„Transfery przypominają współczesny handel niewolnikami” [WYWIAD]

12 miesięcy temu „Transfery przypominają współczesny handel niewolnikami” [WYWIAD]
fot. Juventus FC

- Tak jak mieliśmy kiedyś bańkę spekulacyjną na rynku nieruchomości, tak być może podobnie będzie z piłką - mówi w rozmowie z Transfery.info doktor Artur Grabowski z Katedry Ekonomii Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

Juventus Turyn zapłacił za Gonzalo Higuaina 90 milionów euro. Do rekordu Garetha Bale'a zabrakło niewiele. Od dawna mówi się również o transferze Paula Pogby do Manchesteru United za 120 milionów. Wiedza ekonomiczna wśród kibiców raczej kuleje. Fani już dawno wydali werdykt - piłkarski świat oszalał. Tak jest?
Z ekonomicznego punktu widzenia takie kwoty w ogóle mnie nie dziwią. Tak funkcjonują kluby, a właściwie przedsiębiorstwa piłkarskie. Od jakiegoś czasu we wszelkich moich publikacjach staram się wprowadzać to określenie do obiegu naukowego w Polsce. Przedsiębiorstwa te są nastawione na wiązkę celi. Nie chodzi tylko o zysk, ale również utrzymanie płynności czy podniesienie jakości widowiska sportowego. Większość właścicieli podmiotów piłkarskich jest nastawiona przede wszystkim na realizację celów krótkookresowych. Gdy przychodzi nowy trener i pojawiają się życzenia dotyczące kupna nowych zawodników, to zwykle wychodzą im na przeciw. W końcu zespół musi funkcjonować tak, jak on to widzi. Oczywiście są szkoleniowcy, którzy nie potrzebują nowych graczy i z reguły są zdania, że poradzą sobie z takim materiałem, jaki zastali.

Zostańmy przy Pogbie. Dla przedsiębiorstwa piłkarskiego, jakim jest Juventus, jest to pracownik, który posiada pewne umiejętności. W przypadku Francuza bardzo ważnym aspektem jest unikalność. Mamy do czynienia z piłkarzem, nazwijmy to, wybitnym. Tacy zawodnicy w skali globalnej stanowią jeden procent. Występuje więc monopol podaży. Jest tylko jeden Messi, jeden Cristiano Ronaldo, jeden Manuel Neuer i jeden Pogba. Każdy z nich jest wyjątkowy, posiada unikalne umiejętności. Francuz również. Patrząc na innych zawodników o podobnym profilu, ciężko znaleźć kogoś o zbliżonych możliwościach. Rzadkość w ujęciu ekonomicznym posiada swoją cenę.

Przedsiębiorstwo piłkarskie osiągające przychody roczne powyżej 500 milionów euro posiada zasoby finansowe na pokrycie takiego wydatku. 120 milionów za jednego zawodnika z całą pewnością działa na wyobraźnię, ale mamy do czynienia z gospodarką rynkową. Cenę wyznacza popyt i podaż. Osoby pracujące w managemencie Juventusu dokonały wyceny zawodnika i określili ją na taką kwotę. Trzeba podkreślić jednak ważną rzecz. Jeśli Juventus sprzeda Pogbę, nie otrzyma od nabywcy od razu całej sumy na konto. W grę wchodzić będą pewnie płatności w czterech, sześciu ratach. 

Mimo wszystko ostateczna kwota robi na zwykłym kibicu piorunujące wrażenie. 
Z obywatelskiego punktu widzenia to są oczywiście astronomiczne kwoty. To wszystko przypomina troszeczkę taki współczesny handel niewolnikami. A główną rolę odgrywają w nim agenci piłkarscy, którzy jeszcze podbijają cenę. Mają prowizję, która wynosi od pięciu do 15 procent, więc zależy im na coraz wyższych kwotach sum transferowych.

