Czar Probierza prysł. Jagiellonia na kolanach już trzeci mecz z rzędu!

rok temu Czar Probierza prysł. Jagiellonia na kolanach już trzeci mecz z rzędu!
fot. Aleksandra Sieczka

Piłkarze Jagiellonii przyjechali do Łęcznej z nadzieją na zwycięstwo i przełamanie passy porażek. Okazało się, że ani szczęście trenera Probierza, ani postawa białostoczan nie dała trzech punktów.

- Musimy wrócić do solidnej defensywy i wykorzystywać stwarzane sytuacje, aby wygrywać mecze. – powtarzał Michał Probierz przed spotkaniem w Łęcznej. Opiekun Jagiellonii miał prosty plan na sobotni mecz, który pomimo wielu problemów mógł wypalić. W końcu trener jeszcze nigdy nie przegrał na stadionie przy ulicy Jana Pawła II.

Wirus reprezentacyjny

W wielu klubach Ekstraklasy przerwa na reprezentację to czas na poprawę gry zespołu, przygotowanie drużyny pod najbliższego przeciwnika lub jak w przypadku Lecha i Legii, idealny moment na zmianę trenera. Jednak w przypadku Jagiellonii Białystok jest to okres osłabień. Większość kluczowych graczy białostockiego zespołu (Drągowski, Straus, Tarasovs, Vassiljev, Cernych) wyjechało na zgrupowania kadr, a Michał Probierz momentami był zmuszony do prowadzenia treningu z dwunastoma zawodnikami. Mimo to, opiekun żółto-czerwonych starał się solidnie przepracować ten okres, aby już w meczu w Łęcznej Jagiellonia wróciła na zwycięskie tory. Efektem tych przygotowań było zestawienie wyjściowej jedenastki, w której zabrakło miejsca dla większości wymienionych zawodników.

Zamiana miejsc

W podstawowych składach obydwu drużyn brakowało jeszcze dwóch zawodników: Fedora Cernycha i Łukasza Tymińskiego. Wymienieni piłkarze byli bohaterami letniego okna transferowego, kiedy Litwin po świetnym sezonie w Górniku, dołączył do Jagiellonii, natomiast Tymiński po wypełnieniu kontraktu w Białymstoku wzmocnił drużynę z Łęcznej. Cernych z marszu wszedł do pierwszego zespołu Jagi, wszystkie mecze rozpoczynał w wyjściowym składzie, ale jak dotąd strzelił tylko jedną bramkę, w przegranym meczu w Szczecinie. Tymiński podobnie do Litwina, natychmiast wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie Górnika, odpowiada za stałe fragmenty gry drużyny, ale dziś musiał czekać do 32. minuty na występ przeciwko byłemu klubowi. Cernych również pojawił się na boisku na ostatnie pół godziny, ale nie pomógł swoim kolegom z drużyny i nadal nie spełnia pokładanych w nim nadziei. Kibice żółto-czerwonych ciągle czekają na moment, kiedy Litwin zacznie grać tak jak w barwach Górnika, w którym został najlepszym strzelcem w historii występów klubu w Ekstraklasie.

Probierz przegrywa w Łęcznej

Opiekun Jagiellonii do rozpoczęcia dzisiejszego spotkania mógł pochwalić się świetną serią meczów bez porażki na stadionie Górnika Łęczna. Ten fakt pozytywnie nastrajał trenera żółto-czerwonych, bo jego drużyna notowała serię trzech wyjazdowych meczów bez zwycięstwa i już w sobotni wieczór chciała wymazać złą passę wygraną.

Jednak dzisiejszy mecz diametralnie różnił się od spotkania z zeszłego roku, kiedy Jagiellonia po bezbarwnym meczu bezbramkowo zremisowała w Łęcznej. Piłkarze Michała Probierza niczym nie przypominali drużyny, która w zeszłym sezonie zajęła trzecie miejsce w tabeli Ekstraklasy. Żółto-czerwoni tracili bardzo dużo piłek w środkowej strefie boiska, przez co gospodarze mieli okazję do wyprowadzania zabójczych kontrataków. W ten sposób dwie bramki w pierwszej części gry strzelili Bartosz Śpiączka i Grzegorz Piesio, którzy wykorzystali głupie straty Przemysława Frankowskiego.

W drużynie gości zawodzili nie tylko środkowi pomocnicy, ale również formacje ataku i obrony nie realizowały zamierzeń trenera. Kompletnie bezbarwny występ zaliczył Alvarinho, który odpowiadał za rozgrywanie piłki, ale już w 33. minucie zastąpił go Vassiljev, który wniósł sporo ożywienia w poczynania gości. Bardzo niepewnie grał również Sebastian Madera - mózg defensywy Jagiellonii. Środkowy obrońca gości kilka razy minął się z piłką, a przy drugiej bramce zbyt pasywnie krył Grzegorza Piesio, który miał czas na oddanie precyzyjnego strzału.

Wraca koszmar sprzed lat

Chociaż białostoczanie nie rozgrywali dobrego spotkania, to do 66.  minuty dopisywało im szczęście. Wszystkie bramki piłkarze Michała Probierza zdobyli po indywidualnych błędach rywali, ale ostatecznie nie dało to zwycięstwa i do domu wrócą z niczym. Porażka w Łęcznej wydłuża serię bez zdobytych punktów do trzech meczów, a biorąc pod uwagę tylko formę wyjazdową było to czwarte spotkanie bez kompletu punktów.

W poprzednim sezonie po dwunastu kolejkach Ekstraklasy podopieczni trenera Probierza na 23 zdobyte punkty, 10 wywalczyli w meczach wyjazdowych i dawało to 43 % wszystkich oczek. W tym sezonie piłkarze Jagiellonii w delegacjach zdobyli jedynie 4 punkty i daje to jedynie 29 % łącznych punktów. Wtedy dobra forma wyjazdowa przyczyniła się do końcowego sukcesu zespołu, a obecne osiągnięcia przypominają lata ubiegłe, kiedy „Jaga” jechała z duszą na ramieniu w każdą delegację. Niezależnie od klasy przeciwnika.

Piesio & Bonin Company

Chociaż cały zespół Górnika zaprezentował się solidnie (nawet Rodic), środek pola skutecznie wyeliminował pressingiem pomocników Jagiellonii, którzy tracili sporo piłek, to dzisiejszego zwycięstwa nie byłoby bez dwóch Grzegorzów. Pierwszy niczym Fedor Cernych z poprzedniego sezonu rozrywał szeregi obronne rywali i dochodził do sytuacji strzeleckich, a drugi zdobył bramkę przesądzającą o zwycięstwie i swoim doświadczeniem wsparł drużynę w końcowych minutach meczu.

Trener Szatałow, który karnie oglądał mecz na trybunach, z dumą obserwował poczynania swojego zespołu. Jeśli w najbliższym czasie poprawi grę obronną drużyny, to Górnik na stałe wejdzie do czołowej ósemki ligi.

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Górnik Łęczna Jagiellonia Białystok Ekstraklasa Grzegorz Piesio Grzegorz Bonin Piotr Grzelczak Przemysław Frankowski Polska
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.