Nokaut Gergela, Górnik lidera rozstrzelał

rok temu Nokaut Gergela, Górnik lidera rozstrzelał
fot. Aleksandra Sieczka

A co jeśli to tylko sen? Zabrzanie w drugiej połowie stali się prawdziwą machiną do zabijania i pod batutą słowackiego generała wbili Piasta w murawę.

PRZEPIS NA WIDOWISKO

Składniki:

  • garść zaangażowania
  • 11kg dokładności
  • baniak techniki
  • potężna łyżka zrozumienia
  • finezja, szybkość
  • szczypta zdrowej rywalizacji

***

  • element zaskoczenia
  • GERGEL

Uwaga, należy zachować szczególną ostrożność podczas łączenia składników: mieszanina skrajnie wybuchowa! Nawet niewielkie zaburzenie koncentracji grozi załamaniem wszechświata.

Miliony podań

Czasem wydaje się, że nasza Ekstraklasa jest jak jeden wielki kocioł, z którego od czasu do czasu buchnie bąbel kwasu doprowadzając do potężnych ran na psychice. Czasem. Bo jednak ostatnio zmagania na polskich „podwórkach” potrafią wznieść emocje na niebezpiecznie wysokie poziomy. I to w dobrym tych słów znaczeniu. Wystarczy spojrzeć na Piasta, który do 36. minuty wymienił 214 podań. Odnosząc je do wyniku zabrzan wypada złapać się za głowę: Górnik tylko 70 razy dotknął piłki, z czego jedynie 34 kontakty były udane. Należy to zapamiętać i odnieść do II połowy. Optycznie gliwiczanie prowadzili grę, nieustannie przesuwali się po boisku starając się znaleźć wytrych do defensywy przeciwnika. Skrzętnie i konsekwentnie układali swój atak pozycyjny wykorzystując do niego całą drużynę, dzięki fenomenalnie zorganizowanej wymienności pozycji – Mraz śmigał na obieg, z tyłu zostawała trójka, a Pietrowski w roli rozgrywającego, który widzi więcej niż normalny piłkarz spisywał się naprawdę bardzo dobrze. Silnie wykorzystywany był boczny sektor, gdzie raz za razem wyprowadzano w pole przeciwnika wylewającego hektolitry potu na murawę.

Cierpliwość

Taka konsekwentna gra Piasta nie miałaby racji bytu gdyby nie wszechobecne zaangażowanie dopełnione szczyptą motywującej upartości. „Piastunki” zdobywały teren rozważnie zaczynając swój marsz w obrębie wysoko ustawionej linii obrony, która nic sobie nie robiła z pressingu zabrzan. Na ich grę patrzyło się z przyjemnością. Wystarczyło kilka sekund, żeby z środkowego sektora znaleźli się pod bramką Janukiewicza i doprowadzili do prawdziwego chaosu w szeregach przeciwnika. Pomocne okazywało się być zrozumienie pomiędzy poszczególnymi zawodnikami: każdy z nich wiedział za co jest odpowiedzialny na boisku. I tak, Mraz ciągle mknął flanką pod linię końcową starając się zaskoczyć bramkarza a to centrostrzałem, a to groźnym dośrodkowaniem, natomiast Murawski harował jak wół w środku pola, by nie nadziać się na kontry. W sposobie rozgrywania gliwiczan nie było widać demotywacji, jakiegoś zmęczenia nieustannym biciem w mur: wiedzieli, co robią i byli przekonani o słuszności swojej strategii.

