Piłkarki Medyka: Chciałybyśmy móc rozwijać się w Polsce [WYWIAD]

rok temu Piłkarki Medyka: Chciałybyśmy móc rozwijać się w Polsce [WYWIAD]
Od lewej: Dudek, Sikora, Woźniak, Gozdekfot. Medyk Konin

"To jest tak naprawdę śmieszny profesjonalizm, bo oczekuje się od nas wiele, a nie mamy zapewnionych podstawowych rzeczy."

Choć piłka nożna kobiet w Polsce zyskuje coraz większą popularność, to wciąż pod tym względem daleko jej do męskiego futbolu. O piłkarkach mało mówi się w mediach, a na portalach społecznościowych można znaleźć wiele nieprzychylnych im komentarzy – głównie ze strony osób, które nigdy w życiu nie obejrzały ich meczu. Zapraszamy do lektury wywiadu z zawodniczkami Medyka Konin, mistrza i zdobywcy Pucharu Polski. Rozmowa ta odbyła się w pociągu. Paulina Dudek, Katarzyna Gozdek, Aleksandra Sikora oraz Marta Woźniak wracały z meczu Ligi Mistrzyń, w której Medyk rywalizował ze słynnym Olympique Lyon.

***

- Jak sądzicie, dlaczego piłkarstwo kobiece jest w Polsce tak niedoceniane, a wręcz dyskryminowane? Czemu o męskiej piłce klubowej, bez sukcesów, pisze się tak wiele, a o Was tak mało?

Marta Woźniak: U nas piłka kobieca pojawiła się dość późno, zwłaszcza na takim bardziej profesjonalnym poziomie i myślę, że nie jesteśmy medialnie na takim etapie żeby było o nas głośno, dlatego też zainteresowanie, póki co, jest średnie.

Aleksandra Sikora: Może za parę lat…

Marta Woźniak: No właśnie, może za kilka lat będziemy na takim poziomie, że będziemy się mogły równać z tym, co widziałyśmy przed chwilą, we Francji, bo właśnie wracamy z meczu z Olympique’iem Lyon (wywiad był przeprowadzany 15 października – przyp. red.). Jest tam na pewno bardziej profesjonalnie pod każdym względem, także tym organizacyjnym. My powoli drepczemy w tym kierunku, stawiamy kolejne kroki z nadzieją na lepsze jutro i do tego dążymy.

Aleksandra Sikora: A czemu mężczyźni są tacy popularni, a my nie?

MW: Myślę, że tu chodzi o szkolenie…

AS: …albo pieniądze.

MW: Odstajemy pod względem stricte organizacyjnym, ale też szkoleniowym. Chociaż aspekt pieniężny jest również bardzo ważny, ponieważ jeżeli nie ma środków i odpowiedniej bazy do tego żeby się szkolić, to ciężko o lepsze rezultaty.

Paulina Dudek: No tak, ale spójrz, taki Lech ma środki, pieniądze, ma szkolenie i co? Nic.

MW:  Ciężko powiedzieć dlaczego nie ma sukcesów, jesteśmy małym krajem…

- Czy na pewno takim małym?

PD: No właśnie, Szwecja jest mniejszym krajem…

- …i ma sukcesy w piłce kobiecej.

MW: No to szukając jakiejś przyczyny, dlaczego my nie odnosimy sukcesów, a inne kraje tak, to ja upatruję problemu po pierwsze w szkoleniu, no i po drugie w nakładach pieniężnych.

AS: Jest jeszcze inna kwestia: są tacy ludzie, którzy stawiają wszystko na jedną kartę czyli albo na sport męski albo na damski, a w Polsce nie ma na wystarczająco wysokich stanowiskach osób, które mogłyby zdecydować, że jakieś środki są przekazywane na sporty damskie.

Katarzyna Gozdek: Dwa lata temu zdobyłyśmy mistrzostwo Europy U-17, chwilę było głośno i ucichło. Miałyśmy spotkanie ze Zbigniewem Bońkiem, ale on i tak nic w tym kierunku nie robi.

