„Nie wróciłem z podkulonym ogonem. Na Wyspach jeszcze zagram” [WYWIAD]

11 miesięcy temu „Nie wróciłem z podkulonym ogonem. Na Wyspach jeszcze zagram” [WYWIAD]
fot. Dundee United FC

- Gdy grałem w Arce, ludzie potrafili przyczepić się do wszystkiego. Nie wiem z czego to wynikało, bo sam nigdy nie oceniałem kogoś, kogo nie znałem. Ale to była dobra szkoła - mówi nam Michał Szromnik.

Przed dwoma sezonami Michał Szromnik wyjechał do Dundee United. W Szkocji rozegrał tylko kilkanaście ligowych spotkań, ale jak sam mówi, wiele się nauczył i będzie chciał teraz pokazać to w Bytovii Bytów. Przedziwny akcent, gaffer McNamara, rywal z Japonii, który okazał się świetnym kumplem i wiele więcej. Zapraszamy!
 

Powiedziałeś ostatnio, że po powrocie ze Szkocji jesteś lepszym bramkarzem. Ale nie wierzę, że nie spodziewałeś się o wiele więcej.
Oczekiwania w momencie wyjazdu były oczywiście olbrzymie. Opuszczałem Polskę grając regularnie w I lidze, do tego występowałem w młodzieżowych reprezentacjach. Jak każdy chciałem osiągnąć za granicą jak najwięcej. Czy czuję niedosyt? Trochę tak. Ale naprawdę wracam o wiele lepszy. Zarówno jeśli chodzi o umiejętności czysto techniczne, jak i sprawy mentalne.

Czyli za porażkę swojej przygody z Dundee United nie uznajesz?
Nie, nie. Na pewno nie. Może nie grałem tam regularnie, ale wchodziłem do bramki w ciężkich dla drużyny momentach. Chociażby po zmianie szkoleniowca w zeszłym sezonie. Mixu Paatelainen miał nowe pomysły i chciał to wszystko poukładać. Wygraliśmy pierwszy mecz z Ross County. W kolejnym - pucharowym - z Hibernian co prawda przegraliśmy, ale zostałem wybrany najlepszym zawodnikiem spotkania. Potem broniłem jeszcze w kilku ligowych kolejkach. To była dla mnie lekcja. Tym bardziej, że niska pozycja w tabeli wzmagała presję. Myślę, że wyszedłem z tego obronną ręką.


Początki w Dundee miałeś ciężkie. Debiut w lidze z St. Johnstone do udanych nie należał. Chwilę później wyleciałeś z boiska po kilku minutach z Inverness.
Lekko nie było. Tak jak później po przyjściu Paatelainena, wskoczyłem wtedy między słupki po paru miesiącach siedzenia na ławce. Na występy w rezerwach nie miałem co liczyć, bo pierwsza drużyna rozgrywała bardzo dużo spotkań na trzech frontach. Musiałem asekurować Radka Cierzniaka, który występował praktycznie od deski do deski. Debiut faktycznie mi nie wyszedł. Chyba chciałem za dużo pokazać, byłem za bardzo naładowany.


W pierwszym sezonie w Szkocji miałeś obok siebie Cierzniaka i Jarosława Fojuta. Pewnie ci pomagali.
Przed przenosinami do Szkocji wydawało mi się, że bardzo dobrze mówię po angielsku. Tamtejszy akcent jest jednak zupełnie inny. Na początku było naprawdę ciężko, żeby zrozumieć resztę chłopaków i Radek z Jarkiem faktycznie bardzo mi pomagali. Tworzyliśmy zgraną paczkę. Dzięki nim w drugim sezonie było mi o wiele łatwiej funkcjonować w drużynie.

Przytrafiały się jakieś śmieszne sytuacje związane z językiem?
Na początku poprosiłem wszystkich, żeby mówili do mnie trochę wolniej. Tak, żebym przynajmniej próbował ich zrozumieć. Ten akcent był naprawdę niesamowicie ciężki do rozszyfrowania. Najgorzej było z chłopakami z Glasgow. W pewnym momencie udało mi się jednak wszystko złapać, a oni dalej z przyzwyczajenia mówili powoli. Trzeba było im przypominać, że już mogą nawijać po swojemu.

Czułeś się gorszy od Cierzniaka?
W tamtym momencie Radek był lepszy ode mnie. Przede wszystkim pod względem technicznym, no i oczywiście przemawiało za nim doświadczenie. Klasę pokazał zresztą zaraz po przyjściu do Wisły Kraków, w barwach której był jednym z najlepszych ekstraklasowych bramkarzy. Dużo się od niego nauczyłem.