Agresja

Czymże byłby futbol bez zawadiackiej nuty i żądzy pognębienia rywala? Piast udowodnił, że nawet po stracie gola potrafi się skutecznie odgryźć. Pomimo, że gliwiczanie od 7. minuty przegrywali po rzucie karnym, którego pewnie zamienił na bramkę Gergel po faulu Osyry na Madeju, to potrafili szybko się zorganizować i narzucić swój styl gry. Zaczęli małymi kroczkami. Spokojnie, powoli, badali grunt. Wymienili kilkanaście podań w obrębie linii obrony, a następnie szybko, bez najmniejszej zapowiedzi wrzucili piąty bieg i doprowadzili do wycia silnika. Obroty wskoczyły na czerwone pole, tarcie pomiędzy zębatkami wzrosło, a czarę goryczy przelała kontra z 26. minuty, gdy Gergel ograł Osyrę i natychmiastowo, na pełnym sprincie wrzucił piłkę w pole karne na biegnącego Kosznika. Pomocnik nie zdołał opanować futbolówki i tylko to ocaliło gliwiczan przed utratą kolejnej bramki. Ostatnie ostrzeżenie. Plan zniszczenia przeciwnika: aktywowany. Dwa szybkie ciosy wystarczyły, by zabrzanie padli na kolana. Najpierw w 36. minucie piłkę z narożnika wrzucił niezastąpiony Mraz, a Kopacz i Słodowy tak nie popisali się w kryciu, że ten drugi… stwierdził, że Piast zasługuje na gola i sam wpakował futbolówkę do siatki. Trzeba jednak przyznać, że ten pierwszy usilnie pracował na MVP meczu swoim odpuszczaniem strefy i wytwarzaniem naturalnego kanionu. 3 minuty później swoją cegiełkę dołożył Mak, który zwiódł Kopacza i fenomenalnie posłał piłkę w okienko.

GERGEL SHOW

No dobra, Piast grał swoje, nabijał posiadanie, wymieniał miliony podań, a Górnikowi załączył się tryb „rozpacz” i okazało się, że to wystarczy, by… pobić lidera. Na kim najlepiej się przełamać jak na drużynie, która nie tylko punktuje, ale i cieszy oko swoim futbolem z każdą, kolejną kolejką znacznie odskakując reszcie tabeli? Trudno sobie uzmysłowić, że ci słabi zabrzanie, chwilowo grający w dziesiątkę z powodu kontuzji Kosznika i zamykający zestawienie, dwukrotnie w ciągu jednej minuty zaskoczyli Szmatułę. Ktoś mógłby powiedzieć, że Gergel w przerwie udał się do Panoramiksa i podebrał mu trochę mieszaniny z kociołka, bo dawno nie był aż tak naładowany i nie zachowywał się jak terminator na boisku. Słowak dokonał dzisiaj niemożliwego. Ba, on udowodnił, że niemożliwe nie istnieje. Nie w Ekstraklasie. Każdy jego kontakt z piłką należał do wyjątkowych. Stale był pod grą, oczekiwał na podania i był ultraskuteczny. Słowa to za mało, by opisać wyczyn pomocnika. To trzeba było zobaczyć. Gergel strzelił 4 gole, a ostatnie trafienie padło w sposób niezwykle kuriozalny, bo po podaniu Słodowego „na uwolnienie”. Piłkarz machnął z pół woleja, a wyglądało to tak, jakby cała akcja była wielokrotnie ćwiczona na treningach. W drugiej połowie zabrzanom wychodziło po prostu wszystko.

Ekstraklaso, robisz to dobrze!

Zaczęło się nieprzewidywalnie i… skończyło się wybuchem potężnych emocji. No bo kto by pomyślał, że skoro Górnik rozpocznie strzelaninę, a Piast przejmie inicjatywę, to i tak gospodarze zdołają zwyciężyć, a do tego pognębią swojego przeciwnika? Tego nie można zamykać w ramach normalności. Zwłaszcza, że obrona gliwiczan zachowywała się fatalnie wobec zmasowanych kontrataków zabrzan, zostawiając potężne wyrwy w obrębie linii i umożliwiając Gergelowi na swobodne szarże w pole karne. Osyra nie potrafił czysto przyjąć piłki, a jego wybicia padały łupem przeciwnika doprowadzając do groźnych sytuacji, Pietrowski zaliczył rykoszet przy jednym trafieniu, a jako jedna grupa defensywna powinna zostać opisana jednym słowem: chaos.  Z każdą, kolejną minutą rozpacz coraz mocniej wkradała się w szeregi Latala. Jego podopieczni nie potrafili odnaleźć się na murawie. Choć w pierwszej części spotkania można było się rozpływać nad ich futbolem, to w drugiej wszystko runęło. Nie jak domino. Nie jak domek z kart. Jak potężny blok pod wpływem najsilniejszego trzęsienia ziemi. Inaczej nie można nazwać desantu Gergela i spółki. Na dobrą sprawę szczęście, które zabrzanie mieli na początku meczu zmieniło się w istną machinę do zabijania. Machinę, która zdeptała i wgniotła w murawę „Piastunki”.

ŹRÓDŁO
transfery.info
TAGI: Górnik Zabrze Piast Gliwice Radoslav Latal Leszek Ojrzyński Roman Gergel Polska Ekstraklasa
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.