- Są jakieś sukcesy zarówno w kobiecej piłce młodzieżowej i klubowej. Dlaczego to się nie przekłada na liczbę inwestorów, zainteresowanych wejściem w damski futbol? Medyk opiera się głównie na pieniądzach z budżetu miasta, może trochę lepiej jest w Zagłębiu Lubin i Górniku Łęczna.

PD: Ale to dlatego, że te zespoły maja też drużyny męskie i ich zaplecze, między innymi stadiony i całą bazę treningową.

AS: Mimo to podejrzewam, iż te kluby zbyt dużego budżetu nie mają, to są pewnie jakieś ochłapy w stosunku do tego, co mają ich męskie odpowiedniki.

MW: Wydaje mi się, że problemem jest też to, że nie ma podziału na ludzi, którzy zajmują się tylko kobietami i tylko mężczyznami. Wszystko jest pomieszane, a osoby, które są odpowiedzialne za kluby męskie, mają też zwykle coś do powiedzenia w kwestii piłki kobiecej. Z reguły jest tak, że wszystko podporządkowuje się panom, kobiece federacje i drużyny powstają, bo takie są wymogi FIFY czy UEFY. Nie ma sprawiedliwego podziału pieniędzy pomiędzy kobiet i mężczyzn, po prostu jest przepis, że mają być kobiety, więc są. I tyle. Dlatego tak ciężko się nam tutaj funkcjonuje i pewnie dziewczyny się ze mną zgodzą, że my to wszystko robimy z pasji. Na pewno nie dla pieniędzy, bo to co my zarabiamy to są jakieś drobne.

- Właśnie, powiedzcie co robicie poza graniem w piłkę, bo pewnie nie wszyscy wiedzą, że normalnie pracujecie, uczycie się…

MW: No tak, robimy wszystko to co „normalni” ludzie. Pracujemy, studiujemy, uczymy się, mamy inne, nie tylko sportowe, zajęcia. Tak naprawdę piłkarkami jesteśmy dopiero pod koniec dnia, bo najpierw pracujemy, potem trenujemy młodzież, a na sam koniec trenujemy siebie. To jest bardzo trudne i wymaga od nas mega organizacji dnia żeby to wszystko pogodzić, żeby wyszło dobrze.

PD: A oczekiwania kibiców trenerów są duże.

AS: To jest tak naprawdę śmieszny profesjonalizm, bo oczekuje się od nas wiele, a nie mamy zapewnionych podstawowych rzeczy. Nie mamy odnowy biologicznej, która jest nam bardzo potrzebna, bo wracamy do gry w lidze po ciężkich meczach i zaczniemy grać w systemie środa-sobota, a do tego dochodzą szkoły, uczelnie, praca i tak jak wspomniała Marta, zajęcia z młodszymi dziewczynami. Ciężko to określić profesjonalizmem tym bardziej, że pieniądze, które zarabiamy są po prostu śmieszne. Musimy sobie same planować odnowę, jakoś korzystać z naszej wiedzy, zrobić wszystko by na następny mecz być w optymalnej dyspozycji, bo nie mamy takich ludzi, do których moglibyśmy udać się po pomoc.

MW: Teraz wracamy z Lyonu, a jutro nie mamy całego dnia na to by się zregenerować. Nasz dzień zaczyna się bardzo wcześnie.

AS: Pobudka o 6:30.

PD: O 8:00 jest szkoła.

MW: Właśnie, idziemy do pracy, do szkoły, czy na uczelnię i nie ma czasu by poświęcić kilka godzin na regenerację, odpoczynek.

- Mówiłyście o oczekiwaniach. Ale czego można od Was oczekiwać w meczu z zespołem, który ma 50-krotnie większy budżet, w ostatnich trzech latach dwukrotnie zwyciężał w Lidze Mistrzyń? Dlaczego na Wasze barki władowywana jest jakakolwiek presja?

