Opóźniona przeprowadzka: Martin Bukata

12 miesięcy temu Opóźniona przeprowadzka: Martin Bukata
fot. instagram.com/@matibukata

Uwielbia kofolę, na co dzień wspiera Barcelonę i nie stroni od… francuskiego rapu. Nowy-stary podopieczny Latala rusza na podbój Ekstraklasy.

Motywacja i ciężka praca

Posiada świetne wyszkolenie techniczne, w środku pola jest bardzo mobilny, a jego potężne zaangażowanie widoczne jest w każdym kontakcie z piłką. Nie zawsze tak było. Od czasów szkolnych był ukierunkowany na futbol i konsekwentnie dążył do celu, pragnął się rozwijać. Ostatecznie telenowela z pomocnikiem w roli głównej dobiegła końca i Bukata może spokojnie zasiąść w fotelu, poddając się procesowi aklimatyzacji w Piaście Gliwice. Zasłużył na odpoczynek po zawirowaniach w koszyckim klubie, które nie obeszły się bez jego udziału.

Zanim jeszcze ktokolwiek postawił przy jego nazwisku wymowną pieczątkę z napisem „talent”, Bukata musiał przejść długą i żmudną drogę, by zaistnieć w świecie futbolu. Już jako dziecko zerkał w kierunku największych gwiazd, podziwiając zwłaszcza Messiego, Raula i Xaviego (zresztą, wciąż jego marzeniem, z pewnością niedoścignionym i bardzo mglistym, pozostaje gra w Barcelonie). Nie bez podziwu spoglądał także na trenerów, szczególnie interesując się karierą Alberta Rusnaka. Nowy nabytek gliwiczan swoją przygodę rozpoczynał jako typowy defensywny pomocnik, ale równie dobrze czuje się na bokach boiska, jest bardzo uniwersalny. Jak sam wspomina, pełnię swoich umiejętności jest w stanie zaprezentować dopiero w ofensywie – nie ukrywa, że asekuracja tyłów sprawia mu czasem sporo problemów, ponieważ wykazuje zbyt duży ciąg do ataku.

Utalentowany pomocnik zyskał inne spojrzenie na bardziej europejską piłkę w trakcie tygodniowego stypendium we Freiburgu, które uzyskał 5 lat temu. Bukata spostrzegł wówczas, że w Niemczech gra się nieco szybciej, co dało mu jeszcze większą motywację do włożenia cięższej pracy w realizowanie marzeń. Choć sam pobyt nie mógł podnieść umiejętności wówczas 17-letniego piłkarza, to sam fakt, że został wytypowany przez Ralfa Schillinga i otrzymał szansę pokazania się poza rodzinnym podwórkiem, może robić wrażenie. Na efekty nie trzeba było długo czekać: w roku 2011 zaczął regularnie otrzymywać szanse w seniorskiej piłce. Od tego momentu należy liczyć jego kontakt z wielkim futbolem, do którego drzwi wyważył z dużym entuzjazmem i werwą. W ciągu 4 sezonów pojawił się w 79 meczach na poziomie najwyższej klasy rozgrywkowej i strzelił 3 gole. Do jego dorobku należy doliczyć 10 spotkań w pucharze (1 bramka) i 2 starcia w eliminacjach do LE, gdzie po przeciwnej stronie barykady stanął Liberec. W miarę regularnie powoływany jest do młodzieżowych reprezentacji kraju i pnie się po ich szczeblach (rozpoczął w szeregach U-15).

Biurokracja blokuje rozwój

Gdyby Słowacki Związek Piłki Nożnej był nieco bardziej skuteczny w swoich działaniach lub ewentualnie MFK Košice nie miałoby aż takiego bałaganu w papierach, Bukata zasiliłby szeregi Latala już w letnim okienku transferowym. Frustracja narastała, ciśnienie krwi szkoleniowca każdego dnia wskakiwało na coraz wyższy, coraz bardziej niebezpieczny poziom, ale ostatecznie nie udało się przeskoczyć przepisów i pozostało cierpliwie czekać aż pomocnikowi wygaśnie kontrakt.

