowi napastnik Pogoni Szczecin Łukasz Zwoliński. Następca Marcina Robaka w drużynie „Portowców” w przerwach między treningami i meczami ekstraklasy udaje się na wykłady do Wydziału Kultury Fizycznej i Promocji Zdrowia Uniwersytetu Szczecińskiego. Zwoliński musi jeszcze wiele pracować, by dorównać popularnością Grzegorzowi Krychowiakowi, który chyba jako jedyny kadrowicz Adama Nawałki może mówić o sobie: pan magister. Jeszcze za czasów gry we Francji, ukończył kierunek organizacja klubów sportowych na Uniwersytecie w Lyonie. 


ADRIAN KOWALCZYK

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Juan Manuel Mata García Socrates Slaven Bilić Glen Johnson Oliver Bierhoff Arsene Wenger Jacek Bednarz Łukasz Zwoliński Patryk Lipski
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.