„Nie mam takiej fantazji, ale transfer za miliard euro jest możliwy już teraz” [WYWIAD]

10 miesięcy temu „Nie mam takiej fantazji, ale transfer za miliard euro jest możliwy już teraz” [WYWIAD]
fot. Anish Morarji | Wikipedia

- Zawodników o średnich umiejętnościach, za których zapłacono zbyt duże pieniądze jest cała masa. To marnotrawienie pieniędzy - mówi w rozmowie z Transfery.info doktor Artur Grabowski z Katedry Ekonomii Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

Większość najdroższych transferów w historii piłki została przeprowadzona w ostatnich latach. Ze stosunkowo starszych transakcji, w pierwszej dziesiątce jest tylko ten Zinedine'a Zidane'a do Realu Madryt. Porównywanie transferów przeprowadzonych w różnych latach ma w ogóle sens?
Podstawową rzeczą, jaką trzeba tutaj brać pod uwagę jest oczywiście inflacja. W najbardziej rozwiniętych europejskich krajach nigdy nie była ona jednak bardzo wysoka. Średnio utrzymywała się na poziomie od 2,4 do 0,5 procenta. Zerknąłem na artykuł, który mi pan podesłał, przedstawiający wartość transferów w oparciu o parytet złota. Zostawmy to. Obecnie miernikiem wartości i obowiązującym środkiem płatności jest pieniądz. To nam wystarczy.

Wartościowanie w gospodarce odbywa się poprzez proces wymiany. I tak wymieniany jest piłkarz - pracownik, który przechodzi przykładowo z Juventusu Turyn do Manchesteru United czy jakiegokolwiek innego klubu. Wartość ekonomiczna ustalana jest na podstawie pewnych kryteriów. Można zaliczyć do nich koszty wychowania zawodnika, pieniądze, jakie zostały w niego zainwestowane, dotychczasowe wynagrodzenie, efekty jego pracy. Klub jest w stanie policzyć ile rzeczywiście zainwestował w danym czasie w zawodnika. Jeśli przez trzy lata było to dajmy na to 50 milionów euro, a on przez ten czas jeszcze bardziej się rozwinął, klub nie zażyczy sobie za ewentualny transfer 30 milionów. Włodarze klubu to przedsiębiorcy i nie świadczyłoby to o nich dobrze.

Oczywiście cenę wyznacza również rynek i panujące na nim warunki. Patrząc wstecz, było mnóstwo wybitnych zawodników, którzy odnosili międzynarodowe sukcesy i ich wartość na współczesnym rynku mogłaby spokojnie przebijać kwoty płacone za Garetha Bale'a, Cristiano Ronaldo czy Paula Pogbę. Choćby piłkarze Realu Madryt z lat pięćdziesiątych poprzedniego wieku, Bayernu Monachium czy Ajaksu Amsterdam z lat siedemdziesiątych albo nasi zawodnicy, którzy po świetnym mundialu w 1974 roku nie przeszli do wielkich klubów tylko i wyłącznie przez ustrój polityczny panujący w naszym kraju. Przypomnijmy, że uniemożliwiał on transfery do zachodniej części Europy zawodnikom mającym mniej niż 30 lat.



Kolejny punkt to piłkarscy agenci, którzy różnymi sztuczkami próbują zawyżać wartość swoich klientów. Niemiecki związek opublikował niedawno wysokość prowizji, jakie w sezonie 2015/2016 wypłacały agentom kluby Bundesligi i dwóch kolejnych szczebli. Te kwoty w przypadku Bayernu Monachium czy Schalke 04 sięgały nawet 16 milionów euro. Tyle pieniędzy rocznie trafiało na konta agentów z tytułu transferów do tych zespołów. Jeśli chodzi o mniej zamożne kluby, było to od 0,7 do 1,2 miliona, jak w przypadku Darmstadt czy Ingolstadt. Większość menedżerów była lub wciąż jest związana z biznesem. Oni doskonale widzą jak prowadzić negocjacje. Nie mogą przecież ponosić strat. 

