Andrzejkowe TOP 10

rok temu Andrzejkowe TOP 10
fot. Transfery.info

Zbliżają się Andrzejki, a zatem postanowiliśmy przyjrzeć się solenizantom, którzy zapisali się w historii polskiego futbolu.

Dziesięciu reprezentantów Polski i dziesięć całkowicie innych historii. Nasze imieninowe zestawienie prezentuje się naprawdę okazale. Aby nie psuć niektórym z czcigodnych solenizantów humorów w dniu ich święta, postanowiliśmy nie przygotowywać rankingu wedle ich zasług czy umiejętności, a jedynie zaprezentować najlepszych Andrzejów w historii polskiej piłki w kolejności alfabetycznej (według nazwiska, rzecz jasna).

Andrzej Buncol - pomocnik, medalista mistrzostw Świata z 1982 roku i zdobywca Pucharu UEFA z 1988 roku. Pochodzi z Gliwic i jest wychowankiem Piasta, ale w ekstraklasie zadebiutował w barwach Ruchu Chorzów. Później przez kilka sezonów grał w warszawskiej Legii, skąd w 1986 roku, za zawrotną wówczas sumę 800 tysięcy marek, trafił do FC 08 Homburg. W beniaminku Bundesligi spędził zaledwie jeden sezon, bo już po roku trafił do słynnego Bayeru Leverkusen. Przez pięć lat był niekwestionowaną gwiazdą zespołu „Aptekarzy”. Ostatnie lata kariery spędził w Fortunie Düsseldorf. W 1987 roku przyjął obywatelstwo niemieckie, co zostało bardzo źle odebrane przez władze PRL.

- W oficjalnej propagandzie pojawiły się informacje, że Buncol został Niemcem i wyrzekł się Polski. Co za bzdura! Nie mogłem przebić się z informacją, że tylko przyjąłem drugie obywatelstwo i oczywiście zachowałem polski paszport. Nikt w Polsce nie chciał słuchać - tłumaczył po latach w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”.

Wyjazd do Niemiec sprawił, że kariera Buncola w reprezentacji Polski skończyła się przedwcześnie. Mimo to, może się on pochwalić srebrnym medalem mistrzostw Świata w Hiszpanii, który otrzymał za wywalczenie z „Biało-Czerwonymi” trzeciego miejsca na mundialu. W kadrze rozegrał w sumie 51 spotkań, ale w uznaniu zasług, w 2014 roku został włączony do Klubu Wybitnego Reprezentanta. Obecnie pracuje w Bayerze Leverkusen.

 

Andrzej Iwan - legendarny napastnik Wisły Kraków, medalista mistrzostw Świata z 1982 roku. Przez większość kariery związany z „Białą Gwiazdą”, w barwach której świętował zdobycie jednego mistrzostwa Polski. Później przez trzy lata gry w Górniku Zabrze… potroił ten dorobek. Próbował szczęścia w Niemczech, Grecji i Szwajcarii, ale zagranicą nie radził sobie tak dobrze jak w ojczyźnie. Głównie dlatego, że wówczas jego organizm był już mocno wyniszczony przez alkohol.

Kilka lat temu ukazała się jego autobiografia pt. „Spalony”. Opowiedział w niej szczerze o swoich zmaganiach z alkoholizmem, hazardem, depresją. Ma świadomość tego, że nie wykorzystał w pełni swojego talentu.

- Ja generalnie robiłem wszystko by w piłkę grać jak najkrócej. Alkohol to moja największa porażka. Druga to hazard, ale na tym nie koniec. Należałoby do tego dodać moje podejście do treningów, do rehabilitacji - wyliczał w rozmowie z Jakubem Radomskim dla portalu NaTemat.

Obecnie Iwan jest ekspertem i komentatorem telewizyjnym. Jego syn, Bartosz, również gra w piłkę, jest zawodnikiem GKS-u Katowice.

 

Andrzej Jarosik - złoty medalista Igrzysk Olimpijskich z 1972 roku, legenda Zagłębia Sosonowiec i najlepszy strzelec w historii klubu. Kibice sosnowieckiego klubu go uwielbiali, ale wśród kolegów z drużyny nie cieszył się podobną popularnością. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy była jego abstynencja. Dziś piłkarzy, którzy nie sięgają po alkohol ocenia się mianem profesjonalistów; wówczas napastnik uchodził za dziwaka.

Podczas turnieju w Monachium odmówił trenerowi Kazimierzowi Górskiemu wejścia na boisko z ławki, tłumacząc, że nie chce grać „ogonów”. Spotkały go za to surowe represje: jako jedyny członek zespołu nie otrzymał Złotego Krzyża Zasługi ani pamiątkowego medalu za wybitne osiągnięcia sportowe.