Obserwując rynek piłkarski, śledzę gospodarki wiodących państw w futbolowym świecie. Całkiem niedawno na bardzo lukratywnych warunkach
  prawa telewizyjne odsprzedała angielska Premier League. Oznaczało to tylko jedno - świeży dopływ gotówki do tzw. football industry. I kluby z kontynentu to wykorzystują, bo wiedzą, że Anglików stać teraz na bardzo dużo. Podmioty piłkarskie z innych krajów mogą o takich pieniądzach tylko pomarzyć. Wyjątek stanowią Barcelona i Real, które dzielą między siebie wielkie sumy z kontraktu telewizyjnego w Hiszpanii, dzięki czemu mają do dyspozycji solidną porcję gotówki. Właśnie m.in. przez to kupno zawodnika za 100 milionów jest możliwe. Oczywiście można w tym wszystkim dostrzec istnienie niedoskonałej konkurencji, którą cechują się ligi sportowe. Zamiast czystej konkurencji, mamy taką regulowaną, co wynika z wpływu przepisów krajowych i ogólnoeuropejskich na funkcjonowanie lig sportowych.

Każde przedsiębiorstwo piłkarskie decydujące się na wielomilionowy zakup zawodnika, zadaje sobie pytanie czy podniesie on poziom sportowy i pomoże osiągnąć wszystkie ustalone cele. Czy wpisuje się w długofalową strategię. Dla Manchesteru United kimś takim jest Pogba. Świetny zawodnik, a zarazem osoba bardzo medialna. Jego wizerunek można kapitalnie wykorzystać, poprawiając pozycję na rynku azjatyckim i amerykańskim, A takie są przecież cele strategiczne Manchesteru. Kluby - przedsiębiorstwa płacąc wielkie pieniądze, mają już w głowie plan jak na tym zarobić. Choćby poprzez sprzedaż wizerunku na wiodących rynkach.

Klub z Manchesteru w ostatnim czasie próbuje wchodzić na rozwijające się rynki afrykańskie. I transfer Pogby, który ma przecież afrykańskie korzenie mógłby w tej kwestii bardzo pomóc. Dla francuskojęzycznej części kontynentu jest bardzo wiarygodny. Sprzedaż koszulek, przeróżnych gadżetów - przecież to ma znaczenie ekonomiczne.

Myśli pan, że w dzisiejszych czasach istnieje ryzyko straty na wielomilionowych transferach czy wszystko jest tak szczegółowo przeanalizowane, że jest to praktycznie niemożliwe?
Wszystko jest możliwe. Ryzyko straty jest nieodłączną częścią działalności gospodarczej. Przed transferami największe kluby przeprowadzają głębokie wywiady medyczne i psychologiczne, analizują czy dany zawodnik da sobie radę z każdego rodzaju obciążeniami, dociekają z jakiego środowiska wyszedł. Rozmawiają nawet z rodzicami, chociaż to oczywiście dotyczy głównie młodszych zawodników. Mimo wszystko ryzyko cały czas jest duże. Najbardziej prawdopodobne w tej profesji są oczywiście kontuzje. Do tego kłopoty z prawem, co wbrew pozorom nie zdarza się tak rzadko. Kontrakty z zawodnikami są jednak skrupulatnie budowane. Wprowadzają pewne warunki i jeśli zawodnik się nie dostosowuje, sam traci finansowo.

Najbardziej wymierny dla kogoś z zewnątrz jest wynik sportowy. Ale z nim wiążą się również inne cele - zwiększenie liczby biletów czy karnetów, odzew kibiców w mediach społecznościowych. Największe kluby zdają sobie sprawę z tego, że sprowadzając kilku rozpoznawalnych zawodników ze światowego topu są w stanie przyciągnąć zarówno fanów, jak i sponsorów. Bo jest to raczej taki zamknięty krąg - klub, kibice, sponsorzy, telewizja.