Ważna jest też siła przetargowa pomiędzy klubem sprzedającym, a tym, który kupuje. Ma to wpływ na ostateczną kwotę. Również wartość rynkowa i sportowa samego klubu. Inaczej wyglądają rozmowy Realu Madryt z klubami z Manchesteru, a inaczej „Królewskich” z Tottenhamem. Działacze „Kogutów” sprzedając Bale'a do Madrytu wiedzieli, że Walijczyk wyższego poziomu w Londynie już nie osiągnie. Potrzebował czegoś nowego, większego wyzwania. Przejścia do podmiotu, który gwarantował mu podniesienie umiejętności piłkarskich i grania o najbardziej prestiżowe trofea. Tottenham nie mógł mu tego zaoferować, a było to siłą przetargową Realu. To oraz moment rozwojowy klubu z Madrytu i osiągane przychody.

Ceny bardzo często są oczywiście podbijane. Powody są różne. W Portugalii czy Ameryce Południowej kluczową rolę odgrywają kwestie własnościowe. Bardzo często jest tak, że właścicielami zawodnika są aż trzy podmioty. Tamtejsze kluby dzielą prawa do swoich zawodników z samymi agentami albo funduszami inwestycyjnymi. Strony często nie potrafią dojść do porozumienia. Każdy chce ugrać jak najwięcej dla siebie, a idzie za tym wzrost ostatecznej kwoty transferowej. 

Patrząc na te wszystkie czynniki i sytuację panującą na rynku, wielkie stumilionowe transfery zawodników ze ścisłego topu, moim zdaniem, się bronią. Ale kluby coraz częściej wykładają 20, 30, czasami nawet 40 milionów euro na zawodników po prostu słabych lub co najwyżej przeciętnych.
Pełna zgoda. Można powiedzieć, że są to pracownicy o średnich umiejętnościach. Nie niskich, ale średnich. Oni w każdej lidze znajdą swoje miejsce i w gruncie rzeczy są potrzebni, ale patrząc na ich możliwości, są przepłacani. Najwięcej takich transferów jest w Anglii. Bardzo możliwe, że tamtejsze kluby przeprowadzają je, kierując się w zasadzie jedną zasadą - robimy to, żeby nas nie uprzedzono. „Znacznie przebiję potencjalną ofertę rywala, żeby tylko nas nie ubiegł”. Takie podejście w międzynarodowym biznesie jest bardzo częstym zjawiskiem. Jedni szykują na transfer powiedzmy pięć milionów euro, a drudzy, dla pewności, wykładają od razu 20. Nie ma się więc co dziwić, że są w stanie bardzo szybko dogadać się z dotychczasowym klubem zawodnika. 

To również sztuczne podbicie ceny. Zawodników o średnich umiejętnościach, za których zapłacono zbyt duże pieniądze jest cała masa. Niestety dla samych piłkarzy, nowe kluby wymagają potem od nich więcej niż oni naprawdę są w stanie zaoferować. To marnotrawienie pieniędzy. Trzeba jasno powiedzieć, że kapitał finansowy piłkarskich klubów w 90 procentach nie jest wysoki. Niewiele z nich osiąga długofalowe zyski i ma zrównoważone budżety. 

Cena bardzo często jest nieadekwatna do możliwości i potencjału zawodnika. Myślę, że w każdym klubie, który gra w europejskich pucharach znajdziemy nieprzemyślane i nieudane transfery.

Transfer to transakcja obarczona ryzykiem. Zatrudniając danego piłkarza, klub nie ma gwarancji, że faktycznie podniesie on poziom drużyny. Do tego wszystkiego dochodzą częste zmiany trenerów i brak cierpliwości ludzi zarządzających klubami. I tak, zawodnik, który przyszedł do
  klubu za stosunkowo duże pieniądze z dnia na dzień staje się niepotrzebny, bo kompletnie nie nadaje się do koncepcji nowego szkoleniowca. 

Niektórzy nie zdają sobie sprawy z tego, jak ważne są relacje trenera z dyrektorem sportowym czy resztą działaczy. Czasami brakuje odpowiedzialności za podejmowane decyzje. Bo skąd chociażby dzisiejsze problemy Wisły Kraków? Między innymi stąd, że w pewnym momencie przychodzili do niej zawodnicy o wątpliwych umiejętnościach. Zwykle powiązani z trenerami, którzy później sami szybko odchodzili z klubu.