AS: Tu chodzi o nasze własne ambicje. To jest naprawdę przykre, gdy człowiek chce dążyć do coraz wyższego poziomu, a nie może, bo nie ma kto nam w tym pomóc. Mamy świadomość tego, że jesteśmy gorzej przygotowane motorycznie, brakuje trenerów. Wychodząc na boisko jest fajnie, motywujemy się, wspieramy całą drużyną, ale jak widać to jest za mało, a sądzę, że większość z nas ma ambicje by rywalizować na równi z takimi zawodniczkami. Wiemy jednak, iż gdybyśmy chciały w jakiś sposób im dorównać, musiałybyśmy szukać gdzieś wsparcia za własne pieniądze, bo w klubie niestety tego nie mamy. To jest bardzo przykre, naprawdę bardzo, tym bardziej, że nawet jakby się chciało, to nie można tego zrobić, bo jeśli chcemy mieć jakieś pieniądze, musimy iść do pracy zamiast na dodatkowy trening.

- Rozumiem zatem, że gdybyście dziś dostały propozycję z zagranicy, to decyzja byłaby podjęta w dwie minuty? Czy nie jest to takie proste?

PD: W moim przypadku ciężko jest mówić o wyjeździe. Wcześniej byłam zawodniczką Gorzowa, spędziłam w tym mieście większość mojego życia i wiem jak trudno było mi się przenieść do Konina, do innego polskiego klubu. Przyszłam do Medyka po to by podnieść swój poziom, stać się lepszą zawodniczką. Mogę się tylko domyślać jak ciężko by mi było zmienić klub na zagraniczny. To nie jest tylko zmiana języka, ale też otoczenia na takie, którego by się nie rozumiało.

AS: My, piłkarki, chciałybyśmy tutaj mieć takie możliwości rozwoju.

PD: No właśnie, a w Polsce nie ma takiej możliwości by wejść na pewien poziom, poprawić swoją jakość. Podejrzewam, że każda z nas chciałaby móc się rozwinąć tutaj, w polskim klubie i reprezentować nie tylko swój klub, ale też swój kraj na arenie europejskiej. Pokazać, że dorównujemy zagranicznym zawodniczkom nie tylko zaangażowaniem, ale też umiejętnościami; że tutaj też jest dobra piłka i dzieje się coś fajnego.

KG: Nie chcemy być zmuszane do wyjazdu za granice, jak wielu ludzi, którzy udali się tam po to, by zarobić na życie.

PD: Jest tyle dobrych piłkarek, które, nie chcę mówić, że się zmarnowały, ale są już po prostu starsze…

AS: …i nie zostały dobrze poprowadzone.

PD: Właśnie. Są też młode piłkarki, które chciałyby doskonalić swoje umiejętności, ale nie mają na to szans. Ludzie, którzy chcą pomóc mówią, że trzeba wyjechać za granicę, że tylko tam można się rozwinąć, a ja nie wyjadę, chcę by coś się zmieniło tutaj i zrobię wszystko żeby tak się stało.

MW: Czasami to jest błędne koło. Tak jak mówiła Ola, zdajemy sobie sprawę z tego, że odstajemy fizycznie, taktycznie i technicznie może nie, ale fizycznie na pewno i to jest zauważalne. Dzisiejsza piłka na tym się opiera, więc trudno wyjechać, bo zdajemy sobie sprawę z takich braków. Dlatego my też musimy się zabezpieczać, kończymy studia i myślimy o tym co będzie, gdy zabraknie piłki nożnej; taki wariant każda z nas musi zakładać, bo piłka wiąże się z kontuzjami i mnóstwem przeróżnych spraw. Często kręcimy się w kółko: niby mamy aspiracje by wyjechać zagranicę, ale też wiemy z jakiego pułapu będziemy startowały, wiemy jakie mamy braki, więc chcemy się zabezpieczyć, ale gdy zajmujemy się pracą, uczelnią, wyrabianiem papierów trenerskich, ogólnie dokształcaniem, to w końcu zdajemy sobie sprawę z tego, że gdzieś przeoczyłyśmy ten moment, w którym mogłyśmy wyjechać. Wydaje mi się, że, jak powiedziała Paulina, mamy mnóstwo bardzo zdolnych piłkarek w różnym wieku, które śmiało mogłyby aspirować do gry zagranicą, ale wiemy też na jakim poziomie tu jesteśmy i te obawy nie pozwalają nam wyjeżdżać. Nie sztuką jest wyjechać. Fajnie byłoby gdyby coś ruszyło się tutaj, w Polsce, bo to jest nasz kraj, jesteśmy z nim związane, w grę wchodzą również względy emocjonalne. Jesteśmy kobietami, a kobiety są z reguły wrażliwe. Musimy walczyć o to by tutaj było coraz lepiej, by wszystko się rozwijało, szło do przodu.