W 1975 roku wyjechał do Francji i tam, w SC Toulon, zakończył karierę. Wcześniej występował w Racingu Strasbourg. Do dziś mieszka nad Sekwaną. Odciął się od Polski i od rodzinnego Sosnowca.

- Andrzej nie zgadza się na żaden wywiad. Prosił żeby przekazać, że pozdrawia wszystkich kibiców Zagłębia. Cieszy się, że cały czas się o nim pamięta. Ale powtarza, że sosnowiecki okres wykreślił z kalendarza. Zraził się kiedy dostał propozycję z Tottenhamu Hotspur, a działacze Zagłębia nie chcieli go tam puścić - tłumaczyła przed laty żona piłkarza, w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

Do dziś Jarosik nie udzielił żadnego wywiadu, trudno też znaleźć jego aktualne zdjęcie.

 

Andrzej Juskowiak - wicemistrz i król strzelców Igrzysk Olimpijskich z 1992 roku. W polskiej ekstraklasie grał tylko w barwach Lecha Poznań, z którym dwukrotnie zdobywał mistrzostwo Polski, a także został królem strzelców w sezonie 1989/1990. 

Śmiało można powiedzieć, że zrobił karierę zagranicą. W każdym zespole, w którym grał, był wiodącą postacią i strzelał bramki. Zaczęło się w 1992 roku, od Sportingu Lizbona. W klubie z Portugalii wywalczył swoje jedyne zagraniczne trofeum - zdobył puchar krajowy. Po trzech latach na Półwyspie Iberyjskim przeniósł się do Olympiakosu, a już po roku trafił do Borussi Mönchengladbach. Miał tam jednak problemy ze skutecznością i po dwóch sezonach przeniósł się do Wolfsburga. W drużynie „Wilków” regularnie zdobywał ponad 10 goli w sezonie.

Po 4 latach w VfL trafił do Energie Cottbus. Ani w tym, ani w kolejnym klubie, amerykańskim MetroStars, nie zagrzał miejsca zbyt długo. Karierę kończył w 2007 roku w występującym 2.Bundeslidze Erzgebirge Aue.

Z pewnym niedosytem można mówić o karierze reprezentacyjnej Juskowiaka. Rozegrał on w kadrze 39 meczów i strzelił 13 goli, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że stać go było na więcej.

Po zakończeniu przygody z piłką odnalazł się jako ekspert i komentator telewizyjny. Często cytuje się go w prasie sportowej. Próbował też szczęścia w Lechii Gdańsk, gdzie zatrudniony był jako wiceprezes, ale piastował tę funkcję zaledwie przez kilka miesięcy.

 

Andrzej Niedzielan – 19-krotny reprezentant Polski, dwukrotny mistrz Polski. W ekstraklasie debiutował w barwach Zagłębia Lubin, ale jego talent rozkwitł po transferze do Górnika Zabrze. Początkowo nieśmiało przebijał się do pierwszej jedenastki śląskiego zespołu, ale w rundzie jesiennej sezonu 2002/2003 wziął ligę szturmem, zdobywając zawrotną liczbę 15 goli w 14 meczach! Genialna dyspozycja poskutkowała transferem do Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski. Popularny „Wtorek” zakończył sezon z dorobkiem 21 bramek i był na ustach całej piłkarskiej Polski. Eksperci rozpływali się nad niemal mityczną „szybkością Niedzielana”.

Po roku spędzonym w Grodzisku odszedł do Eredivisie. W NEC Nijmegen wiodło mu się ze zmiennym szczęściem. W pierwszych dwóch sezonach zdobył w sumie 8 goli, by nagle w trzecim wpisać się na listę strzelców aż 10 razy. Ostatni rok w Holandii to tylko 2 bramki ligowe na koncie.

Napastnik wciąż jednak cieszył się uznaniem w ojczyźnie i został zakontraktowany przez Wisłę Kraków. W dwa lata zdobył dwa tytuły mistrzowskie, ale jego udział w tych sukcesach był skromniutki. Tylko jeden gol i powracające jak bumerang urazy sprawiły, iż Niedzielan, obok Tomasza Dawidowskiego, stał się symbolem pomyłki transferowej.

Zawodnik odżył w Ruchu Chorzów, z którego już po roku trafił do Korony. W Kielcach znów błyszczał, dzięki czemu zapracował na transfer do Cracovii. Powrót do Krakowa był błędem - jeden gol przez pół roku potwierdził, iż małopolski klimat nie służy snajperowi. Ostatnie lata kariery spędził w Ruchu, ale nigdy nie wrócił już do dawnej dyspozycji. W zeszłym roku zakończył karierę piłkarską.