Wraz z końcem października Bukata stał się wolnym zawodnikiem, ale jeszcze ostatniego dnia, na poziomie 2. ligi wschodniej (klub nie otrzymał licencji), rozegrał mecz przeciwko z FC Lokomotivowi Koszyce i… nawet strzelił gola. Pomocnik do końca swojej przygody z koszycką drużyną wykazywał się pełnym profesjonalizmem: nie bacząc na problemy finansowe, czy na narastające napięcie związane z wielką niewiadomą malującą się w samym centrum jego przyszłości. Motywacji nie podburzyła nawet wypowiedź z sierpnia dla koszyckiego Korzára, którego Bukata poinformował o chęci rozwoju i tym samym przenosinach do innego klubu, jednocześnie podkreślając wielką wdzięczność, jaką darzy zespół z rodzinnego miasta. Wyrażono wówczas naturalną wątpliwość, jakoby „szlachetne pobudki” piłkarza były naprawdę szczere i czy tak naprawdę nie chodziło mu o większe zarobki, ale ostatecznie temat przeszedł bez echa, bowiem Bukata i tak musiał pozostać na Słowacji.

Dopiero w listopadzie pomocnik otrzymał pisemną deklarację Sądu Arbitrażowego Słowackiego Związku Piłki Nożnej, w którym to przyznano mu zasadność rozwiązania umowy z klubem, niewywiązującym się z zobowiązań finansowych. W związku z powyższym, pomocnik odczekał swoje aż jego kontrakt ostatecznie zostanie zostanie rozwiązany (nie jak latem), by spokojnie przenieść się pod skrzydła Latala. Pozostał jeden interesujący fakt: menadżerem reprezentującym interesy Bukaty jest nie kto inny, a brat właściciela koszyckiej drużyny, Marcel Podolák. Piłkarz nie ukrywał smutku związanego z przeprowadzką z klubu i miasta, w którym spędził całe życie, dlatego nadal wypowiada się o nich ciepło i z nutą sentymentu w głosie.

Pełen profesjonalizm i… rekomendacja z pierwszej ręki

Trener gliwickiego Piasta od lata nie mógł się doczekać, aż 22-letni pomocnik w końcu zasili jego szeregi i będzie mógł wpisać go we własną, konsekwentnie realizowaną strategię. Latal zna Bukatę całkiem nieźle z czasów, gdy jeszcze pracował w Koszycach i wówczas nie umknął mu fakt, że był on powoływany do młodzieżowej reprezentacji Słowacji. Szkoleniowiec uważa, że młody piłkarz jeszcze się rozwinie, ale już w tym momencie może spokojnie powalczyć o miejsce w pierwszym składzie (ponoć jest nieco podobny do Żivca i Badii). Otoczkę wokół Bukaty wytwarza zainteresowanie innych klubów: ponoć miał się znaleźć w transferowej orbicie Cracovii.

Bukata jest bardzo uniwersalnym zawodnikiem, może występować na różnych pozycjach w obrębie linii pomocy, bez większych problemów dostosowuje się do zmiennych wydarzeń boiskowych i w razie czego szybko potrafi podchwycić myśl szkoleniowca. Nie można mu odmówić zaangażowania, walki do końca i takiej czystej, piłkarskiej radości, choć z pewnością musi popracować nad działaniami stricte defensywnymi. Zresztą, sam Ondrej Duda nie szczędził pochwał w kierunku swojego klubowego kolegi uważając, że świetnie radzi sobie z grą na małej przestrzeni i podkreślając jego atuty, które wynikają z uniwersalnego usposobienia. Miejmy nadzieję, że pomocnik na dobre pozbył się dręczącej go na początku ubiegłego roku kontuzji Achillesa, która pozbawiła go kilku miesięcy gry. Pół roku wcześniej wydawało się, że uraz jest niegroźny i wystarczą gips oraz krótka rehabilitacja, ale ból powrócił i tym razem nie obeszło się już bez operacji.

Ligowe boiska zweryfikują, czy „nos Latala” po raz kolejny poczuł właściwą woń i całe te działania: papierkowa robota, długi okres oczekiwania i wystawiona na potężną próbę cierpliwość, były warte zachodu. Z pewnością dobrze będzie bliżej przyjrzeć się nieco bliżej temu zawodnikowi. Chociaż z pozoru prezentuje się całkiem zwyczajnie (lubi Barcelonę, Hiszpanię i nie stroni od kina akcji, czy ekstremalnego kolarstwa), to nie każdy piłkarz przychodzący do naszej ligi lubi francuski rap, a za przedmeczowy rytuał uznaje słuchanie muzyki (nie wiem, czy wypada łączyć te dwa fakty). Kto wie, może to właśnie Bukata wniesie nowy, unikalny rytm do gliwickiej szatni?   

źródła: talenty-info.sk, kosice.korzar.sme.sk, fortunaliga.sk, fcvss.sk, sport.aktuality.sk.

ŹRÓDŁO
transfery.info
TAGI: Ekstraklasa Piast Gliwice Martin Bukata Radoslav Latal MFK Košice Słowacja Polska
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.