AS: A jak my się wyszkolimy, to i inni będą mieli lepiej! Myślę tu o młodszych rocznikach.

- Czy sądzicie, że to właśnie przez braki w przygotowaniu, Ewa Pajor ma teraz problemy z przebiciem się do składu Wolfsburga?

PD: Rozmawiałyśmy o tym z dziewczynami wracając z meczu. Mamy przykład Magdy Szaj, która zaczęła grać mecze ligowe i sparingowe w miesiąc, dwa po transferze do Turbine Poczdam i po niedługim czasie doznała kontuzji kolana, zerwała więzadła krzyżowe. Długo pauzowała, dopiero teraz powraca do gry. Myślę, że w przypadku Ewy to jest kwestia mądrego wprowadzania jej do drużyny. W Polsce po przejściu do innej drużyny, Ewa zaczęłaby grać od razu, nie musząc udowadniać niczego. W Niemczech dają czas Ewie na przygotowanie, zrozumienie filozofii gry, taktyki i myślę, że za chwilę zacznie grać. Zresztą już w 1/16 LM zagrała 30 minut w drugim meczu Wolfsburga. To kwestia czasu aż Ewa zacznie grać połowy, później całe mecze i będzie zdobywać bramki dla nowej drużyny (Ewa Pajor zdobyła pierwszą bramkę dla VfL 7 listopada 2015 r. – przyp. red.). To kwestia mądrości trenera. Sądzę, że w ciągu roku Ewa stanie się podstawową zawodniczką Wolfsburga. Każdy się dziwi „jak to?”, „czemu nie gra?”, a według mnie to dobre posunięcie.

AS: Ja myślę, że najwięcej złego do powiedzenia na ten temat mają ludzie, którzy się nie znają.

MW: Również uważam, że to mądre posunięcie. Każdy kto zna Ewę z występów w Medyku Konin dziwi się dlaczego ona nie gra. A ja myślę, że trenerzy w Niemczech doskonale wiedzą co robią. Na pewno widzą, że Ewa ma w stosunku do swoich rywalek o miejsce na boisku braki fizyczne i nie chcą tego jej talentu zniszczyć. Ona w końcu się ogra, nabierze masy fizycznej i zacznie występować i myślę, że to będzie z korzyścią dla niej. Był już poruszany przykład Magdy Szaj, świetnej piłkarki, która doznała ciężkiej kontuzji po trzech miesiącach w silnej Bundeslidze, w nowym klubie, na „dzień dobry”, a wiadomo, że po każdym urazie ciężko się wraca. Ludzie w Wolfsburgu właśnie o tym pomyśleli. Nie chcą Ewy na tu i teraz, myślą o niej perspektywicznie.

AS: Poruszę jeszcze jeden aspekt. W polskiej lidze zawodniczka z zagranicy ma od razu miejsce w pierwszym składzie i gra od razu całe mecze. Jak się idzie tam, to trzeba najpierw coś udowodnić i wywalczyć sobie ten skład. Myślę, że to jest normalne w sporcie, tylko nie u nas.

MW: U nas jest takie przekonanie, że zawodniczka z zagranicy jest lepsza, niczego nie musi udowadniać.