 

Andrzej Pałasz - medalista mistrzostw Świata z 1982 roku. Rodowity zabrzanin, większość kariery spędził w Górniku. Miano wobec niego ogromne oczekiwania, nazywano go „drugim Lubańskim” i choć napastnik nie zrobił aż takiej kariery jak jego starszy kolega, to i tak może pochwalić się sporym dorobkiem.

Z Górnikiem Zabrze trzykrotnie sięgał po mistrzostwo Polski. Choć nie był typowym snajperem i często próbowano go również w pomocy, w 225 meczach ligowych zdobył 39 goli.

W reprezentacji Polski wystąpił 34 razy i zaliczył 7 trafień w jej barwach. Największym sukcesem Pałasza jest oczywiście srebrny medal mistrzostw Świata w Hiszpanii.

- To było jak bajka. W Polsce stan wojenny, zero grania w Europie, problemy w klubach i nagle trafiamy do innego świata. I jeszcze rozdajemy karty. Zagrałem tylko w dwóch meczach, między innymi w półfinale z Włochami, ale cały ten miesiąc to było coś fantastycznego. A miałem wtedy tylko 22 lata - wspominał zawodnik w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”.

W 1987 roku, po trzecim mistrzostwie z Górnikiem, odszedł do Hannoveru 96, w którym grał przez dwa lata. Później trzy sezony spędził w tureckim Bursasporze, by w 1992 roku wrócić do Niemiec, do Bayeru Dormagen, w którym zakończył karierę.

Obecnie mieszka w Niemczech, gdzie szkoli młodych adeptów futbolu w szkółce piłkarskiej.

 

Andrzej Rudy - brązowy medalista mistrzostw Europy U-18 w 1984 roku. Urodzony w Ścinawie, pierwsze piłkarskie szlify zbierał w tamtejszej Odrze. Stamtąd trafił do Śląska Wrocław, w którym grał przez 5 lat i zdobył Puchar Polski. Kilka miesięcy spędził też w GKS-ie Katowice. Uważany był za ogromny talent.

Nigdy nie zrealizował pokładanych w nim nadziei, przynajmniej nie w barwach reprezentacji Polski. Dlaczego? 12 listopada 1988 roku kadra polskich ligowców, miała zmierzyć się ze swoimi włoskimi odpowiednikami. Rudy był powołany na to spotkanie, ale nie wziął w nim udziału, bo przed meczem uciekł z hotelu, w którym skoszarowani byli piłkarze i przedostał się do Republiki Federalnej Niemiec. Władza ludowa nie miała wątpliwości: pomocnik zdradził ojczyznę. Sam Rudy przyznaje, iż swoją akcję planował miesiącami.

- Uciekając, wiedziałem, że ryzykuję, że nie będzie łatwo wrócić legalnie do  gry na Zachodzie, ale szybko się okazało, że najłatwiejsza w tym wszystkim była ucieczka. Poważne kluby, które mnie interesowały, bały się wielkiej awantury, która wybuchła o mnie w Polsce - mówił zawodnik na łamach „Rzeczpospolitej”.

Rudy miał szansę na transfer do AS Monaco.

- Byłem dwa miesiące w Paryżu, podpisałem nawet wstępny kontrakt, ale ostatecznie z  niego zrezygnowałem - wspomina w rozmowie z „Rz”.

Ostatecznie został piłkarzem FC Köln i grał tam, z krótką przerwą na wypożyczenie do Brøndby, przez prawie siedem lat. W 1995 roku przeszedł do Bochum, a po roku do Lierse, z którym wywalczył mistrzostwo Belgii.

Następnie Rudy trafił do wielkiego Ajaxu Amsterdam. W barwach słynnego klubu zwyciężył w Eredivisie oraz dwukrotnie w Pucharze Holandii. Później na dwa lata wrócił do Belgii, a karierę kończył w niższych ligach niemieckich.

Po upadku PRL Rudy wrócił do reprezentacji Polski, ale nie odgrywał w niej znaczącej roli. Jego licznik występów w drużynie narodowej, zatrzymał się na liczbie 16. Dzisiaj jest trenerem młodzieży w niemieckim klubie TSC Euskirchen.