Transfer za miliard euro. Jest możliwy w ciągu najbliższych 10 lat? I co musiałoby się stać, żeby ktoś faktycznie zdecydował się na taki zakup? Kosmiczny wzrost przychodów?
W 2015 roku Real zanotował 581 milionów euro przychodów. Obserwujemy wzrost w topowych europejskich klubach i mimo wszystko one bardzo długo pracowały na to, żeby przekroczyć barierę pół miliarda euro. W ciągu 10 lat klubom będzie bardzo ciężko zwiększyć je na tyle, żeby pozwolić sobie na wydatek rzędu miliarda euro. Widzę jedno pewne rozwiązanie - musiałby się pojawić zewnętrzny inwestor, który dysponowałby wystarczającym majątkiem.

Podstawowe pytanie jest jednak inne - czy w ciągu tych kilku lat pojawi się zawodnik, który będzie wart takich pieniędzy. Skoro dzisiaj kontrowersje budzą transfery powyżej 50 milionów euro, to co ta osoba musiałaby prezentować, żeby płacić za nią aż tyle pieniędzy. Mimo tego inwestorzy z krajów Zatoki Perskiej przy kapitale, którym obecnie dysponują, mogą to osiągnąć, podobnie jak przedsiębiorstwa z Chin.
 

Mogą czy będą mogli? Taka fanaberia, bo inaczej tego nazwać nie można, jest możliwa już teraz?
Myślę, że tak. W krajach o wschodzących gospodarkach - w Malezji, Indonezji czy Indiach - są ludzie, dla których taki wydatek już teraz nie byłby najmniejszym problemem. Skoro kupują dobra luksusowe za więcej niż miliard euro, równie dobrze mogliby przeznaczyć taką kwotę na piłkarza. Myślę jednak, że nie byłoby w tym większego sensu.

Wątpię, żeby włodarze Barcelony, Realu, Bayernu, PSG czy obu Manchesterów chcieli, żeby na rynku pojawił się piłkarz kupiony za miliard euro. Transfer to przecież jedno. Do niego dochodzi wynagrodzenie. A jeśli samo ściągnięcie zawodnika kosztowało miliard, to pojawia się pytanie, ile on powinien zarabiać
!

Można przypuszczać, że jeśli ktoś jednak wyłoży kiedyś takie pieniądze na jednego gracza, będzie całkowicie decydował o jego losie. O tym czy będzie grał i w ogóle co się będzie z nim robiło. W grę weszłaby pewnie wyłączność reklamowa dla tego klubu lub grupy sponsorów.



Pomysły muszą być jednak długofalowe. Na przykład Erick Thohir, który jakiś czas temu przejął Inter Mediolan ich nie miał. W Europie będziemy mieć pewnie coraz więcej inwestorów z Azji. Dotychczasowe inwestycje przypominają jednak raczej zabawę przedszkolaka, który po jakimś czasie czuje się znudzony i odrzuca zabawkę w kąt. Odrzuca i znajduje sobie nową. Brakuje kontynuacji. Słuszne są obawy kibiców, którzy twierdzą, że jest to swoisty „zamach” na kulturę i tradycję piłkarską. Futbol potrzebuje odpowiedzialnych inwestorów. 

Podsumowując, na taki transfer jeszcze sobie poczekamy?
Wszystko jest możliwe, ale nie mam takiej fantazji, żeby wyobrazić sobie transfer za miliard euro w ciągu najbliższych 10 lat. Szczególnie, że w coraz większej liczbie państw na świecie powstają profesjonalne ligi, które docelowo mają być silne, a zasoby kapitałowe są ograniczone. Stąd też podmioty gospodarcze dysponujące kapitałem i mające w planach inwestycje w obszarze sportu będą miały w czym wybierać. Decyzje menedżerskie polegają na wyborze najlepszego rozwiązania, a następnie wdrożenia go w życie. Na dzień dzisiejszy żadnego zawodnika nie można wycenić na taką kwotę. Piłkarscy menedżerowie w większości klubów powinni raczej zastanowić się nad tym, jak zapewnić bieżącą płynność finansową i minimalizować straty. 