AS: Ale to nie tylko u kobiet, u mężczyzn jest dokładnie tak samo.

MW: Mamy zbyt niskie mniemanie o sobie, to nie jest prawa, że jesteśmy gorsi. Idąc zagranicę trzeba coś pokazać, przychodząc tutaj ma się wszystko podane na tacy i to my, Polki, musimy udowadniać, że jesteśmy lepsze. Jeśli to się nie zmieni, to poziom polskich piłkarek też nie pójdzie w górę, bo trudno na to liczyć, gdy większość meczów siedzi się na ławce bądź grywa się „ogony”.

- Czy w świetle tego co mówicie, widzicie szanse na rozwój piłki kobiecej w Polsce? Patrząc krótkoterminowo, czy gdybyście znów zostały mistrzyniami kraju, stać by Was było na awans do np. 1/8 finału LM?

PD: Nie sądzę żeby w ciągu roku zaszła jakaś zmiana w Medyku jeśli chodzi o organizację czy choćby opłacanie zawodniczek. Wątpię też by nagle pojawili się dodatkowi trenerzy. My zawsze mierzymy wysoko, więc oczekiwania piłkarek będą takie same albo większe, nawet jeżeli znowu trafimy na Lyon, zrobimy wszystko co w naszej mocy by pokrzyżować im plany.

AS: Ale czy myślimy, że jesteśmy w stanie zrobić postęp, czy w klubie coś się zmieni, aby móc podnieść tę poprzeczkę i przejść do kolejnego etapu?

MW: Generalnie jeżeli mamy aspirować do najlepszych, to powinno się coś zmienić, a nawet musi się coś zmienić, bo wysokie cele możemy sobie zawsze zakładać. Zresztą Medyk to już jest taka marka, że w Polsce zawsze walczy o najwyższe laury, a i w Lidze Mistrzyń nie jesteśmy już nowicjuszkami. W zeszłym roku debiutowałyśmy, teraz mamy za sobą drugi występ, liczymy na trzeci. Mamy w nogach już trochę tych meczów na europejskim poziomie, więc aspiracje i marzenia też są większe. Myślę jednak, że jeżeli mamy walczyć z najlepszymi, prezentować się dobrze nie tylko w turnieju eliminacyjnym, ale też w fazie pucharowej, a nawet jeśli mamy godnie odpaść z wielkim rywalem, to klub nas musi odpowiednio do tego przygotować.

AS: Mecze z Glasgow przed rokiem, a zwłaszcza te z Lyonem, uwypukliły wszystkie nasze mankamenty, pokazały czego nam brakuje. Myślę, że trener znalazł odpowiedź na to czego nam brakuje i czego potrzeba, bo sądzę, że doskonale zdaje sobie sprawę z tego jakie są nasze oczekiwania wobec niego i wobec samych siebie. Mam nadzieję, że umożliwi nam pracowanie nad sobą, nad tym by drużyna była coraz lepsza, żeby osiągała coraz lepsze rezultaty. My od siebie wymagamy tego, by po raz kolejny wygrać mistrzostwo Polski i znów zagrać w Lidze Mistrzyń, pokazać się z jeszcze lepszej strony.

- To nie jest pewnie pytanie do Was, ale mimo to je zadam: jak sądzicie co Medyk powinien zrobić marketingowo, by zaczęto o nim mówić, pisać, by stał się modny? Bo ja nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego na meczu z Lyonem była niższa frekwencja niż przed rokiem z Glasgow.

MW: Wydaje mi się, że to dlatego, bo bilety były odpłatne (w zeszłym roku wejściówki na Ligę Mistrzyń kosztowały 1 zł – przyp. red.). 10, 20, 30 zł to nie jest majątek, ale jednak zawsze coś. Poza tym w tamtym roku, szkoły miały wejście darmowe. To pewnie był główny czynnik, uczniowie nie zapełnili trybun w takim stopniu, jak przed rokiem. W Internecie czytałyśmy coś o pogodzie, ale rok temu to był ten sam termin, taka sama pogoda.