Andrzej Szarmach - dwukrotny medalista mistrzostw Świata, wicemistrz i król strzelców Igrzysk Olimpijskich w 1976 roku. Bez wątpienia najlepszy piłkarz w naszym zestawieniu. Łącznie w polskiej oraz francuskiej ekstraklasie zdobył ponad 250 bramek! W reprezentacji w 61 meczach, strzelił 32 gole. Nic dziwnego, że wołano na niego „Diabeł”.

- Z tym „Diabłem” to też fajna historia. Kiedy jako młody chłopaczek, blondynek, wchodziłem do składu Polonii Gdańsk, to koledzy wołali na mnie "Anioł". I potem w Essen graliśmy mecz z niemiecką młodzieżówką. Kazek Kmiecik dorzucił mi piłkę na 18. metr, a ja wyskoczyłem wyżej niż obrońcy i zza pola karnego strzeliłem głową gola. Jurek Kasalik z Lecha potem powiedział, że takie bramki to zdobywa diabeł, a nie żaden anioł i tak zostało - Szarmach tłumaczył genezę swojego przydomku w rozmowie z „Super Expressem”.

Pochodzi z Gdańska i wychowywał się w tamtejszych Polonii oraz Stoczniowcu. Krótką chwilę spędził też w Arce Gdynia. W ekstraklasie debiutował jako zawodnik Górnika Zabrze, a po 4 latach przeniósł się do Stali Mielec. Nigdy nie udało mu się zdobyć mistrzostwa Polski.

W 1980 roku trafił do francuskiego Auxerre. Słynny magazyn „France Football” dwukrotnie przyznał mu tytuł najlepszego obcokrajowca tamtejszej ekstraklasy. W „AJA” Szarmach rozegrał 148 spotkań i zdobył aż 94 gole. Do dzisiaj uważany jest za klubową legendę.

Ostatnie cztery lata kariery spędził w Guingamp oraz w Clermont Foot. W tym drugim klubie pełnił funkcję grającego trenera. Do końca prezentował zabójczą skuteczność pod bramką rywali.

Po zakończeniu kariery piłkarskiej, płynnie przeszedł do zawodu szkoleniowca. Oprócz Clermont, prowadził Châteauroux oraz Angoulême, a także Zagłębie Lubin. Ostatnim klubem, w którym pracował było francuskie FC Aurillac-Arpajon, z którego odszedł w 2001 roku. Od tej pory na dobre zerwał zawodowe kontakty z futbolem.

Andrzej Woźniak – 20-krotny reprezentant Polski, mistrz Polski i Portugalii. Jedyny bramkarz w naszym zestawieniu urodził się w Koninie i rozpoczął swoją przygodę z piłką w tamtejszym Górniku. Później przez kilka lat „zwiedzał” kluby z Łodzi i okolicy: był zawodnikiem Widzewa, Orła, GKS-u Bełchatów oraz ŁKS-u. W tym ostatnim klubie zadebiutował w ekstraklasie w 1989 roku. Po pięciu latach odszedł do największego rywala Łódzkiego Klubu Sportowego, do Widzewa. Spędził tam dwa sezony i zdobył tytuł mistrza Polski. Dobra postawa bramkarza zaowocowała transferem do FC Porto.

Jeszcze w barwach Widzewa, w 1995 roku, rozegrał swój najlepszy mecz w reprezentacji Polski. Guérin, Zidane, Lizarazou… największe gwiazdy światowego futbolu nie potrafiły znaleźć sposobu na Woźniaka! Polak dał się pokonać tylko raz, z rzutu wolnego, a „Biało-Czerwoni” zremisowali z Francuzami 1-1. Dzięki temu spotkaniu bramkarza zaczęto nazywać „Księciem Paryża”.

Po transferze do Portugalii Woźniak rozegrał kolejny pamiętny mecz. Tym razem niestety nie popisał się w spotkaniu z Anglią, w 1997 roku. Kibice uznali go za winnego porażki, a jego błędy miały szersze reperkusje – Polak stracił miejsce między słupkami FC Porto. Na osłodę zdobył jeszcze tytuł mistrza Portugalii, choć na pewno wolałby mieć większy udział w tym sukcesie. Po roku Woźniak przeniósł się do Bragi, w której grał częściej, ale wciąż nie tak często jakby sobie tego życzył.

„Książe Paryża” wrócił do Polski i związał się z Lechem Poznań. Ani w „Kolejorzu”, ani później w Widzewie nie zdołał wywalczyć miejsca w podstawowym składzie. W 2001 roku zakończył karierę piłkarską i rozpoczął pracę trenera bramkarzy, najpierw w RTS-ie, a później w Koronie Kielce, Pogoni Szczecin i Lechu.

