Przełamanie Dwaliszwiliego, kolejne błędy sędziego. Pogoń wraca do rytmu zwycięstw

rok temu Przełamanie Dwaliszwiliego, kolejne błędy sędziego. Pogoń wraca do rytmu zwycięstw
fot. Piotr Kucza - FotoPYK

"Portowcy" zdominowali ambitne, ale mało konkretne w swych poczynaniach Podbeskidzie.

Przełamanie Gruzina, który zdobył swoje pierwsze bramki dla Pogoni, zamazało nieco sędziowskie wyczyny Marcina Borskiego. Arbiter z Warszawy był bohaterem pierwszej połowy, w której nie wyrzucił z boiska Emiliusa Zubasa za zagranie ręką poza polem karnym oraz nie odgwizdał "jedenastki" po zagraniu dłonią Sebastiana Rudola. Decyzja dotycząca sytuacji z litewskim bramkarzem jest o tyle zaskakująca, że została podjęta po konsultacjach z asystentami liniowymi i sędzią technicznym. Błędy sędziowskie zdarzają się wszędzie, co potwierdza ostatnia seria kuriozalnych wpadek w Bundeslidze. Takie sytuacje podkreślają konieczność zastanowienia się nad używaniem powtórek video.

Sytuacja z Zubasem (który w całym meczu zaprezentował się bardzo udanie) była jednak bardzo trudna do interpretacji ze względu na jego dość cwaniackie ułożenie ciała, z którego mogło wynikać, że trącił on piłkę kolanem. Poza tą sytuacją podopieczni Roberta Podolińskiego nie pokazali zbyt wiele sprytu i chęci wygranej. Wszystko szło im w miarę dobrze do czasu, kiedy grającego dziś jako stopera Celestine Lazarusa zastąpił Robert Demjan. Nigeryjczyk bardzo dobrze wykonywał swoje zadania w defensywie i był aktywny przy wyprowadzaniu piłki. Po jego zejściu obowiązki dowodzenia defensywą spadły na Krystiana Nowaka. Ciężar gry przeciwko aktywnej ofensywie gospodarzy był dla niego zbyt duży, o czym świadczą dwie bramki strzelone przez Dwaliszwiliego.

Czołg znów ruszył

Gruzin, sprowadzony do Pogoni pod koniec sierpnia, przez długi czas nie mógł wykorzystać szansy dawanej mu przez Czesława Michniewicza. Pojawiły się już głosy, że dawny gracz Polonii i Legii Warszawa to nietrafiona inwestycja i piłkarski emeryt, który liczył na szybkie wejście do pierwszego składu. W obliczu kontuzji Łukasza Zwolińskiego "Lado" zaczął dostawać coraz więcej szans, aż w końcu dziś odpalił. O ile pierwszy gol to zasługa świetnego podania Rafała Murawskiego, to druga bramka jest już autorskim dziełem napastnika. Świetne zastawienie się, obrót z piłką i pewny strzał - to Dwaliszwili, jakiego pamiętamy z czasów gry w stołecznych drużynach.

Pogoń tak naprawdę weszła jednak w mecz dopiero od drugiej połowy. Co prawda już od pierwszego gwizdka zaczęła stosować wysoki pressing, ale zbyt często zamiast gry strefami kilku jej zawodników skupiało się w jednym miejscu boiska. Gracze Podbeskidzia nie mieli więc większych problemów, by odebrać im piłkę. Zagrożenie bramki Zubasa pojawiało się wyłącznie przy stałych fragmentach gry.

Druga część, to Pogoń szanująca piłkę, starająca się wymienić większą liczbę podań i przeprowadzająca składniejsze akcje. Serce drużyny - Rafał Murawski - stwarzał wyśmienite okazje z różnych sektorów boiska - podawał i z lewego, i z prawego skrzydła, świetnie odbierał piłki i inicjował kolejne akcje. Na pochwałę zasłużył też Patryk Małecki, który w pierwszej połowie pracował z powodzeniem zarówno w ataku, jak i w defensywie. Na tle osłabionych utratą goli gości pokazał się też Miłosz Przybecki, wprowadzony do gry na dwanaście ostatnich minut. Krytykowany przez fanów "Portowców" skrzydłowy popisał się dwoma dobrymi rajdami z piłką, po których mogły paść kolejne bramki.

Nerwowe przygotowania i spokojna zima

Drużyna spod Klimczoka przyjechała do Szczecina z zamiarem wskoczenia do pierwszej ósemki. Wyjeżdża - z przeświadczeniem, że zimowy okres przygotowawczy upłynie im pod znakiem pracy nad wyjściem ze strefy spadkowej. W zespole wciąż widać brak jakości - jest solidny Zubas, aktywny Kowalski czy Szczepaniak, ale to wciąż za mało, by walczyć o pierwszą ósemkę. Ambicje prezesa Boreckiego na razie nie przystają do rzeczywistości, ale może to zmusi go do podjęcia kilku ważnych decyzji. Tylko niech to nie oznacza zwalniania trenera ani kolejnej wymiany niemal całego składu.

Pogoń - po raz pierwszy od dawna zagrała w żelaznym ustawieniu i wyszło jej to na dobre. Młody Listkowski wciąż pokazuje charakter, a w wypowiedziach w czasie przerwy nie gada frazesów - można mieć nadzieję, że będzie z niego Pan Piłkarz. Trenera Michniewicza na pewno ucieszy też przełamanie Dwaliszwiliego, który wobec słabszej formy po kontuzji czy nawet odejścia Łukasza Zwolińskiego może być motorem napędowym "Portowców" na wiosnę. Walka o podium będzie bardzo zacięta, ale tym razem szczecinianie nie będą odpuszczali ostatnich siedmiu meczów.

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Pogoń Szczecin Podbeskidzie Bielsko-Biała Wladimer Dwaliszwili Ekstraklasa Polska
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.