- Wy byłyście rozgrzane, ale uwierzcie mi, że teraz było zimniej.

MW: No tak, na boisku było pewnie inaczej niż na trybunach (śmiech). Głównym czynnikiem pozostanie pewnie kasa.

PD: Poza tym to był środek tygodnia, ludzie byli w pracy.

AS: Ale mimo wszystko można było zaangażować w to szkoły.

PD: Myślę też, że w zeszłym roku debiutowałyśmy, więc zainteresowanie było większe. Choć nie wiem dlaczego taka nazwa jak Olympique Lyon nie przyciągnęła ludzi na trybuny.

MW: To jest przykre, bo Konin dawno nie miał takiej imprezy sportowej i nie wiem czy kiedyś jeszcze ktoś, poza Medykiem, zapewni takie wydarzenie, takie święto dla miasta, bo to nie tylko nasz dzień, ale też promocja dla Konina.

PD: Mnie dziwi to, że trenerzy młodszych zespołów nie zabrali swoich podopiecznych na to spotkanie. Dla mnie to sprawa obowiązkowa, pokazać młodym zawodniczkom jak grają ich starsze koleżanki, a także idolki. Nie mówię tu tylko o drużynach z Konina i okolic.

AS: A może frekwencja była słaba przez transmisję w telewizji?

- W zeszłym roku też była transmisja.

AS: Cóż, w takim razie nie dowiemy się dziś co było przyczyną (śmiech).

PD: Może w zeszłym roku ludzie bardziej w nas wierzyli? W każdym razie nam było przykro, że kibicowały nam głównie nasze koleżanki ze szkoły lub podopieczne, za co serdecznie im dziękujemy.

MW: Tak, dziewczyny były słyszalne, wiemy, że to były młode piłkarki, które na co dzień, z osób siedzących w tym pociągu, ja i Ola trenujemy.

AS: W gimnazjum numer 6 (Szkoła Mistrzostwa Sportowego w Koninie – przyp. red.).

MW: To było miłe, że nasze podopieczne wspierały swoje trenerki.

- A jakie jesteście jako trenerki?

PD: Ja mogę powiedzieć, bo Marta Woźniak jest moją nauczycielką. Powiem szczerze, że jestem kompletnie niezadowolona (śmiech). Krótko i na temat: ani razu nie widziałam jej na zajęciach, do pracy chodzi wtedy, kiedy chce, właściwie to highlife!

MW: Nie zgadzam się! To jest moja najgorsza uczennica, która przysparza mi ogrom problemów.

- Często zapomina stroju na WF?

MW: Bardzo! A jak są zajęcia dodatkowe, to się wymiguje, w ogóle nie bierze w nich udziału. I jeszcze liczy na szóstkę z wychowania fizycznego!

PD: To ja mogę powiedzieć zdecydowanie więcej! Pani magister Marta Woźniak nie zdawała matury z matematyki, czego rezultaty widać do dzisiaj, bo gdy Ola poprosiła Martę, by ta wlała ¾ wody do shakera, Marta zapytała się: ile to jest ¾?

Wszystkie: (śmiech)

MW: To teraz na poważnie. Na pewno chcemy żeby te dziewczyny jak najlepiej się rozwijały. Same jesteśmy piłkarkami, wiemy czego my oczekujemy od swojego trenera i staramy się to przekazać naszym podopiecznym. Myślę, że one same nie zdają sobie sprawy z tego jakie mają szczęście, że maja nas, nie tylko mnie i Olę, bo są jeszcze Ania Gawrońska, Ania Szymańska, Natalia Pakulska, Kasia Daleszczyk, Dagmara Grad. Jest nas na tyle dużo, żeby zapewnić tym dziewczynom jak najlepszy rozwój. Mogą do nas przyjść z każdym problemem. Jakie jesteśmy, czy wymagające, czy nie, to już chyba nie nas należy pytać, ale na pewno chcemy dla tych dziewczyn jak najlepiej, same się cały czas dokształcamy.