W Dundee wspominają w ogóle jeszcze innych polskich bramkarzy? Łukasza Załuskę, „Szamo”?

Kapitan Sean Dillon śmiał się, że grał z wszystkimi Polakami, jacy przewinęli się przez klub. Irlandczyk występuje tam już od prawie dziesięciu lat. O „Szamo” słyszałem kilka opowieści, ale niech zostaną one w pamięci zawodników i ludzi związanych z klubem.

Trener Jackie McNamara. Co o nim powiesz?
Wielki profesjonalista. Bazował na indywidualnym kontakcie z zawodnikami. Nic nie odbywało się przez pośredników. Na treningach sporo było różnych gierek. Tak, żebyśmy czuli piłkę i samą radość z gry. Szkocki futbol uchodzi za siłowy i bardzo fizyczny, ale trener... to znaczy gaffer McNamara, bo tak mówi się w Szkocji na menedżerów, stawiał duży nacisk na kulturę gry. Na pewno sporo wyciągnął z tych wszystkich lat spędzonych w Celtiku.



Pracy na siłowni też było chyba dużo? Masa poszła u ciebie w górę.

Oczywiście. Trener właśnie bardzo fajnie to wszystko równoważył. Nacisk na siłownie był bardzo duży, ale na dobrą sprawę zawodnicy sami chcieli na niej mocno pracować. Oprócz wspólnych zajęć, które odbywały się dwa razy w tygodniu, każdy chodził też na nią indywidualnie. Nie ma co ukrywać, masy mięśniowej na pewno przybyło.

Ale nie było takiego momentu, w którym stwierdziłeś, że jesteś już za duży?
Nie (śmiech). Wszystko było robione z głową. Mimo wszystko najważniejsze jest boisko, a nie sylwetka. Nad tym wszystkim czuwał zresztą bardzo mądry człowiek.


Wspomniany już trener Paatelainen mocno różnił się od McNamary?
Wyglądało to trochę inaczej. McNamara miał swoich ludzi, którzy byli odpowiedzialni za treningi. Sam stał z boku, wszystkiemu się przyglądając. Paatelainen z kolei prowadził zajęcia. Aktywnie uczestniczył w zasadzie w każdym elemencie treningu. Można powiedzieć, że u niego wszystko wyglądało tak jak w Polsce.

Trener z Finlandii, a za rywali w drugim sezonie - Japończyk i Niemiec. Międzynarodowe towarzystwo.
Przed tym drugim sezonem miałem w ogóle trochę pecha. Na przedsezonowym zgrupowaniu w Holandii rozwaliłem sobie bark. Zostałem praktycznie wyłączony z gry w sparingach, które były głównym punktem tamtego obozu. Właśnie dlatego nie grałem na początku sezonu. Bronił Luis Zwick. Byłem jednak cierpliwy i po przyjściu Paatalainena pojawiła się okazja do gry. To w ogóle była śmieszna historia, bo szkoleniowiec szybko ściągnął kilku zawodników. Jednym z nich był Eiji Kawashima i w momencie, gdy dostałem szansę, wiedziałem, że Japończyk już czeka na trybunach. Nie wiedziałem co myśleć - czy zagram w jednym meczu, a on zaraz z miejsca wejdzie do bramki, czy jednak nie. Ostatecznie utrzymałem się w składzie przez dwa miesiące.

CV Japończyka zrobiło na tobie wrażenie?
Zrobiło. W końcu rozegrał ponad 70 spotkań w japońskiej reprezentacji i był z nią na dwóch mundialach. Takich zawodników grało zresztą w Dundee kilku. Byli jeszcze m.in. Guy Demel czy Florent Sinama-Pongolle. Wielcy piłkarze. Występów w kadrze narodowej najwięcej miał jednak Kawashima i pewnie przez długi piłkarza z takim reprezentacyjnym bagażem w Dundee nie będzie.


To zresztą bardzo fajny facet. Mieliśmy świetny kontakt. Przez te pół roku siedzieliśmy obok siebie w szatni i przegadaliśmy sporo czasu na różne tematy.

Przekonywał cię, żebyś spróbował jakichś japońskich smakołyków?

Było tego sporo. Tak jak my mamy swoje pierogi, tak i on wychwalał jakieś swoje dania (śmiech). Nie pamiętam już nazw, ale nie ukrywam, że bardzo chciałbym odwiedzić kiedyś Japonię. Już wcześniej zresztą o tym myślałem. Numer do Eijiego mam, więc jeśli tylko się na to zdecyduję, pewnie oprowadzi mnie po Tokio.


A Sinama-Pongolle wspominał Jerzego Dudka? W końcu spędzili razem sporo czasu w Liverpoolu.
Szczerze mówiąc, z nim kontakt był rzadszy. Francuz najwięcej czasu spędzał u masażystów. Po paru meczach odezwało się bowiem u niego kolano.