Poruszając w ogóle temat ryzyka. Manchester United w swoim dokumencie rejestracyjnym na giełdzie w Nowym Jorku, wśród ryzyka działalności gospodarczej zwrócił uwagę na zagrożenia wynikające z Finansowego Fair Play, którego pomysłodawcą był Michel Platini. Dzisiaj dla wiodących przedsiębiorstw piłkarskich jest to wyzwanie, jak ominąć niewygodny przepis i realizować własne cele. Anglicy z Manchesteru United, jasno poinformowali swoich przyszłych inwestorów, że przepisy Finansowego Fair Play, które regulują m.in. wysokość kwot transferowych i samych kontraktów, ograniczają konkurencję. Ich zdaniem takie regulacje ograniczają swobodę działania, a tym samym hamują rozwój klubów.

Jak pan patrzy na wzrost najwyższych kwot transferowych w europejskiej piłce? Na początku XXI wieku Luis Figo i Zinedine Zidane kosztowali Real Madryt odpowiednio 62 i 75 milionów euro. Mimo wszystko, porównując to z dzisiejszymi kwotami, różnice nie są duże. Wzrost wartości wspomnianych praw do transmisji Premier League był i jest zdecydowanie bardziej gwałtowny. 
Real zrobił pięć najdroższych transferów w historii. „Galacticos”, którzy powstali kilkanaście lat temu byli autorskim pomysłem Florentino Pereza. Pamiętajmy jednak, że te wszystkie transfery były możliwe tylko i wyłącznie dzięki kredytom bankowym. Cristiano Ronaldo kupiono właśnie dzięki trzem kredytom. Obecnie jest to trochę utrudnione, ale klub cały czas ma uruchamiane kolejne linie kredytowe. Wszystko dzięki poręczeniom prezydenta klubu.

Pamiętam jak w 2009 roku z Realu odchodził Arjen Robben. Prezydent powiedział wówczas Karlowi-Heinzowi Rummenigge, że mogą sprzedać Holendra Bayernowi Monachium za ponad 25 milionów euro.

- Zapłacisz nam od razu?
- Co to za pytanie. Jest konkretna kwota, wszystko podpisuję i za godzinę macie pieniądze na koncie.

Ale gdy kilka lat później transfer robiony był w drugą stronę i Toni Kroos przechodził z Monachium do Madrytu, transakcja wyglądała zupełnie inaczej. Perez rozłożył płatności na kilka rat. Doszło do nich zresztą parę innych zobowiązań, choćby spotkania towarzyskie. 

Nazwałbym to kulturą przedsiębiorczości. Zupełnie inaczej prowadzą swoje przedsiębiorstwa i działają prezesi Bayernu i Olympique Lyon, a inaczej Barcelony, Realu, obu Manchesterów czy Paris Saint-Germain.

Tak jak mieliśmy kiedyś bańkę spekulacyjną na rynku nieruchomości, tak być może podobnie będzie z piłką. Pamiętajmy, że do gry weszli Chińczycy, którzy realizują politykę państwa dotyczącą rozwoju sportu. Dyrektorzy państwowych przedsiębiorstw mają za zadanie wspierać poszczególne kluby w lidze chińskiej.

I od jakiegoś czasu coraz śmielej poczynają sobie na rynku międzynarodowym. Pod względem finansowym stały się konkurencją dla europejskich zespołów.
Za zgodą chińskiego rządu została przecież dokonana ostatnia inwestycja w Inter Mediolan. Inwestorzy z Suning Group odkupili udziały od dotychczasowego właściciela z Indonezji. To rewolucja we Włoszech, a chiński kapitał będzie wchodził na rynek coraz śmielej. Są to swego rodzaju bezpośrednie inwestycje zagraniczne. Podobnie jest przecież z kapitałem płynącym do Manchesteru City czy PSG z Zatoki Perskiej. Jest to pewien sposób na lokatę nadwyżek kapitału.

Niektóre ruchy sprawiają, że można się czasami zastanowić czy oni zawsze mają na celu czysty zysk.
Jest to robione po prostu dla prestiżu, samego bycia właścicielem klubu piłkarskiego. Z drugiej strony Arabscy czy Chińscy przedsiębiorcy  doskonale wiedzą, że futbol jest najbardziej medialną ze wszystkich dyscyplin. Przyciąga ogromną liczbę ludzi. Podobnie jest zresztą w Indiach, gdzie najbogatsi przedsiębiorcy też inwestują już w piłkę. Kapitał płynie. Nie ma ojczyzny, tylko krąży po planecie. Mając nadwyżki finansowe, trzeba coś z nimi robić.