A Leo Messi i Cristiano Ronaldo?
Wartość Portugalczyka wzrosła po zdobyciu mistrzostwa Europy. Messi nie zdobył niczego w piłce reprezentacyjnej. Nie sięgnął po mistrzostwo świata, które byłoby dla niego pewnym ukoronowaniem. Kwestia wartości jest dzisiaj bezpośrednio związana z ceną. Kiedyś było to rozdzielone. Ciężko mówić o obiektywnej wartości. Zawsze będzie to subiektywna ocena zależna od tego, kto ją wykonuje.

W pewnym momencie kariery zawodnika jego wartość może już tylko spadać. Wzrost staje się niemożliwy. Z reguły zaczyna się to w wieku 28 lat i ma związek ze spadkiem efektywności, umiejętności, i kondycji. Taki zawodnik będzie notował coraz mniej goli i asyst. Bramkarz będzie coraz rzadziej skutecznie interweniował. Bardzo ważne są wyniki testów wydolnościowych. Sir Alex Ferguson przyznał kiedyś, że robiąc wykres dotyczący wartości zawodnika, analizując jego predyspozycje fizyczne oraz psychiczne, widzi, do jakiego momentu może się on przydać jego drużynie. Gdy piłkarz dochodzi do granicy, w której nie można już z niego więcej „wycisnąć” dla potrzeb zespołu, trzeba go sprzedać. Szkot tłumaczył to choćby na przykładzie Japa Staama. Mając konkretne dane, podjął decyzję o jego odejściu, choć nie każdy ją rozumiał.



Wielu kibiców z Monachium miało też pretensje do przedstawicieli Bayernu Monachium po sprzedaży Bastiana Schweinsteigera. Chodziło o to samo. Wyniki wszelkich badań pokazywały swoje. Wydolność organizmu Niemca już nigdy nie będzie taka jak kiedyś. Cały czas będzie schodziła w dół. Organizmu się nie oszuka. Chociaż oczywiście nadal jest on pełnowartościowym zawodnikiem, który ma przed sobą kilka lat gry na profesjonalnym poziomie. 

Lekarze, którzy przeprowadzają potrzebne badania bardzo często słyszą od klubowych władz proste pytania - ile lat wytrzyma jeszcze kolano, staw skokowy czy kręgosłup danego zawodnika. Ile czasu będą one mogły jeszcze funkcjonować przy takich obciążeniach. Sugestie sztabu medycznego zwykle są kluczowe. 

Nie powiem ile według mnie warci są Cristiano Ronaldo czy Lionel Messi, bo musiałbym przeprowadzić naprawdę dogłębną analizę. Jedno jest pewne, to cały czas będzie się zmieniać. Z wartością zawodników często jest jak z akcjami na giełdzie. Na obniżenie wartości Messiego mogły mieć wpływ na przykład jego problemy podatkowe.

Po sprawie Bosmana byliśmy świadkami niezliczonej liczby wolnych transferów, również takich przeprowadzanych na najwyższym poziomie. Straciliśmy przez to możliwość pełnego porównywania. 

Żyjemy w epoce płynnej nowoczesności. Zmiany na rynku są równie gwałtowne. Tak jak wspomniałem na początku, wartościowanie w gospodarce odbywa się poprzez proces wymiany. Jeśli całkowicie utożsamiamy ją z ceną, możemy określić ją dopiero po tym, gdy ktoś dokona transferu danego zawodnika. Rozmawiając o wartości Cristiano Ronaldo czy Messiego, musimy więc przede wszystkim przeanalizować czy znalazłby się dzisiaj chętny na ich zakup, a Real z Barceloną zgodziłyby się na sprzedaż. Cena odzwierciedla rzadkość dóbr, zarówno materialnych, jak i niematerialnych, a „wartość wymiany” jest punktem orientacyjnym.

TUTAJ PIERWSZA CZĘŚĆ ROZMOWY

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Artur Grabowski Anglia Hiszpania Wywiad Paul Pogba Manchester United FC Juventus FC Gareth Bale Real Madryt CF FC Barcelona
KOMENTARZE (
0
)
FACEBOOK:
REKLAMA:

Page generated in 0.0046 seconds.

| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2017 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.