Gdy pracował w Poznaniu, do jego drzwi zapukało CBA. Okazało się, że Woźniak brał udział w korupcji, gdy był asystentem Dariusza Wdowczyka w Koronie. Sąd Rejonowy skazał go na 2,5 roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata, a PZPN ukarał pięcioletnią dyskwalifikacją.

Obecnie Woźniak wraca do normalności po odbyciu kary. Trenował bramkarzy w Dolcanie Ząbki, a przed obecnym sezonem znalazł zatrudnienie w gdańskiej Lechii.

 

Andrzej Zgutczyński – 5-krotny reprezentant Polski, uczestnik mistrzostw Świata w Meksyku (1986), dwukrotny mistrz Polski. „Zgutek” przyszedł na świat w Ełku, a jego pierwszym klubem był Mazur. Stamtąd trafił do Lecha, ale w Wielkopolsce wystąpił zaledwie w jednym meczu i przeniósł się do Bałtyku Gdynia. Próbował swoich sił się także w Legii, jednak i tam nie dał rady się przebić. Za to w Gdyni czuł się bardzo dobrze i pomógł Bałtykowi w historycznym awansie do ekstraklasy w 1980 roku. W pierwszym sezonie w elicie zdobył aż 11 bramek, ale potem nie był aż tak skuteczny. Mimo to w 1983 roku zgłosił się po niego Górnik Zabrze. Na Śląsku jego talent rozkwitał stopniowo. W swoim pierwszym sezonie trafił do siatki zaledwie dwukrotnie. W następnej kampanii poprawił się o cztery gole i przyczynił się do zdobycia mistrzostwa Polski przez klub. Kolejny sezon to kolejne mistrzostwo Górnika i eksplozja formy Zgutczyńskiego! Snajper wywalczył tytuł króla strzelców, zdobywając 20 bramek!

- Graliśmy uniwersalnie, więc często było tak, że zbiegałem do obrony, a ktoś wbiegał na moje miejsce w ataku. A wybitnych graczy mieliśmy tylu, że wcale nie musiałem zostać najlepszym strzelcem. Zresztą moja była tylko 1/4 dorobku całej drużyny. Górnik to był wtedy samograj, kibice przed meczem zastanawiali się, czy wygramy 3:0, czy 4:0. Kapitalny okres... - wspominał piłkarz na łamach „Przeglądu Sportowego”.

Należy przyznać, iż zawodnik miał perfekcyjne wyczucie czasu. Jego najlepszy sezon w karierze miał miejsce tuż przed mundialem w Meksyku. Zgutczyński poleciał na mistrzostwa Świata i rozegrał na nich kwadrans w wygranym 1-0 meczu z Portugalią. Następnie podpisał kontrakt z AJ Auxerre i przeniósł się do Francji. Tam jego parterem w ataku był sam Eric Cantona!

- Jeśli chodzi o Auxerre, do dziś żałuję dwóch sytuacji. Graliśmy z Paris Saint-Germain, a ja fantastycznie radziłem sobie z Julio Cesarem. W jednej sytuacji ograłem Brazylijczyka, położyłem na ziemi bramkarza Joela Batsa i zamiast strzelać, podałem do młodszego kolegi, Erica Cantony. A ten z pięciu metrów strzelił w trybuny. W kolejnym meczu sytuacja się powtórzyła. Myślę, że wtedy mogłem się zachować jak egoista - żałuje Zgutczyński.

Polskiemu napastnikowi nie pomagały też urazy.

- Granie na Zachodzie skomplikowała mi kontuzja. Wyleczyłem jedną, ale zaraz przyplątała się kolejna i znowu miałem długą pauzę. Nigdy jednak nie żałowałem wyjazdu do Francji. Jestem zadowolony z tego, co osiągnąłem - podkreśla.

W Auxerre zdobył tylko jedną bramkę i po roku przeniósł się do Dijon. Następnie grał w CS Meaux oraz w szwedzkim Finnskooga Sysslābeck. W końcu powrócił do klubu, w którym spędził większość kariery: do Bałtyku Gdynia. Później grał jeszcze w Raduni Stężyca, którą, po zakończeniu kariery, przez pewien czas prowadził jako trener.

 

Wszystkim Andrzejom, tym, którzy grali bądź grają w piłkę i tym, którzy tylko o niej czytają, życzymy wszystkiego najlepszego!

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Andrzej Buncol Andrzej Iwan Andrzej Jarosik Andrzej Juskowiak Andrzej Pałasz Andrzej Rudy Andrzej Niedzielan Andrzej Szarmach Andrzej Woźniak Andrzej Zgutczyński
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.