Wszystkie plagi Realu

rok temu Wszystkie plagi Realu
fot. Wikipedia

0:4 z Atletico. Morata dobijający swój w półfinale Ligi Mistrzów. Przegrana liga. Zwolnienie Ancelottiego. Słaba forma tercetu BBC.

Jedno z „B” – Benzema oskarżany o szantaż (i kto wie czy z nazwiska nie zostanie tylko „B.” właśnie…), 0:4 z Barceloną, publiczny lincz na Benitezie i w końcu ostatnia tragedia, czyli wykluczenie z Pucharu Króla za nieuprawnionego do gry Denisa Czeryszewa w meczu przeciwko Cadiz. Liczba nieszczęść, które spadły na Real w tym roku jest szokująca. Anatomia tego dramatu ma, zdaje się, charakter niemal mityczny.

Florentino Pérez z pewnością nie przeżywa dobrego roku. Niezależnie o tego, czy kocha Real Madryt jako kibic, czy widzi w klubie tylko podmiot biznesowy, czy w końcu ma po prostu obsesję na punkcie wygrywania – smutno musi mu być, patrząc na to wszystko co zostało zesłane na Real w tym roku. Za każdym razem skryty za ścianą dyplomacji, grubych szkieł w okularach i drogich garniturów. Nie ma żadnych wątpliwości, że jest świetnym biznesmenem, wpływowym szefem i charyzmatycznym 68-latkiem, ale już niekoniecznie znawcą piłki. Wszak zarządzanie klubem piłkarskim (pomijając już aspekt wieloletniej potęgi Realu) jest trudne i z pewnością bardzo specyficzne - o ile prowadzenie wielkiej korporacji także jest trudne, to specyficzne dla takiego biznesmena jak Pérez – już raczej nie. Można kontrargumentować, że Florentino jest prezesem Realu już od 15 lat (łącząc obie kadencje) i doskonale wie co robi, ale jego miłość do drogich transferów i niemal kompulsywnego wymieniania trenerów sprawia nieco inne wrażenie. I tak samo myślą, zdaje się, madritistas machający ostatnio białymi chusteczkami. Swoją drogą w tej chwili z kibicami Realu nie po drodze ma cały klub. Despota Pérez, niekompetentni pracownicy, zły trener i piłkarze bez formy – każda z tych grup ma ostatnio swoje winy u fanów El Madrid. Cała sytuacja jest anormalna i tragiczna, niczym plagi egipskie.


Biblijnie reinterpretując – kibice Realu, niczym lud wybrany, pragną wyjścia spod rządów Pereza faraona (choć to określenie w hiszpańskiej piłce kojarzy się raczej z kimś innym…), Perez robi dalej swoje, a siły wyższe konsekwentnie zaczynają karać całe środowisko Królewskich (czyli biblijny Egipt). Ciężko w zasadzie wskazać, by Florentino był bezpośrednio odpowiedzialny za którąkolwiek z wymienionych we wstępie „plag” (uprzedzając pytanie, które pewnie pojawia się teraz w Waszych głowach – zdarzały się głupsze zwolnienia niż to Ancelottiego – większych trenerów za mniejsze winy już zwalniano). Można się czepiać sprzedaży nie tych zawodników co trzeba, zatrudniania złych trenerów i otaczania się ludźmi, którzy nie czytają bardzo ważnych faksów od federacji. I jakkolwiek można nie lubić Péreza – za bycie bufonem i ignorancję – tak on sam nie jest (jeszcze?) jasnowidzem i nie jest w stanie przewidzieć wszystkich nieszczęść i błędów. Ogarnięty obsesją zwycięstw podejmuje, eufemistycznie mówiąc, dziwne decyzje. Można zarzucić mu niekompetencję i konsekwencję w popełnianiu błędów – ale to dla prokuratora za mało by oskarżać o „celowe działanie na szkodę firmy”. Możecie nazwać Péreza głupim, jeśli tylko chcecie, i obronicie tę tezę, jeśli tylko bardzo chcecie. Ale za nic w świecie nie powinniście nazywać go sabotażystą i ukrytym agentem.


Zostawiając już Péreza – ostatnia plaga, czyli wykluczenie z Pucharu Króla, to oby (dla madritistas) ta ostatnia i najkrwawsza kara. Błąd nie do pomyślenia, ba, zabawnie czytało się wywleczone komentarze Emilio Butragueño, który wypowiedział się ponad rok temu o sprawie zawieszonego Bereszyńskiego i walkowerze przeciwko Legii. Butragueño odważnie (i zdawało się wtedy – słusznie) mówił, że w poważnym klubie, takim jak Real, sprawami zawieszeń zajmuje się kilka osób na różnych szczeblach i w Madrycie nie do pomyślenia byłaby sytuacja, w której nieuprawniony zawodnik jakimś cudem znajduje się na boisku. Noblista Anatole France, stwierdził swego czasu, że „ironia jest ostatnią fazą rozczarowania” – parafrazując lekko, los zakpił ironicznie z Butragueño i teraz cały Real jest rozczarowany. Puste wydawały się tłumaczenia Realu, szczególnie, że przyłapano klubową telewizję na pokazywaniu tylko części kluczowego przepisu, tak aby uniknąć pokazania winy klubu. Szczególnie, że wysłanie wiadomości do klubu o zawieszeniach może potwierdzić nie tylko federacja. Szczególnie, że według samego Emilio, takie informacje zawsze miało sprawdzać kilka osób. Szczególnie, że nawet Twitter i później kibice Cadiz zorientowali się w trakcie meczu, że Czeryszew nie powinien grać. Próbuję sobie wyobrazić, że klubowe sekretarki pracują tylko do 15 i nie zdążyły otrzymać stosownej informacji. Albo wmawiam sobie, że w siedzibie klubu zabrakło toneru do wydrukowania faksu. Prawdą jest taka, że trudno jest przyjąć i przetrawić informację, jakoby tak wielki klub strzelił tak wielką, tak brzemienną w skutkach „gafę”.


Daleko mi do wniosków, że Real został przeklęty przez niebiosa, a Pérez to antychryst w garniturze. Obecna sytuacja Realu budzi śmiech, szok, a na końcu chyba ludzkie politowanie, niezależne nawet od preferencji drużynowych (a autor jest barcelonistą!). Złe rzeczy dzieją się w Madrycie. Czy „faraon” Pérez się zmieni? I czy plaga wyrzucająca Real z Pucharu Króla była tą najkrwawszą i ostatnią? Real się nacierpiał i do pewnego stopnia, na pewnych szczeblach, sam jest sobie winien. Ostateczne pytanie brzmi – ile potrwa ta pokuta?

ADAM BOMBA

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Real Madryt CF Hiszpania
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.