Z warszawskiego punktu widzenia - Legia musi wygrać, a i tak zremisuje

rok temu Z warszawskiego punktu widzenia - Legia musi wygrać, a i tak zremisuje
fot. Aleksandra Sieczka

Starcie Legii z Lechem zawsze budzą emocje, ale tym razem raczej nieco mniejsze. Teoretycznie warszawiacy są dziś absolutnymi faworytami do wygranej, ale "Kolejorz" może pokazać im, że wciąż jest mistrzem Polski.

Legia musi, a nawet może wygrać z Lechem. Po udanym początku kadencji Stanisława Czerczesowa mieszkańcy stolicy są pełni nadziei i chcą kolejnych zwycięstw. Mając jednak na uwadze ostatnie pojedynki dwóch krajowych potęg, remis nie wzbudzi żadnego zdziwienia.


Warszawscy kibice ucieszyli się z przyjścia rosyjskiego trenera jak fani Liverpoolu z zakontaktowania Kloppa. Ostre treningi i inna wizja zespołu miała być idealnym rozwiązaniem problemów, jakie mieli zawodnicy za czasów Henninga Berga. Czerczesow nie okazał się jednak Iwanem Groźnym, a całkiem sympatycznym przybyszem ze Wschodu, który co prawda czasie zajęć zwiększył liczbę przebiegniętych kółek, ale i z niezwykła kurtuazją traktuje kobiety i dba o przestrzeganie savoir-vivre. Trudno na razie dostrzec wielką zmianę w grze Legii, ale pierwszym sukcesem nowego trenera jest polepszenie atmosfery wokół zespołu. Osetyniec bryluje na konferencjach prasowych, jednak w odróżnieniu od Norwega jego wypowiedzi nie wywołują frustracji kibiców. Na uwagę zasługuje też świetna postawa Tomasza Jodłowca, który zaliczył trzy asysty w meczu z Cracovią i inny pomysł na wykorzystanie Michała Pazdana, który u Rosjanina ma pełnić rolę defensywnego pomocnika, a nie jak za Berga i w kadrze środkowego obrońcy.


Nie należy jednak ulegać nadmiernemu optymizmowi i sądzić, że Legia pewnie pokona ostatnią drużynę ligi. W Poznaniu także doszło do “nowego otwarcia” i to z bardzo mocnym akcentem związanym z warszawskim zespołem. Jan Urban znowu zastąpił Macieja Skorżę - ale tym razem nie na Łazienkowskiej, a na Bułgarskiej. Nieco szczęśliwe zwycięstwo nad Fiorentiną i remis z Ruchem wlały nieco optymizmu w serca fanów “Kolejorza”, ale ich ukochany zespół wciąż jest na dnie tabeli. Pokonanie tak słabego Lecha wydaje się obowiązkiem, ale z drugiej strony to goście przyjeżdżają do stolicy z nastawieniem “oni muszą, my możemy”. Dzisiejszy pojedynek nie decyduje o mistrzostwie, ale zwycięstwo w nim umożliwi Legii zajęcie pozycji wicelidera. Poznaniacy, którzy są zawsze niezwykle zmotywowani na pojedynki z największym rywalem, mogą jednak zniweczyć ten plan.


Lech jest dziś w ogromnym kryzysie, ale paradoksalnie - śledząc media nie sposób oprzeć się wrażeniu, że to słaby początek Legii jest czymś w rodzaju katastrofy. Kilkunastodniowe zwalnianie Berga, wypominanie wpadek Rzeźniczaka w social media, mniejsze i większe gównoburze - w porównaniu z tym sytuacja w Poznaniu nie była tak rozdmuchiwana. Większość kibiców poznańskiej ekipy, poza mocną krytyką zwłaszcza Karola Klimczaka i Jacka Rutkowskiego, skupiła się na szukaniu przyczyn najgorszego startu ligowego od lat.


To Legia jest jednak klubem ze Stolicy, klubem, który przyciąga uwagę i chce odskoczyć lidze. Drogę po zdobycie mistrzostwa na jego stulecie warto rozpocząć od pokonania, ba, wręcz zmiażdzenia Lecha i pogrążenia go w dalszym kryzysie. Zwycięstwo powinno być obowiązkiem, ale… tak samo miało być w maju... Dzisiejszy mecz to pierwszy wielki test zaufania kibiców wobec Stanisława Czerczesowa. Prestiż pojedynku nie odzwierciedla jednak jego znaczenia dla dalszych losów ligi, bo i tak wszystko rozstrzygnie się w siedmiu ostatnich spotkaniach. Czyli: niby trzeba wygrać, ale pewnie będzie remis.

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Legia Warszawa Lech Poznań Ekstraklasa Polska
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.