- A na zajęciach mówisz do Marty „proszę pani” czy „Marta”?

MW: Ona do mnie „siema!” mówi!

PD: Nie, tak jak już wcześniej wspomniałam Marta Woźniak nie przychodzi na zajęcia, więc nie mam jak do niej mówić (śmiech).

MW: Ja sprostuję. Paulinka jak mnie widzi w szkole, to nie mówi do mnie „dzień dobry” ani „pani magister”, tylko „siema” i do tego jeszcze „dawaj pięć dych, muszę zapłacić na ubezpieczenie”. To jest kuriozum i najgorsza uczennica jaką mogłam mieć!

PD: (śmiech) Muszę sprostować. Nie powiedziałam „dawaj pięć dych”, tylko „proszę, pożycz mi pieniądze”, a po drugie te pieniądze już są oddane.

KG, AS: (śmiech)

MW: No dziwne, że miałyby nie być! I ona jeszcze szóstkę chce w tej sytuacji.

- Może na ukojenie nerwów zupełnie zmienimy temat. Jakie macie wzorce piłkarskie, może ulubione drużyny?

AS: Ja ogólnie aż tak się nie interesuje piłką nożną…

PD, KG, MW: (śmiech)

PD: Proszę, Ola, wymień mi pięciu piłkarzy Realu Madryt!

AS: Ale przecież ja się przyznaję do tego średniego zainteresowania! Moim najświeższym idolem jest Robert Lewandowski. Bardzo mi się podoba jego postawa jako kapitana i jako zawodnika.

- No i jest Twoim kolegą po fachu [Aleksandra Sikora jest kapitanką reprezentacji Polski – przyp. red.].

PD: I mają wspólną fotkę!

MW: Którą ja robiłam!

AS: Nie ukrywam, że bacznie go obserwuję i…

PD: …i musi mieć tego świadomość (śmiech).

AS: Nie! I bardzo mi imponuje. Z jego żony też biorę przykład, bo jest moim wzorcem jeśli chodzi o sportową dietę. Ten duet bardzo mi się podoba.

MW: Jeśli chodzi o piłkarki, moim odwiecznym wzorcem jest Marta da Silva, Brazylijka, która ma genialną technikę, motorykę i jest dla mnie po prostu kompletną piłkarką. Najwyższy światowy poziom.

PD: Prawda jest taka, że lubi ją dlatego, że ma na imię Marta.

MW: I gra z „10” jak ja! (śmiech)

PD: Ja nie mam idola, z każdego czerpię po trochu. Jak coś mi się spodoba, to staram się to zrealizować.

KG: Z kolei moim idolem z dzieciństwa był Thierry Henry, chociaż gram na zupełnie innej pozycji niż on (śmiech). A z piłkarek to Brazylijka Cristiane, która podobnie jak Henry występuje w ataku.

MW: A z naszej drużyny?

KG: Z naszej?

MW: Niekoniecznie ze swojej formacji, no dalej, przecież mówiłaś nie raz (śmiech)!

AS: Już nie wymuszaj (śmiech).

KG: Ostatnio miałyśmy też okazję zobaczyć jak gra Louisa Necib. To jaki ma spokój, a jednocześnie nonszalancję, jak rozgrywa piłkę, dokładnie podaje… Jest porównywana do Zinedine’a Zidane’a.

- Dojeżdżamy do Konina. Czas się pożegnać.


 ***


Paulina Dudek (18 lat) – pomocniczka, mistrzyni Europy U-17, reprezentantka Polski

Katarzyna Gozdek (19 lat) – obrończyni, kapitanka zespołu mistrzyń Europy U-17

Aleksandra Sikora (24 lata) – pomocniczka, kapitanka reprezentacji Polski

Marta Woźniak (29 lat) – pomocniczka, wychowanka Medyka, związana z klubem od ponad 20 lat

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Wywiad Paulina Dudek Katarzyna Gozdek Aleksandra Sikora Marta Woźniak Medyk Konin Polska
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.