Dobrym przykładem takiej inwestycji bez dna przez długi czas była londyńska Chelsea. Roman Abramowicz włożył w klub wiele miliardów euro, a efekty przyszły po dość długim czasie. Mam tu na myśli zdobycie Ligi Mistrzów w 2012 roku.

Wracając do Chińczyków, latem sprowadzili do siebie Hulka za 55 milionów euro. To szaleństwo ma rację bytu i będzie trwało?
To zależy bezpośrednio od stanu gospodarki chińskiej. Jeżeli dalej będzie się rozwijała w tempie powyżej pięciu, siedmiu procent PKB, trend zostanie utrzymany. Kluczowe będzie również to czy nie nastąpią zmiany w biurze politycznym Komunistycznej Partii Chin. Ta poświęciła rozwojowi sportu sporo uwagi w swoim planie pięcioletnim. W tamtejszym obozie władzy są jednak rożne frakcje i jeśli w przyszłości dojdzie do przetasowań, sporo może się zmienić. Na razie sport jest trendy. Wszystkie władze publiczne na świecie, zarówno te demokratyczne, jak i autorytarne, są świadome, że jest on świetnym przekaźnikiem wartości ukazującym kraj na zewnątrz.

To nie tyczy się zresztą tylko Chin. Spójrzmy nawet na polską Ekstraklasę. Większość klubów należy
 do spółek Skarbu Państwa albo samorządów lokalnych. Mamy więc do czynienia z interwencją na rynku ze strony władz publicznych.

A jeśli chodzi jeszcze o samych Chińczyków. Sport jest elementem życia społeczno-ekonomicznego. Sukcesów jednak nie kupi się za pieniądze. Nie kupi się też fanów i kibiców, a przede wszystkim tradycji.

Kupi się, ale nie będą to prawdziwi fani. 
Zgadza się. Klubową tożsamość buduje się bardzo długo. Przez 20, 50, 100 lat. To wszystko stoi w Chinach trochę na glinianych nogach. Nie ma filarów, solidnych podstaw. W Europie jest inaczej. Kluby wywodzą się z lokalnych społeczności, zdarza się, że mają ponad 100 lat. Być może w Kraju Środka panuje kult sportu i ta fascynacja rodzimą piłką będzie coraz większa, ale póki co tamtejsza ludność mocno identyfikuje się z klubami europejskimi. Liga chińska nie będzie przyciągać milionów kibiców. Przynajmniej nie od razu. Wszystko trzeba wypracować, a na to potrzeba dekad.

Społeczeństwo chińskie ma jednak coraz większe żądania płacowe. Znaczną część tych pieniędzy ludzie przeznaczą na oszczędzanie, bo struktura wartości w konfucjanizmie jest inna niż w Europie. Mniejsza część środków trafi na konsumpcję i być może będzie wiązało się to z uczestnictwem w meczach piłkarskich.

Państwa z Półwyspu Arabskiego też próbują tworzyć atrakcyjne ligi piłkarskie. Sprowadzają trenerów i zawodników z Europy czy Ameryki Południowej, ale przecież takim działaniem nie wyrobią od razu wśród kibiców pewnych nawyków. Piłka nie jest jeszcze na tych obszarach częścią kultury, jak w Europie.

CZY NIEBAWEM DOCZEKAMY SIĘ TRANSFERU ZA MILIARD EURO? WKRÓTCE DRUGA CZĘŚĆ WYWIADU!

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Artur Grabowski Paul Pogba Chiny Wywiad Gareth Bale Juventus FC Manchester United FC Real Madryt CF Cristiano Ronaldo Anglia
KOMENTARZE (
0
)
FACEBOOK:
REKLAMA:

Page generated in 0.0105 seconds.

| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2017 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.