Zabrzańskie Baśki płaczą ze szczęścia. Mikołaj odwiedził Górnika!

rok temu Zabrzańskie Baśki płaczą ze szczęścia. Mikołaj odwiedził Górnika!
fot. FotoPyk

Piłkarze Jagiellonii tak serdecznie ugościli gości ze Śląska, że aż... pozwolili im wygrać.

W ostatnim ligowym meczu piłkarze „trójkolorowych” dokonali niemożliwego. Na własnym boisku rozgromili lidera Ekstraklasy, który wcześniej nie przegrał czterech kolejnych spotkań. Cud? Jeśli już, to takich można doświadczyć tylko w polskiej lidze. Zabrzanie podbudowani okazałym zwycięstwem przyjechali do Białegostoku napakowani pozytywną energią, niczym słynny Robert Burneika i liczyli na kolejne zwycięstwo. Zwłaszcza, że w całej Polsce obchodziliśmy dziś popularną „Barbórkę” – święto wszystkich górników.

Zjazd do kopalni

Aby przekonać się o powadze dzisiejszego święta, wystarczy włączyć telewizję lub przeczytać kilka artykułów w Internecie. Wielkie uroczystości, wystąpienia polityków. Chociaż o pracy górników przypominamy sobie najczęściej w momencie kolejnej tragedii w kopalni, to każdy z nas, bez zbędnej polemiki przyzna, że jest to ciężka harówa.

I dokładnie takiej postawy oczekiwaliśmy dziś od obydwu drużyn. Kibice Jagiellonii oraz Górnika, którzy w dość okazałej liczbie przyjechali do stolicy Podlasia, szczególnie liczyli na pojedynek Radosława Sobolewskiego i Jacka Góralskiego. Defensywny pomocnik żołto-czerwonych przez wielu porównywany jest do „Sobola”, a starcia z tak doświadczonym zawodnikiem miały pokazać w jakim miejscu swojej kariery jest popularny „Góral”.

Niestety były pomocnik Wisły Kraków nie pojawił się nawet w meczowej osiemnastce, a sam Góralski nie przypominał piłkarza, którego całe Podlasie najchętniej powołałoby do reprezentacji narodowej. Zawodnik żółto-czerwonych w wielu sytuacjach był źle ustawiony w stosunku do przeciwnika, spóźniony do piłki i często gubił się podczas pressingu gospodarzy.

Defensywna pornografia

Obarczyć „Górala” winą za dzisiejszą porażkę byłoby wielką niesprawiedliwością. Piłkarze „Jagi” po dwóch bardzo dobrych meczach w defensywie wrócili do „wzorowej” gry sprzed kilku spotkań. Bardzo dobrze weszli w spotkanie, od początku zdominowali przeciwnika, a swoją przewagę udokumentowali strzeloną bramką. I wtedy się zaczęło. Chwilowe cofnięcie się na własną połowę, jeden stały fragment gry, błąd w kryciu i mamy wyrównanie. Który to już raz oglądaliśmy taką sytuację?

Białostoczanie w takich momentach zazwyczaj oprócz bramki, tracili również pewność siebie, a to spowodowało oddanie inicjatywy przeciwnikom. Piłkarze Michała Probierza nie potrafili wymienić kilku składnych podań, a ofensywna gra gospodarzy odleciała wraz z bocianami do ciepłych krajów. Oczywiście mecz można wygrać bez dobrze funkcjonującego ataku, szczególnie w Ekstraklasie, w której tyle bramek pada z przypadku. Jednak jeżeli nie funkcjonuje gra do przodu, to przynajmniej w obronie musi panować ład i harmonia. W dzisiejszym spotkaniu piękną grę białostockiej defensywy zakłócił Igors Tarasovs, który najpierw popełnił błąd przy bramce Skrzypczaka, a później nieudanym zagraniem wystawił jak na tacy piłkę Łukaszowi Madejowi. Sebastian Madera - dyrygent obrony żółto-czerwonych również nie zaliczy dzisiejszego meczu do najbardziej udanych.

Po dzisiejszym meczu najbardziej zadowoleni byli goście. Zabrzanie mimo utraty wielu zawodników przyjechali do Białegostoku jak po swoje, wykorzystując większość prezentów gospodarzy. Piłkarze Leszka Ojrzyńskiego dzisiejszą postawą pokazali, jak niewiele trzeba, aby odnosić zwycięstwa w Ekstraklasie. Walka od początku do końca i wykorzystywanie nadarzających się okazji. Dziś to zagrało jedynie w ekipie z Zabrza, która po dwóch porażkach z rzędu w Białymstoku, opuszcza Podlasie z wysoko podniesioną głową. 

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Jagiellonia Białystok Górnik Zabrze Przemysław Frankowski Szymon Skrzypczak Ekstraklasa Polska Łukasz Madej
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.