Zanotowałeś z Dundee spadek. Szkoci mocno rozpaczali?
Zawód był olbrzymi. Tym bardziej, że kibice z Wysp są prawdziwymi pasjonatami. To ludzie bez pamięci zakochani w swoich drużynach. Na początku byłem trochę w szoku, bo autentycznie układali sobie życie pod klub. Na co dzień pracowali, a popołudniami mocno angażowali się w przeróżnie akcje. Nie było tak, że przychodzili tylko na mecze. Żal był spory. Bardzo było mi ich szkoda. Klub ma jednak bogatego sponsora, wszystko działa prężnie. Jestem przekonany, że prędzej czy później wróci do elity.


Derby Dundee czy rywalizację z Aberdeen da się w ogóle porównać do tej między Arką Gdynia, w której spędziłeś masę czasu i Lechią Gdańsk?
Inaczej podchodzą do takich spotkań zawodnicy wychowani w danym mieście, a inaczej piłkarze, którzy przyszli z zagranicy. Grałem z Aberdeen i czuć było presję, ale dla mnie to nie było to samo, co derby Trójmiasta...

...A sama nienawiść między kibicami? Da się to porównać?
Wydaje się, że w Polsce jest większa. Jeśli chodzi o same derby Dundee, to stadiony obu drużyn dzieli dosłownie jedna ulica. Ciężko wyobrazić sobie coś podobnego u nas. Wiadomo, jest Kraków, ale odległości mimo wszystko są nieporównywalne. Szkocka policja jest świetnie na te mecze przygotowana. Wszystko ma rozpracowane.

Nie było możliwości, żebyś został w Dundee albo jakimś innym szkockim klubie?
Kontrakt z Dundee był ważny jeszcze przez rok. Doszedłem jednak do wniosku, że nie ma sensu tam zostawać. Nowy trener zaraz po objęciu drużyny ściągnął byłego bramkarza Rangersów, Camerona Bella. Stwierdziłem, że trzeba znaleźć sobie miejsce, w którym będę mógł regularnie grać i całkowicie się odbudować. Czuję, że naprawdę zrobiłem postępy i czas przełożyć to na boisko.

Pozostanie w Dundee było jedyną zagraniczną opcją?
Było kilka innych propozycji ze Szkocji i Anglii, ale nie byłem nimi zainteresowany.

A Ekstraklasa? Było coś na rzeczy?
Trochę późno rozwiązałem umowę z Dundee. Większość ekstraklasowych zespołów było już po obozach i miało dograne kadry. Bo oczywiście chciałem do niej trafić. Uważam, że bym sobie poradził. W tym momencie skupiam się jednak na Bytovii. Bardzo dobrze znam I ligę i patrząc na naszą kadrę, mogę powiedzieć, że jesteśmy w stanie powalczyć o najwyższe cele. Mam nadzieję, że będziemy zadowoleni z miejsca, które zajmiemy na koniec sezonu.

Pewnie znowu spotkasz się z masą przedziwnych komentarzy na swój temat. Nie ma co ukrywać, zawsze było ich sporo. Grając w Szkocji trochę od tego odpocząłeś.

To na pewno. Relacje między ludźmi są tam zupełnie inne. Nikt nie ocenia zawodnika po wyglądzie czy zachowaniu. Najważniejsze jest to, co na boisku. Gdy grałem w Arce, ludzie potrafili przyczepić się dosłownie do wszystkiego. Nie wiem z czego to wynikało, bo sam nigdy nie oceniałem kogoś, kogo nie znałem. Na początku to było dla mnie dziwne, ale przyzwyczaiłem się. To była zresztą dobra szkoła. Teraz już wiem, że takimi rzeczami nie warto się przejmować. Na dzień dzisiejszy jestem odporny na wszystko.

Bytów Bytowem, ale pewnie chciałbyś znowu trafić na Wyspy?

Taki jest mój plan. Wróciłem do Polski, ale przecież nie oznacza to, że już tutaj zostanę. W najbliższym czasie będę chciał pokazać czego się tam nauczyłem. Nie wróciłem z podkulonym ogonem. Mam 23 lata. Wszystkim, którzy we mnie wątpią mogę powiedzieć, że jeszcze będę tam grał. 

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Michał Szromnik Arka Gdynia Wywiad Szkocja Dundee United Radosław Cierzniak Drutex-Bytovia Bytów Mixu Paatalainen Radosław Cierzniak Polska
KOMENTARZE (
0
)
FACEBOOK:
REKLAMA:

Page generated in 0.0162 seconds.

| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2017 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.